Wróć do katalogu

WYSZLIFOWANI

Opowiadanie napisane pod wpływem poważnej choroby mojej mamy.

pabro68, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mówią, że ON miał bujną fantazję i często zamykając oczy przenosił się w świat, który pomagał mu ukoić ból i cierpienie...

Fotel, stojący przy jednej ze ścian małego, ciasnego pokoiku, był głęboki i miękki. Obity wspaniałym i delikatnym płótnem koloru czarnego nie mógł spowodować hemoroid. Nic więc dziwnego, że bardzo często w jego głębokości spoczywały czyjeś pośladki egzystując tam nawet po kilkanaście godzin dziennie. Dzisiaj i teraz również nie stał bezczynnie, albowiem właśnie przed sekundą szeroka pupa okryta czarnymi sztruksowymi spodniami zagłębiła się w jego miękkości. Należała do wysokiego i dosyć krępego jegomościa – jedynego właściciela i zarazem mieszkańca tego pokoiku, usytuowanego na poddaszu niewielkiej, bo kilkukondygnacyjnej kamienicy położonej w centrum miasteczka, gdzieś na wschodnich krańcach Planety. To był typowy pokoik dla ciężko pracujących mężczyzn. I jego wystrój również był standardowy. Na środku, na wyłożonej kratkami szarego gumolitu kwadratowej podłodze, leżał zazwyczaj wielokolorowy dywan – tu był pstrokaty. Ściany pomalowane w ciepłe kolory – w tym przypadku na jasnozielony. Sufit – i tu, tak jak wszędzie – pokryty mozaiką białych kasetonów. No i prostokątne, dwuskrzydłowe okno w plastikowych framugach zupełnie takie samo, jak w tysiącach innych tego typu mieszkaniach. Na koniec warto coś wspomnieć o drzwiach. Obskurnych, osadzonych w drewnianych framugach, z których odpadały kawałki białej farby. Zamykały się tradycyjnie na dwa zamki. Złota klamka w kształcie gałki pomiędzy nimi też była standardem w tego typu domach. Z mebli, podobnie jak w tysiącu innych domów, znajdowały się mała wersalka, fotel i duża dwudrzwiowa szafa. Więcej się nie mieściło. No za wyjątkiem telewizora, dla którego zawsze znalazło się miejsce, albowiem był płaski, jak obraz i jak on wisiał w większości przypadków na ścianie. Zdarzały się też sytuacje, kiedy to stał na specjalnej szafce. W tym pomieszczeniu wisiał jednak na wprost owego fotela... Jegomość ów miał grube ręce i potężne dłonie z popękaną skórą, co świadczyło o tym, że ciężko pracował. Twarz miał okrągłą, pociągłą i ciągle czerwone policzki poorane mnóstwem czerwonych blizn. Lekko przystrzyżone włosy oraz wąsy ponad wargami miały kolor ciemnego orzecha. Charakterystycznym było to, że wyglądał, jakby nie miał karku, albowiem głowa i tułów stanowiły swoistą całość. Był młody, miał około dwudziestu trzech lat. Nie był żonaty i nigdy nie chciał mieć żony. Poza tym nie miał czasu na znajdowanie sobie towarzyszki życia, albowiem większość jego czasu pochłaniała praca... Telewizor był włączony. Sterowany za pomocą prostokątnego pilota, którego właściciel pokoju trzymał w ręku, nie był szczytem ówczesnej techniki, ale ów jegomość nie dbał o to. Nie gonił za nowinkami technicznymi. Ten mu w zupełności wystarczał. Niewiele miał czasu wolnego, a do jego miłego spędzenia wcale nie potrzebował nowoczesnego telewizora. Znał wiele innych sposobów zabijania czasu wolnego, z których najbardziej preferował drzemkę. Na ekranie pojawiła się blondynka o krzywych ustach, miło uśmiechnęła się, po czym zaczęła czytać z kartki rozpoczynając swoją wypowiedź konwencjonalnym stwierdzeniem „Dzień dobry Szanownemu Państwu...” -Witam tych wszystkich – kontynuowała – którzy mają w tej chwili włączone telewizory, a więc was, drodzy dyrektorzy, biznesmeni, gospodynie domowe i was, drodzy emeryci i renciści... „O mnie oczywiście pindo zapomniałaś?” – pomyślał i już miał wyłączyć telewizor, gdy nagle coś przykuło jego uwagę...

Podobno był chory na nieuleczalna chorobę...

...Na ekranie pojawiła się filigranowa figurka. Tą niepozorną istotą był redaktor z pooraną bruzdami twarzą, trzymający w ręku gruby, długi przedmiot. -Drodzy telewidzowie – rzekł do owego przedmiotu – wzorem lat ubiegłych, również dzisiaj, na początku roku zadać powinno się pytanie, jak czuje się nasze społeczeństwo w pierwszym roku nowego stulecia? I właśnie z tym pytaniem zwracam się do Naczelnego Lekarza Naszej Planety – pana Horba HGF 32/33031... „Jak ten czas zapieprza – pomyślał – rzeczywiście – zreflektował się - dzisiaj jest już nowy rok i na dodatek nowe stulecie. Kurde, za szybko to wszystko mija. Znowu jestem starszy...” -Stan zdrowia naszego społeczeństwa – na pucułowatej twarzy pojawił się lekki uśmiech – jest zadawalający. Powiem więcej, lepiej, niż zadawalający. Jeszcze nigdy w naszej historii nie mięliśmy tak wyszlifowanego społeczeństwa... -Wyszlifowanego?! – twarz redaktora zarysowała się niedowierzaniem... -Wyszlifowani genetycznie... „Faktycznie – pomyślał – przecież tak ciężko pracuję i wciąż czuję się świetnie, to zastanawiające...” – urwał w połowie myśli, albowiem zainteresowało go, co powie Naczelny Lekarz Naszej Planety -To znaczy?! – redaktor drążył temat. -Czyli, nie chorujący na żadną chorobę, ani nie mogący zachorować na żadną z nich. Stan taki utrzymuje się na jednakowym i niezmiennym poziomie już od roku... -Czy to znaczy, że w niedługim czasie zawód lekarza będzie historią?! – zauważył oszołomiony redaktor – A może już jest?! – dorzucił po chwili. -Nie, jeszcze długo nie. -Jak to, przecież... -Widzi pan, to nie jest zupełnie tak, jak pan myśli. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy to został opublikowany raport Ministerstwa Rozrywki Zjednoczonego Rządu Istot Rozumnych, dotyczącego stanu rozrywki w społeczeństwie u progu nowego stulecia. Jak wszystkim dobrze jest wiadomo, dał się zauważyć spadek poczucia humoru i jakości rozrywki. Odczuliśmy to bardzo dobrze na samych sobie. W tym celu wspomniane ministerstwo zwróciło się do pozostałych pięćdziesięciu dziewięciu ministerstw naszego Rządu, zakładów pracy, instytutów naukowych, rządowych a…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych