Wróć do katalogu

Wybraniec

Opowieść Ziemianina, który zwiedził ładny zakątek kosmosu oraz poznał licznych przedstawicieli obcych form życia

Colorek, opublikowano , 32 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

WYBRANIEC

Historia, którą wam opowiem wydarzyła się 3 lata temu i trwa do dziś, chociaż mam już 24 lata. Nie psujmy jednak wątku. Wiecie jak to jest z pracą dziennikarza? Musiałem wiecznie chodzić po różnych miejscach, podekscytowani moją obecnością ludzie opowiadali mi niejednokrotnie sprzeczne ze sobą historię, przysłowiowo „lali wodę” zupełnie nie na temat. Ja z kolei, jako ten „mistrz słowa” musiałem wysłuchać tych bezsensownych bredni i w domu, na komputerze ubrać to jakoś w słowa. Czasami miałem tego wszystkiego dosyć, chciałem po prostu walnąć całą tą pracę w diabły i wyjechać za granicę, żeby móc się porządnie dorobić. Lecz zawsze w chwili tego szczytu, coś mnie powstrzymywało. Jakby ktoś nakazał mi, abym się uspokoił i wszystko wracało do normy. Nieraz już miałem naprawdę chęć opuszczenia naszego kraju, który nie był zbyt atrakcyjny dla 21-letniego chłopaka pełnego marzeń. Pewnego dnia mój los całkowicie się odmienił. To był, o ile pamiętam, czwartek. Tego dnia przyszedłem do pracy jak zwykle, przygotowany ponownie na stek bezsensownych bzdur wysłuchiwanych z ust niewiarygodnych świadków. Tak, niewiarygodnych, nie bójmy się tego słowa. Gdybym ja był na ich miejscu, powiedziałbym chociaż cokolwiek co mogłoby dać troszeczkę prawdy. Ale nie zasypujmy wątku. Ten dzień rozpoczął się dosyć ciekawie. Redaktor naczelny wyznaczył mnie, abym porozmawiał z wiceministrem stanu. To już na pewno była jakaś odmiana, bowiem zawsze wysłuchiwałem tłumu. Poszedłem pod wyznaczony adres. Trochę mnie zdziwiła lokalizacja tego miejsca, wiceminister i stara, sypiąca się willa? Nie mogąc się opanować wszedłem dalej. Rozejrzałem się. Odludzie przy tym to pryszcz. Skoro nikogo tutaj nie ma, zdecydowałem się wyjść. Gdy dochodziłem już do wyjścia, dwóch niezidentyfikowanych zbirów rzuciło się na mnie, okładając mnie pięściami. Tak solidnie dostałem, że zemdlałem. Obudziłem się związany jak wariat, obok mnie stało dwóch, umięśnionych facetów, którzy silnie trzymali za kaftan bezpieczeństwa. -Czy Panowie sobie zdają sprawę z tego, kim ja jestem? – Dopytywałem się. Cisza. Zero reakcji. Rozwścieczony zacząłem krzyczeć. -SŁYSZYSZ MNIE CZŁOWIEKU?? WIESZ KIM JA JESTEM?? – Zacząłem krzyczeć z całych sił. Nadal cisza. Po chwili człowiek stojący przede mną podniósł rękę i ni stąd, ni zowąd na jego ręce pojawiła się jakaś księga. -Ja, ja, ja, ja…..Jak to zrobiłeś? – Niedowierzając pytałem. -Puśćcie go – Powiedział do nich, po czym oni mnie puścili. Człowiek podszedł do mnie, oglądał mnie ze wszystkich stron po czym wrócił na swoje miejsce. -Cieszę się, że Pan przybył. Mam dla Pana bardzo, ale to bardzo tajną misję – Kontynuował. -Dla mnie? A kimże ja jestem, żeby mieć bardzo tajną misję? – Zacząłem pytać. -Widzi Pan, tylko pański zawód i profesja pozwalają Panu być tam, gdzie inni ludzie nie są mile widziani. Nazywam się Gresgol. Henry Gresgol. Sprowadziliśmy Pana tutaj pod przykrywką wiceministra, tylko po to, by móc dopełnić ostatni krok w kierunku do chwały i blasku. -Może Pan jaśniej? – Zapytałem się. -Pan jest wybrańcem. Pana oczekiwali najwyżsi przez setki, a może nawet tysiące lat. Musi Pan zrobić to dla mnie, dla nich, dla nas. -Ale co konkretnie? – Nadal nie rozumiałem. -Widzi Pan, aktualnie Rosja jest największym gigantem kosmicznych nowinek na naszym globie. Chcę, aby Pan dostał się do Moskwy i odnalazł tam pierwiastek C76. -C76? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. – Mówiłem. -Oczywiście. –Odparł Gresgol. To jest kosmiczny pierwiastek z dalekiej planety o nazwie Tellux. Pierwiastek ten, gdy się go połączy z tlenem tworzy niezniszczalną formę życia – Opowiadał Gresgol. Obawiam się, że Rosjanie chcą stworzyć niezniszczalnych ludzi by podbić Ziemię, a potem kosmos. Z domieszką ludzkiego DNA, pierwiastek zyskuje ponadludzkie możliwości. Ludzie będą mogli biegać z prędkością do 400 km/h. Jednakże C76 ma pewną wadę. Pierwiastek ten tak silnie oddziałuje na psychikę człowieka, iż potrafi w zaledwie 10 minut doprowadzić do przegrzania komórek mózgowych, a w efekcie tego śmierć. -Zawsze wiedziałem, że Rosjanie są trochę dziwni, ale żeby mutowali ludzi? – Pytałem nadal. -Oczywiście, Rosjanie będą chcieli wytworzyć specjalny antygen, który umożliwi hamowanie działania psychicznego pierwiastka. Niech mi Pan powie. Czy chce Pan żyć w zmutowanej społeczności? – Pytał mnie Gresgol. -Oczywiście, że nie. – Odpowiedziałem. Ale kim Pan jest, że Pan o tym wszystkim wie? -Gdy wasza technologia była na nikłym poziomie, na Ziemi wylądował statek z Telluxa. Zadaniem naszych kosmonautów było przebadanie Ziemi, jej historii, także porwaliśmy jednego z przedstawicieli rasy ziemskiej. Na Telluxie skrzyżowaliśmy go z naszym DNA. Efekt był oszałamiający. Człowiek o DNA kosmicznym uciekł z laboratorium i musieliśmy go zabić. Jednakże niewiadomym sposobem wtedy na Ziemi pojawiły się małe kryształy C76. Z czasem wtopiły się w środek kuli ziemskiej, lecz ludzie wtedy wydobywali go. -Jak ten pierwiastek wygląda? – Zapytałem. -Średniej wielkości kryształ o barwie błękitnej. Niech Pan pamięta, od Pana zależy przyszłość zdrowego społeczeństwa. Laboratorium z owym pierwiastkiem znajduje się gdzieś na południowych krańcach Moskwy. Jest bardzo dobrze strzeżone. Dokładnie na ulicy Domenskaja. -Zaraz chwileczkę. A co się stanie, gdy odmówię? – Byłem wtedy bardzo pewny siebie. Gresgol na chwilę zamilkł, po czym ponownie rzekł. -Czeka Pana wieczność w kopalniach tytanu na Telluxie. -Rzeczywiście, przekonał mnie Pan. –Rzekłem po czym wyszedłem z willi nie wiedząc kompletnie co mam robić. Nazajutrz poleciałem pierwszym, lepszym samolotem do Moskwy, byłem na lotnisku jeszcze przed południem. Udałem się na ulicę Domenskaja i po oglądzie okolicznych budynków nie udało mi się odnaleźć budynku laboratorium. Wiadomo, było bardzo dobrze strzeżone. Udałem się zatem w kierunku szarej kamienicy, tam też przyciągnęło moją uwagę małe przejście. Po chwili usłyszałem kroki. Schowałem się więc w opuszczonym korytarzu kamienicy, zaś w kierunku przejścia szedł żołnierz. Specjalnie nie różnił się od typowych wojsk rosyjskich, ale co on robi z bronią, nastawiony bojowo na takim wygwizdowie. Podszedł do ściany, po czym zaczął pukać w jedną z bardziej obluzowanych cegieł i otworzyły się dziwne drzwi. Gdy tylko zniknął z mojego pola widzenia, ruszyłem w kierunku drzwi i wszedłem do tego dziwacznego pomieszczenia. Oczywiście bardzo solidnie strzeżone. Zauważyłem, że przede mną stoi jeden z tych stróżów. A co mi tam. Zdzieliłem go z ręki w głowę, i zabrałem jego strój, żeby móc się bezpiecznie poruszać po laboratorium. W kieszeni znalazłem identyfikator elektroniczny, który pozwolił mi wchodzić do poszczególnych pomieszczeń. Strażnicy nic mi nie zrobili. W końcu doszedłem do tak zwanego „pokoju testów”. W środku znajdowali się ludzie, a właściwie mutanty o ludzko-kosmicznym DNA mający ponadludzkie zdolności. Widać było, że już umierają, mimo, iż posiadali superszybkość. Z tą nieśmiertelnością pewnie się pomylił, gdyż organizm takiego mutanta w chwilkę kompletnie pozbawiał go wszystkich potrzebnych płynów i kończyło się to dla niego śmiercią. Nawet chyba próbowali stworzyć mutanta – strażnika, lecz na marne to wszystko. Biedni Ci ludzie, których schwytali do swoich niecnych czynów. Rosjanie chcą za wszelką cenę osiągnąć prym w podbiciu kosmosu, a stworzenie nowej komórki DNA w połączeniu z kosmicznym dawało efekt piorunujący. Idąc tak korytarzem doszedłem do miejsca magazynowania pierwiastka C76. Gdy już dochodziłem do kryształu, usłyszałem z tyłu ciężki głos. -A kogo tutaj przywiało? – Zapytał podejrzany nieznajomy. -Niech to szlag. – Pomyślałem po czym odwróciłem się i podniosłem ręce. Po chwili tajemniczy mężczyzna zamienił się w kosmitę i podszedł do mnie. -Nie tylko Ty poszukujesz C76. –Odparł. -Ty też? – Zapytałem. Kosmita jakby kiwnął głową, lecz bał się mojego posunięcia, więc ja chwyciłem kryształ. Nagle rozległ się alarm, do pomieszczenia wpadły tłumy strażników, którzy chcieli mnie rozstrzelać. Kosmita wykonał dziwny znak swoimi odwłokami i przeniosło nas przed budynek. -Jak to zrobiłeś? Z resztą nieważne, wiejmy póki nas nie widzą. – Odparłem i zaczęliśmy uciekać jak najdalej od laboratorium. Gdy oddaliliśmy się znacznie od tego miejsca, chcieliśmy podjąć jakąś próbę rozmowy, lecz nagle zza budynku laboratorium zaczęły wylatywać helikoptery, które nas goniły. Uciekaliśmy ładne parę kilometrów, helikoptery nadal podążały naszymi śladami. Z nikąd ratunku. Nagle z nieba na Ziemię przyleciał latający spodek, który zabrał mnie i tego kosmitę gdzieś znacznie dalej niż nawet myślałem. Za sterami UFO siedział kosmita podobny do tego, który w laboratorium uratował mi życie. Przedstawił się jako Archas. Okazało się, że ci z kolei kosmici przybyli również na Ziemię po to, by zdobyć kryształ pierwiastka C76. Przy okazji Archas pokazał mi kilka innych możliwości pierwiastka. Gdy naładuje się go odpowiednio dodatnim prądem elektrycznym zyskuje zdolność przenoszenia przedmiotów i osobników wszelakiego gatunku w czasie i przestrzeni. Archas, jako przedstawiciel wymierającego gatunku Dragolis, chciał zapewne cofnąć się w czasie, by zapobiec jakiejś katastrofie, która spowodowała początek śmierci jego gatunku. Nie dziwię się, musieliby pewnie potem opuścić planetę i wyruszyć w kierunku nowego świata. Poczułem się w tej chwili niepewnie. Z jednej strony Intergalaktyczna Organizacja Kosmiczna z Telluxa, z drugiej strony skazani na klęskę życiową kosmici z planety Dragolis. W takich chwilach trudno zachować spokój. Bardziej ten kryształ z pewnością przydałby się Archasowi i przedłużeniu jego gatunku, lecz przecież gdy nie dostarczę kryształu organizacji z Telluxa to mnie zniszczą. Fabuła rodem jak z Antygony, co bym nie zrobił i tak wyjdzie źle. Musiałem zebrać zimną krew. Przyszedł mi do głowy dobry, lecz bardzo niebezpieczny pomysł. Skoro kryształ był idealnie dobrze naładowany prądem elektrycznym w laboratorium, to można będzie cofnąć się w przeszłości i ta cała sytuacja nie będzie miała miejsca. Chwilę pomyślałem i uczyniłem to co trzeba, czyli przeniosłem się w czasie. Oczywiście nie było to zbyt daleko, przeniosłem się do momentu, gdy stałem przed willą. Postanowiłem, że ucieknę stamtąd i nie wrócę już tam, lecz organizacja jakby ubiegła mnie, i tak mnie dorwali. Chcąc, nie chcąc musiałem oddać im kryształ, zawiodłem w ten sposób Archasa, jednakże pojawił się cień nadziei. Uderzyłem tego kosmitę w coś jakby rękę, zabrałem kryształ i ponownie wpadłem w wir czasu, tym razem w przyszłość. Pojawiłem się po powrocie Archasa na jego ojczystą planetę. Na szczęście organizacja nie wiedziała gdzie jestem, udałem się zatem w bezpieczne miejsce z daleka od tego całego, ehhh, nie bójmy się tego słowa – burdelu. Pomyślałem sobie, że niezłe wakacyjne przygody przeżywam, wisi nade mną jakaś obca, kosmiczna organizacja, z drugiej strony inne wybryki natury jak podróże w czasie, niezidentyfikowane obiekty latające, jacyś niewinni kosmici, obcy kryształ dający niespotykane możliwości. Musiałem to wszystko przemyśleć, wyjechałem jak najszybciej tylko mogłem z Moskwy i wróciłem do domu. Gdy dotarłem na miejsce, czekała na mnie niemiła niespodzianka. Kolejny wysłannik tej dziwacznej organizacji, chciał mi pewnie odebrać kryształ C76. Owy osobnik za grosz nie przypominał kosmity, był bardzo podobny do mojego kuzyna z farmy w Wisconsin. Przygotowałem się zatem na najgorsze, już przyjąłem pozycję bojową, lecz ktokolwiek to był, nie chciał ze mną walczyć. Z drugiej strony pomyślałem, że rzeczywiście będzie lepiej jak oddam kryształ tej Intergalaktycznej Organizacji Kosmicznej i cała ta sprawa w końcu się rozwiąże, ale to wcale nie okazało się tak do końca proste. Ten ktoś oprócz kryształu chciał ode mnie „pewnych informacji”. W jego „oczach”, o ile w ogóle miał oczy, nazwijmy więc to sensorami wzrokowymi, widziałem strach, niepewność i lęk. Ciekawe czy ci kosmici byli w stanie odczuwać jakieś emocje, lecz ten dziwak wskazał tylko ręką na mnie. Już miałem potąd tego wszystkiego, chciałem zwyczajnie biec już do domu i zrezygnować z rozplątywania tej zapętlonej, niewiadomo dokąd zmierzającej sprawy, jednakże uprzedził mnie i znieruchomiałem. Nie mogłem się poruszać, a on podszedł do mnie i użył swoich „rąk”, jeśli półtora metrowe badyle można nazwać rękami. Znalazłem się w dziwnym, ciemnym pomieszczeniu, o dziwo kompletnie sam. Pustota tego miejsca mnie po części przerażała, ale po chwili na środku pomieszczenia pojawił się szklany, zielony pojemnik mający co najmniej dwa i pół metra. W jego środku pływała jakaś maź, która z kolei otaczała dziwną postać. Patrzyłem i patrzyłem na ten wybryk kosmicznej natury, ani trochę nie przypominało mi to czegoś pochodzenia ludzkiego. Po chwili „coś przemówiło” do mojej psychiki. To była jakby wiadomość telepatyczna nadana zapewne przez tą postać w tym pojemniku. Kolejni kosmici, tym razem z planety Medas. Nie wiedziałem gdzie to jest, przecież jestem tylko Ziemianinem. Ziemska technologia do tej pory w ogóle nie wykrywała życie, a tu proszę Tellux, Medas, Dragolis. Najzwyczajniej w życiu pomyślałem, że to jakaś istna parodia. Naukowcy zawsze wpajali, że kosmici nie istnieją, to wytwór stajni science-fiction, a tu proszę, stoi, a właściwie pływa przede mną obcy osobnik. Kimkolwiek on był, poinformował mnie, że potrzebuje mojej pomocy do walki z Intergalaktyczną Organizacją Kosmiczną. -ZWARIOWAŁEŚ?? Dopiero co im pomogłem, a teraz mam z nimi walczyć? Ja jestem tylko bezbronnym człowiekiem, a to są o tysiąc lat bardziej rozwinięci technologicznie kosmici. Oni mnie zetrą w proch. – Zacząłem krzyczeć do osobnika. -Nie obawiaj się. Technologia medasiańska jest jeszcze bardziej potężniejsza niż telluxiańska. Z resztą przecież nie masz wyboru. Jeśli nie pomożesz nam zlikwidować tej organizacji, czeka Cię marny los. – Rzekła istota pokryta zieloną mazią. Po chwili pojawiłem się przed tą willą – a właściwie siedzibą Intergalaktycznej Organizacji Kosmicznej, gdzie znajdował się jej szef. Niepewnie wszedłem do środka i patrzyłem a to na prawo, a to na lewo. Nie miałem nic przeciwko tej organizacji, ale dla bezpieczeństwa własnego życia wolę faktycznie ich zniszczyć. Z drugiej strony nawet nie byłem świadom, ilu kosmitów żyje na Ziemi. Gdy już znalazłem się w willi, Gresgol podszedł do mnie oczekując kryształu C76. Nie wiedziałem co mam zrobić, Medasianie mieli mi pomóc, a ja byłem w centrum obozu wroga. W końcu jednak zdobyłem się na odwagę i wykrzyknąłem w kierunku Gresgola. -Słuchaj Henry. Jestem niewinnym człowiekiem, nie interesują mnie wasze dziwaczne eksperymenty, wasze niezrozumiałe, zawiłe substancje kosmiczne. Chcę po prostu żyć jak prawdziwy człowiek. Bez żadnych kosmitów. –Krzyczałem co chwila. Gresgol nie poczuł się ani trochę urażony. -Wiedziałem, że tak postąpisz. Nie oczekuj jednak, że zabiorę walizeczki do naszego statku i odlecimy. W dalszym ciągu czekam na C76. Jeśli mi nie odnajdziesz kryształu, będę zmuszony zlikwidować Ciebie, marny okazie ludzkości. -To teraz przegiąłeś. Mówiąc to, usłyszałem straszny huk i wybuch w willi. Z góry nadleciał nieduży spodek kosmiczny, zapewne z Medas i skutecznie mnie teleportował na jego pokład. -Ziemianinie! Zrozum, że jesteś i tak bezbronny! – Krzyczał w moją stronę Gresgol. Do głowy przyszedł mi pomysł. Wycelowałem tak silnym laserem w stronę tego kosmity, że po prostu znikł. Medasianie mnie odstawili, ja szybko podbiegłem do miejsca zderzenia się lasera z powierzchnią Ziemi. Nic tam nie znalazłem. Zero śladów. Gresgol po prostu znikł. -To chyba koniec Intergalaktycznej Organizacji Kosmicznej. – Pomyślałem. Wszystko już wróci do normy. Kryształ w rękach Medasian, Gresgol z tą całą organizacją zlikwidowany. Pożegnałem tradycyjnie Medasian, którzy wrócili na swoją rodzinną planetę. Lekko zdezorientowany wracałem do domu. Nie chciało mi się wierzyć. To już koniec? To już nie będzie żadnej przygody? Miałem nadzieje na zwiedzenie obcej planety, a tylko poznałem jej przedstawicieli. Wracam

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych