Wróć do katalogu

Wygnanie z raju.

Historia Adama i Ewy napisana na nowo.

Petrusso, opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cóż za ironia losu, a może przeznaczenie, ten kto wybrał mi imię powinien zostać ogłoszony prorokiem. Możecie się śmiać. Mam na imię Adam i dzisiaj właśnie zostałem wygnany z raju. Przez Ewę. Bóg w osobie prezesa zarządu zaprosił mnie do swojego gabinetu (hosanna, nie byłem tam od miesięcy!), wręczając wypowiedzenie. Bezwzględny rozkaz opuszczenia Edenu. Bez porozumienia stron, bez odprawy, bez nadziei na powrót. Gromowładny pocieszył mnie, że powinienem być szczęśliwy, że tak to się skończyło. Dostałem dziesięć minut na zabranie swoich rzeczy, czarny anioł w czapce z napisem security stał tuż przy moim biurku. -Czego? Myślisz, że coś ukradnę? -Panie Adasiu, ja osobiście to nawet pana lubię, ale prezes...kazał przypilnować. -Dobra, dobra. Muszę jeszcze pożegnać się z jedną osobą. -Niemożliwe. -Panie Władku, jedną minutkę. -Ale prezes... Wszedłem do jej pokoju. Zza pleców dobiegł mnie zdyszany oddech anioła stróża. Trzasnąłem drzwiami, odwróciła się. Na biurku dostrzegłem duże czerwone jabłko. Uśmiechnęła się i jakby odgadując moje myśli, wzięła je do ręki. Poturlała po policzku, szyi, potem gwałtownie ugryzła. -Dlaczego to zrobiłaś? -Nie zadawaj głupich pytań. -To nie jest głupie pytanie. Dlaczego? -Nie mam czasu, zawalona jestem papierami, zresztą z tego co wiem, pan tu już nie pracuje. Adieu. -Ewa! -Przestań się wydzierać. Uchyliły się drzwi, ochroniarz wydał z siebie jęk i grymasem twarzy dał mi do zrozumienia, że powinienem już wyjść. -Chwila, jeszcze nie skończyłem. Zamknąłem drzwi i podszedłem do niej. Jadła jabłko i uśmiechała się niewinnie. Czułem jak wgryza się swoimi białymi zębami w moje serce. W kawałek mięsa, które jeszcze się poruszało, bulgocząc tryskało krwią. -Nie wyjdę stąd dopóki mi nie odpowiesz! -Bardzo słodkie jabłko. Chcesz gryza? -Przecież powiedziałem ci, potrzebuję trochę czasu. Kilka tygodni, kilka cholernych tygodni. -To nie chcesz? Bo zjem całe? Schwyciłem ją za rękę. -Ałła, to boli, puść mnie! -Wszystko zniszczyłaś. Okłamałaś mnie! -Ja ciebie? Uderzyła mnie z całej siły w twarz. Jej delikatna dłoń zacisnęła się w piąstkę i wylądowała mi pod okiem. Upadłem na dywan, którego wzór poznałem szczegółowo, kochając się z nią. Był ciemnozielony, w małe palemki, które przypominały te rajskie. Teraz leżąc dostrzegłem w ich liściach węża. Rechotał złowieszczo pokazując mi język. -Ja ciebie okłamałam? Ty głupi skurwysynu! Uklękła mi kolanami na klatce i na oślep uderzając po twarzy krzyczała. -Pieprzony oszust. Od roku chrzanisz to samo. Te same bzdury. Potrzebuję czasu, daj mi kilka tygodni, teraz nie, może potem. Marysia ma pierwszą komunię, Kamil właśnie zaczął ząbkować. Gówno mnie to obchodzi. Słyszysz mam w nosie twoje bachory! Drzwi ponownie otworzyły się, smutna twarz pana Władka stała się jeszcze bardziej smutna. Ewa zerknęła tylko i przerywając na chwilę krzyk powiedziała spokojnym głosem. -Jeszcze nie skończyłam, proszę wyjść. -Ewa, porozmawiajmy. -Nie, nie będziemy rozmawiać. Ja będę mówić a ty będziesz słuchać. Myślałeś, że jestem twoją własnością? Gumową lalką, którą dmuchasz kiedy chcesz, a jak ci się znudzi wyrzucasz? Myślałeś, że na kiwnięcie palcem będę biegła jak jakaś idiotka. -Nie podobało ci się? -Zamknij się. Co to ma w ogóle wspólnego. Czy myślisz, że jestem jakąś walniętą nimfomanką? Że pieprzyłam się z tobą, bo miałam chcicę? Ja cię kochałam. Rozumiesz, kochałam. Jak ty mi to powiedziałeś po raz pierwszy to myślałem, że mówisz to bo chcesz mnie przelecieć. I tak było. A ja ci uwierzyłam. Potem we wszystko ci wierzyłam. Jak mówiłeś o rozwodzie, o naszym wspólnym mieszkaniu, o wakacjach, o naszych dzieciach. -Nie kłamałem. Chciałem tego, tak jak ty, może jeszcze bardziej. Wstała ze mnie i podeszła do okna. -Idź już. -Ewa... -Proszę idź. -Jak chcesz. -Adam... -Tak. -Przepraszam. -Za co? -Że to zrobiłam. Czuję się fatalnie. Nie wiem co mnie napadło. Myślałam, że mi ulży jak ciebie tu nie będzie, jak nie będziemy się widywać. -Nie ważne. -Ważne. Pomyślałam, że jak cię wyleją, to będę szczęśliwsza, ale nie jestem. Głupio się czuję, możesz mnie przytulić. Chodź tu. Ruszyłem w jej stronę, gdy otworzyły się drzwi, prezes ryknął niczym ranione zwierzę. -A pan co tu jeszcze...ochrona, ochrona! Pani Ewo, czy wszystko w porządku, czy on znów panią zaczepiał. Nie, to jest skandal, w takim razie zawiadomimy prokuraturę. -Panie prezesie. Ja się pomyliłam. Ewa otarła łzy i przybierając maskę zdyscyplinowanej podwładnej zaczęła mówić. -Żadnego molestowania nie było. -Jak nie było, przecież ja mam wszystko na piśmie. Czarno na białym. Do pokoju wpadł blady jak ściana ochroniarz i nie wiedząc co ma robić zasalutował. -Pan prezes wołał? -Zaczekaj na korytarzu. Prezes zamknął

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych