Wrota Starożytnych- Rozdział VII
Historii niemożliwej ciąg dalszy. O szczęściu w nieszczęściu, nowej towarzyszce i kolejnych kłopotach. Koniec końców najwięcej do powiedzenia ma tu przypadek. Jak zwykle. Zapraszam serdecznie i proszę o komentarze;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ VII
Alan westchnął cicho. Przewrócił się na prawy bok. Po chwili znowu się przekręcił, z powrotem na plecy. Spojrzał w niebo, jeszcze raz westchnął. Nie mógł zasnąć. Męczył się tak już od dłuższego czasu, cisza dzwoniła mu w uszach, drażnił każdy szelest. Chciał przymknąć powieki, odejść w zapomnienie i choć na ten krótki czas nie myśleć o tym, co stanie się jutro. Odsunąć strach i przygnębienie, uczucie niepewności o los swój i jego towarzyszy. Chociaż na moment mieć spokój. I nie mógł zasnąć. Jak na złość… W zamyśleniu spojrzał w stronę granatowego sklepienia. Niebem rządziły gwiazdy, jasne, rozżarzone punkty. Las szemrał cicho, snując swoje opowieści. W oddali słyszał nawoływanie sowy. Noc tętniła życiem, mimo że cichym i ukrytym. Chłopak wsłuchiwał się w te odgłosy, rozkoszując się rześkim i chłodnym powietrzem. Sen nie nadchodził, zrezygnował z poszukiwań. Myślał o Rayu, o następnym dniu. Mają go zabrać. Kupili, a więc należy do nich. Niczym zwierzę. Skrzywił się lekko, poczuł ukłucie złości. Z nimi też tak postąpią? Będą przechodzić z rąk do rąk, jako niewolnicy, bez praw i nadziei. To niesprawiedliwe, nie powinno tak się zdarzyć. Zagryzł wargi, przesunął dłonią po zimnej, śliskiej trawie. To wszystko nie tak miało wyglądać… -Ty też nie możesz zasnąć?- usłyszał cichy szept. Mimowolnie, uśmiechnął się słabo. -Tak. A ty? Ray zaśmiał się cicho. -Zawsze miałem kłopoty z zasypianiem. -Rozumiem- odmruknął chłopak. Zamilkli na chwilę. Alan nadal wpatrywał się w niebo, wiedział, że Ray robi to samo. Słyszał jego miarowy, spokojny oddech. -Co właściwie się stało? -Co masz na myśli? -Byłeś wściekły. Nawet nie próbuj zaprzeczać. Co takiego zrobił Wawrzyn? Alan przekręcił głowę. Widział kontury profilu Raya. Oczyma wyobraźni zauważył jak chłopak marszczy brwi, rysy jego twarzy twardnieją. Jak zaciska zęby i mruży oczy. Długo milczał, jakby zastanawiając się, co odpowiedzieć. -Może jednak spróbuj zasnąć… Alan prychnął zirytowany. -Ray, na miłość boską… -Bogów do tego nie mieszaj. Dlaczego cię to interesuje? To jedna z tych mniej ciekawych opowieści. -Nie obchodzi cię to, że jutro on tu wróci? Że staniesz się jego własnością? Chłopak przeciągnął się leniwie. -Nie. Nie jestem niczyją własnością. Alan nie odpowiedział. Nieopodal nich spała Mirle, skulona niczym kot. Oparła głowę na skrępowanych sznurem dłoniach. Ray podniósł się, przez moment wraz z Alanem obserwując dziewczynę. -Ona będzie miała gorzej- mruknął cicho. -Co masz na myśli? -Jest półelfką, Rubi chyba już się zorientował. Rzadko spotyka się osoby posiadające cechy dwóch różnych ras. Dlatego ta niewola to dla niej przekleństwo. Alan przyglądał się pogrążonej we śnie Mirle. Poczuł kolejny przypływ goryczy. Ray miał rację. -A więc nie opowiesz mi, co się stało?- szepnął Alan, odwrócił wzroku od Mirle i wbił go w pogrążoną w mroku twarz Raya. Był pewien, że się uśmiecha, swoim typowym, ironicznym uśmieszkiem. Nie miał pojęcia, dlaczego ciężar, jaki czuł, zmalał. -Niedługo świt. Spróbuj zasnąć.
***
Otworzył oczy dopiero, gdy poczuł delikatne szarpnięcie. Mirle pochyliła się nad nim, próbując go dobudzić. Ciemnobrązowe kosmyki włosów dziewczyny lekko połaskotały jego twarz. -Wstawaj, już późno. -Czy to ważne? Przecież i tak zostajemy tutaj- burknął markotnie. Stłumił ziewnięcie, machinalnie rozejrzał się wkoło. Słońce uparcie wspinało się w górę, oświetlając świat ciepłym blaskiem. Na polanie panowało nerwowe podniecenie, coraz więcej osób krzątało się wkoło. Mijali ich, zupełnie ignorując, jakby byli powietrzem. Alan co pewien czas napotykał baczne spojrzenie Rubiego, przyglądającego się Rayowi. Ten leżał na plecach, nie odezwawszy się ani słowem. -On nic nie mówi- mruknęła zniecierpliwiona Mirle.- Dlaczego? -Nie wiem. Mnie nie pytaj. -Alan, ja… Nie dokończyła. Urwała w pół słowa, gdy jeden z członków Trupy stanął tuż obok. Na sylwetkę dziewczyny padł cień. Mężczyzna wymamrotał coś pod nosem, nie siląc się na delikatność chwycił Mirle za ramię. -Wstawaj. Dziewczyna szarpnęła się gwałtownie, pod naciskiem żylastej dłoni skrzywiła się lekko. -Zos… Mężczyzna pociągnął ją za sobą. Alan drgnął gwałtownie, zdążył jeszcze uchwycić zaniepokojone spojrzenie półelfki. -Dokąd ją zabierają? -Donikąd- mruknął ponuro Ray. Alan spojrzał pytająco na chłopaka, w końcu podążył za jego wzrokiem. Mirle stała nieopodal nich, wbijając wzrok w ziemię. Rubi stanął z tyłu, delikatnym gestem odsunął jej kasztanowe włosy. Przymknęła powieki. W rękach handlarza ukazał się gruby, skórzany pasek. Alan zmrużył oczy, jak zahipnotyzowany gapił się na rzemień. -Gdybym nie był skrępowany, to gorzko by tego pożałował- warknął Ray przez zaciśnięte zęby. Alan kiwnął głową. Całkowicie się z nim zgadzał. Mirle podniosła głowę, z pogardą spojrzała na Rubiego. Mężczyzna uśmiechnął się blado, pociągnął za sznurek. Szyję dziewczyny oplatała brązowa obroża. Powtórnie pociągnął za sznur, przytwierdzony do opaski, dziewczyna posłusznie poszła za nim. Smycz była gotowa. Alan przypomniał sobie słowa Raya. "Chore"-pomyślał z niedowierzaniem. Chciał zawołać Mirle, lecz zrezygnował. Usiadła w cieniu jednego z powozów, wpatrzona w jeden punkt, uparcie unikając jego spojrzenia.
Dzień mijał powoli, drwiąc sobie z Alana, przedłużając męki wyczekiwania. Czego właściwie się spodziewał? Czuł się osamotniony. Ray dziwnie milczący, zbywał jego pytania mruknięciem. Mirle ani razu nie spojrzała w jego stronę. Był sam, nagle wszyscy go opuścili. Tak jak w więzieniu, powoli tracił nadzieję. Wyczerpał już swój limit szczęścia, cudem unikając stryczka. To na tyle… Nie spodziewał się większej łaski od losu…
Położył się na plecach, zapatrzył w lazurowe niebo. Pozostało czekać. Nic więcej nie mógł zrobić. Rubi znowu grał, tym razem w kości. Po chwili rozpętała się sprzeczka. Ktoś wrzasnął, chłopak usłyszał głuche uderzenie. Zignorował to, nie obchodziły go problemy jego oprawców. Był obojętny na wszystko i wszystkich. Cokolwiek się stanie… Nagle ziemia zatrzęsła się lekko, kubek z kośćmi, znajdujący się na pieńku, zadrgał niespokojnie. Ktokolwiek się zjawi… Kątem oka dostrzegł, że Ray podnosi się powoli, z trudem utrzymując spokój. Cokolwiek się… Cicha polana zniknęła, spokój pierzchł. Na łąkę wparowało kilkunastu jeźdźców, witając Trupę radosnym wyciem. Alan poczuł znajomy zapach zwierząt i zmęczenia. Instynktownie cofnął się w cień, zamierzając z tego punktu obserwować całe zajście. Rubi na moment oderwał uwagę od gry. Na widok Wawrzyna uśmiechnął się obłudnie, bez pośpiechu wstał. Powoli, niezgrabnym krokiem wyszedł na środek polany. Jeszcze bardziej leniwym gestem odgarnął ogniste, rude kosmyki, opadające mu na oczy. Niech zbójca czeka, ma czas. -Witam ponownie- zaczął bez entuzjazmu Wawrzyn.- Liczę, że był sens wracać tutaj znowu. Rubi uśmiechnął się, dziwnym, sennym uśmiechem. -Jestem przekonany, że tak. Jestem przekonany… Seth podjechał bliżej, rozglądając się niespokojnie. W końcu, wraz z bratem zsiadł na ziemię, kierując się w stronę mężczyzny. -Ray- szepnął półgłosem Alan.- Chyba nie zamierzasz iść z nimi… Musisz uciekać. -Dzięki za radę, bardzo przydatna- odparł z przekąsem Ray.- Poradzę sobie lepiej niż ty. Mam kilka spraw do załatwienia. -Przyprowadź ich wszystkich, dostaniesz zapłatę- mruknął Wawrzyn, niedbale machnął dłonią.- Przyprowadź te niedojdy. Rubi udał, że nie usłyszał ostatniego zdania. Jego usta zamieniły się w wąska kreskę. Krótkim gestem nakazał wyprowadzanie trzech mężczyzn z powozu, których wybrał bandyta. Skuci łańcuchami, posłusznie stanęli obok koni. -Jeszcze jeden- dodał cicho Seth, uśmiechnął się paskudnie. Ray wstał, nie dając się poprowadzić żadnemu z handlarzy. Alan przyglądał się towarzyszowi, nie rozumiejąc jego zachowania. Ray z ociąganiem stanął przy zgrai. Seth zakręcił się niespokojnie, z ukosa spojrzał na chłopaka. -Twoja zapłata- Wawrzyn rzucił niewielką sakiewką w stronę Rubiego.- Przelicz, jeśli mi nie ufasz. -Przeliczę, oczywiście. -Seth, przywiąż go- herszt bandy wskazał na Raya- do mojego siodła. Rubi z satysfakcją przesypywał monety przez palce. Rozległ się cichy brzęk złotych krążków. Ray ruszył za Sethem. Wawrzyn nie oglądając się, podszedł do czarnego wierzchowca. -Mamy czas, dużo czasu. Musimy porozmawiać- mruknął w stronę Raya. Chłopak przyjrzał mu się nieufnie, prychnął lekko. -Niby o czym? -Wynosimy się stąd- wrzasnął Seth, kocim ruchem wskakując na konia. Wawrzyn z rozbawieniem spojrzał na brata, jego oczy zalśniły lekko. -O twojej przyszłości, druhu. Alan przyglądał się Rayowi, słuchającemu słów Wawrzyna. Widział jak smukłe palce chłopaka zaciskają się coraz mocniej. Banda przygotowywała się do odjazdu. Pośród nich stał Rubi, zapomniany, ignorowany przez łotrów. Mimo to uśmiechnął się zwycięsko, z zadowoleniem podrzucając woreczkiem. Alan przeniósł wzrok na Mirle, ich spojrzenia spotkały się na chwilę. Wiedział, co myśli dziewczyna. Ray uśmiechnął się blado w jego stronę, kiwnął głową na znak, że wszystko w porządku. Nie, nie było w porządku. Wiedzieli o tym oboje. Słońce chyliło się w stronę zachodu, ozdabiając niebo jasnymi, pastelowymi barwami. Promienie pozłociły chmury, ostatnimi resztkami sił śląc ciepło. Zerwał się wiatr. Ray zniknął pośród gęstwiny drzew.
***
-Wszystko przygotowane? -Tak, jesteśmy na stanowiskach. -Dobrze. Poczekamy aż do zmroku, gdy będzie wystarczająco ciemno. Powiadom ludzi. -Czy jest pan pewny, że… -Jestem, wierz mi, jestem całkowicie pewny. Znam Rubiego, ten łotr zrobi wszystko, jeśli masz… przekonujące argumenty. Najbardziej trafiają do niego te złote. -Łatwo go przekupić. -Tak, łatwo. I dobrze, potrzeba nam takiego, który jest gotowy sprzedać nawet własną duszę. Nie mam wyrzutów sumienia. Zresztą… dość tego. Przekaż rozkazy.
***
Wawrzyn mocniej szarpnął sznur, jednak Ray nie zmienił tempa. Posłał mu nieprzyjazne spojrzenie, bezskutecznie starał się poruszyć skrępowanymi nadgarstkami. Szorstki powróz dotkliwie drapał skórę, mimo to teraz nie obchodził go ból. Wszystkie jego myśli skoncentrowały się na jadącym na koniu mężczyźnie. Miał wrażenie, że za chwilę wypali mu spojrzeniem dziurę w plecach. Pochód ruszył dalej, przedzierając się przez gąszcz drzew. Na przygaszonym błękicie nieba słońce znaczyło ostatnie, krwawe smugi. Powoli, acz nieuchronnie nadchodziła noc. Seth, dotąd jadący na przedzie, odwrócił się niecierpliwie. Po chwili zawrócił konia i truchtem podjechał do Raya. -Mógłbyś się pośpieszyć- syknął zjadliwie.- A może zapomniałeś już o urokach nocnego marszu? -Gdy tak patrzę na ciebie, wszystkiego mi się odechciewa-warknął Ray, odrzucając w tył włosy. Spojrzał buntowniczo na jeźdźca.- Wracaj na przód i nie psuj mi widoku. -Spokój- przerwał szorstko Wawrzyn. Usta Setha rozchyliły się w nieprzyjaznym uśmiechu, w jego oczach błysnął tak dobrze znany Rayowi szaleńczy ognik. Seth nachylił się nad siodłem, klepnął konia w zad i pognał przed siebie. -Dałbyś mi konia, co?- mruknął z niesmakiem Ray.- Skoro już tu jestem… -Od kiedy konia daje się niewolnikowi?- odpowiedział pytaniem Wawrzyn. Spojrzał na niego z pozorną obojętnością, jednak Ray dostrzegł coś jeszcze. Zimną, twardą jak stal zaciętość. Niedobrze. Bardzo niedobrze. -Gdy tak patrzyłem na ciebie, przywiązanego do powozu niczym pies, czułem dziwną satysfakcję. Mógłbym pozwolić ci tam zgnić- mruknął herszt. Podciągnął sznur, na którym prowadził chłopaka tak, by szedł z boku konia.- Seth też mi tak radził. Ray zbladł, z trudem powstrzymał się by nie przekląć. Omiótł spojrzeniem wszystkich zbójców, szukając pośród nich brata Wawrzyna. Jakże nienawidził tego smarkacza… Maszerowali dalej, powoli ścieżka zaczęła się zacierać i znikać w ciemności. Zapalono pochodnie, blask brutalnie rozdarł mrok, cienie umknęły pośród zakamarki drzew. -Wiesz, co cię czeka. Ray zacisnął zęby. Psiakrew, oczywiście, że wie! Zasady bandy znał doskonale. Wiedział, co czeka tych, którzy nie umieją się podporządkować. Sam chętnie pomagał w ukaraniu winowajców, wiedząc, że tylko lojalność i twardy kark pozwalają tu przetrwać. Mimo to, na słowa Wawrzyna poczuł bolesny skurcz w żołądku. Seth, wyjąc donośnie, przegalopował obok, po chwili wybuchnął szaleńczym śmiechem. Ze złości pociemniało Rayowi w oczach. Ten gówniarz jest niezrównoważony psychicznie! Przez niego czeka go jatka, przez niego poniesie karę, na którą nie zasługuje! I nic nie może zrobić. Nie ponosił całkowitej winy za ostatnią porażkę bandy. Tak, nie jest święty. Co go podkusiło aby posłuchać Setha… Ma za swoje szczeniackie wygłupy! Po niekończącej się chwili, opanował natłok złości i dręczących myśli. Podniósł głowę, wytrzymał chłodne spojrzenie Wawrzyna. -Doskonale wiem. -Ścieżka Zdrowia. Ray parsknął cicho. -Nie jestem kompletnym głupcem, znam te klocki. Skoro tak mam skończyć… Wawrzyn przeczesał palcami włosy, westchnął ciężko. Wbił wzrok w Setha, teraz pastwiącego się nad trójką zakupionych mężczyzn. -Nie zrozumiałeś mnie. Aż taki zły nie jestem- błysnął białymi zębami. Ray dobrze znał ten wilczy uśmiech.- Nie chcę cię zabić. Wielu tutaj pewnie pomogłoby ci wyprawić się do krainy przodków, ale nie ja. Jesteś zbyt cenny. -Nie oczekuję litości- odparł oschle chłopak. Mężczyzna wyprostował się, mocniej chwycił wodze. Nikt się nie odzywał, ciszę przerywało tylko ciche stąpanie kopyt, szelest poszycia i przyśpieszone oddechy. Ray potknął się o wystający korzeń, lecz utrzymał równowagę. Nie chce jego litości. Wiedział, że od Wawrzyna zależy, czy przejdzie Ścieżkę Zdrowia żywy. Wiedział też, że to piętno zostanie z nim do końca. Mimo jego niewesołej sytuacji zdobył się na kwaśny uśmiech. Oby Alan i Mirle mieli więcej szczęścia. Seth wrócił ponownie, w piwnych oczach odbijał się blask ognia. Wyglądał niczym upiór. Wawrzyn zignorował pojawienie się brata, zatopiony we własnych myślach. Seth uśmiechnął się drapieżnie. -Przygotowany na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Czapla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…