Woland.
Pisane dzisiaj o poranku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez uchylone okno. Leniwie otwarłem oczy i trzymając się za pulsującą z bólu głowę rozejrzałem się wokół. Wszędzie panował straszny bajzel. Na biurku było dosłownie wszystko, pusta butelka po wodzie mineralnej, napoczęta paczka czipsów które od trzech dni stanowiły moje śniadanie, kubek z resztką kawy, paczka papierosów, całe sterty zapisanych i czystych kartek, moje ulubione pióro i ogryzek na którym siedziało kilka much owocówek. Niemal bezsilny zwlokłem się z łózka i udałem się do toalety, wcześniej jednak wstawiłem wodę na kawę. Przeglądając się w brudnym lustrze zobaczyłem moją twarz. Zmęczoną, zarośniętą. Oczy miałem jakieś odległe, nieobecne, bez jakichkolwiek emocji. Oczy człowieka ślepo ufającego komuś kto na zaufanie na pewno nie zasługuje. Zrzucając z krzesła pokaźną stertę ubrań usiadłem na nim i wyciągnąłem z paczki papierosa. Wsadziłem go sobie w usta i rozpocząłem poszukiwania zapalniczki. Znalazłem ją w paczce czipsów, a właściwie resztce czipsów jaka została na dnie paczki. Odpaliłem go, zaciągnąłem się i biorąc spory łyk czarnej, gorzkiej rozpuszczalnej próbowałem przypomnieć sobie co działo się zeszłej nocy...
Wróciłem do domu zamykając drzwi na zamek, w który zresztą ledwo trafiłem kluczem. Byłem pijany, jednak nie na tyle aby stracić świadomość tego co mnie spotkało. I to była prawdziwa udręka. Alkohol stłumił myśli, wyzwolił we mnie barowego prostaka jednak nie pozwolił zapomnieć o tej dziewczynie. Skutki tego były fatalne. Wchodząc do baru już wiedziałem że tego wieczoru urżnę się srogo, urżnę się tak aby zapomnieć o wszystkich wokół. Świat będzie wirował a ja będę w jego centrum napędzając go aby wirował coraz szybciej i szybciej...nie mogłem jednak przewidzieć tego, że ona też tam będzie...i to ze swoim nowym chłopakiem. Z chłopakiem z którym spotykała się jeszcze kiedy byliśmy ze sobą. Nie patrząc w jej stronę szybkim krokiem udałem się do baru i zająłem wolne krzesło. Zamówiłem setkę wódki, potem jeszcze jedną, potem następną, kolejną, jeszcze jedną...potem wstałem, potem podszedłem do nich, potem wyjechałem mu w zęby, usłyszałem jej pisk, strzeliłem ją w gębę, zobaczyłem jak on wstaje, zobaczyłem jak bierze pustą butelkę, zobaczyłem jak zamachnąwszy się wymierzył ją we mnie, zobaczyłem ciemność...kiedy otworzyłem oczy leżałem przed barem z guzem wielkości piłeczki do pong ponga. Zwlokłem się z chodnika i chwiejnym krokiem udałem się do domu. Z obolałą głową, żołądkiem buntującym się za sprawą nadmiaru alkoholu i ogromnym moralnym kacem udałem się do kuchni, wyjąłem z zamrażarki lód i przyłożyłem go do głowy. Usiadłem na łóżku i delikatnie rozmasowałem bolące miejsce cały czas przykładając worek lodu który przynosił mi nieznaczną ulgę. Nic jednak nie koiło tego co czułem. Właściwie to nawet nie potrafię nazwać tego uczucia. Powiem po prostu że czułem się jak gówno. Kiedy poczułem się na tyle silny żeby wstać z łóżka wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa i oparłszy się o barierkę podziwiałem wygląd miasta nocą. I wtedy go poznałem... -Prawda, że piękny widok? Ogarnięty nagłą falą strachu bałem się odwrócić i spojrzeć do kogo należą wypowiedziane słowa. Coś jednak sprawiało że głos ów w jakiś dziwny sposób budził we mnie zaufanie i spokój. Powoli odwróciłem się i uważnie zlustrowałem dziwnego przybysza. Stał przede mną niewielki człowieczek filigranowej budowy, ubrany w bardzo elegancki frak a jego głowę zdobił wysoki cylinder. Jego fizjonomia budziła we mnie zaufanie, chociaż spojrzenie miał ostre i przenikliwe. Pod szpiczastym nosem rysował się niewielki przystrzyżony wąsik. -Może dziwi pana moja obecność, zapewniam jednak że ową wizytę zaplanowałem dużo wcześniej, lecz po prostu nie miałem kiedy się u pana zjawić. -powiedział dziwny przybysz lustrując mnie uważnie. -Kim...kim pan do cholery jest i co to wszystko ma znaczyć?!-krzyknąłem a strach już niemal całkiem mnie opuścił. -Tylko nie tym tonem.-ze stoickim spokojem odpowiedział nieznajomy.- Ale masz racje. Jestem ci winien wytłumaczenie, chociaż nie wiem czy je zrozumiesz. Ale wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Nie wiedziałem co powiedzieć zaintrygowany tym, czego przed chwilą się dowiedziałem. -Ale o co panu chodzi? Jaką prawdę? Co to wszystko znaczy? Czy ja zwariowałem? -Nie, nie zwariowałeś, zaufaj mi. Oh! Gapa ze mnie, nie przedstawiłem się! Zwą mnie Woland. -Woland, ten Woland z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa?!- nie wierzyłem własnym uszom. -Skąd! Chociaż to pewnie o mnie myślał Bułhakow pisząc swoją powieść, wszak sam mu tę postać podsunąłem. Zawszę chciałem być diabłem. Nawiasem mówiąc całkiem nieźle mu wyszło, tylko skąd on wziął tego czarnego kocura?!- Woland chwycił się za głowę i po chwili namysłu zaczął mówić dalej.- Nie jestem diabłem. W tajemnicy powiem ci że diabła tak naprawdę nie ma. -A Bóg? Co z Bogiem? Ty jesteś
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mhc
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…