Wróć do katalogu

Z dziennika Małej Bettie

Krótki pamiętnik narkomanki.

hateperfection, opublikowano , 14 min czytania, 1,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{font:times} Z dziennika małej Bettie. {/font} {font:arial} Wesoły nastrój zapanował w domu małej Bettie Hatwield. Gdzieniegdzie leżały strzykawki i kawałki rozbitych już balonów. Uwagę zwracał bogaty wybór różnorodnych trunków rozłożonych w pełnym chaosie na drewnianym stoliku. Od whisky po tequile – każdy mógł tu znaleźć coś co lubi. Po mieszkaniu roznosił się zapach papierosów, a widoczność ograniczał kotłujący się dym. - Zgaście te pety! – bez rezultatu. Mała Bett krzyczała do przedzierających się przez szarą zasłonę gości. -To są moje urodziny! Nie niszczcie ich! – wciąż bez rezultatu. Bettie była jedną z tych punków bez celu krążących nocami po ulicach. Jej włosy były ścięte w nierównomierny sposób. Jakby się przyjrzeć można było zauważyć że prawa strona jest nieco dłuższa od lewej. Efektu dawał kolor wiśni gdzieniegdzie zakłócony przez jedwabistą czerń. Biała cera małej Bett kontrastowała z jej mocnym, czarnym makijażem. Dziewczyna nosiła zniszczone glany z którymi nie potrafiła się jednak rozstać, ciemne jeansy – rurki i luźne koszulki (zwykle z nadrukami różnych zespołów). -Maxxie, rzuć towar! Czas się wyluzować! – zdała sobie sprawę że bez narkotyków nie wytrzyma na tej imprezie. -Chodź tu kocie, pobawimy się! – zbójnicki uśmiech Maxxa dodawał -Maxx, bez świntuszenia – roześmiała się Mała, po czym lekko do niego podeszła. Patrząc na nią można czasem pomyśleć że nie idzie, lecz leci. Ma w sobie tyle gracji. Usiadła mu na kolanach, lewą ręką obejmując szyję – daj mi pół działki, bo zniszczę tą budę -Proszę kochanie, też Cię bardzo kocham skarbie, nie trzeba Misiu, może pomożesz mi załadować żabciu? Kochanie łóżko jest w pokoju obok… może masz ochotę się zabawić? – odparł ironicznie Maxxie – TAK NO PEWNIE MAX, chodź. -Rozrób mi działkę, nie pierdol. -Też Cię kocham. Wziął do prawej ręki łyżkę, po czym wlał na nią wodę i dodał rozkruszony, biały proszek. -Podaj mi rękę. Maxxie na początku obejrzał ją dokładnie w poszukiwaniu żył. Zamknęłam oczy. Już się przyzwyczaiłam do tego nieprzyjemnego ukłucia, lecz nadal nie potrafiłam na to patrzeć. -Już po wszystkim Kocie. Teraz się zabawimy? Nie musiał długo czekać, gdyż chwilę potem oboje znaleźli się w sypialni Bettie. -Na pewno nikt tu nie wejdzie? -Gwarantuję Ci – Bettie przekręciła kluczyk w drzwiach – że nie. …

Rano obudziła się z okropnym kacem. -Maxxie? Zero odpowiedzi. Powolnym ruchem podniosła się z łóżka, po czym ociągając się, odsłoniła bordową roletę w pokoju. ‘Witaj nowy dniu’ powiedziała sobie w myślach kierując się w stronę drzwi. Duszący zapach uderzył w nią jak ściana, kiedy je otworzyła. Rozejrzała się wokoło zatykając nos prawą dłonią. Na podłodze było pełno szkła, więc wróciła się do sypialni i nałożyła glany. ‘Tak, to był dobry pomysł. W przeciwieństwie do jakże błyskotliwej myśli wprowadzenia ich do tego pieprzonego mieszkania!’ – myślała przechodząc przez zaśmiecony korytarz. Nagle po niewielkim holu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. -Kto tam? – krzyknęła Bettie. Czekała na odpowiedź, przyczajona jak tygrys, tuż przy szarej ścianie korytarza. -Kto tam? – powtórzyła niepewnie. Odczekała jeszcze kilka sekund, po czym bezgłośnie podeszła do drzwi i zajrzała przez wizjer. Nikogo nie było. W głowie biły jej się dwie sprzeczne myśli : ‘otwórz te drzwi !’ i ‘nie otwieraj’. Ostatecznie wygrała ta pierwsza. Bladą dłonią ścisnęła zimną klamkę, przekręcając kluczyk. Leciutko uchyliła drzwi. Cisza. Pustka. -uff, mam zwidy – dziewczyna otarła mokre od potu czoło – oj Bettie, Bettie, za dużo ćpasz – pomyślała. Zamknęła głośno skrzypiące drzwi, po czym skierowała się do kuchni. Otworzyła lodówkę. Pustka. -Czas iść na zakupy – odgarnęła niesforną grzywkę znad prawego oka – cóż to za mądra myśl ! Weszła do sypialni, założyła pierwsze lepsze ciuchy, po czym pospiesznym krokiem wyszła z mieszkania. Szybko zbiegała po schodach gdy nagle zza rogu wyłoniła się pani Dotermayer. - Dzień dobry Pani ! – krzyknęła pospiesznie - A dokąd to się tak dziecko śpieszysz? – odparła oschle kobieta - Nie Pani sprawa – odburknęła nieco nieśmiało dziewiętnastolatka mocno trzaskając drzwiami wyjściowymi z bloku. Słońce ją oślepiało. Wśród ludzi wyglądała trochę jak wampir. Jej blada twarz bardzo wyróżniała się wśród opalonych Kalifornijczyków. Ba, przecież był już sierpień. Sierpień 2010. Jeszcze dwa miesiące temu myślała że to będą najpiękniejsze wakacje jej życia. Bardzo się myliła.

24 czerwca 2010 Witam, żegnam, dowidzenia.

26 czerwca 2010 Nadal opłakuję koniec liceum. Anne powtarza że ‘koniec prawie zawsze jest początkiem’. Nie chcę tego. Chcę by nadal było tak pięknie jak za czasów nauki. Gabriel odszedł, Matty odszedł, Noah też. Ludzie są blisko, ale nie mnie. Pojawiają się i odchodzą. Zbyt szybko się przywiązuję. Zbyt szybko zaczyna mi zależeć na ludziach. Każdy ma w sobie jakieś wady, jednak we mnie nagromadzone jest ich zbyt wiele. Przepraszam za wiarę, dziękuję za przyjaźń.

30 czerwca 2010 Ze łzami w oczach zamknęłam drzwi do mieszkania, w którym spędzałam całe dzieciństwo. Muszę przyznać, że jest mi teraz bardzo ciężko. Nie wiem co ze sobą zrobić. Ucieczka jest jednak jedynym wyjściem z tak chorej sytuacji. Nie potrafię z nimi mieszkać. Nie potrafię im zaufać. Nie kochają mnie, oni kochają tylko wódkę.

1 lipca 2010 Ludzie się zmieniają. I nie chodzi mi tu o charaktery poszczególnych osób. Mam na myśli zmianę towarzystwa. Wszyscy mnie opuszczają, ale pojawiają się nowi. Mowa tu o Maxxie. Uwielbiam tego chłopaka. Poznaliśmy się w dosyć nietypowej scenerii. Wczoraj, w nocy, smutna i zagubiona poszłam na cmentarz. W mroku oczy były mi zbędne. Moje nogi intuicyjnie zaprowadziły mnie na grób babci. Cóż to była za dobra kobieta. ‘Cześć Babciu, co słychać? To dobrze… a u mnie? No u mnie lepiej już być nie może. Zwierzałam ci się wiele razy że w końcu od nich odejdę. A więc na reszcie słowa zmieniły się w czyny. Zostawiłam ich.. Mają to co pragnęli od zawsze – święty spokój i litry wódki. Mam się nie smucić? Dobrze Babciu’. Poczułam ciepło na ramieniu. Obejrzałam się. Nade mną stała ciemna postać. Nie widziałam twarzy. Przedstawił się i zdziwiony spytał co ja właściwie tam robię o tej porze. Zaufałam mu. Jak zwykle zresztą. Oddał mi swoją bluzę, wziął mój plecak i zabrał mnie do swojego domu. Kiedy zapalił światło pierwszy raz ujrzałam jego twarz. Blond włosy, niebieskie oczy, mocno wystające kości policzkowe i bardzo sine usta. Ogólnie był bardzo wychudzony. Miał w sobie coś, co mocno ukuło mnie w serce. Powiedział że mam się rozgościć, że to mogą być i moje cztery ściany, pod warunkiem że za nie zapłacę. Czym? Swoją obecnością. Powiedział że intryguje go moja uroda. Uznałam to za komplement. Zgodziłam się więc z nim pozostać, byłam jednak bardzo zlękniona że będziemy tu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych