wspomnienia detektywistyczne LA2190
"Poszukiwanie Thomasa Marlove'a" - pierwsze z opowiadań o detektywie z przyszłości, steve'ie prowadzone w postaci jego wykładów dla osób szkolących się na detektywów. ps: to nie kryminał tylko opowiadanie z drobnymi elementami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ech, ten przeklęty los… Mówię wam, życie prywatnego detektywa nie jest lekkie. Zwłaszcza kiedy musisz pracować w megalopolis Los Angeles, w dwudziestym drugim wieku. A cała ta sytuacja zaczęła się cztery lata temu… Byłem wtedy początkującym, mało znanym detektywem, dopiero otworzyłem własne biuro. Dobrej roboty było mało, jeśli już coś się trafiało, to najwyżej szpiegowanie dla podejrzliwego małżonka. Taka robota była beznadziejna, choć całkiem dobrze płatna, no ale cóż, kto by wynajął początkującego detektywa do czegoś poważniejszego? I wtedy zjawiła się ona. Weszła do mego biura. Paliła papierosa . poprosiłem ją by go zgasiła, gdyż ja jestem uczulony na dym papierosowy i nie palę. Dziwne w moim zawodzie, nie? Po chwili powiedziała: -Poszukuję pewną osobę… -Pewnie ja mam ją znaleźć, tak? -Tak. Chodzi o mojego… przyjaciela, Thomasa. Ostatnio wdał się w jakieś podejrzane interesy, a ponad dwa dni temu zniknął. -To czas, by zgłosić to na policję. Zwróciła się Pani do nich? -Próbowałam, ale zignorowali moją prośbę. Stwierdzili że pewnie po prostu gdzieś wyjechał. Nie mogłam im wspomnieć o szemranych interesach Thomasa w jej oku zalśniła łza. Ponieważ nie lubię, gdy ktoś w mojej obecności płacze, spytałem się o dalsze szczegóły. Poszukiwany ( postanowiłem, że biorę tą sprawę) nazywał się Thomas Marlowe, miał 29 lat i parę lat temu był oskarżony o drobne kradzieże. Rzeczywiście, osobnik tego pokroju mógł wejść w różne nieprzyjemne interesy. Tylko w tym wypadku z kim? I czy to ma związek z zaginięciem? Może z mafią, u której najdrobniejsze przewinienie mogło skończyć się w stawie za miastem, w betonowych kaloszach? Nie mogłem takiego wniosku wykluczyć. Teraz myślę, że ta sprawa od początku pachniała kłopotami, a ja się w nią wpakowałem jak kto głupi. No, ale teraz nie ma nad czym rozpaczać. Wypytałem ją o jego znajomych, oraz osoby do których ostatnio dzwonił, przede wszystkim w ciągu paru ostatnich dni przed zniknięciem. Nie była w stanie podać prawie żadnego nazwiska – Thomas nie wtajemniczał jej w swoje interesy. Jedyne, które podał jej Thomas, to Laffer. Podejrzewałem, że to mógł być Jerry Laffer – drobny przemytnik, o ile wiedziałem raczej nie współpracujący z mafią. To mógł być dobry trop. Ostatecznie mnie wynajęła. Po negocjacji zgodziłem się na zapłatę dwudziestu pięciu tysięcy dolarów zapłaty oraz pięciu tysięcy na wydatki związane ze sprawą. Po chwili wyszła, a ja postanowiłem sprawdzić Laffera. Ponieważ na dworze padało, wziąłem płaszcz, kapelusz i parasol. Myślałem czy wziąć paralizator czy ulubiony rewolwer. Ostatecznie zdecydowałem się na spluwę. Okolica, w której spodziewałem się znaleźć Laffera, była dosyć niebezpieczna. Wynająłem taksówkę. Miałem jechać do centrum, kiedy po drodze zobaczyłem Henry’ego Mitosa. On znał Laffera i mógł wiedzieć gdzie on jest, a mi, szczerze mówiąc, nie chciało się szukać Jerry’ego po całej dzielnicy. Kiedy taksówka osiadła na ziemi, wysiadłem z niej i podszedłem do Mitosa. Z pewnym rozbawieniem popatrzyłem, jak Henry próbuje ukryć przed moim wzrokiem swój nielegalny towar. Czemu przemytnicy w ten sposób reagują na detektywów, nie mam pojęcia. Przecież powinni wiedzieć, że nikt by nie wynajął detektywa do gnębienia przemytników – to jest po prostu nieopłacalne. Powiedziałem mu -Spokojnie, Mitos. Wiesz że ja cię nie wkopię, w końcu kto ci pomógł dwa lata temu, kiedy miałeś problemy z akcyzą, pamiętasz ? Tak, Steve, to pamiętam – powiedział Mitos. -No właśnie. Mam tylko parę pytań. Wiesz może gdzie jest Laffer? Muszę się go spytać o parę rzeczy -Nie mam pojęcia. -A za dwadzieścia dolców sobie przypomnisz? – przemytnicy są tacy przekupni… -Jeszcze nie. -A za pięćdziesiąt? -Dobra. Laffer miał ostatnio jakąś sprawę, na której nieźle zarobił. Postanowił wydać to, na jak powiedział, „przyjemność”… Wtedy podał mi nazwę domu publicznego, gdzie miał być Laffer. Dałem mu pięćdziesiąt dolców i wsiadłem z powrotem do taksówki. Taksówkarz był niezadowolony, ale próbował nie dać tego po sobie poznać. Teraz powiedziałem mu, by zawiózł mnie nie do centrum, jak mu powiedziałem wcześniej, ale do dzielnicy, w której mógł przebywać Laffer. W czasie lotu taksówką zastanawiałem się, gdzie Laffer mógł „sporo zarobić”. Tymczasem dolecieliśmy. Wysiadłem i dałem taksiarzowi dwadzieścia pięć dolców za kurs i dziesięć napiwku. Wszedłem do budynku i spytałem się „recepcjonistki” przy wejściu, czy jest Laffer. Ta odpowiedziała i poszedłem do tego pokoju. Laffer był zajęty, ale na początku swej „roboty”. Jego „dziewczyna” jeszcze nic nie zdążyła zrobić. Podszedłem do niego i powiedziałem: -Jerry, zanim cokolwiek zaczniesz „wyrabiać” – tu chrząknąłem – z tą panią muszę ci zadać kilka pytań. -Odczep się ode mnie! -Laffer, nie takim tonem. Mógłbym cię za to otłuc tak, że…ale wracając do moich pytań. Wiesz gdzie jest Thomas Marlove? Odpowiedział, że nie wie, ale dzięki wmontowanemu wykrywaczowi kłamstw wiedziałem że kłamie. Mimo że nie lubię przemocy fizycznej, podniosłem go i rzuciłem o ścianę. Potem znów go chwyciłem, tak, że teraz był oparty o framugę okna, i ponowiłem pytanie, tym razem grożąc mu wyrzuceniem przez okno z czterdziestego piętra. -Dobra, wiem gdzie on jest! -No widzisz, jakoś teraz chcesz gadać – powiedziałem, wciągając go z powrotem na piętro – i oby tak było przez cały czas. No to gdzie jest Thomas Marlove? -Jedyne co wie, to to, że jest przemytnikiem i miał zrealizować jedno zlecenie dla mafii. Widziałem go wczoraj, miał sprzedać od nich chodliwy towar, a potem pryskać z dziewczyną za granicę. Tego się obawiałem. Rzeczywiście Marlove pracował dla mafii. Coś zrobił i miał zamiar uciec, ale czy mafia wypuszcza kogokolwiek, kto im zawadza? I w tym miejscu powinienem zrezygnować ze śledztwa. Ale oczywiście nie zrezygnowałem,. Wypytałem się Laffera dokładnie, gdzie miało być to spotkanie. Nagle zauważyłem, że dziewczyna, którą wynajął Laffer, wyjmuje ze swojej torebki pistolet i celuje w niego. Popchnąłem Laffera na bok, a kula, która miała go zabić, trafiła mnie w ramię. Mówię wam, ból był okropny, ale jakoś go zniosłem. Błyskawicznie wyjąłem własny rewolwer i zamierzałem ją postrzelić, gdy ona nagle upadła. Coś odczepiło się jej od głowy i potoczyło po dywanie. Podnosłem to. Była to pluskwa, mogąca kontrolować ludzkie zachowania. Wniosek był prosty. Toś chciał sprzątnąć Laffera. Czy to mafia o tym pomyslała? Tymczasem przykułem nieprzytomną dziewczynę do kaloryfera. Na oko miała ze 20 lat. Zająłem się własną raną. Kula tylko dosyć mocno otarła się o mięsień. Za pomocą nowoczesnej cyberapteczki nastąpiło błyskawiczne opatrzenie rany. W czasie tego dziewczyna odzyskała przytomność. Ja zacząłem przesłuchanie: -Kim jesteś? Nie musisz się obawiać, jestem prywatnym detektywem . Ona jednak nic nie mówiła. Wyjąłem więc rewolwer i przystawiłem go jej do skroni. Wątpię czy bym strzelił, ale ona o tym nie wiedziała, a przecież nigdy nie strzeliłem do bezbronnej osoby. Teraz się zapytałem: -Czemu próbowałaś zabić Jerry’ego Laffera? – spytałem, nie mając pewności, czy pluskwa była prawdziwa. -Co? nigdy nie zamierzałam nikogo zabić! Mówiła prawdę.(dzięki wykrywaczowi miałem pewność). To znaczyło, że pluskwa była prawdziwa. Schowałem broń. Na wszelki wypadek pytałem jednak dalej. -Co pamiętasz? Jakie ostatnie zdarzenie? -Nie wiem… przyjechałam tu niedawno. Chciałam szukać pracy. W gazecie znalazłam ogłoszenie – ofertę dla kelnerki. Kiedy poszłam na miejsce spotkania… -Kiedy to było? Chodzi mi o dzień. -25 października. -To wczoraj. No, mów dalej! -Na miejscu było parę osób. Jeden coś mówił, że tylko jakiś Jerry wie gdzie on jest. Nagle jeden z pozostałych podszeł do mnie i uderzył mnie czymś w głowę. Upadłam i nic więcej nie pamiętam. -A czemu nie chciałaś odpowiadać na moje pytania? -Myślałam, że jest Pan jednym z nich. Co jak co, ale przecież ja miałem pewność, że ona nie kłami. Całkowita szczerość, a ja potrafiłem to docenić. Zapytałem się jeszcze: -A gdzie…było to miejsce spotkania? -Port, jeden z magazynów. To potwierdzało słowa Laffera. Postanowiłem ją odkuć od kaloryfera. Na koniec, by odkupić swoje, nieco zbyt mocne przesłuchanie, zaprosiłem ją na kawę. Lekko się zdenerwowała, ale się zgodziła. Zanim poszedłem, dostarczyłem pluskwę do laboratorium policyjnego. Często współpracowałem z prowadzącymi laboratorium. Jeden z nich, Mike, obiecał, że dokładnie sprawdzi ją jutro. -To chyba pluskwa do kontrolowania umysłów. – powiedział -Tyle to i ja wiem – przerwałem mu. -Steve, nie przerywaj, jednak dokładne sprawdzenie części i nagranego na niej programu trochę zajmie. -Słuchaj, Mike, potrzebuję tego jak najszybciej. -Niestety, zajmie to parę godzin. -Niech to. Eż, trudno. Pożegnałem się i poszedłem do kawiarni, tam gdzie miałem spotkać się z niedoszłą morderczynią Laffera. Oczywiście na miejscu było mocno nadymione, tak, że musiałem poprosić obsługę o postawienie wiatraczka. Możecie mi wytłumaczyć, dlaczego od połowy dwudziestego wieku poszła taka moda na papierosy dające czterysta procent dymu więcej niż wcześniejsze? Po paru minutach przyszła też i ona. Przy kawie opowiedziała całą swoją historię. Nazywała się Wiktoria Carnby, była z San Francisco, ale po zeszłorocznym trzęsieniu ziemi( 8.0 w skali Richtera!) została bez domu, zresztą wtedy całe San Francisco prawie przestało istnieć. Próbowała znaleźć pracę, ale znajdowała wyłącznie dorywcze, i to takie, z których nie dawało się wyżyć. Przed miesiącem wpadła na pomysł, by przyjechać do Los Angeles. Przyjechała przed tygodniem, a dwa dni temu znalazła w gazecie ciekawą ofertę pracy, ale jak to się zakończyło, już wiecie. Pod koniec rozmowy zaczęła płakać nad swoim pechem. Jak już wam mówiłem, nie umiem sobie radzić gdy ktoś płacze przy mnie. Próbowałem jakoś ją pocieszyć. I nagle wpadłem na pomysł, jak to zrobić. Zaproponowałem jej pracę sekretarki w moim biurze. Ona z wdzięcznością przyjęła tę propozycję. Ustaliliśmy, że ma przyjść następnego dnia o pierwszej. Powiedziałem jej, by pokazała ten magazyn, gdzie doszło do zaprogramowania jej pluskwą. W ciągu pół godziny doszedłem z nią do dzielnicy portowej. Tymczasem deszcz padał z coraz większą siłą. W tej dzielnicy, wraz z ciemnością nocy, robiło to przygnębiające wrażenie. Magazyn był stosunkowo mały i zaniedbany. W takich miejscach często dochodziło do podobnych sytuacji, więc od razu poszedłem do środka go sprawdzić. Magazyn był pusty, w środku było tylko kilkanaście wielkich pudeł. Nagle usłyszałem głos pełen wyrzutu: -Ta, zawsze zostawiają mi najgorszą robotę. Zawsze ja! To jakiś facet pakował pudła na ciężarówkę. Wtem jedno z pudeł spadło mu na ziemię. Wypadło z niego kilka karabinów. (dedukcja: to znaczyło że z tą sprawą związany jest handel bronią.) no pięknie! Cała sprawa wyglądała coraz gorzej. Po cichu podszedłem do niego i z całej siły uderzyłem go rewolwerem w głowę. Na szczęście dzięki ustawie z 2070 roku detektywi mieli spore prawa związane ze swoim zawodem, nawet licencję na zabijanie. Co prawda ja z tego ostatniego prawa nie korzystałem, ale użycie przemocy, czy brutalne wymuszenie zeznań… ale wracam do sprawy. Po paru minutach facet odzyskał przytomność. Spytałem się go spokojnie, gdzie jest Marlowe. On, widząc że po prostu musi mówić, od razu powiedział wszystko, co wiedział o tej sprawie. -Marlowe handlował bronią na zlecenie szefa. Pojechał z nimi, a dziewczyna która przyszła tutaj… któryś wpadł na pomysł by wykorzystać ją do zabicia Laffera. Została oszołomiona i zaprogramowana w tym celu, a potem do popełnienia samobójstwa. -A gdzie pojechał Marlowe? Tu powiedział, gdzie to jest. Zakazana Dzielnica. Nie muszę mówić, że najgorsza w mieście. No trudno już w to wszedłem, więc kontynuowałem. Wypytałem się jeszcze o kilka szczegółów, a potem zadzwoniłem do Johny’ego, znajomego w policji, by mógł przyskrzynić ten transport broni. Kolega mocno mi podziękował – przyłapanie takiego przerzutu jak ten było tak rzadkie (ostatnie miało miejsce rok wcześniej), że glina, który tego dokonał (a dałem wyraźny znak że ta sprawa MNIE nie obchodzi) miał awans w kieszeni. Po poinformowaniu go, zamówiłem taksówkę i pojechałem do Zakazanej Dzielnicy. Mieli ją całą wyremontować już dziesięć lat temu, ale zabrakło środków finansowych. W tym czasie na tym terenie zamieszkiwali bezdomni, złodzieje, ćpuny, drobni przestępcy i podobni. Policja tu rzadko zaglądała, a normalni ludzie tu mieszkający, chodzili szybko i ostrożnie i nigdy nie wychodzili w nocy. Taksówkarz powiedział, że dalej nie poleci, już boi się o życie. Musiałem więc iść pieszo. Mijałem ludzi leżących na chodniku, nakrytych gazetami. Czułem na sobie uważny wzrok osobników kryjących się w ciemnych zaułkach. W tej chwili cieszyłem się, że mam broń w kieszeni.. Skręciłem i już byłem blisko wskazanego celu kiedy spróbowano mnie okraść. Nawet nie byłem specjalnie zdziwiony. Było ich trzech. Jeden z nich powiedział: -Te, facet, dawaj portfel. -Nie mam pieniędzy. -to źle dla ciebie, bardzo źle – powiedział inny, wyciągając nóż. Pozostali zrobili to samo. Zaczęli podchodzić do mnie. Wyciągnąłem rewolwer i powiedziałem: -Nie radzę nawet próbować. Oni jednak szli dalej. Byli prawdopodobnie zbyt naćpani, by zrozumieć, że mam broń. Strzeliłem jednemu w ramię, ale on nawet tego nie poczuł. Szedł dalej. Nie widząc innego wyjścia zastrzeliłem go. Kiedy upadł na ziemię, do dwóch pozostałych dotarło, ze nie żartuję z bronią. Szybko uciekli. Sprawdziłem, czy ten do którego strzeliłem, żyje, jednak strzelam zbyt celnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gonzo666
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…