wypadek w bibliotece
spotkanie w bibliotece i co z tego wynikło
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Po wejściu do biblioteki czuje się zapach innego, wolniejszego, spokojnego życia. Szacunek dla skupienia jest tu powszechnie rozumiany nawet uprzywilejowany, z czasu korzysta się oszczędnie, a szept i porządek są bezcenne. To pewnie dlatego tak korci, żeby to sztywne miejsce rozruszać, wnieść trochę życia z zewnątrz, a może nawet przelać je, nie zastanawiając się jak dużo, i czy aby nie za - dużo.
Była to w moim życiu era bezsłowozoiku, która nastąpiła po wielkim wybuchu i erupcji słów. Słowa te nachodziły chmarą i gwarnie ze wzgórz i dolin, a wrzawa unosiła się jak dym po pożarze. Najeźdźca przybył z góry i był zdecydowanie górą.
Zaczęło się od tego, że zacząłem tam przychodzić jak twierdziłem dla ciszy i dla książek. Nie samego tylko czytania, bo pociągał mnie również bezmiar grzbietów z wytatuowanymi tytułami. Następnie ich zapach wydostający się z kurzu poważnego i podniosłego urzędu, aż do grobowej deski. A potem kartki zadrukowane treścią, która w większości odparowywała w widok za oknem. Nauczyłem się nie tyle rozumieć, co poznawać książki. Te dobre bronią się w każdym momencie. Więc czytałem początek i koniec jednocześnie. Wiedziałem więc jak się zakończy fabuła wcześniej, to prawda, ale język, dla języka nie dla fabuły zmierzałem ku środkowi. W środku dzieje się najwięcej, panuje wir zdarzeń, i na wrzeniu więc kończę i coś mnie trzyma tak, że nie mogę iść dalej. To nie wrażenia, to czyjaś dłoń pociąga mnie za rękę. – Pamiętasz mnie? – pyta z radosnym uśmiechem. Zaskoczony tym zdarzeniem, odwracam stronę, patrzę na dziewczynę i gubię kartę pokazując jej obiema rękoma, że nie. Patrzę jednak czujnie i nie chcę jej stracić. Przypominam coś, a w dodatku podoba mi się. Jest szczupła o głębokim zmysłowym spojrzeniu, w którym czai się również piękna róża melancholii. Ciemne włosy są starannie uczesane na bok i upięte z tyłu. Usta, które mówią są miękkie i pełne. Nie chcę jej stracić. Jednak nie umiem mówić, nie wiem co powiedzieć. Z tej opresji, o której ona nic nie wie, wybawia mnie sama – Musimy się umówić. Wyjdźmy gdzieś razem? Ja stawiam – dodaje.
Zwróciłem książkę mówiąc że jeszcze tu wrócę. Wyszliśmy w kolejny rozgrzany do granic możliwości dzień. Oślepiało nas słońce. Wszyscy, którzy przechodzili obok nas wolno poruszali udami, mrużyli oczy, szli prawie nadzy, być może niewidomi. Nie wpadali na siebie tylko dlatego, że nikt się nie odzywał. Szliśmy z myślami tak niepozornymi i banalnymi, że ulatywały i konały w pamięci z chwilą ich narodzin. Niewypowiedziane słowa nie hamują poczucia harmonii, tylko wypowiedziane mogą ją zniszczyć. Udaję bezbronnego, jestem niewinny. Czasem właśnie tak zaczyna się ta gra, kiedy czujesz, że jest dokładnie na odwrót.
Idziemy z tym i bez tego na przód. Ona proponuje jakąś knajpkę o nazwie, która nic mi nie mówi. Nie zgadzam się, macham głową, bo pewne jest, że owa knajpa jest niepotrzebnie droga. Znam za to wszystkie niedrogie knajpki i proponuję, że pójdziemy do jednej z nich. Ona się zgadza. Patrzymy przed siebie. Na rowerze dojeżdża do nas znany poeta. Kłania się najpierw jej, potem przy okazji i mnie. Ona odpowiada, a po niej schylam głowę także ja. Kiedy oddalamy sie na bezpieczną odległość, tak, iż jest pewność, że nawet myśl nie przedostanie się do jamy jego serca, ona nie zważając na słońce i upał, opowiada że wczoraj ów poeta próbował zawrzeć z nią bliższą znajomość i unieść jej kieckę podczas jednej z imprez, z oficjelami która miała miejsce w znanym lokalu. Jednakże to nie był jego dzień i moja towarzyszka odprawiła go z uśmiechem. Uśmiechnąłem się. Poczułem się dopieszczony. Kilka słów wprawiło mnie w inny stan. Czyjeś słowa mogą mieć siłę. Budują lub niszczą z jednakową mocą i zapałem.
Znaleźliśmy ją i weszliśmy do środka, zostawiając piekielnie gorące popołudnie za drzwiami. Było to miejsce ukryte w podziemiu, stąd chłód i lekko kwaśny zapach, jak w piwnicy ze starymi ziemniakami. Poza tym było cicho. Cicho utrzymywało się jednak tylko przez sekundę, w czasie kiedy spojrzenie barmanki i jej koleżanki spoczęły na nas. Zdumiona owa zarządczyni beczki z piwem, przyjrzała się nam ze strapieniem, jakbyśmy weszli tu nie w porę. Postawiona jednak do pionu głosem mojej sponsorki, wstała i grzecznie podeszła za bar, nalewając nam dwa zimnie piwa. Tym razem ja wskazałem palcem na płytę "Crash" - Dave Matthews Band, dając do zrozumienia, iż chcę żeby ją włączyła. Muzyka jest bowiem dobra i nie sprawia nikomu bólu. Trzeba ją tylko dopasować odpowiednio do możliwości i stanu ducha. Barmanka włączyła play i powróciła do przyjaciółki podnosząc w aferze ręce i kontynuując wywód, czy dosłowną opowieść o dosłownie niczym.
Usiadłem z Ewą, bo przecież tak miała na imię, ni mniej ni więcej tylko po środku pustego lokum. Dzielił nas drewniany stół, nasze dłonie oplotły kufle, wzrok skupił się na dłoniach, aż w końcu moją uwagę przykuły jej usta. Jeszcze chwilę milczały, choć miały pełny wyraz, aż w końcu zaczęły się ruszać i owym wyrazem przemówiły. Po co tu przyszliśmy? Ewa zwolniła hamulec, przygryzła wargi i utonęła w opowieści. - A pamiętasz jak się poznaliśmy? Machnąłem głową nie pamiętałem. Spletliśmy się w subtelnym porozumieniu. Same słowa nie mogłyby wyrządzić krzywdy, tak jak brak bliskości. Tego potrzebowała. A ja chciałem jej słuchać. - Spotkaliśmy się w Metrze na piątkowej imprezie. Byłam tam ze znajomymi. Próbowałam pocieszać się wychodząc z domu, w którym tkwiłam w niezbyt udanym związku. Właściwie w kompletnej porażce. Podszedłeś do mnie, taki pewny siebie zapytałeś co u mnie i potem powiedziałeś, że kiedyś się ze mną ożenisz. Popatrzyłeś jeszcze długo w oczy zanim poszedłeś. Naraz przypomniałem sobie. To był ten raz kiedy odezwałem się i to w dodatku niepotrzebnie. Pofolgowałem słodkiej pokusie mówienia. Roztoczyła się kolorowa łuna nad miastem i jego mieszkańcy byli zafascynowani. Wychodzili z domów i wpadali w zachwyt, że czegoś podobnego jeszcze nie widzieli. A dużo widzieli i wciąż, wciąż byli nienasyceni. Potem łuna zniknęła bez ostrzeżenia. Zniknęła i zabrała ze sobą kolejny obraz pozostawiając puste chłonne ramy nocy. Tak działały te słowa, których wówczas nie pohamowałem. Nie zastanawiałem się jakie będą tego skutki, nie zwracałem więc uwago na nic. Przyjrzałem się Ewie po raz kolejny i przeprosiłem. Po tym stwierdziłem jednak sam sobie, iż gust mam naprawdę dobry, a może nie tyle dobry, co pasowała mi audio wizualnie. Pod każdym znanym mi do tej pory względem.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lew
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…