Wróć do katalogu

WROTA PODZIEMI

Cośmy uczynili?-wykrzyknął jeden z Kapłanów,ocierając drżącą dłonią krew z ust-Wszyscy zginiemy...Głuchy ryk z wnętrza skały niósł się jeszcze długo ponurym echem między kamiennymi szczytami

LILLITH, opublikowano , 16 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Oślepiające światło rozbłysnęło w małej świątyni pośród górskich stoków, a ziemia zatrzęsła się pod stopami Kapłanów. Ogłuszający rumor pękających skał sprawił, że poupadali na ziemię drżąc i zawodząc. Tylko jeden mężczyzna rozwarł szeroko ramiona, wpatrując się w skalną ścianę, na której krwią namalowany został prastary symbol pentagramu. Lśniąc czerwonym światłem z początku powoli, teraz zaczął wirować coraz szybciej, unosząc w powietrze tumany kurzu. Gwałtownym podmuchem zgasił pochodnie i poprzewracał drewniane posągi przedwiecznych Bogów. - Cośmy uczynili? - wykrzyknął jeden z Kapłanów, ocierając drżącą dłonią krew z ust - Wszyscy zginiemy... Głuchy ryk z wnętrza skały niósł się jeszcze długo ponurym echem między kamiennymi szczytami.

Pod ciężkimi końskimi kopytami śnieg nie skrzypiał. Od czasu do czasu jasny błysk spadającej gwiazdy rozpraszał mrok ponurej nocy, by ciemność w chwilę potem wydawała się jeszcze bardziej przytłaczająca. Poruszali się bezszelestnie pomiędzy gigantycznymi drzewami. Zmarznięte dłonie pod skórzaną rękawicą odmawiały jej posłuszeństwa, a przecież noc dopiero zapadała. Spod czarnego kaptura przypatrywała się w milczeniu jeźdźcom, którzy podążali przed nią oraz ciężkim końskim grzywom i ogonom, starannie zaplecionym, aby żaden szelest nie zdradził ich obecności w lesie. Oni sami zaś okryci ciemnymi pelerynami siedzieli pochyleni z głowami zwieszonymi na piersi. Zewsząd otaczała ich głucha cisza i zdradziecka ciemność. Przylgnęła do konia, poszukując u niego ciepła. Nie była w stanie nawet myśleć. Kiedy odwracała się do tyłu z ulgą przypatrywała się jak śnieg zasypuje ich ślady, a gwałtowny wiatr tworzy za nimi białą zasłonę. Zaprawdę przeprawy przez ten przeklęty las zimą miały sens. Odetchnęła nierówno widząc, że wstrzymują konie, zmieniając szyk i zbierają się pod jednym z drzew. - Musimy odpocząć - usłyszała w swojej głowie głos ich przywódcy. Dzięki strumieniowi myśli mogli się porozumieć bez obawy, że ktoś ich usłyszy. Jej koń opuścił nisko głowę i zastygł w bezruchu. Pozostałe konie uczyniły to samo. Czuła pasma energii, które delikatnie muskały jej ciało. Tylko wytrawny Mag mógł je wyczuć, a tym bardziej dostrzec. Przymknęła zmęczone oczy, wsłuchując się w szelest magicznych nici. Niewyczuwalna przeprawa przez zimowy las wymagała od ich wierzchowców ogromnego wysiłku energetycznego. Gdyby nie te krótkie postoje ich kroki szybko zostałyby usłyszane. Śnieg wirował wokół nich, przynosząc ze sobą kolejne fale zimna i tylko głuchy pomruk uginających się na wietrze konarów rozbrzmiewał nad ich głowami.

Niespodziewanie z otchłani tej nieogarniętej ciszy i śniegu wyłonił się Demon. Jego czerwone, okrągłe ślepia błysnęły w ciemności. Wszyscy wstrzymali oddechy, a konie przerwały tkanie nici energetycznych. Jej dłoń podświadomie powędrowała do lekkiego miecza wetkniętego za siodło. Powykrzywiane zęby Demona wystawały poza szeroką paszczę. Bezwargi stwór o ciele chudym i wynędzniałym zrobił kilka kroków w ich stronę. Na wietrze płaty sczerniałej, pozrywanej przez wieki tułaczki skóry, oplotły jego ręce i nogi. Szybko dostrzegła, że Demon w jakimś przeraźliwym impulsie rzucił się na najbliżej stojącego jeźdźca. Swoimi czarnymi szponami zamachnął się w stronę końskiego boku. Wszyscy wciąż trwali w milczeniu, nieruchomo przyglądając się atakowi bestii. Wtem jednak, któryś z jeźdźców wyskoczył w jej stronę, odtrącając ją w śnieg. - Stój, głupcze! - wykrzyknął ich przywódca - Nie widzisz, że to Demon Szpieg?! Przerażenie w oczach jeźdźca ustąpiło zaskoczeniu. Bezradnie spojrzał w miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze leżał Demon, jednakże jego już nie było. Wizja wysłana przez Mistrza Demonów została przerwana. Jego wzrok powędrował w stronę zaatakowanego konia i jeźdźca, ale nie dostrzegł żadnych ran. - Wybacz! Śnieg odebrał mi rozum! - wyjąkał - Chciałem pomóc! Tylko pomóc... Przekaz jego myśli urwał się. - Musimy natychmiast wyruszyć! - przywódca pogonił swojego wierzchowca, który z miejsca ruszył gwałtownym galopem. Oniemiała widząc, że jego koń niemal nie dotyka śniegu. Bezszelestnie wzbijał się ponad nim, by w szaleńczym tempie oddalić się od miejsca pojawienia się Demona Szpiega. Ruszyli za nim. Ich konie gnały przed siebie, utrzymując jednak szyk, który w razie napaści miał zapewnić im możliwość obrony. Pochylając się do przodu tak, by nisko zawieszone gałęzie drzew nie uderzały w jej twarz, dotknęła ręką szyi czarnego wierzchowca. Był spokojny, nie czuła jego strachu. Pieszczotliwie pogłaskała go, uśmiechając się do siebie. Wiedziała, że może na niego liczyć. Wychowywali się razem. To u niego w stajni spała między nogami w czasie przerażających burzy i z nim po raz pierwszy wyruszyła poza mury osady. Czuła jak potężne mięśnie konia napinają się pod nią, by oddać kolejny skok przez zwalone drzewo. Śnieg wydawał się gęstnieć z każdą chwilą. Mieszając się z ciemnością sprawił, że straciła orientację. Wiedziała jednak, że jej koń dostrzega wyraźnie jasne światło bijące od konia, który im przewodził. Nie mogli się więc zgubić. Przejmujące zimno zapierało jej dech w piersi, kiedy w szaleńczym tempie wypadli na małą polanę. Jeszcze chwila i znów znikną między czarnymi konarami drzew. Jeszcze tylko chwila...!

Wtem ciszę lasu rozerwał gwałtownie złowieszczy skowyt wilka. Zamarła przerażona do granic wytrzymałości. Odkryli ich! Osadzili konie na zadach. Nici energii znów zawirowały w powietrzu, wypełniając sobą końskie ciała. W ciasnym kole otoczyli małą dziewczynkę. Jej niepozorna postać, otulona ciężką peleryną, zastygła w bezruchu. Odwróciła wzrok w stronę ciemnego lasu. Śnieżyca nagle ustała. Spadająca gwiazda rozświetliła tylko na krótko swoim gasnącym blaskiem grupkę ludzi, którzy w rozpaczliwym odruchu próbowali ochronić to, co zostało im powierzone. Dobyła miecza wsłuchując się w ciężkie kroki ich prześladowców. Z ich nozdrzy wydobywały się kłęby ciepłego powietrza, kiedy wypadli na polanę. Błyszczące czerwienią ślepia wpatrywały się w nich z nienawiścią. Wychudzone ciała o stożkowatych kłach wystających z poczerniałych paszcz stanęły na granicy lasu. Byli otoczeni!

Zanim zrozumieli co się dzieje, ogromny wybuch pośrodku polany zrzucił ich z koni, wpychając ich bezwładne ciała w śnieg. Ona jedna pozostała na swoim wierzchowcu, który by ją ochronić stanął na zadnich nogach, zapierając się potężnie o zmarzniętą ziemię. Kiedy złapała powietrze w skurczone ze strachu płuca, zobaczyła w ogromnym kraterze wysoką postać o pustych oczodołach, w których płonęły czerwone płomienie. Okryty białą peleryną z kapturem nasuniętym na głowę przyglądał jej się z zawiścią. Czuła bijącą od niego moc, która niczym zielone płomienie raz po raz ogarniała jego ciało. Był Mistrzem Demonów, które ich śledziły. W lesie zapanowała znów głucha cisza. Ciemność rozświetlały tylko błędne ogniki, które przybyły na skraj polany, by odprowadzić dusze zmarłych do Zaświatów. - Oddaj mi ją! - warknął Mistrz Demonów - Jeśli ją oddasz pozwolę wam odejść. Poczuła jak zimny pot spływa w dół jej kręgosłupa. Koń, którego dosiadała nerwowo kopał kopytem w śniegu. Wyczuwała, że niektórzy z jeźdźców, którzy byli z nią są nieprzytomni. Inni znów rozpaczliwie próbowali wydostać się spod koni, które przygniotły ich swoim ciężarem. Ona jednak żyła! Mała dziewczynka zwinęła się w kłębek i drżąc na całym ciele zakryła głowę dłońmi. - Tyle lat zmuszali cię byś zabijała i walczyła - wycharczał Mistrz - Nie masz już dość krwi na swych dłoniach? Przecież nigdy tego nie chciałaś. W końcu po raz pierwszy ktoś daje ci wybór. Jeśli oddasz mi Ją, pozwolę ci odejść. Ścisnęła miecz w dłoni, która zadrżała. Złość zmieszana z rozpaczą zasznurowała jej gardło. Przez chwilę zabrakło jej sił,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych