Wróć do katalogu

Wyprawa Alkonautów

Napisane z przymrużeniem oka opowiadanie o wojażach grupy imprezowej młodzieży

macgreg, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Placyk. Słoneczne, piątkowe popołudnie. Ławeczki okupowane przez kilkuosobową grupę zajadłych przeciwników wysokiego stężenia krwi we krwi. -Kurwa. Dzisiaj półmetek. Przejebane w chuj. Poziom elokwencji Pandy nie zostawiał złudzeń. Niewybredne słownictwo, jakim się posługiwał, niewątpliwie dodawało mu męskości. Mimo to klecone przez niego zdania złożone już po krótkiej chwili stawały się dla słuchacza męczące. Nie miał daru przyciągania ludzi, może to po części także wina jego nieco specyficznych zainteresowań, a potrafił rozmawiać tylko o nich. Kurwa ustawki, kurwa strzelanki i...to by było kurwa na tyle. -Mnie sie podoba. Full lansik, może laski polecą na moje nowe sznurówki, heh. Niewątpliwie Skryba jarał się piątkową imprezą. Były 3 tygodnie po półmetku zaprzyjaźnionej szkoły. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał było to, że wynosił go ochroniarz. Nie pamiętał czy dobrze się wyszumiał, a że takie imprezy są 1-2 razy na rok, to nie ma się co dziwić, że kolejnej wyczekiwał z utęsknieniem. -Heh, panowie, ujaramy się jak świnie. Dziadu bardziej niż imprezą podniecony był wizją spalenia końskiej ilości stuffu. To podobno zdrowsze od alkoholu, a poza tym nie ma ryzyka, że do środka nie wpuszczą, bo po tym się nie będzie zataczać. Dziadu trochę żałuje, że nie będą w środku puszczać Joy Division albo Pink Floydów. Cóż, Chylińska też ostatnio ma fajne piosenki. -Co tam? Rubeus potrafił rozłożyć towarzystwo na łopatki. W swojej naturze był dosyć sympatyczną istotą, zapraszaną wszędzie przez każdego. Był także postacią strategiczną bo ze względu na swoją posturę potrafił, po pierwsze, wszędzie kupić ambrozję dla całej imprezy, a po drugie wyglądał groźnie dla potencjalnych napastników. Z tego też powodu wielkim bólem dla całego towarzystwa była jego deklaracja, że na półmetek nie idzie. Mama mu nie pozwoliła. -Nic. Masz ognia? Szybki niszczył swoje płuca już chyba od podstawówki. Był i jest sprawcą potężnej mgły w szkolnej toalecie na niemal każdej przerwie. Oprócz tego znał każdego i wszędzie miał kuzynów, co sprawiało, że chodzenie z nim po wątpliwych lokalach, na przykład takich, w jakim odbyć się miała dzisiejsza impreza, stawało się bezpieczniejsze.

-A co tam poza tym? – Rubeus niewątpliwie był bardzo zakłopotany samopoczuciem swoich towarzyszy. -Kurwa nic kurwa. – odpowiedział poirytowany nadopiekuńczością kolegi Panda. -Panowie, siedzimy tu w pięciu i pragnę zauważyć, że żaden z nas nie ma szczególnego powodzenia u płci przeciwnej. – ambitnie zaczął Dziadu. -No. Chujowo w chuj. – Panda nie pozostawił wątpliwości, że obecna sytuacja jest dla niego niewygodna. -Dlatego też dzisiaj mamy niepowtarzalną szansę odmienić ten stan rzeczy. Mimo tego, że to głupie disco, to będzie tam sporo osób od nas ze szkoły. Może sobie kogoś zapoznamy? -Renata wygląda dziś bardzo kobieco – stwierdził Szybki oglądając swą dłoń. -O kurwix, jaki tekst! Haha, muszę to zapisać – Skryba uczynił to, co sprawiało mu wyjątkową satysfakcję – archiwizował wszelkie warte zapamiętania teksty swoich znajomych. Zdarzyło mu się je nawet opublikować na jego marnym blogasku jako dodatek do relacji z wakacyjnego wyjazdu. Tylko on się śmiał z tych tekstów. -Dziadu, kurwa, co ty wkręcasz kupe w czoło, myślisz, że przeżyjemy cudowną kurwa odmianę i będziemy kurwa rwać lachony? Patrz kurwa na moją mordę i sobie odpowiedz. – Panda nie wierzył w siebie. -Co tam? -No właśnie Panda chodzi o to, że dzisiaj będziesz pewnie pod wpływem ambrozji, co znacznie ułatwi ci kontakt z wszelkimi obcymi istotami. Nie mówię, że masz sobie tam dziewczyny szukać, tylko wiesz, może czas udowodnić sobie, że ty też potrafisz przyciągać do siebie płeć przeciwną. Zobacz, tylu pedałów potrafi, ty masz nie potrafić? – motywował Dziadu, jednocześnie wchodząc na ambicję Pandzie. -Podbijam, ziomie. Dziadu dobrze prawi. Mały lansik, pełna saszeta relaks full i uderzasz w solo Panda, dasz radę, uwierz w siebie. –prowokował kolegę Skryba. -Dobra, mamy godzinę 17, o 20 zaczyna się półmetek kurwa, my się spotykamy o 19 pod zegarem, tak kurwa? –Panda chciał się upewnić. -Tak jest. – potwierdził Dziadu. -Mam trochę czasu by doprowadzić siebie kurwa do stanu używalności i swoją pierdoloną facjatę.-Panda nie zostawił na samym sobie suchej nitki. -Panowie, to zróbmy tak, kto pierwszy porwie jakieś dziewczę, dostaje od reszty po browarze. – propozycja Dziada brzmiała ambitnie acz kusząco. -Pobite gary kurwa, ja się nie bawię, nie lubię piwa. – Szybki wyraził dezaprobatę. -I tak nie masz się czym martwić, za podbój Renaty browaru ci nie obstawimy. – rozwiał wątpliwości Skryba. -To ja to wale, obejdzie się bez motywacji z waszej strony. –słowa towarzyszy wyraźnie podziałały na ambicję Szybkiego. -Trudno, panowie, we trójkę mamy zakład, który tak naprawdę ma być motywacją do działania a nie podpierania ścian. -Ale żeś to kurwa mądrze powiedział, tak, że już chuj. –Panda nie krył podziwu dla słów Dziada. -Widzimy się o 19 pod zegarem. Ty też bądź, Szybki -upewnił resztę Skryba.

Skryba zmierzał niepewnym krokiem w stronę sklepu całodobowego. Nie mógł liczyć na Rubeusa. Był sam. Na zegarze biła 18.30. Dobrym pomysłem byłoby zaopatrzenie się w ambrozję już teraz, by później nie absorbować towarzyszy. Sięgnął do kieszeni. Długo manewrował palcami pomiędzy stertą skasowanych biletów a kawałkiem obudowy telefonu. Poczuł metaliczne zimno na opuszku palca serdecznego. Chwycił okrągłą monetę i błyskawicznie wysunął dłoń z kieszeni celem sprawdzenia nominału. Serce zabiło mu szybciej. Piątak. Dzisiaj na bogato, pomyślał. Przyspieszył marsz do sklepu, w głowie obmyślając plan kupna, a bajerę przygotowywał zawsze na wypadek prośby o okazanie dowodu osobistego. „Wejść do sklepu z telefonem przy uchu symulując rozmowę i używając stwierdzenia –dobra tylko zatankuje samochód-?„. Nie, stwierdził, że to przerost formy nad treścią. Przekroczył próg sklepu. Pierwsza rzecz – niepokojące spojrzenie w stronę lady. Dwudziestokilkuletnia Pani. Takie zazwyczaj sprzedają. Był w sklepie sam co ułatwiało sprawę. Dziarskim krokiem podszedł bliżej lady. Modulując głos(tak, by brzmiał doroślej) wyrzekł: -Poproszę dobre wino dopięciu złotych. -Proponuję Komandosa. Trunek dla prawdziwych mężczyzn. -Rocznik? –zapytał się Skryba, chcąc sprawiać wrażenie konesera -Środa. -Mhmm, środa. Poproszę, bez zastanowienia. -Czy pińdziesiąt. -Prosz. Tuż po wyjściu ze sklepu schował butelkę wybornego trunku za pazuchę. Spocony ze stresu i niepewności, jaką przeżywał przy wybieraniu napoju, zmierzał pod zegar. Był tam Panda. -Cześć kurwa –serdecznie przywitał się z kolegą. -Witaj, Panda. -Gdzie jest kurwa reszta? -Dopiero tu przyszedłem, tak jak i ty. Mają jeszcze 15 minut, przyjdą. -Kurwa. Skryba rzucił okiem w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą zachodziło słońce. Dziewczę niesamowitej urody kroczyło chodnikiem po przeciwnej stronie ulicy. Zmierzała w kierunku, który pozostawiał złudzenia, że być może idzie na imprezę tam gdzie oni. Kojarzył ją ze szkoły. Minęło kilka minut. Skryba spostrzegł w oddali znajomą sylwetkę kroczącą w jego kierunku rączym krokiem. Po kurtce wywnioskował, że to Liliput. -Hueeee. Witaj li kamracie! Onegdaj nie stójmy na aktualnym perymetrze, gdyż wraży adwersarze mogą dokonać brutalnego napadu! Wbrew pozorom to co mówił Liliput miało sens. Rok temu przed Andrzejkami towarzystwo spotkało się pod zegarem w podobnym gronie celem uczestnictwa w biesiadzie. Od tej pory te okolice uchodzą w ich mniemaniu za niebezpieczne, gdyż już po kilkunastu minutach musieli wracać do domów z rozbitymi nosami. Sam Liliput był postacią towarzyską, nie stronił od integracji, lecz przeżywał okres banicji ze względu na przypał po urodzinach Skryby. Cudem wybrał się na półmetek, ale chyba do tej pory mama mu nie wybaczyła tego, że po powrocie z owych urodzin zasnął w ogródku. -Twa obecność, chłopcze z bagien, jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Widzę, że udobruchałeś rodzicielkę. –Nie krył radości Skryba. -Onegdaj nie sączę dziś ni kropli ambrozji. -Zrozumiałe. Słuchaj, mamy zakład, my tutaj we trzech i Dziadu. Kto pierwszy zapozna jakieś dziewczę, ten dostaje od reszty po browarze. Wiesz, taka mała motywacja, żeby nie było jak rok temu, że tańczyliśmy ja, ty i Panda ze sobą nawzajem, i tak cały wieczór i kawałek nocy. -Podnoszę rękawicę, druhu. Wtem zjawił się Szybki. Krok za nim kroczył Dziadu. Nie zachowywał się normalnie. Wszyscy przypuszczali, że jest już po spożyciu tego, co miał spożyć, ale nikt nie przypuszczał, że za chwilę wejdzie w słup i zacznie się z tego przeraźliwie śmiać. Cała ekipa zebrała się i poszła w stronę klubu. Jak to zwykle przed półmetkami, spożyli trunki tuż obok klubu, bo do środka nic wnosić nie można. Prędko po spożyciu udali się do wejścia, gdzie stało 5 barczystych panów. Sprawdziwszy legitymacje i przybiwszy pieczątki, wpuścili towarzystwo do środka. Oddali kurtki do szatni. W tym momencie Szybkiemu mocniej zabiło serce. Zwrócił się do Dziada: -Co ty kurwa masz na sobie?! Dziadu przyodział gustowną koszulę, spodnie na kancik, ładne czarne półbuty. Do tego pomarańczowy krawat. -Eee –Dziadu nie wiedział co odpowiedzieć. -Ty no już nic nie poradzimy, ściągnij chociaż ten krawat. Nie wiem co ci siadło na umysł żeby tak się odstawić na wixe. -Onegdaj azaliż konsystencja twego żupanu jest wątpliwa, panie bracie. –wycedził skonfudowany Liliput. -Odpierdolcie się od mego żupanu. -Heh, kurwa –podsumował Panda, po czym grupka udała się po schodach do góry. Na dęsflorze było póki co niewiele osób, co poniektóre kanapy stojące pod ścianami także były wolne. Impreza miała się dopiero rozkręcić. Dziadu stwierdził, że nie czuje się najlepiej. Zajął jedną z kanap, za nim poszła reszta. Wszędzie krążyły znajome twarze. Skryba postanowił uskutecznić mały zwiad dookoła klubu celem sprawdzenia kto już jest. Tak oto po krótkiej chwili natknął się na Maćka, Pelka i Wonię. Z Maćkiem witał się tak jak zwykle, czyli imitując z nim stosunek seksualny. Maćkowi się to nie spodobało i wyraził swoją dezaprobatę poprzez mocarnego kopa w dupę. Następnie przywitał się czule z Pelkiem, wiedział, że będzie to jego kompan na dziś do tańca, bo utwory, jakie preferują w wielu przypadkach są zbieżne. Jak prawdziwy dżentelmen na samym końcu przywitał się z Wonią. Wonia jest uczennicą niezwykle pracowitą i chętnie podejmującą wyzwania. Jej wiedza i umiejętności w zakresie przedmiotów humanistycznych są imponujące. Przez okres nauki w gimnazjum zachowywała się wzorowo oraz osiągnęła bardzo dobre i celujące wyniki w nauce. Uczennica uczestniczyła w prezentacji szkolnej podczas Dolnośląskiego Festiwalu Nauki. Jest osobą otwartą i koleżeńską. Cechuje ją wysoka kultura osobista. Następnie poprowadził całą trójkę do kanapy, gdzie przebywała reszta znajomych. Z Dziadem było nienajlepiej. Była godzina 20.30 a on już musiał się ewakuować do toalety. W tle leciało karaoke, na które składały się piosenki znane z radia i takie, które każdy będzie umiał zaśpiewać(Papa Dance – Nasz Disneyland <3). Sala powoli zaczynała się zapełniać. Coraz więcej znajomych. Skryba dostrzegł Suchego – szedł na czele ekipy z sąsiedniego miasta. Oprócz nich znał tam jeszcze Forbsa i Czykite, kroczyli chwiejnym krokiem, co oznaczało, że przed nimi dobra impreza. Skryba postanowił dokonać kolejnego obchodu. Już po chwili dostrzegł Davida Husselhofa pobierowskich plaż – Macieląga. Współczuł mu. Macieląg siedział na kanapie ze swoją dziewczyną, a to oznaczało, że miał przed sobą nieudaną imprezę(w myśl złotej zasady „nie zabierać drewna do lasu”). Następnie serdecznie przywitał się z wkraczającym z rozmachem Andersonem, którego stan także wskazywał na spożycie. To straszne, pomyślał, że dzisiejsza młodzież nie potrafi bawić się bez ambrozji. Tak właśnie pomyślał, po czym natknął się na Piusa, który jak zwykle był w wysokiej formie – otoczony trzema dziewczętami. Dookoła krążyło już mnóstwo znajomych, z niektórymi się nie witał,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych