Wyzwoleni Prawdą
Historia, która nigdy się nie wydarzyła... Która może się wydarzyć każdemu...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zapraszał ją do siebie już tyle razy, ze teraz nie mogła odmówić. Zresztą była ciekawa tego domu, ogrodu. On nie pasował do takiego sielskiego krajobrazu. To było jej marzenie- zielone okiennice, trawa przed domem i tulipany pod oknem... Ona kochała spokój, ciszę, on żył szybko, w ciągłym biegu... Okolica była piękna. Autokar jechał przez gęste, zielone lasy i zasypane kwieciem łąki. ARKADIA... Wysiadła z PKS-u na przystanku pomalowanym na brązowo. Wiata stał pośrodku pola. Jak daleko sięgał wzrok, nie dostrzegała żadnych domów. Spojrzała na telefon, ale na tym pustkowiu nie miała zasięgu. Wystawiła twarz w stronę słońca i postanowiła czekać. Zawsze się spóźniał, ale zawsze przyjeżdżał... Dźwięk tego silnika rozpoznałaby na końcu świata. Uchyliła powieki i uśmiechnęła się do kierowcy. - Jedziesz, czy dalej będziesz się opalała?- spytał i tak dobrze znane ogniki zaświeciły mu się w oczach. Wsiadła. Pocałowała go w policzek. Nic się nie zmienił. Może przybyło mu kilka siwych włosów, może nad oczami powstała jedna zmarszczka więcej, może opalony był bardziej niż zwykle. Ale nic się nie zmienił. Był dokładnie tym samym człowiekiem, którego żegnała cztery lata temu. Do domu dojechali w milczeniu. Co jakiś czas, jedno czy drugie rzucało spojrzenie w stronę partnera. Oboje się uśmiechali... ... - Jak ty zeszczuplałaś- twierdził, kiedy już się rozpakowała w pokoju i usiedli na dole w przytulnej kuchni, by wypić kawę- Aż nie wiem czy powinienem proponować ci obiad... - Nie czaruj, wcale tak wiele nie zrzuciłam- już nie działały na nią te komplementy, którymi zachwycał ją kilka lat temu- Obiad zjem z przyjemnością... ... Coś się zmieniło. To nie była kwestia jej fryzury, zapachu perfum, piękna które wnosiła do domu. To była ta pewność siebie, z którą kroczyła, to był uśmiech kobiety, która wie czego chce. Zero wywyższenia, tryumfu, sto procent świadomości samej siebie. Coś się zmieniło. Już wiedział. Ona dorosła. Z promiennej „wiosny” pachnącej narcyzami i jaśminem, stała się „latem”, wonią dojrzałych owoców, cytrusów, słońca... ... Przy obiedzie już nie próbował czarować. Zrozumiał, że ona już nie podejmuje tej gry, już nie można jej zmylić spojrzeniem, oczarować słowem. Ta gra musiała przestać być grą... Wspominali... Wspólne wyjścia do kina, dyskusje o muzyce, problemach gospodarczych. Ponownie śmiali się z jego pomysłów na stawianie elektrowni wodnej, drukarni. Ona wracała w myślach do tego zachodu słońca z 2 października. Do tego zachodu, który podziwiali na ruinie poniemieckiego bunkru, kiedy zakochała się w okolicach swojego miasta... On zastanawiał się, jakim cudem ona to pamięta... ... Przed 18:00 wstał od stołu - Wybacz, obowiązki wzywają- próbował się usprawiedliwić - Nie ma sprawy. Pozmywam i przygotuję coś na kolację- uśmiechnęła się tak jak wtedy. Jak za czasów, kiedy była „wiosną” - W lodówce są pstrągi. Rano pojechałem na łowisko i przywiozłem. Można przygotować na grilla.- chciał jej pokazać, co gdzie jest, ale po chwili wahania stwierdził- Dasz sobie radę. Zawsze doskonale wiedziałaś gdzie co mam. - Idź, bo się spóźnisz ... Kiedy wyszedł rozejrzała się po mieszkaniu. Urządzone było ze smakiem. Ciepłe, czyste, przytulne. W kuchni pod sufitem wisiały warkocze czosnku, na parapecie stały doniczki z ziołami. Sprawdziła dłonią ziemię- wszystkie rośliny były podlane. „Kiedyś nie pamiętał o kwiatach” -pomyślała Przez moment stała przy oknie. O takim widoku marzyła całe życie. O tej zieleni, drzewach, błękicie nieba. Tak miało być w jej wyśnionym domu. Ale jej dom był daleko stąd. W centrum wielkiego miasta, w betonowej płycie, pośród setek podobnych do siebie budowli... Odgoniła myśli i zajrzała do lodówki. Wyjęła ryby, później masło. Wspięła się na taboret i oderwała kilka ząbków czosnku z warkocza. Przygotowała masło z ziołami i natarła nim pstrągi. W jego poprzednim mieszkaniu zawsze czuła się jak u siebie. Tu było inaczej. Ale przecież on sam kazał jej szukać... Zawahała się tylko przez chwilkę i zeszła do piwnicy. Odnalazła grilla, węgiel i wyszła na podwórko... Nim wrócił wszystko było gotowe. Ryby leżały w folii na ruszcie, sałatka grecka chłodziła się w lodówce, stół i krzesła były wystawione przed dom... ... - Wiedziałem, że sobie poradzisz- powiedział z uśmiechem - Strasznie długo cię nie było- odpowiedziała- Już się bałam, że ryby się spalą - Wybacz, jak na złość wszyscy mieli dziś do mnie jakieś sprawy- wyjaśnił- Idę się przebrać i już siadam do stołu ... Za moment był z powrotem. Bez służbowego stroju, w normalnym ubraniu znowu był jej przyjacielem, człowiekiem, któremu ufała... Zaczęli jeść. Na początku w milczeniu. Słowa od chwili jej przyjazdu, w ten gorący sobotni dzień, były zbędne. Tak jakby oboje bali się zadać jakieś pytanie, jakby obawiali się jakiejś odpowiedzi... ... - Masz ochotę na spacer?- spytał, kiedy z kolacji zostały już tylko puste talerze- Jest już chłodniej, możemy się przejść zanim zrobi się ciemno - Chętnie, ale chciałam najpierw pozmywać- powiedziała zbierając rzeczy ze stołu - Nie wygłupiaj się. Pozmywamy po powrocie. Weź tylko coś cieplejszego, bo w lesie możesz zmarznąć- zabrał jej z rąk szklanki - Nie brałam nic takiego ze sobą- wyjaśniła - Mój pokój jest naprzeciwko tego, w którym masz spać. Wejdź na górę i weź sobie coś z szafy a ja w tym czasie skończę sprzątanie z podwórka i zagaszę grilla ... Jego pokój, jego sypialnia... Zielone ściany, regały z książkami, szafy... Zapach zielonej herbaty, kubek przy łóżku... Obrazy na ścianach... Nagle coś do niej wróciło. Kiedy stała tak sama pośrodku należących do niego sprzętów, zrozumiała że nic się nie zmieniło. Że wszystko w niej jest takie samo, że chciała to w sobie zabić, zagłuszyć, zniszczyć... Że przez te 4 lata, kiedy go nie widziała, kiedy szukała wymówek by nie przyjechać, nie zadzwonić, nie odpowiedzieć na wiadomości od niego, oszukiwała siebie i jego... Szybko wyszukała w szafie czarny sweter i zeszła na dół. Jeszcze chwila w tamtym pokoju i poczułaby łzy na policzkach... Od 4 lat nie płakała... ... Szli po polnych drogach. Zachwycali się osiadającą mgłą na łąkach. Podziwiali wschodzący na niebo księżyc. Zdjęła buty i pobiegła po wilgotnej od wieczornej rosy trawie. Taka była piękna, taka radosna, beztroska... ... - Powiedz wreszcie, co u ciebie?- spytał - Pracuję, skończyłam studia, myślę o doktoracie- nie chciała mu spojrzeć w oczy - Zawsze wiedziałem, że twoja ambicja daleko cię zaprowadzi- uśmiechnął się - Całe życie powtarzałaś, że jeśli się czegoś chce, to się to osiąga Zatrzymała się i zapatrzyła w dal. Zauważył, że zagryzła wargę, delikatnie pokręciła głową - Wierz mi, nawet ja nie zawsze mam to, czego pragnęłam- wyszeptała Już chciał spytać, co oznaczają te słowa, ale uciekła mu. Pobiegła w stronę drewnianego mostu nad rzeką. Oparła się o balustradę i zapatrzyła w wodę. - Słyszałem, że wychodzisz za mąż- w końcu powiedział to, co pragnął wyrzucić z siebie od chwili, kiedy w południe zobaczył ją na przystanku. Odwróciła się w jego stronę. Jakiś cień uśmiechu przemknął jej po twarzy. Nie wiedział, czy chce by potwierdziła, czy pragnął jej zaprzeczenia. Sam nie rozumiał swojej reakcji. Strzepnęła mu pyłek z koszuli, poprawiła ręką włosy. Przez moment, panowała taka cisza, że słychać było cykanie świerszczy... - Widzę, że twój wywiad działa- zaśmiała się, ale nawet dla niej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil maria-magdalena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…