Wróć do katalogu

Wszyscy na pożarcie Rozdział I i II

Alistair D. Vour jest mieszkańcem małego miasteczka i nie jest tym zachwycony. Czuje że jest kimś więcej, kimś wyjątkowym. Prosze o komentarze bo jestem ciekawy co o tym sądzicie. z góry dziękuję.

orion_riegel, opublikowano , 20 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Alistair D. Vour

Wszyscy na pożarcie

Czytelniku

Zanim twoje oczy powędrują na następną stronę musisz wiedzieć, że to co tu znajdziesz jest szaleństwem tkwiącym gdzieś głęboko we mnie. Krótka historia, krótkie życie, krótkie powitanie i pożegnanie które może znajdzie się na ostatniej stronie. Jeśli stwierdzisz że moje życie nie nadaje się na lekturę to idź do kuchni zrób sobie kawę albo nalej drinka i wywal ten stos liter połączony w słowa do kosza. Nie obrażę się, nawet gdybyś zrobił to na moich oczach. Sam wyrzuciłem swoje życie do pojemnika, na którego dnie znajdowało się wielkie nic. Jeśli jednak twoje oczy zetkną się z następnymi stronicami to wiedz, że trzymasz w swych rękach moje całe życie, jego cienie i zakamarki, których nie śmieli odwiedzać nawet dwaj aniołowie : Rozsądek i Sumienie. Z poważaniem Alistair D. Vour

Rozdział I

Nie mam nazwiska które miało by jakiekolwiek znacznie ale zawsze lubiłem wymyślać sobie imiona. Mogłem być kimkolwiek. Małym Johnem, zacofanym Frankiem czy genialnym Martym. Niczym kameleon mogłem się zmieniać, odziewać się w coraz to nowe tożsamości albo być niewidzialnym. Stać się pyłem lecącym z wiatrem pośród ludźmi ubranymi w tylko jedno imię. Dla tych pachołków byłem Alistair’em D. Vour i to imię mieli pamiętać, inne były wyłącznie moje. Moje skarby. Alistair D. Vour narodził się we mnie już na farmie moich rodziców. Na początku przychodził do mnie we śnie i rozmawiał ze mną. Później pojawił się w szkole, w kościele, w sklepie. Alistair był wszędzie i zawsze był mile widziany. Był idealny. Pamiętam jak zawsze wracał ze mną ze szkoły. Zimy były u nas dość mroźne i śnieg padał obficie zasypując wszystkie drogi. Ojciec jak na pijaka i debila przystało nie martwił się o transport dla swojego jedynego syna wiec moje nogi musiały marznąć i pokonywać te pieprzone zaspy zima w zimę, dzień w dzień. Alistair pojawiał się i szedł ze mną. Zawsze był ze mną gdy potrzebowałem pomocy, rozmowy, idola. Był bezpośredni, szalony, i głodny życia. Przede wszystkim był panem wszystkiego czego sobie zapragnął i obiecał że mnie tego nauczy. Gdy piszę te słowa z mojego gardła wydobywa się śmiech. Piszę o Nim jak o innej osobie, a tak naprawdę to JA jestem Alistair D. Vour. Jedyny w swoim rodzaju. Pan, szef. O tak jestem najlepszy i jeśli ktoś myśli inaczej może to śmiało powiedzieć mi prosto w twarz zanim mu ją oderwę od pustej czaszki. Tak! Właśnie w taki sposób załatwia swoje sprawy Mr. Vour! Myślałem że nigdy nie będę taki jak Alistair ale myliłem się. Zawsze taki byłem, od momentu moich narodzin. Ale przyszło mi czekać 17 lat żeby się o tym przekonać. Spojrzałem wtedy w lustro i spłynęła na mnie łaska. Ekstaza! Lustro odbijało Alistair’a D. Vour i wreszcie zrozumiałem kim jestem. Zrozumiałem że muszę iść własną ścieżką wytyczoną przez los. Gdy przebudziłem się i dostrzegłem w sobie moje prawdziwe ja postanowiłem że przed wejściem na nową ścieżkę życia muszę pogrzebać swoje stare. Nikt nie mógł dowiedzieć się że wielki Alistair był prostym wieśniakiem. O nie! Mr. Vour jest najlepszy i na pewno nikt nie ma prawa wiedzieć o jego zawstydzającej przeszłości. Jednak postanowiłem czekać do zimy. Czekałem 17 lat więc mogłem poczekać jeszcze troszkę aby moje nowe życie rozpoczęło się po mojemu. Pierwsza męska decyzja i to w stylu Alistair’a! To był dopiero początek.! Z tego co przeczytałem w gazetach to ciało mojego ojca, o przepraszam, resztki ciała zbierali do kupy przez miesiąc. Nigdy nie miałem okazji zapytać tych wsiowych policjantów czy kolekcjonowanie fragmentów ciała mojego starego stało się przez ten miesiąc ich hobby. Czy tak jak pieprzeni filateliści onanizowali się jeśli zebrali pokaźną kolekcję i w pełnej obrzydzenia ekstazie wykrzykiwali nazwy swoich najcenniejszych zdobyczy wykrzykiwali nazwy przegniłych części mięsa. Gdy zamykałem oczy widziałem jak dwóch pedałów w kapeluszach i w wiejskich mundurach zaspokaja się na tyłach posterunku krzycząc „ znalazłem ostatni fragment jego ręki” albo „ mam jego twarz, mam w końcu jego twarz!”. Chorzy zboczeńcy. Mają szczęście że nie zależało mi na tym alkoholiku bo inaczej to ich zeskrobywałoby z jezdni nowe pokolenie małych zboczeńców. Pamiętam że ojciec bardzo się ucieszył gdy zauważył że na klejącym się od brudu i jego potu siedzeniu ciężarówki leży piękna, nietknięta butelka whisky. Nie mogłem jednak pozwolić na to, żeby umierał pijany, nie widziałby tego co chciałem mu pokazać. Pamiętam również to, że nie ucieszył się gdy odrąbałem mu rękę siekierą z naszego składziku. Sięgał wtedy po butelkę i był tak nią zajęty że nie zauważył spadającego na jego obleśne ręce ciężkiego kawałka stali. Idiota, zawsze nim był. Butelka była ważniejsza niż jedyny syn. Zresztą niechciany. Zawsze tak sądziłem bo mówił że nie ma ze mnie pożytku. Pewno wolał córkę, którą mógłby gwałcić od 10 roku życia i wmawiać jej że tak robią wszystkie grzeczne córki tatusiom. Co zresztą nie odbiegało od prawdy za bardzo bo każda dziewczyna w naszym miasteczku była dziwką a zaszczytne miano alfonsów nosili tatusiowie. Oni też byli jak ci policjanci od zeskrobywania mojego ojczulka z jezdni. Wymieniali się tymi dziewczynami i kolekcjonowali ich upokorzenie doprowadzając swoje żony na skraj załamania nerwowego. Akurat to może i było dobre bo matki były wtedy małomówne i nie wtrącały się do nie swoich spraw jak te wielkomiejskie kwoki. Wróćmy jednak do tatuńcia bo pewnie ciekawość zżera was od środka. Rozumiem! Ach naprawdę was rozumiem. Gdy piszę te słowa to jakbym tam był i czuł tę słodką woń krwi wypełniającą moje płuca po brzegi swym aromatem. Wróćmy do konkretów. Odrąbałem mojemu ojcu rękę jednym pięknym cięciem przy świetle Księżyca. Tak silna dawka bólu na trzeźwo pozbawiła ojca przytomności. Po pijaku pewnie by się nie zorientował. Nie miałem nigdy okazji go zapytać. Obudził się dopiero jak skończyłem przywiązywać go do tej pieprzonej ciężarówki. A muszę się pochwalić że zrobiłem to w genialny sposób. Znajdował się w idealnej pozycji. Linę przywiązałem tak, że mogłem opuszczać jego cielsko bliżej jezdni za każdym razem gdy miałem na to ochotę. Przedni zderzak mógł mu wrzynać się trochę w potylicę ale to był mój pierwszy raz. Najsłodszy ale może nie w 100% doskonały. To był ten jeden raz kiedy Alistair D. Vour nie był perfekcyjny. Teraz proszę połóżcie palec wskazujący na swych ustach i szepnijcie „Ciiiiiii” i obiecajcie że nie powiecie o tym nikomu. To będzie nasza słodka tajemnica. Wracając do mojego papy to miał się nieźle aż do 30 km\h. Potem było już krucho z nim bo przestał tak głośno krzyczeć. Na początek przytarłem lekko jego brzuch. Na asfalcie zrobił się całkiem niezły wzorek. Szkoda że nie miałem aparatu, byłoby piękne zdjęcie! Ach te pamiątki! Mam do nich słabość. Powiedzmy że to moje hobby. Teraz, mały aparat jest zawszę przy mnie aby uwieczniać piękne wspomnienia Alistair’a D. Vour. Potem zmieniłem troszkę wiązanie i przytuliłem ciepły asfalt do tego wykrzywionego ryja, który patrzył na mnie świńskimi oczami i wykrzykiwał przekleństwa. To doprowadziło mnie do szału. Jak śmie, on zboczeniec, pedofil, alkoholik. Jak ktokolwiek śmie obrażać Alistair’a D. Vour!!! To co robiłem później sprawiło że czułem się jak odkrywca, pionier. Może i ktoś robił takie rzeczy wcześniej ale ja o tym nie wiedziałem. Dlatego uczucie było tak silne. Poczułem jak krew buzuje mi w żyłach dotknąłem palcami żyły na swojej szyi i poczułem dzikie pulsowanie przepełnione wielką i nieokiełznaną radością. Trzymałem w rękach wszystkie zęby tego starego pryka. Chociaż trzeba przyznać że musiałem mu podziękować za jedną, jedyną sprawę. Za moje stworzenie i za to że dzięki niemu ta chwila mogła mieć miejsce. Z zębów miałem zrobić sobie naszyjnik ale uznałem że to prostackie. Każdy lepszy świr ma takie pamiątki. Ja potrzebowałem czegoś innego. Wtedy nie wiedziałem co to może być. Ale o tym opowiem później. Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie. Muszę przyznać że mój staruszek w dzień swojej śmierci był całkiem odważny. Chyba nigdy w swoim parszywym życiu nie wypłynęło z niego jej tyle. Był przywiązany do swojej ukochanej ciężarówki. Prawdopodobnie z nią też uprawiał namiętny seks w lesie uznając rurę wydechową za najodpowiedniejsze miejsce dla swojego „instrumentu”. Popierdolony zboczeniec. Ciekawe czy jak pieprzył córkę Johannesa w stodole to odkrył że ode tego starego tłumika zardzewiał mu jego sprzęt? Nie sprawdziłem togo, nie jestem taki jak on. Jak oni wszyscy. Nie mam czasu zabijać wszystkich pedofilów w tym zapomnianym przez świat miasteczku. To zostawiam wszystkim odważnym córkom. (Powodzenia moje drogie! Macie błogosławieństwo Alistair’a D. Vour) Może one podobnie jak ja postanowią się zemścić. Mnie oczywiście nie zgwałcił ojciec ani wszyscy sąsiedzi dookoła ale czułem ból tych dziewcząt. Widziałem oczy, zwierciadła ich dusz i ujrzałem w nich smutek. Zanim dorosłem do tego aby stać się Alistair’em on zjawił się kiedyś na przerwie w szkole. Kazał mi patrzeć na Laurę Krenz i jej oczy. Była śliczna i pewnie jest teraz piękną kobietą. Chociaż ręki nie dam sobie uciąć bo jej ojciec był wyjątkowym sukinsynem i mógł zniszczyć to piękne dzieło natury w jednym ze swoich pijackich ataków. Alistair zwrócił mi uwagę na to w jaki sposób ona patrzyła na wszystko. Na mnie, drzewa, zwykłe ściany czy trawę. Smutek wyciekał wraz z jej łzami. Alistair powiedział że ona mogła być moja. Moją żoną, kochanką, matką moich dzieci i mieć przyszłość tak piękną jak ona sama. Jednak cień jaki rzucał jej ojciec był jeszcze większy od tego który padał na mój los. Póki nie odnalazłem Alistair’a. Szkoda że ona nie znalazła nikogo takiego. Pewnie siedziałbym z nią w tej starej ciężarówce

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych