Wróć do katalogu

Wrota Starożytnych- Rozdział II

Historii ciąg dalszy... Perypetie kolejnej postaci, kilka nowych pytań, kilka odpowiedzi;) Zapraszam do lektury:) Opinie i wskazówki- jak zawsze- będą mile przyjęte.

Czapla, opublikowano , 20 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ II

Tamroth, stolica Prowincji Wschodniej

Słońce przygrzewało mocno, niebo szokowało intensywnym kolorem lazuru, a drzewa nieśmiało wznosiły swe zielone korony ku słońcu. Pogoda była piękna, co w sumie nie było niczym nadzwyczajnym pod koniec wiosny, gdy świat przygotowuje się na przyjęcie lata. Mirle szybkim ruchem starła ręką słodką i lepką kroplę soku spływającą z jej policzka. Nieczęsto mogła sobie pozwolić na takie owoce jak mango, drogie i zbyt luksusowe dla większości społeczeństwa. Tym razem jednak postawiła wszystko na jedną kartę. A owoc był przepyszny. Czuła, że mogłaby tak siedzieć bez końca, rozkoszując się ciepłem płynącym z rozgrzanego przez promienie kamiennego murku i samego słońca. Odpoczywać, wsłuchując się w przyciszone głosy adeptów i szmer wiatru… Skończyła jeść, bez ceregieli umyła ręce i twarz w fontannie, na której brzegu teraz siedziała. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, chłodna i krystaliczna woda działała kojąco. Owalny, wykuty w kamieniu wodotrysk znajdował się na środku niewielkiego placu, oddzielającego domy zamieszkane przez studentów. Na wyniesionym ponad poziom wody cokole stał druid w jednej ręce trzymający zwoje dokumentów, zaś z wzniesionej prawicy wystrzeliwały promienie, z samych ich końców cienkimi strużkami wypływała woda, z cichym szmerem spadając w dół. Dziewczyna wiedziała, że niegdyś był to czarodziej z laską, na której umieszczony był kryształ. Wiedziała też, że został on po Rewolucji przerobiony na druida, nie zmieniono tylko tych promieni, które symbolizowały wiedzę, światłość, opanowanie przyrody, poddanie się prawdzie i potędze umysłu. Chociaż pomnik był dziełem z pewnością bardzo utalentowanych rąk, nie zrobił na niej większego wrażenia. W Akademii Druidów i Nauk Przyrodniczych w Tamroth spotykała wiele takich rzeźb-czarodziei, zamienionych w druidów. No cóż, przeszłość to przeszłość. Tamroth, stolica Wschodniej Prowincji, miasto kultury i nauki. Może i pod względem ludności i wielkości znacznie ustępowało Amaroth, nie wspominając już o pięknie. Nie mogła jednak odmówić Tamroth jego specyficznego uroku. Wytarła mokre ręce o spodnie i włożyła je do kieszeni by jeszcze raz sprawdzić czy ma eliksir. Gdy pod opuszkami palców poczuła chłód szkła, uśmiechnęła się lekko. Ostentacyjnie założyła nogę na nogę, odgarnęła ciemne kosmyki opadające na twarz. Czekała na klienta. Czekała już od dwóch godzin, nie zamierzała jednak rezygnować, była pewna, że prędzej czy później się zjawi. I rzeczywiście. Po kilku minutach drzwi jednej z ceglanych kamienic otworzyły się z cichym zgrzytem. Młody mężczyzna rozejrzał się ostrożnie, podejrzliwym spojrzeniem omiótł placyk, w końcu utkwił wzrok na Mirle i odetchnął z ulgą. Przez chwilę przyglądała mu się z ciekawością, zgadując, czy to przypadkiem nie student alchemii. „Czy to alchemicy nosili czerwone togi?” przemknęło jej przez głowę, gdy taksowała sylwetkę studenta. Nie różnił się zbytnio od innych adeptów, jasna, niezbyt długa broda, wyraźnie odcinała się od oliwkowej cery. Ze skórzanej torby wystawały długie pióra i zwoje papieru. Uśmiechnął się, podszedł do niej pewnym krokiem, na powitanie wyciągając poplamioną atramentem rękę. -Przysiąść się mogę?- zapytał grzecznie. -Naturalnie-odparła, siląc się na obojętność. Jej palce mimowolnie zacisnęły się na szklanym flakoniku. Usiadł obok niej wciąż nie przestając się uśmiechać. Mirle zmrużyła oczy, postanowiła zaczekać aż tamten zacznie. Jednak widząc, że ten wcale się nie spieszy wygłosiła kilka banalnych zdań o pogodzie. Gdy przez chwilę rozwodziła się nad kształtem chmur płynących po niebie, mężczyzna chrząknął cicho: -Jak minęła podróż? Ależ nie, nie… Nie musi pani odpowiadać. Chciałbym przejść do konkretów. -Cieszę się, że pan się na to zdecydował- odparła. -A więc, czy ma pani to o co prosiłem?- zniżył głos do szeptu. Dziewczyna prychnęła cicho. -Gdybym nie miała nie byłoby mnie tutaj. Prosił pan jednak o konkrety, więc… -Mogę zobaczyć?- przerwał cicho, gładząc nerwowo brodę. Niechętnie wyciągnęła buteleczkę pełną oleistego płynu i podała druidowi. Chwycił ją, lekko roztrzęsionymi rękoma i przyjrzał się uważnie. -No i jak?- zapytała niecierpliwie.-Nie łatwo było ją dla pana zdobyć. -Czy miała pani…jakieś trudności? -Zawsze istnieje ryzyko- westchnęła, przyglądając się swoim smukłym palcom.- Nie interesuje to pana, jak mniemam. Więc jak? Kupuje pan? -Ależ tak, oczywiście- odparł roztargniony.- Jaka była ustalona cena? Skrzywiła się lekko. Zaczyna się. -Myślałam o…-zmarszczyła brwi, udając, że szuka w pamięci.- O trzystu koronach. Ten spojrzał na nią zdziwiony. -Trzystu? Chyba żartujesz!- mruknął. Niezadowolona, że przeszedł na „ty” odparła: -Ostatnim razem sprzedałam to właśnie za tyle. -Umawialiśmy się na dwieście sześćdziesiąt- burknął.-Teraz sobie przypominam. Delikatnie acz stanowczo odebrała buteleczkę i odparła: -Umawialiśmy się. Ale teraz umawiam się na trzysta. Wszystko ostatnio drożeje. Albo trzysta, albo muszę pana pożegnać, jest wielu zainteresowanych. W powątpieniu spojrzał na eliksir. Mirle postanowiła ratować sytuację. -To jest odpowiednia cena- uśmiechnęła się zachęcająco.- Ma szczególne właściwości. Nauka zajmuje kilka, najwyżej kilkanaście godzin, pomaga w koncentracji, przy pisaniu prac naukowych jest niezastąpiony. Aplikować do napojów- ale nigdy do alkoholu, to wywołuje zabójczą mieszankę. Przestrzegając tej prostej zasady, nie pożałuje pan. -Jest pani pewna?- zapytał z wahaniem, ważąc fiolkę w dłoni. -Czy jestem?! Ja ręczę za to- odparła bez zastanowienia.- Powie to panu każdy adept, więc nie zastanawiaj się, taka okazja nie zdarza się codziennie. Mężczyzna wahał się jeszcze przez chwilę, tęsknie patrząc na portfel. Po długiej walce wewnętrznej westchnął z rezygnacją: -Zgoda, biorę. Słyszałem trochę o tym. A efekty uboczne? -Nie występują. Chyba, że sam pan je sprowokuje- uśmiechnęła się. Spojrzał na nią markotnie. -A…-zaczął i urwał. Wyglądał na zakłopotanego. -Nie sądzę by ktokolwiek się o tym dowiedział- dziewczyna zdawała się czytać w jego myślach. Uczeń w zamyśleniu patrzył na posąg druida. -Trzysta koron- rzekł wreszcie wyciągając rękę. Szczęk monet. Przeliczyła pieniądze. Dokładnie trzysta koron. -Nie pożałuje pan- dodała, starając się by nie wyczuł w jej głosie zbytniego zadowolenia.- Zjawię się tu za jakiś czas, chętnie z panem pogawędzę. -A z czego jest on zrobiony? To tak przy okazji, nie chciałbym się narzucać- usprawiedliwił z nieszczerym zakłopotaniem. Mirle zmrużyła kocie oczy. -Tajemnica zawodowa, że tak powiem. Będzie pan zadowolony- uśmiechnęła się lekko.-Wszyscy są. Skinął głową, widać zrozumiał, że niczego więcej się nie dowie. Schował buteleczkę do kieszeni i bez pożegnania oddalił się sprężystym krokiem, szybko znikając za najbliższym rogiem. Odetchnęła z ulgą. Gdyby zrezygnował, mogłaby mieć kłopoty. Mimo zapewnień niektórych filozofów nie da się żyć samym powietrzem. Nawet nie zauważyła, że słońce zasnuły chmury, wokół zrobiło się pusto i cicho. Wstała i ruszyła w stronę bramy. Zanim opuści mury Akademii, musi coś jeszcze załatwić. Minęła stare kamieniczki będące domem nauczycieli, bibliotekę, sklep. W oddali zamajaczyła brama. Zawiał wiatr, wzdrygnęła się, teraz zrozumiała jak bardzo chce wrócić z powrotem do gospody. Dotarła na miejsce, oparła się o mur i przymknęła oczy. Nie musiała długo czekać, po pięciu minutach, usłyszała słaby odgłos kroków, z ciemnej uliczki wyłonił się młody mężczyzna, tym razem w białej todze, ogolony na łyso. Na jej widok uśmiechnął się. Fuknęła zniecierpliwiona, chcąc pokazać jak obojętne jest jej jego przyjście. -Nareszcie, Frederick. Miałeś tu czekać. -Nie denerwuj się, jestem przecież. Chciała coś odpowiedzieć, ale powstrzymała się. Druid pogrzebał w kieszeniach, mamrocząc coś do siebie. Zagryzła wargi, w końcu nie wytrzymała. -Pewniak, co?- prychnęła, odrzuciła w tył włosy.- Tak właśnie mówiłeś. Ledwo namówiłam go na zakup. -Są coraz ostrożniejsi- tamten wzruszył ramionami.- Od czasu do czasu robią rewizję, musimy uważać. Aha, masz tu listę.- wręczył jej pomięty kawałek pergaminu.-Zamówienia, nazwiska. Ceny sugerowane ustalisz oczywiście ty. Ja nie mogę, śpieszę się… Coś miałem ci jeszcze… A, no tak! Byłbym zapomniał. Jeden z dziekanów chce cię widzieć. Hmm… Gothard i jak mu tam dalej było. -Kto?- znieruchomiała.- Żartujesz sobie? -Nie- odparł spokojnie.-Powiedział, że chętnie z tobą porozmawia. Też byłem zaskoczony, że mnie o to pyta, ale dodał, że chodzi mu o interesy i prosił abym cię nie spłoszył. - I z tego jesteś taki zadowolony?- warknęła.- Oboje będziemy mieli kłopoty, gdy oskarżą nas za rozprowadzanie używek. Westchnął ciężko, pokręcił głową. Położył jej rękę na ramieniu. -Mirle, posłuchaj uważnie- zaczął jakby tłumaczył małemu dziecku, dlaczego dwa i dwa to cztery.- Gothard jest człowiekiem rozważnym, on ma zamiar zamówić, rozumiesz zamówić- dodał z naciskiem – specyfik. Tak, jestem zadowolony, bo możemy na tym sporo zarobić. Wiem, że tak jest, jasno dał mi to do zrozumienia. Pójdziesz tam i rozmówicie się. Wiesz gdzie mieszkają dziekani i nauczyciele? Tak? Więc sprawa załatwiona. A teraz pokaż pieniądze, musimy się rozliczyć. Wręczyła mu sakiewkę, z trudem hamując gniew. Nie lubiła, gdy ktoś zwracał się do niej takim tonem. Ale nie żyje się powietrzem. Frederick szybko przeliczył monety i wręczył jej połowę. -A jednak go urobiłaś, wycwaniłaś trzysta koron- mruknął zadowolony.- Muszę już iść. Wpadniesz potem na herbatkę? -Śpieszę się- ucięła krótko. -Jak chcesz- znowu wzruszył ramionami, schował pieniądze do kieszeni. Pożegnali się a Mirle ruszyła w stronę minionej wcześniej kamienicy. Zacisnęła pięści.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych