Wybrańcy bogów umierają młodo
It's pretty fucked up, I must say.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ktoś wytrącił Z moich dłoni Sens Wierzyć już chyba Nie ma w co Cisza i samotność Będą się dziś kochać Wszechświat kpi Z koloru Ludzkiej krwi…
Od co najmniej kilku minut szedł przyśpieszonym krokiem po opustoszałej Avenue Marceau. Gdzieniegdzie latarnie rzucały na mokrą ulicę bladożółty poblask. Z długim czarnym płaszczem, postawionym niedbale kołnierzem oraz parasolem u boku przypominał młodego, nierozgarniętego poetę, przeszukującego bezkresne ulice w poszukiwaniu inspiracji. Odkąd opuścił stację metra na przystanku koło Place de Charles de Gaulle, nie opuszczało go wrażenie, że ktoś go śledzi. Za każdym razem, gdy ze strachem w oczach i z duszą na ramieniu spoglądał za siebie, nikogo nie udawało mu się dostrzec. W pewnym momencie usłyszał strzępki rozmowy dobiegające z ciemnego zaułka, w odległości kilku metrów od niego. Bez wahania ruszył w tamtą stronę. Zanim się zorientował, leżał już na ziemi, a nad nim stały dwie postacie. Jedna trzymała w dłoni, coś co przypominało wielki, metalowy klucz francuski, a druga chowała się za nią, kurczowo trzymając się jej ręki. Już prawie mógł dostrzec jej oblicze, ale naraz stracił świadomość. Gdy odzyskał przytomność, nie czuł niczego z wyjątkiem piekielnego bólu głowy. Wydawało mu się, że najmniejszy ruch lub nawet głębszy oddech spowoduje pęknięcie jego czaszki, a jego twarz zaleje gęsta i ciepła krew. Nie bez problemów otworzył oczy. Leżał w jakimś pokoju o lekko przytłumionym czerwonym świetle. Na pierwszy rzut oka wydawał się całkiem przytulny, ale kiedy mu się dokładnie przyjrzeć, to przypominał raczej stary i od dawna nieczynny gabinet dentystyczny. Pełno w nim było przeróżnych przedmiotów, których przeznaczenia za żadne skarby nie był w stanie sobie przypomnieć. Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju weszła kobieta. Udawał, że wciąż śpi, lecz kątem oka dostrzegł, że kobieta ta była wysoka i nad wyraz szczupła, wręcz koścista. - Charlie? – odezwała się cichym, niemal bezbarwnym głosem – Podaj mi strzykawkę, Kochanie. - Dobrze, proszę pani – odpowiedział dziecinnym głosem ktoś, kogo Frank nie widział. Po chwili poczuł zimną dłoń na swojej ręce i lekkie ukłucie. Trochę wbrew swej woli otworzył szeroko oczy, a każda komórka jego ciała zadygotała. Ujrzał nad sobą najpiękniejszą kobiecą twarz, jaką kiedykolwiek widział. Jej uroda przenikała go na wskroś, tak że wiedział, że zrobiłby wszystko – jeśli trzeba, podpaliłby własną matkę – byle tylko być z tą zjawiskową twarzą. - Witaj Frank. Kopę lat – oznajmiła z przekąsem. Jej głos wydał mu się dziwnie znajomy, jak z zapomnianego snu. Nie widział, co mu wstrzyknęła, ale nie mógł się poruszyć. Jego serce drastycznie zwolniło swoje tempo. Zebrał jednak całą energię swojego obolałego ciała od koniuszków palców i wyszeptał: - Kim jesteś? Upłynęło mniej więcej sto lat, zanim obróciła ku niemu swoją śliczną główkę, po czym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Tomasz Mahanti
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…