Wróć do katalogu

Z LOTU PTAKA

Podobno coś, co wyrzucamy z pamięci, może wrócić pod wpływem jednego czynnika, który wywoła wspomnienia. Czasami wbrew naszej woli... Komentujcie i oceniajcie:-)

Cathriona, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dziewczynka skradała się pomiędzy starymi skrzynkami z narzędziami. Wszędzie leżały bezładnie porozrzucane łopaty, grabki, nożyce do przycinania żywopłotu i inne przedmioty, których przeznaczenia dziewczynka nie znała. Puszki z farbą, deski, gwoździe, siekiery, młotki, stare płachty i worki, a wszystko to przykryte grubą warstwą kurzu. Przez małe, brudne okienko pod dachem sączyło się światło powoli zachodzącego słońca. W starej szopie panował zaduch i smród stęchlizny. Firanki pajęczyn oblepiały dziewczynkę, gdy powoli i ostrożnie pokonywała przeszkody, starając się stąpać jak najciszej. Po co tutaj przyszła? Dla zabawy. Tak tylko dla żartu. Bawiła się grzecznie w lesie, gdy zobaczyła tego mężczyznę. Wysoki, czarnowłosy, z kilkudniowym zarostem. Rozglądał się na boki, jakby sprawdzał, czy nikt za nim nie idzie. Niósł szary worek, który musiał być stosunkowo ciężki, bo mężczyzna dźwigał go z pewnym wysiłkiem, co chwila przystając i ocierając pot z czoła, gdyż sierpniowy upał dodatkowo dawał mu się we znaki. Idąc przez las nie zauważył siedmiolatki, która ukryła się za starym, szerokim dębem. To właśnie wtedy przyszedł jej do głowy pomysł, żeby go śledzić i zobaczyć, dokąd i po co ten pan idzie. Ostrożnie ruszyła za nim, gdy skierował się w głąb lasu. Po kilkunastu minutach dotarli do starej szopy, która kiedyś, to mała wiedziała dobrze, służyła za przechowalnię narzędzi ze szkółki zalesieniowej. Dziewczynka nieco się zdziwiła, gdy obcy za pomocą kawałka drewna pozbył się zardzewiałej kłódki z drzwiczek od szopy. Rozejrzawszy się po raz ostatni, mężczyzna wszedł do środka. Dziewczynka po cichu weszła za nim. Starała się iść pochylona, żeby "ten pan", jak go nazwała w myślach, jej nie zauważył. W szopie panował półmrok, więc musiała chwilę odczekać, żeby jej oczy przyzwyczaiły się do otoczenia. Po chwili jednak zaczęła wyławiać z mroku wszystkie szczegóły. Teraz właśnie spoglądała zza skrzyni z narzędziami na mężczyznę, który zaczął rozwiązywać worek. Przez chwilę tak się ustawił, że dziewczynka widziała tylko jego wysoką postać, która pochylała się nad workiem. Niestety, nie mogła zobaczyć, co w nim jest. Mała usłyszała jakiś szum i poruszenie pod dachem. Spojrzała w gorę i mimowolnie drgnęła. Na belkach pod dziurawym drewnianym dachem krytym papą, która miejscami odłaziła płatami, siedziała masa piór, poruszających się łebków i skrzydeł i małych oczek, które uważnie obserwowały, co się dzieje na dole. Po krótkiej chwili dziewczynka uświadomiła sobie, że to tylko stadko dzikich gołębi. Ale tylu ptaków na raz dziewczynka jeszcze nigdy nie widziała. Mogło ich być nawet z pięćdziesiąt sztuk. Pod samym dachem, w najbardziej zaciemnionych miejscach, zobaczyła też zwisające puszyste kłębki - nietoperze. Dziecko odwróciło wzrok od ptaków i spojrzało znów na mężczyznę. Odsunął się teraz tak, że wyraźnie widziała, co było wcześniej w worku, a teraz leżało na drewnianej podłodze u jego stóp. Słabe światło zachodzącego słońca rzucało ostatni blask, który jaśniejszą plamą odcinał zawartość worka od panującego półmroku. Dziewczynka przez chwilę nie mogła oddychać, gdy zorientowała się, na co patrzy. A potem z jej gardła wyrwał się niekontrolowany, wysoki, długi i świdrujący w uszach ni to pisk, ni to krzyk. Spłoszone ptaki i nietoperze w panice zaczęły wyfruwać z szopy. Gmatwanina skrzydeł, dziobów, pazurów, puchu i piór opanowała całą przestrzeń wnętrza szopy. Dziewczynka zakryła rękami głowę, zacisnęła mocno powieki i skuliła się na deskach, nie przestając ani na chwilę krzyczeć. We włosach czuła szarpnięcia i drapnięcia, gdy ptaki w popłochu i panice próbowały opuścić szopę. Po twarzy płynęły jej łzy zmieszane z krwią płynącą z zadrapań. A ona nadal krzyczała i krzyczała...

Otworzyła szeroko oczy i uświadomiła sobie, że naprawdę krzyczy. Łzy strumieniami płynęły jej po policzkach. Zaczęła głęboko oddychać, chcąc się uspokoić. Rozejrzała się dookoła i powoli zaczęła rozpoznawać znajome meble i wystrój pokoju. Poranne światło nieśmiało wpadało przez okno. Świtało. Jej ulubiona koszula nocna była przepocona. Pościel zresztą też. Popatrzyła w bok - nie była sama. Jacek wpatrywał się w nią ze strachem w oczach. Nie wiedział, co powinien zrobić, gdy zaczęła go okładać na oślep pięściami, jednocześnie jakby coś odpychając i drąc się wniebogłosy. - Jagoda, wszystko w porządku? - Zapytał. - Przynieść ci szklankę wody albo coś mocniejszego? - Nie, dzięki. - Nadal oddychała niespokojnie. - Już w porządku. To tylko kolejny koszmar. A właściwie nie kolejny - to ciągle ten sam. Boże, jak ja nienawidzę piór i skrzydeł! - Wykrzyknęła. Opadła bezsilnie na poduszki. Popatrzyła na stojący obok budzik, który wskazywał czwartą nad ranem. Jagoda wiedziała, że już i tak nie zaśnie. Zdążyła się już tego nauczyć przez te wszystkie lata. - Może mi opowiesz, co? - Jacek oparł się na łokciu. - To czasami pomaga. Jak długo masz te koszmary? - Nie wiem. Nie pamiętam. Długo. - Jagoda popatrzyła mu prosto w oczy. - Dlaczego miałabym ci opowiadać o moich koszmarach? Nawet moim rodzicom nigdy tego nie opowiadałam. Jacek usiadł na łóżku. Miał umięśnione i wysportowane…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych