Wynalazek
Niewiele ludzi jest w stanie poświęcić życie dla nauki...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie pamiętał kiedy zaczął budować swoją maszynę. Nie potrafił podać daty z dokładnością co do roku. Wiedział tylko, że pochłonęła grubo ponad połowę jego życia. Wiedział też, że przez nią rodzina o nim zapomniała, a żona zostawiła ponad pięćdziesiąt lat temu… Nie miał jej tego za złe. Sam by „się zostawił”. Od prawie pół wieku ważny był tylko jego życiowy wynalazek. Wynalazek, który zmieni życie ludzkości. Który zmieni jego życie. To zadziwiające, że głupi kawałek blachy w połączeniu ze wzorami stał się dla niego ważniejszy niż wszyscy ludzie jego życia. W dodatku kawałek blachy, który najwyraźniej nie chciał zostać skończony. Nie pomagał mu, nie współdziałał. Kawałek który był jedynie kawałkiem zimnej, pustej blachy. To coś zastąpiło mu rodzinę i przyjaciół. Jeszcze raz spojrzał na maszynę. Przerażała go myśl, że stracił wszystko, a wciąż czegoś brakowało. Brakowało iskry, która pchnęłaby to wszystko do przodu. Po raz kolejny dzisiejszego dnia wziął śrubokręt i montował. W końcu opłaci się. Stworzy coś co zmieni losy ludzi i całego świata. Brakuje śrubek.... Trzeba będzie dokupić. Jeśli jego wzory są prawidłowe, jest bardzo bliski rozwiązania, a wraz z nim upragnionej wolności. Planował w myśli, że kiedy będzie wolny, pierwsze co zrobi, to pójdzie do parku i po pięćdziesięciu latach popatrzy na twarze sąsiadów. Ciekawe ile się zmieniło odkąd zaszył się samotnie w swoim laboratorium? Ciekawe czy ktoś go jeszcze pamięta? Jego rozmyślenia przerwał dziwny dźwięk. Dzwonek? Nie! Gdzieżby dzwonek? Przecież już dawno nie ma dzwonka w drzwiach. Więc może telefon? Telefon wyłączyli jakieś dziesięć lat temu, kiedy przestał za niego płacić. I tak nikt by nie dzwonił. Rodzina go nie pamięta. On sam przecież zostawił wszystko dla tego tu.... Cokolwiek by to miało być. Po raz kolejny spojrzał na stojącą przed nim maszynę. Wiedział, że ona musi wnieść coś do przyszłości. Wiedział, że to nie będzie proste, ale, że pewnego dnia odkryje zastosowanie swojego wynalazku. A kiedy już będzie wiedział, powie o tym wszystkim ludziom i maszyna zyska jego imię. A sława przyniesie majątek jego potomkom, których nigdy nie widział. Wierzył, że tak będzie.
Zaczął tworzyć około pięćdziesiąt lat temu. Wtedy jeszcze miał trochę czasu, nie zarywał nocy i nie spieszył się z ukończeniem cud-wynalazku tak jak dzisiaj. Teraz jednak, po ponad pół wieku majstrowania, w końcu miał ochotę zająć się czymś innym. Chciał poczytać książki, które tak lubił, pragnął pójść na ryby, poznać wnuki. Dokładnie pamiętał ten dzień, który miał miejsce ponad pięćdziesiąt lat temu, kiedy na ulicy pomiędzy sklepem spożywczym, a domem w którym mieszkał dotarło do niego jak bardzo Einstein się mylił. Jak mylili się wszyscy wielcy odkrywcy. Co prawda, wszystkie te wyuzdane teorie były potrzebne, bo któż jak nie Einstein naprowadził go na wielkie odkrycie, którego był świadkiem. Miliony kartek jakie zapisał w ciągu tych 50 lat są na to dowodem. Einstein jakkolwiek mylił się, nawet bardzo, to jednak był wielki. Tego dnia gdy przyszedł do domu od razu zasiadł do pracy i sprawdzał zastosowanie swojej teorii w życiu codziennym. Potem zaczęło się na dobre. Bez przerwy coś pisał, czytał i tworzył. Był zły na żonę, kiedy kazała mu wychodzić do znajomych i przyjaciół. Był wściekły, gdy kazała mu iść na piwo i nie wracać do rana. Jak on miał spokojnie pić piwo, skoro teoria względności zawiera wiele niewybaczalnych błędów i tylko on wiedział jakie to błędy? Nienawidził jej kiedy kazała mu spełniać obowiązki męża, gdy on poddawał się szałowi pisania, tworzenia. Nie znosił, kiedy wymagała, by był jej kochankiem. W takich chwilach był gotowy ją uderzyć. Kiedyś wygarnął jej wszystko jak zwykle zatopiony w swoich papierach, książkach i notatkach. Tego dnia powiedziała, że odchodzi i odeszła. Dowiedział się o tym tydzień później. Dzieci widywał rzadko. Zrezygnował w ogóle ze spotkań, kiedy te stały się dokuczliwe i przeszkadzały mu w pracy, więc zniknął i nie zostawił po sobie absolutnie nic poza numerem telefonu. Wiedział, że nie odważą się go namierzać. Za dobrze znał swoją rodzinę. Dziś już jej nawet nie pamięta jak wyglądają jego dzieci, jak wygląda jego ukochana Rybka - bo tak określał swoją żonę, kiedy jeszcze nie przeszkadzało mu, że ją ma. Po tylu latach był tego ciekaw, jednak nie na tyle, aby opuścić swój przybytek i przestać pracować.
Dzwonek stał się na tyle donośny, że ze złością poszedł sprawdzić, kto robi sobie z niego głupie żarty, lub też kto, być może nieświadomie, mu przeszkadza. Wyjrzał przez drzwi frontowe i ze zdziwieniem zauważył, że nie ma przed nimi ani żywej duszy. Zszedł ze schodka, bo może figlarz zdążył się gdzieś schować, ale jak się okazało przed domem także było pusto. Obszedł budynek dookoła. Nic. - Głupie żarty - skomentował i wszedł do środka. Z rozgoryczeniem powrócił do swoich poprzednich czynności. Przykręcał, montował i tworzył maszynę zbudowaną na całkiem innych prawach niż teoria względności. Głupi kurz, pomyślał gdy złapał, go nagły kaszel. Co też się z nim dzieje? Raz mu zimno, potem znowu gorąco. I jeszcze to dziwne dzwonienie, które najpewniej nie pochodzi z zewnątrz, ale jest wytworem jego wyobraźni. Czy pierwszy raz od pół wieku łapie go jakaś choroba? Tym bardziej musi się pospieszyć z budową. Tym bardziej musi się streszczać. - Jeszcze tylko trochę. Jeszcze tylko momencik i wszystko naprawię, a potem pojadę na ryby, odpocznę, poczytam. Odwiedzę rodzinę. - pocieszał się w chwilach słabości. Roboty jednak zamiast ubywać, przybywało. Gdy tylko zbudował jakąś rzecz, okazywało się, że czegoś niedopatrzył i trzeba było zaczynać do nowa. Palce nie pracowały już tak jak kiedyś. Ręce trzęsły się ze starości, czy też ze zmęczenia. Nie spał przecież od wielu nocy. A nawet jeśli w ciągu całej pracy udało mu się na jakiś czas zasnąć, nigdy nie przespał nawet czterech godzin. Nie miał czasu myśleć o wszechogarniającej go senności i zmęczeniu. - Kiedy tylko skończę, pójdę spać – obiecywał sobie wiele razy. Mijały kolejne lata. Dokładnie w grudniu 2006 roku okazało się, że maszyna jest gotowa. Po dokonaniu wszystkich poprawek i po sprawdzeniu absolutnie każdej luki w jego notatkach, w końcu zadowolony usiadł w fotelu i spojrzał na to co niewątpliwie stało się dziełem jego życia. - Ten laser to istny cud! Żegnaj raku, białaczko, żegnajcie wszystkie choroby! Te małe i te większe! Żegnaj starości! Od teraz człowiek będzie zdrowy jak ryba! Jestem pewien, że ludzie zrobią…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Korena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…