''Z pamiętnika cintryjskiego powstańca''
opowiadanie o wojnie nilfgaardzkiej
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
''Z pamiętnika cintryjskiego powstańca''
Świat. Czymże on jest? Wielką, parszywą, wpajaną ci od dzieciństwa bujdą. Może pamiętasz bajki opowiadane ci przez matkę o rycerzach w lśniących zbrojach, na wspaniałych rumakach, którzy ratowali piękne księżniczki? Urocze - nieprawdaż? Ale to wszystko łgarstwo! Nikt się nigdy nie pofatygował, aby dokończyć ci te nierealne mrzonki. Wtedy wyszłoby na jaw, że owy książę jest pijaczyną, który bije swoją żonę, bo ona zdradza go z każdym poznanym chłopem. Kiedyś, co prawda, miałem inne mniemanie o tym świecie, ale wtedy byłem jeszcze młody. Wierzyłem w coś tak ulotnego, jak miłość, przyjaźń. Lecz wystarczyło kilka miesięcy i jedna osoba, aby cała moja koncepcja tego świata legła w gruzach. Ale po kolei. Postaram się przedstawić ci, drogi czytelniku, wszystko od początku. Więc nazywam się Ramer, obecnie mam nie mniej niż sto sześćdziesiąt lat, a wszystko zaczęło się około stu wiosen temu. Miałem wtedy dom na wsi Ukear, położonej około osiemdziesiąt mil na południowy - wschód od Cintry. Wioska była głęboko w puszczy, na małej polanie. Zamieszkiwało ją około pięćdziesięciu przedstawicieli krasnoludzkiej rasy. Osada powstała nie tak dawno, bo przeszło czterysta lat temu. Założona została przez uchodźców, którzy uciekali przed rzezią nieludzi w góry Amell. Ci biedni wieśniacy postanowili ukryć się w lesie. W ten sposób powstał Ukear. Nasi przodkowie zostali tu, w leśnej głuszy, przez co mieli znikomy kontakt ze światem zewnętrznym. Całe moje dzieciństwo minęło na zabawie, ale nie będę się w to wgłębiał. W wieku sześćdziesięciu lat, jak czyniono każdemu dojrzałemu krasnoludowi, wyznaczono mi żonę. Moja niewiasta nazywała się Esmeralda. Była chyba najpiękniejszą kobietą stąpającą po ziemi. Na początku mieszkaliśmy z moją rodziną, ale doskwierało nam towarzystwo babci, dziadka, matki, ojca i czterech braci. Więc postanowiłem zbudować własną chatę. Ponieważ wszyscy mężczyźni w naszej wiosce są drwalami, do tego bardzo uczynnymi, dom stał już po miesiącu ciężkiej pracy. Podczas owych robót odniosłem wrażenie, że bardzo spodobałem się starszyźnie wioski i nie myliłem się. Gdy skończyłem pracę nad chałupą, sołtys zrzekł się stanowiska. Wtedy usłyszałem od jednego z przedstawicieli starszyzny: - Chłopcze, zaimponowałeś nam swoją pracowitością i sumiennością. I chociaż młody jesteś, to ze świeczką szukać równie robotnego jak ty. Była zima. Minęła spokojnie, chociaż cała wieś była niezmiernie zdziwiona, że po opał do lasu chodzę sam, nie wyręczając się innymi, jak przystało na sołtysa. A później nadeszło owe feralne lato. Ranek był zimny i mglisty, ale w miarę upływu czasu ocieplało się. Gdy nadeszło południe i wszyscy zasiedli do stołu, spokój został przerwany przez przeraźliwy krzyk dziecka. Wybiegłem przed dom i zobaczyłem małą, wystraszoną dziewczynkę. Była sama. No, a małych dziewczynek, niezależnie od rasy, nie zostawia się na pastwę losu. Zaprowadziłem ją do miejscowego znachora. Jeszcze tego samego dnia próbowałem się dowiedzieć się od dziewczynki, kim jest i co się jej stało. Ale ona reagowała na to tylko krzykiem. Znachor odciągając mnie na bok, rzekł: - Ramer, ona jest w szoku i dzisiaj niczego się nie dowiemy. Więc zaniechałem prób dalszej konwersacji i poszedłem do domu. Nie mogłem spać całą noc, coś nie dawało mi spokoju. Gdy nastał ranek znów udałem się do znachora. Wszedłszy zobaczyłem śpiącą jeszcze dziewczynkę i usłyszałem znany mi, mocno przepity głos. - Coś z nią jest nie tak, całą noc krzyczała o jakimś wielkim, czarnym potworze, który ją gonił, niszcząc wszystko po drodze. Wątpię w tego potwora, ale na wszelki wypadek nie mów nic innym. - Największy plotkarz w okolicy będzie mnie pouczał - pomyślałem. Moją pasją było czytanie książek, więc wiedziałem, że w tych okolicach nie ma żadnych bestii. Może jedynie kilka okogłowów - stworzonek, które wyglądały jak kłody. Miały cztery pary cienkich nóg wznoszących się nad nakrapianym i podzielonym na segmenty pancerzem. Nie były agresywne, ale potrafiły poruszać się błyskawicznie. Jeśli poczuły się zagrożone, mogły zaatakować, a na ich jad nie było odtrutki. Postanowiłem nie informować reszty społeczeństwa o ''strasznym potworze''. Wiadomo jednak, że plotki rozchodzą się szybko. Wszyscy bali się więc wychodzić na dwór, każdy szmer w lesie był traktowany jako kroki bestii. Nie mogłem tego wytrzymać. Zwołałem więc wieśniaków i rzekłem: - Ludzie, słuchajcie! Nie ma w tych lasach żadnego potwora i żeby wam to udowodnić spędzę noc w lesie! W niedługim czasie okazało się to dla mnie zbawienne. Gdybym wiedział co ma się stać, nie wyszedłbym z domu. Ale po kolei. Chociaż jestem pacyfistą, postanowiłem wziąć ze sobą swój bojowy topór. Wszyscy żegnali mnie, jakbym szedł na stryczek. Wziąłem się w garść i ruszyłem w kierunku, z którego przybyła dziewczynka. Po przejściu około pięciu mil zatrzymałem się i ułożyłem sobie legowisko. Gdy odpoczywałem przypomniały mi się opowieści moich współtowarzyszy o wielkich, strasznych smokach. Wtedy coś trzasnęło w krzakach. Chwyciwszy mój topór zerwałem się na równe nogi. Przyjąłem pozycję bojową i wtedy zza olbrzymiej paproci wyskoczył ... królik. Upewniwszy się najpierw, że nikt tego nie widzi, odetchnąłem z ulgą i położyłem się spać. Słońce już górowało, gdy przecierałem zaspane oczy. Zebrałem się i ruszyłem w drogę powrotną. Szedłem dość długo, gdy zobaczyłem dym na horyzoncie. Miałem złe przeczucia. Zacząłem biec. Stanąłem na brzegu polany i nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Wioska stała w płomieniach, a między domami leżały trupy. Trupy krasnoludów. Biegłem co sił w nogach do swojego domu. Gdy otworzyłem drzwi ujrzałem to, czego bałem się w najgorszych koszmarach. Na środku pokoju, na podłodze leżała moja żona cała we krwi, a dookoła niej stało czterech rycerzy w czarnych zbrojach. W tej chwili wszystko inne przestało mieć dla mnie znaczenie. Widziałem tylko cztery czarne demony. Gdy mnie zobaczyły zwarły szyk i otoczyły mnie. Ruszyłem przed siebie i potężnym wymachem topora skróciłem dwa z nich o głowy, a te potoczyły się pod ścianę. Krew prysnęła po całej izbie. Gdy reszta to zobaczyła, próbowała uciec przez okno. Jednego rzuciłem sztyletem leżącym na podłodze. Został ugodzony w oko. Ostatni odskoczył w tył, ale przewrócił się o głowę kompana. Leżał na podłodze i błagał mnie o darowanie życia, ale we mnie płonęła żądza krwi. Uniosłem topór, a on skrzyżował ręce nad głową. Po chwili jego dłonie odpadły, a topór wszedł w prawy obojczyk, przeciął zbroję i wyszedł prawym biodrem. Byłem cały we krwi. Na dworze usłyszałem krzyki i w chacie zaroiło się od ''czarnych rycerzy''. Wchodzili drzwiami i oknami. Byłem otoczony. Rzuciłem się do walki. Ciąłem toporem na oślep. Najpierw padło dwóch, potem następni. Z tyłu skoczył na mnie jeden, ale zrobiłem to, co powinienem - szybki obrót dookoła własnej osi i cięcie w plecy. Wtedy poczułem coś tępego i ciężkiego, co uderza mnie w tył głowy. Wszystko rozmyło się przed oczami, jak we mgle. Przebudziłem się dopiero po trzech dniach. W pomieszczeniu z kratami w oknach. W celi, oprócz mnie, było dwóch niziołków i elf. Gdy wyjrzałem przez kraty, zobaczyłem dziedziniec jakiegoś fortu, po którym kręcili się rycerze w czarnych zbrojach. I wtedy mnie olśniło. - To Nilfgaard! - krzyknąłem. Moi współtowarzysze spojrzeli na mnie jak na wariata. Spytałem jednego z niziołków, co się stało. - O panie! Widzę, żeś mocno w łeb dostał. Naprawdę nie wiesz, co się stało? Przecząco kiwnąłem głową. - No, więc cztery dni temu Nilfgaard wypowiedział wojnę północnym królestwom. Jeszcze tego samego dnia ruszyła ofensywa na Cintrę. Chociaż cintryjscy żołnierze znani są ze swojej waleczności, zostali pokonani przez ponad stutysięczną armię nilfgaardzką. Ofensywę tej armii zatrzymała dopiero rzeka Jaruga. Zapewne wiesz, że potęga Nilfgaardu opiera się na niewolnictwie, więc jak Cintra długa i szeroka zaczęto wyłapywać jeńców i wywozić ich w głąb Nilfgaardu. - Więc jesteśmy w Nilfgaardzie? - zapytałem. - Nie. Jesteśmy, że tak powiem, traktowani specjalnie, jako dywersanci. Reszty nie trzeba było mi mówić. Domyśliłem się, że zostaniemy straceni. Usiadłem i ręce mi opadły. Nie wiem, ile dni minęło, gdy któregoś dnia przed celą stanął jakiś mężczyzna. Ubrany był jak błazen. Moi kompani wyśmiali go za dziwny wygląd. Ten rozwścieczony zawołał strażników, a oni uciszyli wesołków. Miał nam coś do zakomunikowania. - Elfie Laertasie i niziołczy bracia Tossgather! Z rozkazu panującego tutaj miłościwie cesarza Emhyra var Emreisa, Deithwen Addan yn Carn aep Morvudd, Białego Płomienia Tańczącego na Kurhanach Wrogów zostaliście skazani na śmierć za dywersje na Cesarstwie Nilfgaardu. Natomiast ty, krasnoludzie, który zwiesz się Ramer zostajesz ułaskawiony. Zbrodnie swoje odpracujesz w kamieniołomach. Gdy człek ten skończył wygłaszać zapisane na pergaminie ogłoszenie, niziołek zaklął po krasnoludzku. Wiadomo bowiem, że krasnoludzkie przekleństwa są najbardziej plugawymi. Ale widocznie ''błazen'' nie znał krasnoludzkiego, bo nie przejął się tym. Wtedy dotarło do mnie, że owe ułaskawienie było uzasadnione tym, że w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AngelOfDarkness
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…