Wróć do katalogu

Wyprawa po duszę

Starożytny rytuał.

NamidaPL, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wyprawa po duszę (12 lat przed narodzinami nowego boga)

Był ciepły dzień. Kamienny posąd boga Dessara górował nad gęstą puszczą. Według wierzeń Pan Przemian posiadał dwie głowy. Zarówno pierwsza z nich, jak i cześć posągu zwrócona ku słońcu przedstawiały istotę podobną do hyssana, jednk potężniej zbudowaną. Druga z głów była głową bestii znanej pod nazwą Zębaty władca. Bestia ta chodziła na dwóch nogach, a jej gadzie kilkutonowe cielsko pokrywały łuski. Ciągnął za sobą potężny ogon, który równoważyć miał wielką paszczę pełną zębów kształtem i rozmiarem przypominających banany. U podnóża posągu, na niewielkiej usłanej białymi kwiatami polanie toczyła się walka. Bój dwójki młodych hyssanów obserwował dessarski guru plemienia Koaaw nazywany Raakt Koaaw-Daar wraz ze swoimi dwoma młodymi pomocnikami. Miejsce obok guru zajmował wódz wioski Koaaw, wielki i potężny hyssan o imieniu Tenrr Koaaw-Daar wraz ze swoją gwardią przyboczną złożoną z sześciu wielkich wojowników o zakrytych obliczach. Wódz wioski rzadko uczestniczył w próbach młodych hyssanów, jednak w tym przypadku do walki stawała jego córka. Pokrwawiona, młoda hyssanka imieniem Ssahoni rzuciał się na przeciwnika. Korrat, rówieśnik i współplemieniec wykonał unik. Bez chwyli zawachania przeszedł do kontrataku. Szponami prawej ręki naciął skroń przeciwniczki. Brązowe pióra Ssahoni pokryły się krwią. Hyssanka wznowiła atak. Tym razem była szybsza. Skoczyła na przeciwnika niczym dzikie zwierze. Zwinnym ruchem zadrapała ramię Korrata. Ten ciął drugą ręką. Ssahoni odskoczyła unikając wrogich szponów. Przetarła twarz z krwi, odsłaniając zdobiącą gadzi policzek ławicę białych plamek. Na arenę między walczących wtargnęły dwa małe sierposzpony o rudym opierzeniu. Pierwszy z nich stanął przed Ssahoni, zaskrzeczał zawadiacko, prezemtując wachlarz sztyletowatych zębów i przykucnął, jakby gotując się do ataku. Drugi sierposzpon doskoczył do Korrata i przeciął powietrze smukłymi nogami, z których każda zakończona była nienaturalnej wielkości sierpowatym szponem. Młodzi hyssanscy wojownicy na widok dzikich intruzów zamarli w bezruchu. - Wystarczy – wtrącił guru Raakt Koaaw-Daar, wznosząc ręce ku górze. - Dowiedliście, że jesteście godni, by dostąpić rytuału Ssoka-da-moss. Uczestnicy starcia wrócili do plemiennej wioski Koaaw, jednak dla młodych hyssanów był to dopiero początek zmagań.

W trzecią noc po starciu młoda hyssanka imieniem Ssahoni przemierzała las sierposzponów – święte miejsce Wyznawców Dwójności – w poszukiwaniu bestii, która jest w posiadaniu jej drugiej duszy. Blask księżyca z trudem przedzierał się przez gęste listowie drzew. W lesie panował mrok, ale hyssański wzrok był do niego przyzwyczajony i potrafił sobie z nim poradzić. Jedno z drzew wybijało się na tle innych. Nie tylko dlatego, że trzeba było trzech hyssanów by je objąć, a na całej powierzchni kory widniały znaki w starożytnym języku Dessara, ale dlatego, że drzewo otaczała mgiełka w kolorze tessr. Takie drzewa nazywano drzewami przodków, ponieważ rosły jedynie w miejscach świętych. Ssahoni miała na sobie rytualną tunikę z czarnego pierza mającą symbolizować długą tradycję Ssoka-da-moss. Twarz, ręce oraz nogi hyssanki były pokryte znakami w starożytnym języku Dessara. Guru Wyznawców Dwójności nanosili take znaki na ciała poddwawanych rytuałom, by ożywić pamięć o więzi z duchami przodków. Ostanim z elementów, bez których Ssoka-da-moss nie mogłoby się odbyć, był sztylet w kształcie sierpowatego szponu, który symbolizował potęgę Dessara, poza tym to jedyna broń, której użycie przeciwko sierposzponowi nie było uznawane za profanacje. Hyssanaka uważnie nasłuchiwała odgłosów lasu, stawiając każdy krok. Pod gołymi stopami Ssahoni szleściły suche liście, wiatr łopotał wierzchołkami drzew, a z oddali dochodziło kląskanie chrząszczy. Hyssanka obawiała się spotkania z przeciwnikiem. Jej dwaj starsi bracia stracili życie podczas rytuały Ssoka-da-moss. Przed pięcioma laty Porrt, najstarszy z rodzeństwa zmarł w wiosce wskutek odniesionych ran w starciu z dwoma sierposzponami jednocześnie. Drugim z braci Ssahoni był Omssar. Mimo iż nie najstarszy, wzbudzał nadzieje plemienia Koaaw. Był niezwykle szybki i silny jak na swój wiek, mimo to jego truchło urzyźniło świętą ziemię. Przyczyny śmierci nie ustalono. Rozległ się przeraźliwy szelest. Ssahoni nerwowo odwróciła głowę. Ujrzała małego, niebieskiego ptaka, który trzepocząc skrzydłami wzbijał się do lotu z wysokiej gałęzi drzewa. Muszę być silna, pomyślała. Jestem córką wielkiego Tenrr Koaaw-Daara, wodza wioski. Po kilku godzinach bezowocnych poszukiwań Ssahoni dotarła do kolejnego drzewa przodków. Jeszcze grubszego i jaśnijeszego niż poprzednie. Nagle drobinki tworzące mgiełkę w tessr zadrgały. Zaskoczona hyssanka zrobiła krok w tył. Drobinki drgały coraz szybciej. Te najbardziej ruchome nakreśliły na korze drzewa przodków sylwetkę sierposzpona. Ssahoni podeszła bliżej i nieśmiało przyłożyła dłoń do rozjaśnionej kory. Na hyssankę spłynęło przyjemne ciepło, a twarda kora starego drzewa układała się pod palcami niczym pierze. Sierposzpon stworzony z tessr zawył bezgłośnie. W głowie Ssahoni zaskrzeczało. Bestia zwróciła głowę ku hyssance, prezentując pod okiem rozrzażone bruzdy w tessr. Wtedy hyssankę olśnilo. Poznała w sylwetce na korze sierposzpona, którego spotkała przed laty.

Wieczór był wówczas dość wietrzny. Księżyc nieśmiało wyglądał zza horyzontu. Mała siedmioletnia Ssachoni siedziała na trawie, delektując się ciepłym wiatrem oraz miękkością zieleni pod palcami. Jak co dzień o tej porze wymykała się z wioski i spoglądała na gęstą ścianę drzew, wypatrując powracających z podróży poszukiwaczy. Poszukiwacze byli jedną z niewielu formacji, które w tych niebezpiecznych czasach przeczesywały nieznane ziemie za dnia. Z gęstwiny wyłonił się mały, kasztanowy sierposzpon. Hyssanka wstała przestraszona. Rzuciła się do ucieczki, ale gdy odwróciła wzrok spostrzegła, że niewielki stwór nie jest nią zainteresowany. Sierposzpon ledwo słąniał się na nogach, skamląc żałośnie. Hyssanka zawróciła. Pióra na głowie bestii przybrały czerwoną barwę. Spod oka ziały trzy głębokie rany. Ssahoni niepewnie stawiała kroki. Sierposzpon, mimo iż ranny, wciąż dysponował arsenałem ostrych jak brzytwa zębów i szponów. Zwierze upadło na trawę. Ssahoni zupełnie wyzbyła się strachu, obserwując ranngo sierposzpona, który z trudem łapał powietrze. Serce hyssanki wypełnił smutek. Dziewczynka postanowiła pomóc bezbronnej istocie. Doszła do wniosku, że plemienni uzdrowiciele mogliby wyleczyć sierposzpona. Ssahoni chciała wrócić do wioski, ale jej uwagę zwrócił niepokojący skrzek. Hyssanka zwróciła wzrok ku wieczornemu niebu i spostrzegła kilka krążacych nad drzewani ptaków śmierci. Ptaki śmierci w rzeczywistości nie był ptakami, ale latającymi gadami o smukłym dziobie pełnym ostrych zębów oraz długimi na ramię dorosłego hyssana błoniastymi skrzydłami. Ptaki śmierci żywiły się rannymi i martwymi mieszkańcami lasów. - Nie macie tu czego szukać! - krzyczała Ssahoni, machając rękami by odgonić żarłocznych przybyszy. Te w odpowiedzi obniżyły lot. Hyssanka podejrzewała, że od dłuższego czasu podążają za rannym sierposzponem. Ptaki śmierci były już na tyle blisko, że Ssahoni widziała, iż jeden z osobników nie ma nogi. Wystraszona hyssanka wtargnęła do pobliskiego lasu, gdzie uzbroiła się w solidną gałąź. Jeden z ptaków wylądował przy konającym sierposzponie i zanurzył zęby w pokrytej kasztanowymi piórami skórze. Ssahoni zdzieliła łapczywe ptaszysko gałęzią. Ptak śmierci zaskrzeczał, trzepocąc skrzydłami niezdarnie i odskoczył kilka metrów dalej. Reszta skrzydlatych kompanów również wylądował z bezpiecznej odległości oglądając całe zajście. Ssahoni wiedziała, że ptaki śmierci potrafią być bardzo cierpliwe. Hyssanka postanowiła zaciągnąć umierającego sierposzpona do wioski. Zaparła się, położyła dłonie na opierzonym cielsku zwierzęcia i pchnęła, ale stwór ani drgnął. Jeden z ptaków śmierci, korzystając z okazji, dofrunął do rannej bestii. Szybkim ruchem wyrwał kawał skóry z brzucha, uniknął ciosu gałęzią i wrócił na swoje miejsce. Ssahoni zaobserwowała jak ptaszysko podnosi dziób do góry by przełknąć zdobycz. - Zostawcie go w spokoju! - krzyczała hyssanka. Czuła się bezsilna. Zdesperowana złapała za szponiastą stopę sierposzpona. Ciągnęła z całych sił. Cielsko bestii wolno sunęło po trawie. Ptakom śmierci wyraźnie się to nie spodobało. Wszystkie jednocześnie przystąpiły do uczty. Rozległ się trzepot wielu skrzydeł. Zmęczona Ssahoni złapała za gałąź i uderzyła w głowę najbliższego ucztownika. Ten zaskrzeczał, odskoczył, po czym wrócił do posiłku. Hyssanka wkroczyła w sam środek uczty i wściekle machała swoją bronią we wszystkie strony. Ptaki wróciły na bezpieczne pozycje poza zasięgiem złośliwej hyssanki z gałęzią. Tę bitwę Ssahoni wygrała, ale ptaszyska nie zamierzały odpuścić. Czekały cierpliwe na stosowną okazję do ataku. Zapadła noc, księzyc zabłysnął pełnym blaskiem, a niebo zaroiło się od gwiazd. Ssahoni od kilku godzin prowadziała nierówną walkę z głodnymi ptakami śmierci. Padała z nóg pod ciężarem zmęczenia. Ciosy gałęzią traciły impet, a cielsko pokryte kasztanowym pierzem było coraz cięższe. Po kolejne wygranej batalii Ssahoni spojrzała na sierposzpona. Postrzępione kasztanowe pióra spływały krwią, gdzieniegdzie odsłąniając kawałki mięsa. Bestia nie oddychała. Załamana Ssahoni upadłą na kolana, ublomewając nad losem marwego sierposzpona. Przyłożyła policzek do cimnego czoła ofiary i zaszlochała. Nie mogła sobie jednak pozwolić na długie lamentowanie, ponieważ ptaki śmierci kolejny raz zaatakowały. - Nie pozwolę wam go zjeść – krzyczała, ostatkiem sił wymachując poobijaną

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych