Z lalkami za pan brat
Vanitas vanitatum, et omnia vanitas
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Z lalkami za pan brat
Akt I
Scena I {/b}
Lubił bawić się lalkami Barbie. Nakładać im nowe suknie, urządzać przyjęcia przy herbatce i naśladować ich słodkie, piskliwe głosiki. Zawsze po śniadaniu biegł do swojego pokoju i po starannym zamknięciu drzwi na klucz rozpoczynał nowy spektakl. Każda z lalek biorących w nim udział miała własną historię, życie pełne ekscesów i niezwykle starannie wyrobioną osobowość. Każda była przecież kimś innym, na swój sposób wyjątkowym. Ale i tak najbardziej lubił Mary Lou. Mary z długimi, pokudłaczonymi rudymi lokami i małą łysinką na czubku głowy w miejscu, gdzie dawno zdechły kocur wbił niegdyś swoje pazury. Mary nie miała lewej dłoni i prawego ucha. Mary zawsze nosiła pozaciąganą suknię ślubną, choć żaden z Kenów nie zasłużył nigdy na jej rękę. Mary była skłócona ze wszystkimi innymi lalkami i nikt jej nigdy nie kochał, a jednak Mary była najcudowniejsza na świecie i koniec kropka. Nigdy się z nią nie rozstawał. Choć wiedział, że to przecież nie wypada, przemycał ją w kieszeni spodni na mszę do kościoła i na uroczyste obiadki do babci. Bo przecież w środku kazania mógł sobie przypomnieć coś ważnego, a komu mógłby o tym powiedzieć, jak nie Mary? Nikt poza nią go przecież nie rozumiał! Tylko ona- ruda, zdezelowana Barbie, mogła pojąć wagę jego problemów! Żałował tylko jednego- że nie umiała mówić.
Zbliżało się Boże Narodzenie. Tradycyjnie cała rodzina wyruszyła na przedświąteczne zakupy do gigantycznej galerii handlowej. Tradycyjnie Shanon wpakował Mary do kieszeni świeżo uprasowanych portek i mocno ściskając mamę za rękę wpadł w sam środek tłumu. Mama pilnowała, by synek się nie zgubił, ale synek zapomniał, by zrobić to samo z Mary. I tak, gdy tata rozwodził się nad zadziwiającą promocją karkówki, Mary już z nimi nie było. Synek wpadł w panikę i nie czekając na pozwolenie, wyrwał się pędem na poszukiwanie rudej przyjaciółki. Ale nie znalazł jej ani w dziale ze sportowymi ciuchami, gdzie mama kupiła czerwony dres, ani też w cukierni, w której to zjedli przepełnione kaloriami świeżutkie pączki. Mary zapadła się pod ziemię, a on pozostał sam w środku tłumu gotowego zabić za najlepszego karpia na Wigilię. -Jestem tutaj, kochanie!- Nagle usłyszał dziwnie znajomy, słodki głos, dobiegający z oddali. Mary? To musi być ona! Gorączkowo rozejrzał się dookoła, ale jej nigdzie nie zobaczył. Żadnych plastikowych lalek na horyzoncie. -Mary! Mary Lou!- nawoływał z bezsilnością w głosie. Rozsądek powoli zaczynał brać górę nad dziecięcą wyobraźnią i Shanon zaczął dochodzić do wniosku, że lalka nigdy nie przemówiła. Wtedy ją zobaczył. Nie miała już dwudziestu centymetrów i powyrywanych kończyn. Rude loki spływały równomiernymi falami na jej pełne piersi i szczupłą talię, kończąc się dopiero gdzieś w okolicach pasa. Delikatnym ruchem dłoni co jakiś czas poprawiała gęstą grzywkę, układając ją z powrotem na swoje miejsce- zaczepioną o prawe ucho. Nie miała na twarzy pudru- nie potrzebowała go. Jej cera była zbyt idealna, by niszczyć ją przez nakładanie nań jakichś świństw chińskiego pochodzenia. Tusz również nie był jej potrzebny. Miała swoje, i tak ponad przeciętnie długie, ciemne rzęsy. Jedynie usta pociągnęła jaskrawo czerwoną szminką. Nie nosiła szpilek, bo, gdyby to zrobiła, inni, by móc podziwiać jej zadziwiającą urodę musieliby stawać na palcach i podnosić swe głowy ku górze, co skutkowałoby nieoczekiwanymi zderzeniami z różnymi obiektami. Zresztą- jej wcale nie obchodziły zazdrosne spojrzenia kobiet, czy pełen pożądania wzrok mijanych przez nią mężczyzn. Zielonymi oczyma niewyobrażalnych rozmiarów wpatrywała się ze spokojem w małego chłopca. Tylko w niego. Krystalicznie biała suknia ślubna (ta sama co zawsze, tyle, że całkowicie nowa, bez najmniejszych oznak używania) nieco podwijała się podczas każdego kroku zbliżającego ją do Shanona.
Z początku myślał, że coś mu się pomieszało, że ta piękna pani nie może być przecież jego lalką, jego cudowną Mary. -To ja- Mary Lou. Chodź za mną, skarbie, rodzice już czekają na ciebie na parkingu- mruknęła słodko i nie czekając aż wyrazi zgodę, pociągnęła go za sobą. Wtedy jeszcze mógł się uratować, mógł wrzeszczeć, by go puściła, a wtedy ona znikłaby na zawsze i powróciła do swej dawnej postaci Barbie. Ale nie zrobił tego. Kochał Mary Lou i cholernie jej ufał. Kochał nad życie. Przez nikogo niezatrzymani wyszli na zewnątrz, na wszechstronny parking. Shanon podnieconym głosem po raz setny opowiadał Mary, jak to niezwykle się cieszy, że mówi i już nie jest lalką. Ona tylko kiwała głową, co jakiś czas tarmosząc jego jasne włosy jedwabiście gładką dłonią. -Chodź szybko, zostało mało czasu!- krzyknęła nagle, mocnym ruchem ręki, wpychając go na środek ulicy. Biała suknia ślubna i czarne skrzydła przebijające spod materiału były ostatnią rzeczą, którą zobaczył nim jego białka oczne wylądowały na szybie tira.
Kierowca zginął na miejscu. Przed śmiercią nauczył się latać.
Podczas identyfikacji zwłok mama zarzygała nowo zakupiony komplet ubrań, a tata zemdlał. Ich synek wyglądał trochę inaczej bez twarzy, kończyn i krwi. Ta ostatnia rozbryzgła się na szybach centrum handlowego i biedni sprzątacze musieli wziąć nadgodziny. Pogrzeb odbył się w przeddzień Wigilii. Wieńce z 'ostatnim pożegnaniem' i radosne, tęczowe znicze zdobiły mały grób Shanona. Płakali wszyscy, nawet Mary skryta za ogromną płaczącą wierzbą.
{b}Scena II {/b}
Shanon od ponad dwunastu godzin oficjalnie był trupem. Pozostałości z jego ciała prawie całkowicie sprzątnięto z parkingu, opis z wypadku pojawił się w telewizji, zaś w redakcji lokalnej gazety trwały przygotowania specjalnego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Vinette
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…