Wysłowiony, prolog
Koniec Świata zaczął się od makreli z bitą śmietaną. Potem nastąpiła Przygoda, Śmierć, Zmartwychwstanie, Przejęcie Tronu i Obiad... niekoniecznie w tej kolejności.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog Makrela z bitą śmietaną
Koniec Świata zaczął się od makreli z bitą śmietaną.
Wszyscy historycy, zarówno ci wielcy jak i ci, którzy mieli problemy z zapamiętaniem własnej daty urodzin, zgadzali się w tej kwestii bezsprzecznie. Istniały drobne spory o to jak owa makrela została przyrządzona, czy podana na surowo czy też wędzona, przed zjedzeniem z bitą śmietaną, ale żadnych wątpliwości odnośnie jej obecności nie zaistniały. Makrela była i już. Do tego z bitą śmietaną. Ktoś mógłby spytać, jakim cudem wędzona (‘Surowa!’, krzykną wielkim głosem zwolennicy tej teorii) ryba mogła doprowadzić do Końca Świata? Odpowiedź jest bardzo prosta i niezwykle przewidywalna, gdyby ktoś zechciał poświęcić jej chociaż pół myśli. Poprzez rozstrój żołądka. Sam w sobie nie jest on może przesadnie groźny dla samopoczucia jakiegokolwiek świata, ale połączony z porodem w rodzinnie królewskiej, czterema piętrami, zaciętym zamkiem i małym króliczkiem może nieść sobą daleko idące skutki... Szybciej chyba będzie jednak zacząć od początku… ##. ##. ##. ##
Fakt, iż królowa zaszła w ciążę obiegł cały kraj dokładnie w jeden dzień i trzy minuty. Wszyscy, od najbiedniejszego chłopa, poprzez wędrownych rycerzy i na samym Królu kończąc, byli niezwykle uradowani tą nowiną. Z różnych powodów: festyny i zabawy wiejskie odbywały się dzień w dzień, pięknie umożliwiając zazwyczaj trzeźwym oddanym narąbanie się w trzy wiatry, a Król mógł wreszcie odetchnąć z ulgą i spokojnie iść na ryby. Jedyną osobą, która mogła mieć jakieś zastrzeżenia odnośnie tej sytuacji, była Królowa, która nieco obawiała się o swoją figurę. Mimo to, dziewięć miesięcy później, mimo usilnych starań Królowej, było ona wciąż jak najbardziej w ciąży. Właściwie to była ona w trakcie porodu, z wszystkimi potrzebnymi dodatkami, odpowiednimi dla takiej sytuacji: pielęgniarkami biegającymi wokół, doktorami kiwającymi mądrymi głowami, czytającymi z starych ksiąg oraz z swoim ulubionym udomowionym króliczkiem, który obecnie zajęty był przegryzaniem dziury w dywanie. Pielęgniarki rozglądały się niespokojnie po pokoju, doktorzy stanowczym głosem twierdzili, iż wszystko jest w porządku, a królik dalej przegryzał się przez antyczny ręcznie tkany perski dywan. Królowa natomiast wrzaskiem domagała się obecności tego skurw…. Króla.
Więc, wszyscy w królestwie wiedzieli doskonale, że Król i Królowa nie przepadali za sobą. Zamach stanu tu czy tam, kilka kropel trucizny do wina, czy nożownik w sypialni, mogły rzeczywiście przyczynić się do tej oceny, ale kto by się tam tym przejmował? Fakt pozostaje jednak, iż jako, że para królewska wielkim uczuciem się nie darzyła, to i z produkcją księcia było cośkolwiek nieciekawie. Król zobowiązany był, co prawda, do comiesięcznych wizyt w komnatach Królowej, na które chodził nieco niechętnie (pod strażą) i w czasie tych ‘spotkań natury romantycznej’ (w których romansu było niewiele) zażywał specjalne zioła, które jakoby miały zwiększyć prawdopodobieństwo przedłużenie linii królewskiej. Po czterech miesiącach stwierdził, że ktoś go robi w konia z tymi ziołami i że nadszedł najwyższy czas na spłodzenie bękarta. Po krótkiej rozmowie z Królową, Król zmienił zdanie i obrażony na cały świat, zamknął się w swoim pokoju. Dla wszystkich zainteresowanych wywiesił na drzwiach kartkę z napisem:
„Dajcie wy mi wszyscy święty spokój.”
Po tym wydarzeniu szanse na ujrzenie małego księcia zmalały niemal do zera. Przez następne dwa lata Król z pasją zajmował się wędkarstwem, a Królowa czytaniem, tkaniem gobelinów i, nieco nałogowo, graniem w kółko krzyżyk. Wielkie więc było zdziwienie poddanych gdy ogłoszono wieści o błogosławionym stanie i oczekiwanym małym księciu. Tuż przed porodom, cały zamek był sparaliżowany paniką. Służba chodziła jak nakręcona, odbijając się od ścian, sprzątając każdą możliwą powierzchnie i ogólnie starając się być jak najdalej od komnat Królowej gdzie odbywać się miał poród. Sam Król siedział przy kuchennym stole, gdzie przerażeni kucharze omijali go szerokim łukiem starając się być jak najbardziej niewidzialni. Jak wszystkim wiadomo, podczas porodu potomka potrzebni są obydwoje rodzice. Kobieta z przyczyn raczej oczywistych nie może się wywinąć od wzięcia udziału w całym przedsięwzięciu, a mężczyzna jest tam nie tylko jako (wątpliwe) wsparcie moralne, ale też jako niezbędny element w całym procesie. Przed królem (chowającym się w kuchni, którą pierwszy raz widział na oczy) czekało więc jeszcze jedni zadanie. Miał podnieść się z niewygodnego drewnianego krzesła i grzecznie podreptać kilka pięter wyżej, by poród mógł się wreszcie odbyć. Król jednak nie spieszył się zbytnio do wizyty w komnatach Królowej, które radośnie omijał przez ostatnie dziewięć miesięcy, więc postanowił, że najlepiej będzie coś zjeść zanim całkiem straci apetyt na widok swojej małżonki. Główny kucharz stracił głowę, kiedy król kazał przyrządzić sobie rybę. Jako, że jedyną dostępną w całej kuchni była makrela, to wielkiego wyboru w tej kwestii nie miał- przyrządził ją jak umiał i podał Królowi. Pech chciał, że jeden z pomocników kuchennych pozostawił na stolę misę z bitą śmietaną, która miała ozdobić ciasto na część małego księcia. Jako, że kuchcik nie miał najmniejszego zamiaru podchodzić tak blisko do spanikowanego monarchy to po prostu zostawił miskę w spokoju i zrobił nową masę, starą zostawiając tam gdzie stała.
Nikt nie mógł przewidzieć, iż Król był na tyle zdeterminowany by odroczyć nieuniknioną wycieczkę do obecnej Sali porodowej, iż zdecydował, że deser nikomu jeszcze nie zaszkodził i zabrał się za polerowanie słodkiej masy. Dwadzieścia minut później, jednej z pielęgniarek w końcu udało się znaleźć mocno nieuchwytnego monarchę. Był on właśnie w trakcie zmiany z koloru powszechnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dacara
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…