Wróć do katalogu

Wybór

Czasami jedna decyzja może zmienić całe życie, jeden wybór przekreślić lub nakreślić plany. Czy każdy podejmuje dobre decyzje?

dziki, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

SZPITAL Rozpłynę się w świecie, w którym nie ma granic. W którym za słowo nie idzie się do więzienia, a za uśmiech dostaje się tylko wzrok pełen aprobaty. Oddam się znów temu, co sprawia, że odczuwam niepohamowaną radość istnienia. Ten niespełniony świat zostawię innym, sam zrobię krok wstecz, do mojej głowy. Znów obejrzę ptaki, które nie są skrępowane. Znów wbrew innym zanurzę głowę w mej omylności, stracę kolejne chwile. Ale będę szczęśliwszy.

Ściany mają tylko jedną stronę. Tą, którą dotykasz. Są białe i nie ma na nich żadnych wzorów. Tworzą biel wszechobecną i przygnębiającą. To smutne, że uważają to za sposób na przywrócenie mnie do życia. Przecież za zakratowanym oknem widzę niebo i kilka drzew, to mi wystarczy. Resztę mam w głowie. Tam wciąż ptaki są wolne.

Mówią, że jeśli raz wyjedziesz to nie masz powrotu. Będziesz zawsze myślał o tym co było i mogłoby być. Będziesz zawsze wspominać i planować, nigdy i nigdzie nie poczujesz się do końca u siebie. Nie zrozumie tego nikt, kto nigdy nie dotknął ziemi, nie powąchał krzaków róży i nie skroplił twarzy wodą z górskiego jeziora.

Mówią „jeśli poznasz innych zrozumiesz siebie”. Starając się analizować i czerpać od innych doskonalisz siebie. Prowadzisz własną, niekończącą się epopeję. Żyjesz.

Mówią, że raz dostrzeżone pozostaje w głowie i nie może się z niej wydostać. Jak pamięć ejdemiczna ukrywa się to wrażenie gdzieś po zakamarkach umysłu. Obserwując świat dostrzegasz rzeczy, których nie zobaczy ktoś, kto całe życie spędza w jednym miejscu, niezależnie od tego czy jest to tłoczne i zawsze żywe Melbourne czy spokojna wioska w polskich Bieszczadach ... a nawet szpitalna sala.

Mówią, że tylko przez dotyk i smak można zrozumieć innych. Ale nie wystarczy dotknąć i spróbować smaku. Trzeba otworzyć umysł.

Ja stałem się innym bez żadnego planowania, bez prób. Po prostu wyjechałem, a po pierwszym wyjeździe już na zawsze nim pozostałem. Po powrocie nie potrafiłem się dostosować do życia wśród rzeszy nieobecnych. Stwierdzili, że jestem niepoczytalny. Nie umiem myśleć, nie jestem dostosowany do życia w społeczeństwie. W końcu się mnie wyrzekli.

Stąd jedna strona ściany, pokój bez klamek.

HERBATA Wyjrzał przez okno pocierając zarośniętą szczeciną brodę i podniósł szklankę herbaty do ust. Szklanka niczym relikt PRL opatulona była w metalowe ubranko, herbaciana zawiesina połyskiwała smutno spomiędzy dziur. Okulary, która zwykle trzymał schowane, teraz opierały się o jego nos, przez co sprawiał wrażenie dużo starszego niż był w rzeczywistości. W pokoju za nim, na starym kominku powoli dogorywał ogień. Spojrzał na rozżarzone drewna i powolnym krokiem podszedł do fotela naprzeciw. Podniósł książkę, która leżała półotwarta na oparciu i ścierając kurz przyjrzał się okładce.

POCZĄTEK Świat nie zaczął się tak jak niektórzy sądzą. Nie wybuchł w wielkiej implozji, nie powstał z woli Pana. Nie zaczął się inaczej, niż tego październikowego ciepłego dnia, gdzieś na stokach Bieszczad... Obudzony nagłym potokiem gorącego powietrza, które wdzierało mu się do płuc i uniemożliwiało oddech, otworzył oczy. Chciał krzyknąć, ale nie potrafił. Słowa ugrzęzły mu wewnątrz gardła. W którym momencie oddech jest wymogiem, czymś czego nie robisz intuicyjnie lecz z przymusem? Wiedział skąd to uczucie. Poczuł to, o czym opowiadali mu odkąd pierwszy raz ich spotkał, w ciemnej kawiarni na Kazimierzu. Pierwszy raz poczuł tę więź. Chwycił gałąź i podnosząc głowę spojrzał w przestrzeń nad głową. Rozumiał zieleń, słuchał wiatru. Czuł obecność Bieszczad, bezmiar piękna natury. Uśmiech rozpłomienił jego twarz.

WYROK Z rozmyślań wybił go dźwięk otwieranych drzwi. Wszedł pielęgniarz i podał płyn w małym plastikowym kubeczku. Bez słowa wyciągnął dłoń i wypił zawartość. Usłyszał krótkie chrząknięcie, które musiało oznaczać aprobatę i po chwili znów był sam. Lubił ten stan. Tuż przed zadziałaniem leków kładł się wzrokiem do okienka i powoli odpływał w świat nazywany przez doktorów imaginacją. Gdyby nie to, że sam to przeżywał byłby skłonny im uwierzyć. Bywali przekonywujący. Według nich nie istniał żaden inny świat, nie potrafili jednak zrozumieć prostego przekazu – tam SĄ inni ludzie, oni żyją tak samo jak my. Traktowali te słowa jak majaczenia starego dziwaka. A przecież tam był. Widział i dotykał, wąchał i smakował.

Nie akceptowali go więc postanowił dać temu wyraz. Nie rozumieli jego burzy w głowie, powtarzali wciąż jak slogany hasła „wróć do rzeczywistości, tutaj jest Twoje życie” i „oni nie istnieją, są w tylko w Twojej głowie. Wymarli, tam nic nie ma!”. A gdy podczas zajęć zaczął swoim studentem o tym opowiadać uznali go za niepoczytalnego i poddali obserwacji. Wyrok?

Szpital. Próba leczenia, ciężka choroba psychiczna. Zdolności samobójcze, zagrożenie dla innych ludzi w społeczeństwie.

Pokój bez klamek.

CEL Nie mówił ani słowa siedząc na kozetce. Wpatrywał się w obraz, który przedstawiał stary pomnik w jednym z europejskich miast. Postawny mężczyzna wskazywał jakiś kierunek i z dumą wpatrywał się w przechodniów. Zaciekawiony doktor spojrzał na niego i spytał o odczucia. Westchnął ciężko i z powrotem odwrócił wzrok. Odpowiedział półsłówkami, które wprawiły w zadowolenie człowieka w białym kitlu. Kilka stempli i pieczątek - mógł wyjść. Nic mu nie grozi, żadne zamknięcie. Tylko niech nie wyjeżdża bo to powoduje u niego problemy, które mogą skończyć się zupełnym okaleczeniem świadomości. I zamknięciem. Brzmiało jak wyrok, nieprawdaż?

Wyszedł przez ciężkie, drewniane drzwi i stanął w tłumie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych