Wróć do katalogu

Wspomnienie

O zagubieniu we współczesnym świecie i pragnieniu normalności.

Quenny, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W S P O M N I E N I E Magiczny Silmarilion lśnił platynowym błyskiem zaklęcia. W naszych marzeniach. Marzeniach niewinnych nastolatków. A Piorun mówił o złej czarownicy. Leciała, świszcząc powietrzem, z rozwianym czerwony włosem, przez leśny wąwóz. Aż straciliśmy ją z oczu, widząc w wyobraźni pastelowe niebo srebrzystego promienia słońca. Potem były zwierzenia. Nieszczęśliwe miłości, sztywni starzy, głupi koledzy i te najmniej bolesne jak pała z polskiego. I wreszcie propozycje zmian. Bunt wobec nieliberalnych przekonań rodzicielskich, wobec niesprawiedliwości szkoły, kościoła, Boga. Mogliśmy mówić godzinami, siedząc przy ognisku naszego tajemnego miejsca spotkań. Kochaliśmy świat fantazy. Zmyślaliśmy upiorne historie o driadach, duchach, wilkołakach i wampirach, napędzając spiralę fascynacji strachem. Przez szepczące drzewa czuliśmy emocję lasu, a każdy liść czuł nasze emocje niewinnej młodości. Kiedy tak było? Kiedyś, już nie pamiętam. Wtedy mieliśmy marzenia, cele, czuliśmy szczęście. Potem szukaliśmy ciepła i ukrycia, żeby mieć spokojny odlot. A teraz? - Chcę żyć pełnią życia – powiedziała Mrówka, ściskając w ręku czerwony mak, wrzucając coś do ogniska. Długie, czarne włosy, przeplatane kolorowymi nićmi, opadały grubymi puklami na jej bladą, chudą twarz. Pełnia życia … Co to mogło oznaczać? Sex, drugs and Rock and Roll i … chłopak. Nazywał się Piorun. Zawsze wyglądał jak Czarnoksiężnik. Opowiadał najlepiej, wszyscy mu wierzyli. Więc gdy przyszedł z nowym odlotem wszyscy wzięli. I odpłynęli ogarnięci światłem księżyca, wśród zapachu nocnej łąki, cudownie pogodzeni! Pamiętam gdy poznałam Pioruna. Wiedziałam, że mnie polubi, bo byłam prawie tak bezczelną piętnastką jak on. A to modne. - Dasz się uwieść? – zapytał. - Cierpisz na chroniczny brak dziewczyny, czy pragniesz odrobiny szaleństwa w przerwach między bawieniem dzieci i wnuków? Bye, bye love – zanuciłam fragment Simona, twórcy „The sound of Silence”. Kochałam Pioruna od … zawsze, lecz zrozumiałam, że muszę brać, by go mieć. Gdy wytatuował sobie zręczny napis dzieci kwiatów na klacie. „ Morfina moja dziewczyna forever”. Wtedy poczułam, że to nie tylko szpan, lecz wyznanie wiary narkomana. Wolał żyć własnym życiem, jak jego własna matka, która w młodości tułała się po kraju z hipisami. Choć ta usiłowała ustrzec syna przed narkomanią i innymi „ poważnymi” własnymi błędami. Jednak słabość i strachliwość pozbawiały ją autorytetu. Zawsze ją okłamywał. Oficjalnie brał kasę na kino i warsztaty gitarowe czy plastyczne, więc była dumna, mając w domu artystę, do czasu, gdy … wreszcie odkryła prawdę. Prawdę mówiąc, wszystko przepuścił dla cudownych prochów, największej namiętności jego życia. Wspólnie sączyliśmy śmiercionośną truciznę, uchylając kielich zagłady, by w końcu przechylić go niebezpiecznie. Jednak nie zdobyłam Pioruna biorąc, bo … Jen była jego pierwszą, największą miłością. Zrozumiałam, gdy proponował mi pójście do kina sugerując randkę. Zupełnie zaskoczona i szczęśliwa miałam wypowiedzieć magiczne TAK, lecz zaraz dodał, że pyta teoretycznie, bo chce zaprosić JĄ. Spotkali się pierwszy raz na mieście. A właściwie on ją spotkał, gdy zafascynowana ulicznym widowiskiem, nie obdarzyła go nawet jednym spojrzeniem. Klub Wampira urządzał wróżby, próby ognia i miecza. Wiedźma Matylda zaklinała koniec świata, ognistą strugą. Języki płomieni miotaczy, liznęły krzaczasty świerk, gdy prysły wirujące iskry. Potem były mistyczne walki pod wodzą czarowników. Gotycki klimat baśniowych złudzeń, zawładnął ludzkimi sercami. Jen mówiła wtedy ze zmysłowym londyńskim akcentem. I miała najbardziej niebieskie oczy na świecie. Potem pozornie mijali się, lecz w tłumie widzieli tylko siebie. Ona pierwsza do niego podeszła, a Czarodziej zupełnie stracił głowę jak nigdy. - Chcesz mnie zabić studenciku – zaczęła nieśmiało, patrząc w ziemię. - Ja? - Tak, ty. Przez wszystkie przerwy gapisz się na mnie. A może myślisz, że jestem łatwa? – rzuciła ciepło. - Ja? Nie myślę tak. - Więc chodź ze mną do kina – palnęła zawstydzona. - Ja? Jasne, jasne. Kiedy? - Ty zaproponuj. - Wtorek? - Wtedy pracuję w wolontariacie. A może środa wieczorem? - Ok., ok. Środa wieczorem. Paplał później, że jest piękna, mądra, ma takie dobre serce, przecież pomaga chorym, spojrzenie prawdziwej głębi i świetnie całuje. Nie traktował jej tak przedmiotowo jak swoje poprzednie laski. Chcąc znaleźć w niej wadę, musiałam zrozumieć, że była aniołem, a ja dotknęłam dna, więc ćpałam, i znów byłam na dnie i ćpałam, tworząc samonapędzającą się maszynę zagłady. A Piorun? Przestał dla niej brać. Więc zostałam z tym sama. Powiedziała mu, że narkotyk wyniszcza psychicznie i fizycznie. Wystarczyło tylko tyle. I rzucił w diabły nasze rozmowy między ćpaniem a ćpaniem. O jego matce i moim ojcu. - Matka jest słaba i naiwna – ciągle powtarzał - wtedy. Wstydzę się jej. Jest wykształcona, a robi za babkę klozetową. Nosi idiotyczną trwałą, która postarza ją o dziesięć lat. W ten sposób pozbawia się też urody. Nic dziwnego, że ojciec nas porzucił. Czasami wróży z tarota. Z cygankami zaczepia ulicznych. Naciąga kogo może. Siebie też. Niedawno karty przepowiedziały śmierć kogoś bliskiego. Przez tydzień pościła, zbierając fundusze na najdroższy system alarmowy. Zrozumiała, że kupuję prochy, przestała sypać groszem – uśmiechnął się drwiąco. – Po trzech latach naciągania trochę zubożała. Zresztą i tak pieniądze dawno się skończyły. Z odejściem ojca. Muszę inaczej skombinować forsę na działkę koki. - Spoko, masz lepiej niż Mrówka. Jej matka ogoliła głowę i przekuła nos. - Gardzę głupotą swojej starej. - Ona przynajmniej rzuciła dragi – powiedziałam. Mój ojciec jest gorszy. Zarabia stara, a on wzmacnia marychą kielonek czystej. Wpadł w pułapkę własnej słabości. Gardzę słabościami innych. Nie rozumiem ich i nie chcę zrozumieć. My możemy zawsze rzucić. Być twardsi od tych miękkich. Kto był miękki? Jedyny wróg Pioruna, lecz na śmierć i życie. Filip. Palant, i abstynent w pakiecie, tak zarozumiały jakby deficyt alkoholu mu szkodził, więc ochrzciliśmy go Abstynencik. Obaj rywale wypadali blado w swoim towarzystwie, zgrywając pozy głupich uczniaków, czternastoletnich wyrostków, gdy stuknęła dwudziestka. Mój czarodziej stawał się niedojrzałym idiotą, walącym ząb za ząb z nierównym sobie. Wykrzykiwali wtedy różne bzdury, aż do rękoczynów. - Jak myślisz Piorun, dlaczego przerażasz laski, co Piorun? - Nie przerażam. Porażam! Mocniej stronisz od dziewczyn czy od kielonka czystej mocnej? - Jen mnie kocha, mnie! – zaklinał Abstynencik. - Jen jest moją dziewczyną! Zrozum wreszcie – rzekł Czarodziej znudzonym tonem. - A jak twoja matka - babka klozetowa? Piorun chlusnął mu w twarz, strumieniem piwa. Rywal obnażył kły, prowokując bójkę. - Idioci! – stanęłam pomiędzy nimi – Poziom intelektualny waszej interakcji sprowadza się do kaszki z mlekiem… Odwróciłam umysł od wspomnienia tej żenującej gadki, puszczając go z innym nurtem myśli. Piorun cały zjarany wyznał Jen dozgonną miłość. Wziął tylko raz, tylko raz odkąd rzucił. Jednak jej reakcja była nie do przewidzenia. - Filip jest prawdziwy mężczyzną, jego zechcę – rzekła wyniośle. - Niezły ubaw. Świetny żart … Udał ci się, ale mam dziś słaby dzień … - rzucił niepewnie. - Słyszałeś co powiedziała? Koniec twojego love story z happy and - em. – wrzasnął Abstynencik. Jak mogła wybrać … ? Tego świra, palanta, nieudacznika? Wierzył, tak bardzo wierzył, że go kocha. Dlaczego zerwała w taki sposób? Dlaczego ukrywała swoje prawdziwe uczucia? Czuł się tak jakby dostał w twarz. - Zrozumiałeś, że dłużej nie wytrzymasz, że musisz jej powiedzieć i wierzyłeś głęboko, że ona też. Wzruszające. Naprawdę myślałeś, że pokocha ciebie. Ciebie? – cedził nienawistnie Filip. - Jesteś obleśnym ćpunem. Jak mogłabym cenić człowieka zgniłego od środka? Zaczęli się całować na tle starej księgarni, a Piorun przestał panować nad sobą. - Chciałem, chcę powiedzieć … Nie jestem uzależniony! Nie jestem ćpunem! Mogę przestać brać! Zawsze … mogę … wziąłem ostatni raz … minął ich nieprzytomnie i poszedł przed siebie, czując tępy ból zawiedzionych uczuć. „Człowieka zgniłego od środka”, słowa Jen dźwięczały w moich uszach, gdy wyrwana z nurtu myśli, wracałam do rzeczywistości. - Chcę, żeby Jen spadła z mostu do rwącej głębi rzeki w głęboki wir rzeczny! – krzyknęła Julka zacierając ręce, wrzucając coś do ogniska. - Hej, miały być tylko uczciwe myśli i marzenia. - To marzenie jest na miejscu, Żyleta. Nie zgrywaj apostoła! – zgromiłam go. Szpilka znów gadał sam ze sobą. Byliśmy przyzwyczajeni do stałej obecności jego urojonej dziewczyny. Widać nie tylko ja na gwałt potrzebowałam miłości. - Wypuścili mnie, gdy udałem, że Lucy jest złudzeniem – rzekł zadowolony z siebie. - Czasem trzeba sprytnie nagiąć fakty, dla własnych korzyści. Szkieletor wstał i położył u jej stóp wianek, który wyglądał jak wiecheć. Plótł go przez cały czas, nie mając czym zająć rąk. - Dla ciebie – rzekł udając, że ją widzi. Rzuć Szpilkę. Dla mnie – uśmiechnął się zalotnie, unosząc brwi. Wtedy wyzdrowieje. - Lucy istnieje – krzyknął rozpaczliwie Szpilka! Właśnie dzięki niej zdrowieję, bo jest czysta! I jest silna! Zazdrościsz nam, gdy mamy siebie, mamy nasze uczucie, a ty zostałeś sam, przez własną złość. - Istnieje? A więc Lucy, bądź moją dziewczyną! – prosił teatralnie klękając na kolana. Pozwól mi skraść ci…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych