Z pamiętnika Śmierci
Śmierć… Kościotrup ubrany w całun, z kosą jako wierną przyjaciółką? Nie… Prawda jest taka, że to leniwy piwosz, mający często kaca. Moja miniaturka jest o właściwej wartości życia. O tym, że mając wszystko, można nie mieć nic...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z pamiętnika Śmierci
Zadziwiające jak ciąg pozornie nie związanych ze sobą zdarzeń, może spaprać życie. I owszem, mówię tu o moim życiu. Za każdym razem powtarzam sobie, że to ostatni raz, jak łamię zasady. I w końcu dostałem po dupie.
Ludzie, a przynajmniej ci bardziej inteligentni, zadają sobie czasami jedno fundamentalne pytanie - dlaczego? Dlaczego istniejemy? Dlaczego istnieje świat? Dlaczego autobus znowu mi uciekł? Dylemat od zarania dziejów. Skąd to się wszystko wzięło? A co to kogo obchodzi? To jest właśnie problem ludzi, za dużo myślą. Zastanawiają się nad sprawami, które wykraczają poza obręb ich pojmowania. Teoretyzują będąc daleko od prawdy, a gdy nadchodzi koniec zastanawiają się co tak naprawdę dokonali w swoim życiu. Najśmieszniejsi są jajogłowi. Zwykle, wychodzi na to, że mają po kilka tytułów naukowych i 80 lewel w World of Warcraft, ale to tylko wyjątki. Stałem oparty o rozkład jazdy autobusów na jednej z głównych ulic Katowic. Było tuż przed południem, o dziwo ruch nie był spory. Nieliczni, którzy przemierzali dwupasmówkę nie oszczędzali prawej nogi, jaki kraj taka mentalność. Jak zwykle wszystko się opóźniało. Można by wziąć to za kiepski żart, Śmierć czekający na przystanku na pechowca, który ma zakończyć swój żywot. Ale Śmierć, który musi pracować aby przeżyć to jest dopiero dowcip stulecia, właściwie to trzystulecia… Informacje, które dostałem były jak zwykle nie dokładne. Sterczałem już od półgodziny na tym przystanku. Właściwe powinienem być teraz w pracy, lecz zwolniłem się wcześniej pod pretekstem wizyty u lekarza. Wymówka była solidna gdyż od jakiegoś czasu coś mi strzykało w krzyżu, mimo to mój szef nie był zachwycony moją nieobecnością. Wcale mu się nie dziwię bo ostatnio za często znikałem. Nerwowo spoglądałem na zegarek. Śledziłem wzrokiem każdego z przechodzących, czas uciekał a tu żadnego klienta. Czułem się trochę jak złodziej, obserwowałem kogo by tu obrobić z życia. Najbardziej jednak zastanawiało mnie moje podejście. Gdy zaczynałem w branży każde „przejście” traktowałem z należytą powagą i szacunkiem dla duszy, ale z czasem coraz bardziej traktowałem to jak pracę, której się nie lubi. Wykonać na odpieprz i iść do domu. Chyba zbytnio przejąłem się moim śmiertelnym życiem. Z lewej strony nadjeżdżał jakiś nastolatek na BMX’ie. Przygotowywał się do jakiejś ewolucji, więc zacząłem bacznie mu się przypatrywać. Nagle skoczył… I wylądował… Wredna menda… Ponoć to taki niebezpieczny sport, a śmiertelność zerowa. Się pytam o co chodzi? Nagle usłyszałem przeraźliwy warkot. Spojrzałem w lewo. Czarny Street Fighter wychodził z zakrętu i przyśpieszał. Kierowca podniósł motocykl i na tylnim kole przemknął obok przystanku. Może tym razem –pomyślałem gdy zarzuciło nim na wyboju. Jednak wyratował się. Ludzie to wredna rasa, gdy nie powinni – umierają, a gdy powinni to za cholerę nie chcą zdechnąć. Zobaczyłem mężczyznę idącego chodnikiem w moją stronę. Rozmawiał przez telefon, był bardzo zaoferowany tą rozmową. Mamusia chyba nie nauczyła, że przechodząc przez jezdnię należy się rozejrzeć. Do trzech razy sztuka, jak to powiadają… Mimo, że kierowca autobusu hamował nie był wstanie zatrzymać pojazdu. Z całym impetem uderzył w przechodnia, którego ciało przeleciało z piętnaście metrów zanim uderzyło o ziemię. -Uwaga –powiedziałem cicho. Momentalnie zlecieli się gapie. Ja sam przez moment patrzyłem na powykręcane zwłoki, musiałem przecież dopalić papierosa. Gdy skończyłem przedarłem się przez tłum jak zwykle pomocnych polaków i przyklęknąłem przy ciele. O dziwo nie pokazał się żaden znak, nie było też jeszcze duszy nieszczęśnika, aby zapytać jakiego jest wyznania. Czasami wystarczyło poczekać chwilę, ale ja nie miałem czasu. Przyłożyłem rękę do jego czoła - tak zwane wymuszenie. Skrawki jego życia przemknęły mi przed oczami. Żona… Dziecko… Praca… Nie koniecznie w tej kolejności. -To koniec? –usłyszałem za sobą zadziwiająco spokojny głos. -Tak –spojrzałem na przezroczystą postać. -Rozumiem –powiedział, ale chyba to do niego nie dotarło. -Rozumiem? Tylko tyle? Żadnych pytań? -A co mogę poradzić? –wzruszył ramionami. -Nic. -sam nie wiedziałem dlaczego, ale było mi go żal. Wydawał się aż nad to…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Canellka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…