"Wszystko dla królestwa"
Jeszcze nie dokończone. Trochę nietypowe. I oczywiście fantasy. Czy królestwo zostanie uratowane?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Julio! Julio, pospiesz się, zaraz musisz wyjeżdżać, skarbie! – usłyszałam dobiegający mnie głos mojej mamy. -Księżniczko, czy mam zanieść torby na dół? -Chyba tak… - odparłam niepewnie i spojrzałam jeszcze na swój pokój. Chyba zabrałam wszystko. -Dyliżans czeka – oznajmiła moja służąca i nisko się skłoniła. Ciężko westchnęłam i zeszłam na dół. Jak pewnie się już domyślasz, jestem księżniczką. Moja mama jest królową, a tata królem. Mam na imię Julia i mam niespełna dziewiętnaście lat. -Czy zabrałaś wszystkie potrzebne rzeczy, kochanie? -Tak, mamo. Skierowałam się do drzwi. Obejrzałam się jeszcze. -Mamo… muszę? – zapytałam błagalnie. -Kochanie, wiesz przecież, że to konieczne. Przewróciłam oczami. -Naprawdę nie ma innego sposobu? Pokiwała przecząco głową. Wzięła mnie za rękę i odprowadziła do czekającego na mnie dyliżansu. -Kochanie… wiesz przecież, że musimy chronić nasze królestwo. A w sojuszu napisanym przez naszych przodków jest napisane wyraźnie, że dzieci z… - zaczęła ale przerwałam jej znudzonym tonem. -Dzieci z szóstego pokolenia pobiorą się jeżeli będą różnej płci… -Skarbie… wiesz przecież, że chcemy dla ciebie jak najlepiej -Wiem. Ale co jeżeli ten… książę okaże się snobem? Nie odpowiedziała. Wzruszyła bezradnie ramionami. Mogłam to odczytać jako „Wszystko dla dobra królestwa”. -Tata nie przyjdzie? – zapytałam, chociaż doskonale znałam odpowiedź. -Jest zajęty. -Ucałuj go ode mnie. – odparłam ironicznie, jednak mama pominęła to milczeniem. Przytuliła się do mnie i pocałowała mnie w czoło. -Baw się dobrze, skarbie – wyszeptała. -Do widzenia, mamo Starając się nie przyciąć mojej ogromnej sukni wsiadłam do dyliżansu i pomachałam mamie. Razem ze mną jechała moja służąca. Czasem zazdrościłam jej swobody ruchów jaką miała dzięki swojemu zwykłemu ubraniu. Miała na imię Anna i odkąd pamiętam zawsze się mną zajmowała. Nie była jednak aż taka stara. -Księżniczko, niech księżniczka się uśmiechnie – powiedziała pogodnie – wszystko się ułoży No tak, dla niej się ułoży. To nie ona wychodzi za obcego mężczyznę. Bo taki właśnie jest cel mojej podróży. Jadę do sąsiedniego królestwa. Kiedyś, bardzo dawno temu, podpisało ono sojusz z naszym królestwem. I resztę już znacie. Dzieci z szóstego pokolenia… bla bla bla. Przez ostatnie dni w moim otoczeniu nie mówiło się o niczym innym, jak o moich zaręczynach. Spędzę tam dwa tygodnie, podczas których mam zapoznać się ze swoim przyszłym mężem. Bałam się. Bałam się, że on okaże się zupełnie inny niż go sobie wyobrażałam. Bałam się też, że to ja dam plamę. Że zrobię coś nie tak już na samym wstępie. Denerwowały mnie te wszystkie zasady etyki i dobrego zachowania. Czasem miałam ochotę po prostu żyć. Bez tych wszystkich nakazów i zakazów. Wyjrzałam przez okno. Jechaliśmy przez miasteczko. Ujrzałam małe dziewczynki bawiące się szmacianymi lalkami. Chłopców, trzymających w dłoniach patyki i udających rycerzy. Zapragnęłam być taka jak te dzieci. Zwyczajna. Jednak to było niemożliwe. Byłam córką króla. Córką najważniejszej osoby w kraju. -Księżniczko, czy czegoś księżniczka potrzebuje? – zapytała mnie Anna. -Nie. Ale słuchaj, znamy się już tyle lat, może zacznij do mnie mówić po imieniu? – zaproponowałam. Speszyła się. -Nie wiem, czy mogę, czy to tak przystoi… - zaczęła się plątać w słowach. -Dobrze. Zapomnij. Resztę drogi milczałyśmy. Dojechałyśmy dopiero pod wieczór. Mogę się założyć, że nigdy nie czułeś się tak zdenerwowany jak ja w tym momencie. Każda część ciała drżała z przerażenia i za razem z podekscytowania. Za chwilę zobaczę kim jest osoba, z którą mam spędzić całe swoje życie! Przygryzałam nerwowo wargi i co chwila poprawiałam włosy. Chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie. W pewnym momencie Anna położyła mi dłoń na moich złożonych rękach. -Julio, nie denerwuj się. Wszystko będzie w porządku – uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłam jej uśmiech. Trochę mi to pomogło. Delikatnie wyjrzałam przez okienko. Moim oczom ukazał się okazały pałac. Większy od naszego ale jakby mniej przytulny. Na dworze przed pałacem rozciągały się kolorowe kwiaty i równo przystrzyżona trawa. Zatrzymaliśmy się. Wzięłam głęboki oddech. Zaczyna się. Drzwiczki, jak zwykle, otworzył woźnica, z którym dobrze się znałam. Puścił mi oczko i uśmiechnął się chcąc podnieść mnie na duchu. Spróbowałam odwzajemnić uśmiech, byłam jednak tak zdenerwowana, że nie wiem co się pokazało na mojej twarzy zamiast pięknego uśmiechu. -Witamy księżniczko, w naszym pałacu – powiedział do mnie jeden ze służących kłaniając się nisko – czekaliśmy na ciebie. Proszę tędy. Szłam za nim i podziwiałam wnętrze. Mimo iż z zewnątrz wyglądał nieprzystępnie, wnętrze było przepiękne. Obrazy przyciągały wzrok, a tu i ówdzie stały piękne kwiaty. Ściany miały przytulny, jasny kolor, dzięki któremu poczułam się jakby trochę pewniej. Stanęliśmy przed dużymi drzwiami. -Proszę wejść – powiedział grzecznie służący i ponownie nisko się ukłonił. -Dziękuję – odparłam i weszłam do środka. Zdziwiłam się, gdy na tronie zobaczyłam jedynie króla i królową. No bo… gdzie jest książę? Niepewnie podeszłam i ukłoniłam się. -Dzień dobry, wasza królewska mość… - zaczęłam, ale zaraz mi przerwał. -Witaj, witaj drogie dziecko! Wreszcie się widzimy! Spojrzałam na niego. Biło od niego ciepło i wydawał się być sympatyczny. Był zupełnym przeciwieństwem mojego ojca. Król zszedł z tronu i ucałował mi dłoń. -Ja jestem Karol, a to jest moja żona, Marta – wskazał na królową, która również zeszła z tronu i z roześmianą buzią do mnie podeszła. -To jest właśnie nasz pałac, księżniczko Julio – mówił dalej. Sala była bardzo okazała. Wszędzie lśniło złoto i srebro. I było mnóstwo luster. -Pewnie chciałabyś obejrzeć swój pokój, prawda? – zapytała królowa. -Właściwie to… - zaczęłam – zastanawiam się gdzie jest… -Eryk? Cóż… powinien się niedługo zjawić… - wyraźnie zmieszała się. No tak, niezły z niego spóźnialski. -To nic. Z chęcią zobaczę swój pokój – powiedziałam szybko. Na twarz królowej ponownie wrócił pogodny wyraz. -Zaprowadzę cię Razem oprowadzili mnie po pewnej części pałacu. Wiedziałam, że zostało mi jeszcze wiele miejsc do zwiedzenia. Głowa chodziła mi we wszystkie strony, gdyż opisywali oboje każde pomieszczenie i każdy obraz, obok którego przechodziliśmy. -Za chwilę będzie kolacja – powiedzieli, gdy doszliśmy w końcu do mojego pokoju – Czy masz ochotę zjeść? -Nie chciałabym być niegrzeczna… chyba nie jestem głodna – odparłam. -Dobrze dziecko… przepraszam za mojego syna – powiedziała Marta. – Miał się zjawić, a tymczasem… -Ależ, nic się nie stało. W końcu, mamy jeszcze całe dwa tygodnie – uśmiechnęłam się – dobranoc – powiedziałam i weszłam do swojego pokoju. Był prześliczny. Łóżko posiadało wielkie zasłony, a obok niego stała toaletka. Na jednej ze ścian było ogromne okno, z pięknym widokiem na pobliskie góry i lasy. Moje bagaże już były w środku. Usiadłam na łóżku. No i po co się tak denerwowałam? Książę i tak nic sobie nie zrobił z mojego przyjazdu. On pewnie się tak nie stresował. Było mu wszystko jedno czy przyjedzie gruba, kapryśna baba, czy zezowata zołza. Spojrzałam w lustro na toaletce. Nie byłam brzydka… tak mi zawsze mówili. Ale nie byłam też nazbyt piękna. Przynajmniej dla mnie. Miałam bardzo długie włosy koloru blond. Nigdy nie pozwalali mi ich ścinać. Rodzice mówili, że to chluba dla księżniczki mieć tak zadbane, długie włosy. Moje oczy miały niebieski odcień. Byłam szczupła. Rodzice zawsze dbali o moje odżywianie. Czasem miałam ich po dziurki w nosie. Szczególnie, gdy zobaczyłam… moich przyszłych teściów. Oboje byli tacy roześmiani i weseli. I nawet odeszli od swoich obowiązków, tylko po to, żeby mnie oprowadzić. Mój ojciec nigdy by się na takie coś nie zdobył. Zawsze mówił, że kraj jest na pierwszym miejscu. Zawsze miał mnóstwo spraw do załatwienia. Dlatego mam z nim taki słaby kontakt. Przeprowadzamy jedną, może dwie rozmowy na miesiąc… Czasem za nim tęsknię, mimo, że jest w tym samym budynku. Mogę się założyć, że mój przyszły mąż na pewno nie ma takiego słabego kontaktu z rodzicami. I wtedy poczułam złość. Byłam wściekła na tego całego księcia. Ja zdenerwowana starałam się wypaść jak najlepiej, a on najzwyczajniej w świecie się nie zjawił! Zero wychowania! Usłyszałam pukanie do drzwi. -Proszę wejść – krzyknęłam. -Księżniczko… przepraszam. Julio, to ja. Czy mogę? – zapytała nieśmiało Anna. -Tak, wejdź. -Czas na kąpiel – oznajmiła. Westchnęłam ciężko. Wciąż traktowała mnie jak małą dziewczynkę.
Następnego dnia wstałam dość wcześnie. Usiadłam na łóżku, przetarłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Ciągle tu jestem. Miałam nadzieję, że to był tylko sen. -Księżniczko – zapytała służąca tego pałacu wchodząc do pokoju – czy wolałabyś śniadanie do łóżka, czy zjesz z królową, królem i ich synem? Zadrżałam na słowo „syn”. -A czy oni już czekają? -Nie. Dopiero za godzinę śniadanie będzie gotowe. -To ja… - zaczęłam, ale ugryzłam się w język. Powinnam zrobić dobre wrażenie – Zjem razem z nimi. Zawołaj moją służącą – powiedziałam wyniosłym tonem, a w myślach pokornie dodałam „proszę”. Dziewczyna posłusznie zamknęła drzwi. Nie chciałam być taka niegrzeczna. Po prostu… chciałam zrobić dobre wrażenie, tylko tyle. Zawsze mnie uczono, żeby właśnie tak się zachowywać. Z wyższością. U siebie jednak, zawsze dodawałam „proszę” albo „przepraszam”. I przede wszystkim zawsze dziękowałam. Nie wiedziałam jaka jest tutaj służba. U mnie prawie z wszystkimi się przyjaźniłam. Tutaj, nie znałam nikogo. Po chwili zapukała Anna. Gdy weszła zapytała nieśmiało -Jesteś dzisiaj w złym humorze? -Nie – zdziwiłam się – dlaczego pytasz? -Daria, ta dziewczyna, która przed chwilą u ciebie była, mówiła, że jej rozkazujesz i że jesteś niemiła Poczułam niemiłe ukłucie. -Ja… ja chciałam… nie chciałam… właściwie to sama już nie wiem… - odparłam zrezygnowana. – Myślałam, że tak powinnam się zachować. Tak mnie uczyli. -Przecież w naszym pałacu się tak nie zachowujesz -No tak… tylko, że tam się z wami już znam. A tu… obcy ludzie. Myślałam, że jak będę taka jak zawsze to sobie coś pomyślą… Anna westchnęła ciężko. -Julio… uczyli się zasad. Uczyli cię jak żyć wśród ludzi biedniejszych, gorszych od ciebie. Spróbowałam jej przerwać i zaprzeczyć. Nigdy nie uważałam, że ludzie biedniejsi są ode mnie gorsi. -Ale ty, na szczęście, postanowiłaś mieć własny rozumek. Nie rozumiałaś jak inni mogą twierdzić, że są ludzie gorsi i lepsi. Widzisz… zdążyłam cię poznać przez ten długi czas. Wyrosłaś na grzeczną, kulturalną dziewczynę, mimo, że nikt cię tego nie uczył. Za to cię wszyscy cenią, u nas na dworze. – poprawiła mi włosy matczynym, troskliwym gestem – Za to właśnie wszyscy cię lubią. Milczałam. Nie wiedziałam, że zna mnie aż tak dobrze. -Nie musisz udawać kogoś innego, żeby ludzie cię cenili. Z jej pomocą ubrałam się. Włożyłam ciasny gorset i wielką spódnicę z kilkoma halkami. -Musisz już iść. Na pewno zaraz zacznie się posiłek -Ale nie wiem gdzie? -Zaprowadzę cię Podeszłyśmy razem do drzwi. Otworzyła je przede mną. Wyszłam na korytarz. -Dziękuję ci. Bardzo mi pomogłaś – powiedziałam na koniec. Anna tylko uśmiechnęła się i poprowadziła mnie do sali, gdzie czekali już król i królowa. -Witaj drogie dziecko – przywitali mnie. -Dzień dobry – przywitałam się. – Spóźniłam się? -Nie, nie… właściwie to nie spodziewaliśmy się ciebie. Myśleliśmy, że zjesz w łóżku, tak jak proponowała służąca -Wolałam zjeść razem z wami – uśmiechnęłam się. Poczułam, że nie denerwuję się tak strasznie, jak wczoraj. Może to przez to, że emocje już opadły… a może dzięki słowom Anny? Będę sobą. -Miło nam – powiedział król – poczekajmy jeszcze chwilę na naszego syna, dobrze? Jak zwykle się spóźnia Nie czekaliśmy długo. Gdy tylko król wypowiedział ostatnio słowo drzwi otworzyły się i wkroczył on. Nie było tak źle, jak się spodziewałam. Zdecydowanie wdał się w ojca. Mniej więcej mojego wzrostu. Miał ciemne włosy opadające na ramiona i przyjazne oczy. Poczułam miłe ciepło w sercu. Jego twarz będzie mnie codziennie witała. -Przepraszam za spóźnienie – powiedział bez żadnego skrępowania. Zwolnił kroku, gdy zobaczył mnie. Nasze spojrzenia spotkały się. -Eryku, to jest Julia. Księżniczka z sąsiedniego królestwa. Chłopak patrzył na mnie jak zaczarowany. -Witam. Wybacz, że musiałaś na mnie czekać… - odezwał się wyniośle, podszedł i pocałował mnie w dłoń. Nie, wcale nie poczułam przyspieszonego bicia serca, czy czegoś podobnego. Czułam się swobodnie. Miałam jednak nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Zjedliśmy śniadanie w miłej atmosferze. Rozmawialiśmy o tym i owym. Gdy skończyliśmy królowa zaproponowała -Eryku, może zabrałbyś Julię na małą wycieczkę po naszym pałacu? Część widziała wczoraj, ale zostało jej dużo zaległości – uśmiechnęła się. -Chętnie. – odparł i wstał. Podszedł do mnie i wyciągnął szarmancko swoje ramię. Chwilę spacerowaliśmy po pałacu. Tak naprawdę to nudziłam się potwornie. -Słuchasz mnie? Halo? Słuchasz mnie? – pomachał mi ręką przed oczami. -Przepraszam, zapatrzyłam się. Co mówiłeś? Popatrzył na mnie uważnie. -Chodź. Wyjdziemy stąd. – zaproponował. -Gdzie? – zapytałam zdziwiona. -Na spacer – uśmiechnął się. -A nie zawiadomisz swoich rodziców? -Po co? Zanim byśmy ich znaleźli w tym pałacu minęłyby wieki, a poza tym… jesteśmy już dorośli, prawda? Poprowadził mnie korytarzami do jakiegoś bocznego wyjścia. Z zachwytu aż odjęło mi dech w piersiach. Widok był fantastyczny. Mnóstwo zieleni i kwiatów. Stałam przez chwilę oniemiała w drzwiach. -No co jest? Idziesz czy nie? – zaśmiał się Eryk. Pobiegł przed siebie. Wolno poszłam przed siebie. Rozglądałam się chcąc zapamiętać najmniejszy szczególik. -Pięknie, prawda? – zapytał podchodząc do mnie. Pokiwałam głową. Słońce mocno świeciło. Z oddali słychać było śpiew ptaków. Czułam się szczęśliwa, jak jeszcze nigdy w życiu. -Spędzam tu prawie całe dnie, o ile jest wystarczająco ciepło. Codziennie odkrywam nowe miejsce. Chwilę przechadzaliśmy się w milczeniu. Usiedliśmy na pniu ściętego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karcia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…