Wycieczka
Surrealistyczny pociąg życia dalej jedzie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
WYCIECZKA 11.08.2004 - 29.08.2004
W pociągu siedzieli, w przedziale. Koła stukały rytmicznie. Za oknem mijał nie krajobraz, ale jakiś stary film. Życie mijało. Drzwi przedziału były zamknięte na głucho, zasłonięte tą zasłonką taką, co to zwykle bywa na wyposażeniu, gdyby ktoś chciał coś intymniejszego odprawić w wagonie. Pociąg jak pociąg - jechał sobie, skądś i dokądś. Wydaje mi się, że ktoś do niego czasem wsiadał, ktoś wysiadał - ale to tylko wrażenie. Pociąg i jego pasażerowie istnieli od zawsze, tak samo jak ten napis - "szanuj mnie" - przybity nad oknem przedziału. Koniec końców podróż miała jeszcze tę wieczność potrwać, zatem ktoś słusznie stwierdził, iż lepiej będzie, gdy minie ona we w miarę przyjemnym otoczeniu. Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk.
Pasażerowie: SZCZEBIOTKA - wesoła i kwiecista dziewczyna. Ma dość długie włosy, z których płynie ledwie słyszalna muzyka fletni. Jakby nieobecna - szczególnie duchem. Wgapiona tylko w krajobrazy za oknem, zamyślona bez pamięci.
MASŁOŃ - długa trąba, melonik, garnitur i monokl. Ot, arystokrata, może nie tak gruboskórny za jakiego może uchodzić. Ale to jeszcze się okaże.
SZURAN - idealista miłości, romantyk do kwadratu, z wyglądu zupełnie inny niż by się wydawał - taki nijaki dość. Właściwie to nawet go nie ma, bo kto by na osobę bez celu, bez przyczyny i bez niczyich reakcji na jej istnienie zwracał jakąkolwiek uwagę? Jak chcecie to go nawet wykreślcie z tej sztuki. A jak nie chcecie, to zauważcie jego staromodną, podartą marynarkę, kraciaste spodnie oraz cylinder przykrywający zmierzwione włosy.
PANI STEREOTYPKA MILCZANOWA - stare babsko, umalowane do nieprzyzwoitości i w rzeczy samej - nieprzyzwoite. O charakterze równie paskudnym, co wygląd. I uśmiechu równie nieudolnie mylącym, co makijaż. Ma też czułki, które próbuje ukryć pod kapeluszem, lecz nie za dobrze jej to wychodzi.
PAN TOFEL MILCZAN - jej mąż, który - w porównaniu z małżonką - naprawdę nie istnieje, a przynajmniej istnieje w bardzo niewielkim stopniu. Ale za to ma spodnie w szkocką kratę, w kant zaprasowane, może nawet kiedyś eleganckie. Poza tym nosi obrożę, a do niej przyczepioną smycz, którą zawsze trzyma Milczanowa.
DZIECIAN - ot, dziecko. Małe, mniejsze, najmniejsze - choć może nie do końca. Ono o sobie nic nie wie, więc co ja mogę powiedzieć...?
Jechaliśmy tak i jechaliśmy; zdawało się, że od stu tysiącleci - zwykle podróże dłużą się niemiłosiernie, nawet pospiesznym - a hrabia Masłoń, czy też jakkolwiek on się tytułował, akurat rozwiązywał krzyżówki. Prawdę mówiąc, to on ze sto lat rozwiązywał te krzyżówki, ale akurat teraz raczył się odezwać.
MASŁOŃ (zagryzając ołówek) Litera na literę "e", na dwie litery...
(cisza)
MASŁOŃ Hmm...
MILCZAN (nieśmiało) Może "em"?
(wszyscy - prócz SZCZEBIOTKI i DZIECIANA - kierują wzrok ku niemu, jakby odezwanie się w pociągu było czymś nader dziwnym; najsrożej patrzy się MILCZANOWA)
MASŁOŃ Możliwe, możliwe, proszę szanownego pana. Ale sprawdźmy pionowo... Coś pospolitego, pozbawionego wartości, pięć liter.
SZURAN Życie.
(teraz na niego pada uwaga)
MASŁOŃ Tak, poniekąd to się zgadza, szanowny panie, lecz wtedy wychodzi, iż litera na literę "e", na dwie litery, to "eż".
MILCZANOWA Tak, dokładnie, to źle? Jest taka litera.
MILCZAN (niepewnie) Kochanie, to raczej jest "żet".
MASŁOŃ "Ży".
MILCZAN Tak, możliwe.
MILCZANOWA (grobowym głosem, do MILCZANA) Kochanie, nie mam na myśli ostatniej litery alfabetu, lecz literę "eż", to znaczy takie "eż", jak na przykład "czesz", "wyczesz".
MASŁOŃ A, znaczy "esz".
MILCZANOWA Przecież mówię.
SZURAN To nie litera, tylko głoska.
MASŁOŃ Słusznie, słusznie...
(MILCZANOWA patrzy na MILCZANA, oczekując poparcia; ściąga smycz, przywołując go do porządku niczym niegrzecznego psa)
MILCZAN (szybko, z wymuszonym uśmiechem, pełnym bólu) Ale, proszę szanownych ja panów, może nie we wszystkich przypadkach?
MASŁOŃ Możliwe, możliwe...
SZURAN Kto to jest "japan"?
MILCZAN Słucham...?
SZURAN Nazwał nas pan "japanami".
MILCZAN Ależ skąd!
MASŁOŃ A właśnie, czy to czasem nie obelga?
MILCZAN (cicho) Ale ja nie...
MILCZANOWA (z pogardą) To już prędzej komplement. Czy nie jest pan na tyle wykształcony, aby znać kilka prostych słów rodem ze szkoły podstawowej?
MASŁOŃ (zmieszany) Przepraszam, przepraszam, to całkiem możliwe, musiałem się przesłyszeć czy też pomylić... (wściubia nos w krzyżówkę)
SZURAN No ale "japan"...? Ja tego słowa nie znam i byłbym wdzięczny za objaśnienie.
MILCZANOWA (z pogardą) Ha, kochany, wytłumacz temu... "panu".
(MILCZAN patrzy na MILCZANOWĄ, to ona na niego, lecz mężczyzna jest zmieszany, nie wie co powiedzieć. Kobieta rozumie jego wyraz twarzy i mówi z wysilonym uśmiechem, chcąc uniknąć ośmieszenia)
MILCZANOWA Ależ panowie, toż to nie wymaga tłumaczenia. Na pewno każdy zna to wyrażenie. (do SZCZEBIOTKI) Prawda, panienko? (dość długa cisza; powtarza głośniej) Prawda, panienko?
(wszyscy poza DZIECIANEM kierują wzrok na SZCZEBIOTKĘ, która jak zaczarowana patrzy na wyświetlany za oknem czarno-biały film, czy może gdzieś dalej, poza obraz, a w głąb swych myśli)
MILCZAN Dziwna...
MASŁOŃ Prawda, dziwna. Nieobecna.
MILCZAN Nawet bardzo.
MASŁOŃ Nieprzytomna.
SZURAN Zamyślona raczej. Rozmarzona. To nic złego.
MASŁOŃ Tak, nic złego, nic złego.
MILCZANOWA (zadzierając nos) Niewychowana prostaczka, ot co.
SZURAN (z oburzeniem) Nie trzeba od razu obrażać...
MILCZANOWA (z jeszcze większym oburzeniem) Biedak i włóczęga nie będzie mnie pouczał.
MILCZAN Kochanie...
MILCZANOWA Biedak i niechluj! Właśnie! Popatrz na to jego ubranie, Tofelku - potargane, stare, niemodne. I on wśród ludzi tak chodzi, jakby małpę z cyrku wypuścili!
MILCZAN Ale to całkiem miły pan, Stereotypko...
(MILCZANOWA pociąga smycz, MILCZAN aż piszczy z bólu) (SZURAN patrzy po swoim ubraniu przez chwilę i z zawstydzeniem, zażenowaniem wręcz, spuszcza głowę w ciszy. DZIECIAN obserwuje wszystkich w milczeniu, z niedowierzaniem kiwając głową)
MILCZANOWA (cicho, z uśmiechem i triumfem) No właśnie, czyż nie mam racji?
DZIECIAN (wybuchając) Och, dajcież wreszcie spokój!
(wszyscy patrzą na niego - z wyłączeniem SZCZEBIOTKI, ona wciąż jest zapatrzona w film)
MASŁOŃ O co szanownemu panu chodzi?
MILCZANOWA Panu? Toż to berbeć! Śmie taki pyskować.
DZIECIAN Zamknijcie się wreszcie! Jakie to wszystko głupie, jacy wy jesteście głupi!
MASŁOŃ Co pan ma na myśli?
DZIECIAN Siedzicie i pleciecie głupoty, rozwiązując jakąś niedorzeczną krzyżówkę, jadąc w tym pociągu przez całe wieki, a na dodatek zamiast widoków za oknem wyświetlany jest jakiś stary, głupi film, w który ta Szczebiotka jest zapatrzona niezmiennie przez cały czas. To niedorzeczne! To głupie!
(wszyscy patrzą na SZCZEBIOTKĘ)
MILCZAN To ona w ten film tak zagapiona...?
MILCZANOWA Co tu jest niedorzecznego? "Przeminęło z wiatrem", bardzo dobry film.
MASŁOŃ Nie, nie, to ten drugi film.
(MILCZANOWA patrzy na niego oczekująco)
MASŁOŃ No ten drugi... Z tamtym... (pstryka palcami) No, tym... Jak mu tam...
MILCZAN Tak, tego detektywa grał...
SZURAN (z triumfem) Tak, tak. I w "Casablance"!
MASŁOŃ (spokojnie) W "Casablance" też, racja, ale to ten kryminał, tamten, co tego tam szukają... Och, jakżesz to szło?
MILCZANOWA "Przeminęło z wiatrem", definitywnie.
SZURAN (z wysiłkiem, przeszukując mroki pamięci) Nie, nie, ten drugi... Sławny taki...
DZIECIAN (wzdycha) Ech, głupcy... (wraca do zwyczajowej pozycji; nie zwraca uwagi na nikogo, izoluje się)
MILCZAN (patrząc po przedziale, szukając przypomnienia) Co na podstawie tej książki ten kryminał...
MASŁOŃ (uderzając się po głowie) Tak, tak, tej książki tego sławnego pisarza, jak mu tam...
SZURAN (kołysze się, zdesperowany, by sobie przypomnieć) Tak, no jak mu było, jak mu było...?
SZCZEBIOTKA (wzdycha; z rozmarzeniem) Bogart...
SZURAN, MASŁOŃ i MILCZAN (głośno, z triumfem) Humphrey Bogart!
MILCZANOWA Tak, to miałam na myśli.
MILCZAN To "Sokół maltański".
MASŁOŃ Nie, nie. To jednak "Casablanca".
SZURAN (cicho, refleksyjnie) To ona tak jednak do Bogarta wzdycha... Zakochana. No proszę, a myśmy myśleli, że to jakieś rozsądne marzenia. Żeby rozkochać się w aktorze, który już od dawna nie żyje... Biedaczka.
MILCZAN (kręci przecąco głową) Nie, niemożliwe, zdecydowanie "Sokół maltański".
MASŁOŃ Ależ proszę zobaczyć, to w barze się dzieje. Zaraz przyjdą aresztować Ugarte.
MILCZAN Nie wiadomo jak się nazywają bohaterowie, nie ma dźwięku...
DZIECIAN (mruczy) Żeby nie zagłuszyć waszych głupich rozmów...
MASŁOŃ Zdecydowanie to jest Ugarte, ten charakterystyczny aktor jego rolę odtwarza.
SZURAN (też cicho, też refleksyjnie; gapiąc się na SZCZEBIOTKĘ) Chociaż to dość łatwa miłość. Widzi go zawsze w ten sam, najlepszy sposób. Wiecznie uczesany, wiecznie przystojny, wiecznie w kwiecie wieku. Wiecznie wygłaszający te same, doskonałe kwestie. A że nigdy nie pozna jego prawdziwego dotyku, jego prawdziwych czułości - ma już wszystko, co mieć może. I jest szczęśliwa.
MILCZANOWA Panowie! Dość kłótni!
SZURAN (patrząc niewidzącym wzrokiem, mówi przez nieuwagę na głos) Jak dobrze byłoby się zakochać w kimś, kogo nie ma.
(DZIECIAN z zainteresowaniem kieruje wzrok na SZURANA)
MILCZANOWA (parsknąwszy) Wariat!
MILCZAN Dziwny...
MASŁOŃ Dziwny, owszem.
MILCZAN (do SZURANA) A dlaczego dobrze?
SZURAN Ktoś taki byłby całkowicie wytworem mojej wyobraźni, byłby więc dokładnie taki, jakim go potrzebuję. Bez wad.
DZIECIAN (zaintrygowany) Ale nie mógłbyś kogoś takiego dotknąć, nie mógłbyś z nim porozmawiać. Najwięcej, co mógłbyś od kogoś takiego otrzymać, to... nic.
SZURAN I dlatego miałbym od niego absolutnie wszystko. Wszystko, co może dać. Jeślibym taką osobę szczerze kochał - byłby to dla mnie szczyt szczęścia.
MASŁOŃ Poniekąd ma szanowny pan rację.
DZIECIAN To głupie. Znowu jakaś niedorzeczność. Nie da się kogoś kochać bez jego dotyku, bez obecności.
SZURAN Dlaczego? Jeśli kochasz kobietę, to oczekujesz także, że da ci swoje ciało, że da ci siebie. To oczywiste, ponieważ chcesz ją całą; chcesz uczestniczyć we wszystkim, co jej. Również w jej cielesności. Ale gdyby ona nie miała ciała, czy też byś go pożądał? Gdybyś nie miał świadomości, że ona może mieć coś takiego, jak ciało? Gdybyś nawet nie kojarzył jej z formą cielesną? Czy pragnąłbyś w swej miłości czegoś, co nie jest z nią związane? Nie. Dlatego też doskonale byłoby kochać kogoś, kogo nie ma. Byłoby to niczym nieskończone źródło szczęścia. (wskazuje SZCZEBIOTKĘ) Dlatego ona jest szczęśliwa gapiąc się bez przerwy na ten film...
Zaległa cisza jakby jakiś ciężar, który przytłoczył nas wszystkich do podłogi. Podróż zaczęła być tak męcząca, iż wszyscy z trudem opieraliśmy się chęci zaśnięcia. Spać w pociągu - nic to złego, powie ktoś. Lecz znacie wszyscy to uczucie, kiedy daleko od domu, przy obcych ludziach, będąc w drodze i wypełnionym tęsknotą do swojego kąta zostajemy pokonani przez zmęczenie. Nie da się, nie da się ot tak położyć i usnąć. To byłoby jeszcze bardziej męczące. Kiedy wszystko dokoła jest obce - to, co wewnątrz i na zewnątrz pociągu; ci ludzie z którymi przebywamy... Kiedy to wszystko jest obce - przychodzi strach, który towarzyszy kłującej, ściskającej serce tęsknocie do tego, co znane. Do tego, co bliskie. Jechaliśmy tak jakiś czas jeszcze jakiś czas, aż w końcu zdecydowałem:
SZURAN (wstaje) Wychodzę.
(powszechne zdziwienie; wszyscy, ale to wszyscy patrzą na SZURANA, kiedy ten poprawia cylinder i szykuje się do wyjścia z przedziału)
MASŁOŃ (oszołomiony) Ale... Ale jak to? Dokąd pan idzie?
SZURAN Jak najdalej stąd. Wysiadam. Mam dość tej podróży; męczy mnie.
MILCZANOWA Kretyn.
DZIECIAN Wiesz, czym grozi wysiadanie z pociągu w trakcie jazdy, Szuranie.
SZURAN To oczywiste, drogi Dziecianie.
(rozsuwa drzwi przedziału; wszyscy milczą)
MILCZAN (nieśmiało) Zanim pan wyjdzie...
SZURAN Tak?
MILCZAN Tak, cóż... chciałem spytać czy panowie z panem Dziecianem się znają? Nie wiedziałem, że znają państwo swoje imiona.
SZURAN (z uśmiechem) Znam was wszystkich doskonale, przecież to ja was wymyśliłem.
MILCZANOWA Cymbał.
MILCZAN i MASŁOŃ (nie zwracając uwagi na kobietę, zdumieni) Słucham?
DZIECIAN Och, czy wy naprawdę jesteście tak głupi?
SZURAN Ten dramat jest mój, sam go wymyśliłem, zatem znam go na wylot.
MILCZAN (podrywając się z miejsca i oglądając dookoła) Dramat? Jaki dramat?! Gdzie?!
DZIECIAN Wszyscy jesteśmy bohaterami surrealistycznego dramatu, panie Toflu. Istniejemy tylko w postaci pisma i aktorów odtwarzających nasze role.
MILCZAN Nie mów pan... Nie da się...
MILCZANOWA Nie słuchaj tych imbecyli, kochany.
SZCZEBIOTKA (odrywa się od ekranu) Kiedy to prawda!
MASŁOŃ Przemówiła!
MILCZANOWA A jakże, kochliwa panienka pewnie zauroczyła się też w nędzarzu i teraz go broni!
MILCZAN Kochanie...
MILCZANOWA Co "kochanie"? Nie kochaniuj mi tutaj, kochany!
DZIECIAN (załamując ręce) Wszyscy jesteście idiotami...
MILCZAN Ale nie kłóćmy się... Myślę, że pan Szuran mówi jednak prawdę.
MASŁOŃ Możliwe, możliwe.
MILCZANOWA Kretyni!
DZIECIAN Debile!
SZCZEBIOTKA Bałwany!
SZURAN (przyglądając się wszystkiemu z boku, zniechęcony) Wychodzę stąd.
Nie zważając uwagi na rzucane przez każdego ku każdemu obelgi, wszedłem w ciemność, która panowała tuż za drzwiami. Któryś z operatorów oświetlenia włączył dodatkowe reflektory i teraz widoczne było to, co poza przedziałem, natomiast wewnątrz niego zapadł mrok. Stałem pośrodku telewizyjnego studia.
Bo oto zaczął się AKT PIERWSZY.
(Zapalają się światła, pokazuje się scenografia do teletrunieju "Szaleństwo". Dwa standy dla drużyn po pięciu uczestników stoją pomiędzy centralnym punktem sceny, przeznaczonym dla prowadzącego. Dekoracje są plastikowe, tandetne. Oprawa muzyczna - idiotyczna. Światło reflektora pada na SZURANA. To on jest prowadzącym.)
SZURAN (nadekspresywnie - i tak cały czas, aż do odwołania) Witamy państwa w programie "Ocipiej do końca razem z nami", dzisiejsi uczestnicy to rodzina Debilskich... (wkazuje na idiotycznie szczerzącą się rodzinę przy pierwszym standzie) ...oraz naszych znajomych pasażerów! Zapraszamy pasażerów!
(z drzwi, którymi SZURAN przeszedł z pociągu na scenę, wybiegają pasażerowie jego przedziału - DZIECIAN, SZCZEBIOTKA, MASŁOŃ, MILCZAN i MILCZANOWA - po czym ustawiają się przy drugim standzie)
SZURAN (podchodząc do Debilskich) Głową rodziny Debilskich jest Cymbausz. Cymbauszu, przedstawisz nam swoich krewnych?
CYMBAUSZ (chichocząc) Naturalnie, Szuran, naturalnie. Po mojej lewej stoi moja urocza żona, Kretynia, która jest zapatrzoną w siebie idiotką, nie szanującą niczyjego zdania. Następnie, ten w dresie to mój brat, Głupian, dla którego liczy się jedynie przyjemności; który kultywuje hedonizm, choć prawdopodobnie nie wie, co znaczy ów "hedonizm". Obok niego znajduje się moja córka, Puszczajka, i chyba (śmieje się) jej przedstawiać nie muszę. Ostatni to nasz syn, Kaziutek, który mimo, że ma dopiero czternaście lat, ma już na koncie trzy próby samobójcze. (widownia wydaje odgłos zdumienia)
SZURAN A teraz powiedz nam coś o sobie.
CYMBAUSZ Nazywam się Cymbausz Debilski, pochodze z Durnic i jestem typowym, sfrustrowanym, szarym człowiekiem, któremu życie ucieka między palcami, a który nie robi nic, aby temu zapobiec, wyłącznie ze względu na to, iż jest zbyt leniwy, głupi i już w tym momencie przegrany.
SZURAN Dziękuję, Cymbauszu, przejdźmy do naszej drugiej drużyny! (podchodzi do pasażerów; po chwili zastanowienia, ciszej) Ich już znacie z poprzedniego aktu, nie będę na tę zgraję słów marnował.
DZIECIAN (głośno) My przede wszystkim nie wiemy, co tu się dzieje i żądamy wyja... (jego mikrofon zostaje wyciszony; rusza jeszcze przez chwilę ustami, ale, poirytowany, daje za wygraną)
SZURAN Zaczynamy pierwszą rundę! Poproszę o podejście głowy rodzin.
(podchodzą do niego MILCZAN i CYMBAUSZ,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil wariat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…