Wróć do katalogu

Wrota Starożytnych- Rozdział IX

Kolejna część opowieści, tym razem nieco dłuższa, o ile się nie mylę. Prawda o Ayvendui i Jaspisie(?), wędrówka do miasta i nauka walki. Mam nadzieję, że rozdział nie rozczaruje. Życzę miłej lektury, opinie są mile widziane:)

Czapla, opublikowano , 31 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ IX

-Coraz lepiej- Astrea skinęła z zadowoleniem głową. Ray krytycznie przyjrzał się swojej ranie, westchnął cicho. -Zostanie blizna. -Zostanie-przytaknęła, kończąc zakładać nowy opatrunek.- Martwi cię to? -Nie. Nie to- odparł niechętnie. Dziewczyna podała mu koszulę. -Dzięki Astrei szybko wracasz do zdrowia- zauważył Alan.- Prawda, Mirle? Półelfka siedząca nieopodal nieznacznie skinęła głową. Na Raya nawet nie spojrzała. Chłopak odwzajemnił się jej tym samym. Ignorowali się na każdym kroku, udowadniając sobie jak bardzo ich ta cała sytuacja nie obchodzi. Mirle ostentacyjnie zajęła się czyszczeniem skóry zająca, Ray całą uwagę poświęcił Jaspisowi. Jak dotąd ta gra pozorów wychodziła im świetnie. -Przez siedzenie w jednym miejscu, powoli wariuję-przerwał ciszę Ray. Alan dostrzegł kątem oka gorzki uśmiech Mirle. Astrea odłożyła torbę, usiadła na skraju stołu. -Do Tamroth, prawda? Tam się udajecie? Ja nagle odzyskałam wolność- uśmiechnęła się.- I nie bardzo wiem, co z tym zrobić. -Jedź z nami- odezwała się Mirle, uśmiechając sztucznie.- Im więcej osób, tym lepiej. -Dlatego najbliższe dni spędzimy razem- Ray położył nogi na stół, odchylił w tył głowę. Dziewczyna prychnęła, skrzywiła się lekko. Spojrzała wymownie na Alana.„Co ja takiego robię?!” zapytała bezgłośnie. Pokręcił głową, machnął ręką. Przeklęty upór. -A więc postanowione- Mirrora wstała, przeciągnęła się.- Pomogę się wam przygotować. Kiedy wyruszacie? -Jutro-odparł szybko Ray.- Jak najszybciej. -Świetnie- warknęła cicho Mirle.- Skoro Ray tak uważa… Nie dokończyła, wyszła z chaty. Ray odprowadził ją wzrokiem, jego usta zacisnęły się w wąską kreskę. Astrea przewróciła oczami, prychnęła z lekceważeniem. Alan usiadł na skraju łóżka, potarmosił ucho Jaspisa. Jeśli tak ma wyglądać cała ich wspólna droga, czeka go kilka ciężkich dni. Przymknął oczy i zastanowił się nad swoim położeniem. Chciał im towarzyszyć w podróży do Tamroth, lecz myśl o wyjeździe napawała go niepokojem. Każda droga kiedyś się kończy. I coś w tym jest… Przecież dotyczy to także i jego. Gdzie? Nie wiedział. Na to jedno pytanie nie mógł znaleźć odpowiedzi. Nie potrafił, nie chciał…Wszystko jedno. Kocur, zachęcony jego pieszczotami, bezkarnie rozłożył mu się na kolanach. Jest sam. Jako jedyny nie ma konkretnego celu. Mirrora podeszła do niego, położyła mu rękę na ramieniu. -Chcesz się przejść?- zapytała miękko.- W ramach pożegnania. Po raz ostatni. Nie odpowiedział od razu. Jaspis, niezadowolony, że im przeszkodzono, fuknął cicho na elfkę. Ma cel czy nie? Po co właściwie mi te pytania, pomyślał z goryczą. Teraz, gdy przekonał się, że wszystko jest okropnie prawdziwe. Spojrzał na Mirrorę, dziewczyna nachylała się nad nim. Czekała na odpowiedź. -Jasne. Zaraz będę gotowy.

***

Alan zaklął pod nosem, pomasował bolące kolano. Nie liczył, ile już razy wywrócił się na sękatych korzeniach drzew. Mirrora zatrzymała się, pomogła mu wstać. -W porządku? -Tak- odparł krótko. Wstał, ruszyli dalej. Z powodu jednego upadku nie ma sensu robić tragedii. -Jesteś pewna, że zdążymy przed zmierzchem?- wymamrotał. Wymownie spojrzał w górę. Zieleń drzew przygasła, gałęzie nachyliły się nad nimi, jakby chcąc sprawdzić, czy naprawdę istnieją. Ścieżka dawno już znikła pośród gęstego poszycia. Cisza, jaka panowała wkoło, była niesamowita. Nierealna. Czasami upiorna. -Uwielbiam ten las- Mirrora zdawała się zgadywać jego myśli. Alan bezwiednie skinął głową. Całkowicie ją rozumiał.

Dopiero po dłuższej chwili uświadomił sobie, że znajdują się na polanie. Łąka, jedna z wielu, tak podobna do tych, na których był już wcześniej. Słońce skryło się za horyzontem, nadszedł czas panowania mroku. Świat zdawał się trwać w bezruchu. Mirrora nareszcie zdecydowała się stanąć. Alan schylił się, z trudem łapiąc oddech. Szli bez przerwy od kilku godzin, serce łomotało jak oszalałe. Był przekonany, że te codzienne wyprawy poprawiły jego marną kondycję. Śmiechu warte… Mirrora , potarła zaczerwienione policzki. -Jesteśmy prawie na miejscu- oznajmiła cicho z wyraźną ulgą. Podniósł głowę, spojrzał na nią nieprzytomnie. -Na…na miejscu? Na miejscu? To ona go dokądś prowadziła? Elfka nie odpowiedziała. Poczuł jak chwyta go za rękę, ciągnie za sobą. -Chodź-szepnęła. -Mirrora, wracajmy- wykręcił się. Nie miał ochoty iść dalej. Ta wycieczka i tak trwała zbyt długo. Mimo to dziewczyna delikatnie, ale stanowczo prowadziła go w stronę drzewa. W stronę wierzby. Samotne drzewo, gięło się ku ziemi, sprawiając wrażenie wyczerpanego. Chłopak szedł za nią, rozglądając się niespokojnie. Przestało mu się to podobać. Powinni wracać. Było już ciemno, niby jak zamierza odnaleźć drogę powrotną do domu?! -Mirrora… Odwróciła się, spojrzała na niego. Pod wpływem jej szarych oczu zrezygnował ze sprzeciwu. Odgarnęli nieruchome gałęzie. Nawet nie zauważył, kiedy jej dłoń wysunęła się z jego ręki. Zamrugał oczyma, starał się przeniknąć otaczającą go ciemność. Wszechogarniający mrok, niezwykła cisza. Rozległ się lekki syk, drgnął niespokojnie. Oddech Mirrory delikatnie łaskotał go w szyję. Z nicości wystrzeliło drżące światełko. Łopotało niczym słaby płomień, jakby w każdej chwili mogło zgasnąć. Alan podszedł bliżej, oparł się o pień. Całą swoją uwagę skoncentrował na ogniku. Był niesamowity, przerażający i fascynujący. Nie, nie wyciągnie ręki. Usłyszał ciche sapnięcie. I świszczący szept Mirrory. -Przyprowadziłam go.

***

Mirle po raz kolejny nerwowym krokiem przemierzyła izbę. Ray bawił się z Jaspisem, co pewien czas bacznie zerkając na dziewczynę. Półelfka zaklęła cicho, oparła się o stół. Gdy Alan wróci, powie mu kilka słów od słuchu. Mirrorze też. Co im strzeliło do głowy, by się tak włóczyć? -Gdzie oni są?- rzuciła pytanie w przestrzeń po raz kolejny, niczym zaklęcie.- Gdzie ich znowu poniosło? Ray na chwilę przerwał łaskotać kocura, ku ogromnemu niezadowoleniu zwierzęcia. -Trochę się zapomnieli, to wszystko- mruknął, wzruszył ramionami.- Sprawiasz wrażenie, jakbyś nie ufała żadnemu z nich. Mirle prychnęła cicho. -Martwię się i tyle. Czy to coś złego? Ktoś tu musi się rozsądnie zachowywać- dodała złośliwie. -Łatwo wpadasz w paranoję-odgryzł się Ray. Wstał, otrzepał spodnie. Astrea, dotychczas zajęta ziołami, spojrzała na nich uważnie. Na twarzy druidki pojawił się grymas niezadowolenia. -Czy ten jeden wieczór moglibyście spędzić spokojnie? Tak wiele od was wymagam? -Powiedz to jej- wymamrotał Ray, chwycił kurtkę. Mirle zmroziła go spojrzeniem. Zaskrzypiały deski. -Dokąd idziesz? -Na dwór. Nie ciesz się zbytnio, bo zamierzam tu wrócić. Trzaśnięcie drzwiami. Astrea jeszcze przez moment patrzyła na drzwi. Odgarnęła włosy, spuściła głowę. -Właściwie dlaczego, Mirle? Przecież nic się nie stało. Dziewczyna machinalnie wzruszyła ramionami. Jaspis wskoczył na stół, otarł się o jej rękę. Półelfka wytrzymała świdrujące spojrzenie zwierzęcia. Alan i Mirrora nie wracali, sylwetka Raya rozmyła się w mroku. Nie miała pojęcia, dlaczego…

***

Alan klęknął, spojrzał z niedowierzaniem na Mirrorę. -Dlaczego tak stoisz? Pomóż mi ją stąd zabrać, przecież… Urwał. Mirrora nie ruszyła się, spojrzała na niego przepraszająco. Chłopak stłumił przekleństwo, z powrotem odwrócił się do leżącej kobiety. Drżący ognik rzucił na jej twarz słabe światło. Nienaturalnie blada przepełniona była zmęczeniem, ciemne kosmyki włosów przylepiły się do czoła. Kobieta podźwignęła się na łokciach. -Uspokój się-mruknęła.- Ayvendua nie jest winna. Nie pytaj… Alan chciał zaprostestować, lecz uciszył się pod jej rozgorączkowanym spojrzeniem. Zacisnął pięści. -Pozwól sobie pomóc - szepnął. -Podaj mi rękę. Tak mi pomożesz. Poraniona dłoń chwyciła końce jego palców, mocno i pewnie. Chłopak nachylił się lekko, jego twarz musnął wiatr. -Przeszedłeś przez Wrota… Drgnął, zmusił się by nie wyrwać ręki. Portal? Skąd wie? -Wrota Starożytnych…-szepnęła cicho.- Kazałam cię tu przyprowadzić. Milczał. Nie potrafił jej odpowiedzieć. -Chcę… Nie, muszę ci to przekazać. Powinnam przeprosić. To nie twoja wina. Nie nasza. Takie są znaki. -Majaczysz- zaczął cicho Alan. Dlaczego Mirrora mi nie pomaga? -Zostaniecie złączeni. Do czasu. Nie martw się, los wytyczy ścieżki. Patrzył na nią ze współczuciem. Cisza stawała się nieznośna. Miał wrażenie, że sekundy zamieniają się w wieczność. Nie, nie rozumie. Nie chce. Nie powinien tu zostać, musi coś powiedzieć. Kim jest ta kobieta? Nieznajoma przymknęła powieki. -Musimy podjąć zadanie. Tak trzeba. Dosyć tego. Jest w ciężkim stanie, bredzi. Chciał wstać. Już wiedział, co powie, co zrobi. Wystarczyło tylko się ruszyć. Paznokcie kobiety wbiły mu się w skórę. Wystarczy tylko się ruszyć. To tak niewiele. Nie zdążył. Usta kobiety szeptały słowa, oczy z wysiłku zaszły łzami. Już nie mógł puścić jej dłoni. Światełko dygotało nerwowo. Błysnęło. Zgasło. Wiatr ustał, zapadła ciemność. Alan krzyknął z bólu. Dla niego nie było mroku. Pod powiekami wybuchła jasność, oślepiająca, poczuł jak przez jego ciało przechodzi fala gorąca.. Widział obrazy, pojawiały się i znikały, szybko, coraz szybciej. Dłoń kobiety płonęła żywym ogniem, paliła mu skórę. Wypełnia go energia, obezwładniająca dziwnym, ciężkim bólem. Miał wrażenie, że zapada się w sobie, rozpada na kawałki. Znikła wierzba, znikła blada kobieta w gorączce. Jakby z oddali usłyszał krzyk Mirrory. Znowu pojawiło się oślepiające światło, zawirowały gwiazdy, barwne punkty na niebie. Słyszał tysiące słów, szeptów. Obrazy, czynności, słowa, krzyki, wrzaski, mnóstwo wrzasków. Rozumiał je wszystkie, poczuł przerażenie. Znalazł się w nicości. Znowu pojawiły się gwiazdy. Blask. Oślepiająca jasność. Ciemność. Kolejna fala bólu przeszła jego ciało. Chciał krzyknąć, lecz nie mógł wydobyć żadnego dźwięku. Chciał zamknąć oczy, zapomnieć, przestać myśleć. Odciąć się. Coś wdzierało się do jego umysłu. I nie mógł nad tym zapanować. Kolejne słowa, kolejne myśli. Jego myśli. Szum wody, szeptem wypowiedziane słowa. Gwiazdy zaczęły wirować, spadać, znikać. Kolejna fala bólu, tak prawdziwego, przeszła jego ciało. Chwile zlewały się w jedną, trwającą bez końca. Koniec, błagam, koniec. Przestań! Krzyknął, próbując wyszarpnąć rękę. Puściła. Nagle wszystko się skończyło. Ból powoli dogasał. W umyśle odbijało się echo słów. Upadł na trawę, nie mogąc złapać oddechu. Przejechał ręką po mokrym poszyciu. Chciał krzyczeć. Próbował wstać, nic z tego. Z najwyższym wysiłkiem uniósł głowę. Nie było już światełka, w ciemności dostrzegł zarys nieruchomej sylwetki. Dotknął jej dłoni. Pod palcami czuł zimną, szorstką skórę. Zdziwił się. Niczym duch zjawiła się Mirrora. Delikatnie położyła mu rękę na ramieniu. -Sza…Spokojnie. Już umarła.

***

Obudził go ciężki, pulsujący ból głowy. Z trudem odemknął powieki. Potarł czoło, miał wrażenie, że jego głowa jest w kawałkach. Dopiero po chwili dotarło do niego, że leży na trawie, na tej samej polanie, co wczoraj. Z trudem podźwignął ciało, skrzywił się lekko. To, co czuł mogło się równać uczuciu po zepchnięciu z kamienistego stoku. Bądź porządnemu kacowi. W sumie wszystko jedno… Spojrzał w stronę wierzby. Gałęzie drzewa kołysały się lekko, poruszane podmuchami wiatru. Mirrora zjawiła się jak zwykle- niespodziewanie. Przyklękła obok niego. -I jak się czujesz? -zapytała cicho. Przez chwilę zastanawiał się czy podać jej przykład z kacem czy stokiem. Machnął ręką, mamrocząc tylko: -Okropnie- potarł powieki. Spojrzał na nią pytająco. Wahał się, czy zadać to pytanie. Nie chciał prowokować zdarzeń. Dlatego zdziwił się, gdy usłyszał swój głos: -Gdzie jest ta kobieta? Elfka zmarszczyła brwi. -Zmarła zeszłej nocy. Nie pamiętasz? -Nie jestem pewny niczego, co dotyczyło tej nocy-odparł cicho. Dziewczyna wstała, podała mu rękę. -Trochę straciłyśmy nad tym kontrolę- uśmiechnęła się sztucznie.- Przepraszam, niczego ci nie wytłumaczyłam. -Masz okazję…-mruknął chłopak. Mirrora odeszła kilka kroków, spojrzała na niego uważnie. Niesforne kosmyki jej włosów sterczały na wszystkie strony. Pomiędzy ciemnymi pasemkami tkwiły sosnowe igły, do ubrania przyczepiło się kilka zeschłych liści. Wytrzymał jej zmęczone, poważne spojrzenie. Niech nawet nie próbuje go zbywać… -Tak, nadarza się okazja- przyznała, ku jego zdziwieniu.- A co właściwie chcesz wiedzieć? Nie odpowiedział od razu, zaskoczony otwartością dziewczyny. -Tylko czy umiesz zadać właściwe pytania…- dodała z kpiną. -Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś? -Prosiła mnie o to. -Tak po prostu? -Chciała przekazać ci Dar, istotę magii… -W tym świecie nie ma magii- przerwał jej gwałtownie.- Zdążyłem to zauważyć… -Jest- uśmiechnęła się dziwnie.- Przekonasz się… -Nie sądzę. -Przestań sądzić- podeszła do niego bliżej. Chwyciła jego dłoń, tę samą, którą wczoraj tak kurczowo ściskała tamta kobieta. Na rozwartej ręce położyła niewielki kamień. Alan przyjrzał mu się krytycznie. Wyglądał niczym odłam, okruch skały i tym najpewniej był. Szarego, brunatnego koloru o kanciastych, ostrych krawędziach. W chropowatej powierzchni wyryte były bruzdy, w których połyskiwał srebrny nalot. Alan zważył go w dłoni. Kamień jak kamień… Nic nadzwyczajnego… Mirrora ostrożnie zagięła palce chłopaka, chowając okruch w jego dłoni. -To też należy od dziś do ciebie. -Co to jest?- zapytał powoli. Nagle poczuł znużenie. Nie był nawet pewien, czy chce usłyszeć odpowiedź. -Odłamek gwiazdy. Ściśle powiązany z magią. Musisz się z tym pogodzić. Pokręcił głową. Dziewczyna zmusiła go, by schował kamień od kieszeni. -Czas pokaże-mruknęła.- Przekonasz się… -Niewiele potrafisz mi wyjaśnić, Mirroro-odparł cicho.- A może… Ayvenduo? Wbiła wzrok w swoje buty, zagryzła wargi. -Przeprosiłam-powiedziała.- Nie potrafię ci pomóc, a teraz jej zabrakło- skrzywiła się lekko, jej twarz zszarzała.- Dla ciebie jestem Mirrorą, niech tak zostanie. Podarowała ci moc zaklęć. Nic przypadkowego. Zrozumiesz. Niedługo. Chciał coś odpowiedzieć, ale zrezygnował. Nie miał tyle cierpliwości, by bawić się w tą słowną grę. Stłumił w sobie ciekawość, choć nie przyszło mu to łatwo. Otrzepał spodnie, rozejrzał się jeszcze raz dookoła. Słońce słało łagodne światło. Kątem oka dostrzegł rezygnację na twarzy Mirrory. Dziewczyna prawie niedostrzegalnie wzruszyła ramionami. Pewnie czekała, aż podejmie rozmowę. Aż zapyta. Nie zapytał. -Chcesz w takim razie ją zobaczyć?- zapytała niespodziewanie. -Kogo?- drgnął. -Pochowałam ją w nocy, ułożyłam kurhan- szepnęła. Przez moment się zawahał. W końcu niepewnie skinął głową, ruszył za nią. Stanął przy skromnym stożku czarnej ziemi, obok Mirrory, czy też może Ayvendui. Kimkolwiek była. Zacisnął rękę na chropowatym kamieniu, poczuł znajomą falę ciepła. Stał obok elfki, bezskutecznie próbując wytłumaczyć sobie wydarzenia, jakie go spotkały. Spuścił głowę, wsłuchując się w nieznane mu słowa modlitwy.

***

Jaspis wskoczył na kolana Mirle, dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie. Pogłaskała kocura za uchem, co wywołało niekontrolowane mruczenie. Jej ręka machinalnie gładziła kota, sama półelfka od dłuższego czasu uparcie wpatrywała się w ścianę drzew. Bliskość zwierzęcia nieco ją uspokajała, jednak nie na tyle, by stłumić ziarno niepokoju. Tak naprawdę była zła. Na całą sytuację. Na Alana, Mirrorę. Na Raya… Do diabła z tym, pomyślała. Najchętniej wyruszyłaby w nocy, sama dotarła do Tamroth. Po co wciągać w to wszystko prawie obcych ludzi… Spojrzała na Jaspisa z rozterką. Ale przecież obiecała. -A może ty mi powiesz, co robić?- mruknęła cicho w stronę kota.- Ponoć potrafisz. Odpowiedziało jej zadowolone miauknięcie. -No tak…- oparła głowę o ścianę chaty. Dochodziło…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych