Wrócić do Edenu
Świat został zniszczony... A Eden jest kluczem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Adam – młodzieniec lat dwudziestu kilku o gęstych, brązowych włosach, czarnych oczach i niezbyt ciemnej cerze, wysoki, szczupły acz silny. Tak więc Adam ten złożył głowę na kamieniu, układając plecy na mchu, pragnął, aby to nie był sen. Eden – w dali szumi wiatr w konarach drzewa życia – centrum ogrodu, którego on się zaledwie domyśla. Obok duży zwierz – szary, srebrzysty wilk, Adam go jednak nie dotyka. Leży i patrzy w niebo, gdzie jedna tylko chmura – biała jak nic na całej Ziemi, wciąż staje się tym, czym tylko ona sama chce. Adam też by tak chciał. Czy ona zmieniając formę, czuje się czymś innym, czy wciąż zostaje tą samą chmurą? Piękna, misterna robota zdolnego twórcy, nawet te odgłosy – ptaki, szelest liści, wiatr w trawie. Zamyka oczy. Z zadumy wyrywa go głos – głos kobiecy, nieznany, jakby dopiero co powstał, jakby dotychczas obcy jego uszom. Otwiera oczy i widzi ją, to nie jest niestety ta, którą chciałby zobaczyć – to nie Ewa, to nie mała siostra Adama. To Gośka. Adam mruczy coś na powitanie – jakąś formułkę grzecznościową wobec tej matrony. Gośka jest przywódcą. Jest szanowana, prawie wszyscy jej słuchają. Gośka ma lat może pięćdziesiąt, mocno rozjaśnione włosy, koloru bliskiego zbożu, jakie Adam pamięta z dzieciństwa. Oczy Gośki są mądre - zielone. Przedtem była matką trójki dzieci, żoną jednego męża, córką dwojga rodziców, nauczycielką ponad setki studentów – miała tytuł naukowy i lubiła swoją pracę. Teraz jest wdową, kobietą, która opłakuje wszystkich swoich bliskich. Jest ich przywódcą, nie okazuje strachu ani łez – nosi tylko ból w oczach, cień straty. Głos ma czysty – oczyszczony cierpieniem. Włosy ciasno splecione przy głowie, niezbyt długie – jest ubrana na czarno, jak zawsze, z białą bluzką i zielonymi adidasami. Mówi coś o kolejnych ciałach. Nie zwraca uwagi na tę idealną iluzję. Adam wstaje zrezygnowany. Nie ma nadziei, wydaje polecenie rzucone na ten wiatr, który nie istnieje – obraz Edenu rozmazuje się – zostają metalowe ściany i sufit jak kopuła, zamiast nieba. Adam ma włosy ścięte na długość kilku milimetrów za ucho, ubrany jest w dżinsy i zielony trykot, buty ma czerwone z cholewką do łydki, na włosy nakłada niebieską bejsbolówkę. Wśród ciał jest około osiemnastoletnia dziewczyna pasująca do opisu Ewy. Po za tym Adam ma teraz wartę w Obserwatorium. Wychodzą z zimnego, metalowego pomieszczenia, które było jeszcze chwilę temu ciepłym Edenem. Idą pustym korytarzem, ich kroki odbijają się od ścian – jest zbyt późno, aby mógł tłumić je jakiś inny krok. Adam wyjmuje ze swojej szafki czarny pas z nożem w pochwie – nóż jest prezentem od ojca, jedyną pamiątką po nim – i notes elektroniczny, który konfiguruje zajęciami, które czekają na niego w dniu, który zacznie się za kilka godzin. Jednym uchem słucha relacji Gośki z kolejnej wyprawy na powietrze, na powierzchnię, do nieprzyjaznego świata. Gośka też wspomina coś o odkryciu w Obserwatorium. Adam zatyka urządzenie za pasek, układa dłonie na karku, ściąga włosy z policzków na kark. Docierają do Sali Otwartej, czeka tu na odprawę kilkoro Zwiadowców, obok, na stołach leżą ciała okryte plastikowymi workami, żeby nie raziły wzroku. Gośka mówi kilka słów o tragedii, próbuje podnieść Zwiadowców na duchu, prosi, aby się przespali. Po przebudzeniu świat wygląda inaczej, lepiej, ból jest mniejszy. Głos ma pewny i czysty, ale Adam jej nie wierzy, nie mówi tego do końca szczerze. Adam patrzy przez przeźroczystą kopułę na zewnątrz, na czerwone niebo – takie różne od tamtego szafirowego sklepienia Edenu. Wyjmuje z kieszeni małą słuchawkę, umieszcza ją przy uchu, urządzenie jest ciepłe. Natychmiast dobiega do niego monotonny głos składającego raport Rosa – nikt nie zna prawdziwego imienia Rosa, a to pochodzi z tatuażu na jego lewym ramieniu. Rosa nie mówi zbyt wiele o sobie – ma ogoloną głowę, silnie zbudowaną klatkę piersiową, duże, zręczne ręce i głęboko osadzone, ciemnoniebieskie oczy, krzywy nos i rzadką brodę koloru miedzianego. Zawsze ubiera się w obcisły top i ciężkie szorty. Głos ma twardy, gardłowy. Powtarza wszystkie namiary czegokolwiek, co się poruszyło w ciągu trwania jego zmiany. Adam nie odzywa się aż do końca raportu. Potwierdza, że zrozumiał cały zapis, podchodzi do ciał, zdejmuje ostrożnie folię z każdej głowy i szyi, aż do ramion. Szuka znajomych rysów i znamienia na ramieniu – małej gwiazdki. Jak zwykle nic. Nie zna żadnej z tych osób. Podpisuje się na tablicy, rusza do Obserwatorium. Rosa właśnie zdejmuje słuchawki i gogle Obserwatora, kładzie na pulpicie. Wskazuje palcem jeden z ekranów radaru, mówi coś o ciągłym ruchu. Ale ruch ten jest inny niż zazwyczaj – jest systematyczny (Adam porównuje odstępy między kolejnymi odcinkami na swoim zegarku), posuwa się konsekwentnie w jedną stronę lekkim zygzakiem (Adam bierze od Rosa wykres toru tego ruchu w ciągu ostatnich czterech godzin), porusza się dwadzieścia kropek w czterech grupach w niewielkich odstępach od siebie. Żywe stworzenia? Co mogło przeżyć na zewnątrz? Kropki zatrzymują się na dłużej niż zwykle, powinni się pośpieszyć – gdy za dwie godziny wzejdzie słońce temperatura przekroczy granice ludzkiej wytrzymałości. Adam ściska dłoń Rosa, siada na miejscu zmiennika. Rosa wychodzi. Adam wyjmuje spod pulpitu mapę tego terenu – ostatni zapis jego powierzchni przed zniszczeniem wszystkich sztucznych satelitów Ziemi. Porównuje mapę z terenem, który obejmuje radar. Stare jaskinie – na upartego zmieści się tam dwadzieścia osób. Dlaczego myśli o tych kropkach jak o istotach ludzkich? Adam tego nie wie. Chowa mapę, zakłada słuchawki i gogle, wciąż śledzi ruch kropek – zbliżają się do jaskiń, jedna grupa zostaje coraz bardziej w tyle, jedna z kropek pierwszej grupy zawraca, cała dwudziestka dociera spokojnie do jaskiń. Adam wciąż spogląda na tajemnicze punkty na radarze. Pilnuje wszystkich radarów, ale tego szczególnie. Nic większego się nie dzieje. Niezwykle silne wiatry poruszają zwalonymi drzewami i ruinami tego, co jeszcze rodzice Adama nazywali miastami. Wiatry te zakłócają sygnały radiowe. Adam wyostrza radio w Obserwatorium, liczy na sygnał od przebywających w jaskiniach. Skąd u niego ta nadzieja? Adam i tego nie wie. Nie rozumie. Przecież już ją stracił, już tak dawno. Odwraca swoje myśli ku innym ekranom, śledzi wykresy temperatury, wilgotności, siły wiatru, ilości zanieczyszczenia w powietrzu, natężenia promieniowania. Wartości zmieniają się tak niewiele, że nie musi nawet na nie spoglądać, zna dobrze je wszystkie. Niektóre rosną, inne maleją, ale niezwykle powoli, jakby sprawdzając, czy Ziemia jest już gotowa na ten kolejny krok. Zamyka oczy, ale nie zasypia. Adam nie sypia prawie wcale, jego sen wywołuje hipnoza wprowadzona jak wirus do iluzji Edenu. Dlatego Eden jest taki ważny. Zamyka oczy, ale nie marzy, Adam nie ma marzeń, tylko obraz ogromu zagłady, jaką Ziemia sobie zgotowała. Bo to nie żadna obca siła ją tak okaleczyła, nie inwazja Obcych, nie inne wymiary. Zniszczył ją brak szacunku człowieka dla czegokolwiek. Zwłaszcza dla samej Ziemi i ludzkiego życia i wiary. Adam urodził się wolny, podobnie jak Gośka czy Rosa. Zagłada dotarła później, ludzie zbyt późno się zorientowali, zbyt późno zaczęli słuchać ludzi takich jak rodzice Adama i Ewy. Ameryka była zbyt wielka i potężna w swojej dobrze ukrytej słabości, Afryka zbyt zajęta swoimi długami, Australia zbyt niewinna. On urodził się w Europie, a Europa była zbyt dumna, a potem już jedynie bezradna, zaś Azja myślała, że jest niezwyciężona. A to byli tylko terroryści, tylko bezwzględni mordercy, tylko fanatyczni samobójcy dla źle zinterpretowanej wiary. Było ich najwyżej kilka milionów, tyle co jeden kraj, a na Ziemi żyło prawie dziesięć miliardów ludzi. Ludzie zobojętnieli na cierpienie, przez lata wojny nie zauważyli nawet, kiedy wojna się rozpoczęła, większość nie dożyła jej końca. Zanim zauważyli jak wiele może urażona wiara z upokorzoną dumą i ogromną dewastacją środowiska naturalnego Ziemi, było za późno. Niewielu zdążyło się ukryć. Niewiele było miejsc, gdzie można było się ukryć i uratować. Czego nie zdziałały bomby, dopełniły ich konsekwencje. Teraz, w cztery lata od zamieszkania tych, którym udało się przeżyć w tych rozległych bunkrach u podnóża Alp, brak nadziei. Jedynym, czego nie brakuje, to energia – baterie słoneczne ładowane są jedynie przy wschodzie i zachodzie Słońca, a jednak energii właśnie jest aż nadto. Mieszkańcy bunkrów nie mają nadziei na istnienie innych ludzi na całej planecie. Wszyscy pogodzili się ze stratą swoich bliskich na tyle, na ile można się z tym pogodzić, aby żyć dalej. Nikt jednak nie zapomina. Każdy według własnej wiary i powierzchowności oddaje cześć tym, którzy umarli. Każdy ma świadomość olbrzymiego szczęścia, ale niewielu potrafi wierzyć w lepsze jutro, niewielu wciąż ma nadzieję. Przy zmysłach i woli walki trzyma ich wszystkich jedna myśl – wspomnienie tych, którzy umarli. Z zamyślenia wyrywa Adama syk w głośnikach. Adam trzeźwieje natychmiast, ustawia wszystkie urządzenia, chce uchwycić nikły sygnał. Dla pewności nagrywa wszystko, co dociera do odbiornika. Jak bardzo Adam teraz żałuje, że nie powiodły się próby naprawy nadajnika. Dociera zakłócony przekaz. Do wschodu pozostaje coraz mniej czasu, wtedy nić nadziei zostanie zerwana, nadawcy wiadomości ruszą dalej, bunkry alpejskie zostaną poza ich zasięgiem. Adam musi zdążyć! Włącza alarm, potrzebuje teraz każdej pomocy. Ma tylko dwadzieścia minut na próbę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil obsydian
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…