Za oknem deszcz...
Opowiadanie o nieszczęśliwej miłości.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Elizabeth obudziła się. Przyjęcie już się skończyło, a ona leżała w jednej z królewskich sypialni. Wielki pokój, pomalowany na zielono. "Zapewne urządzała go Lily" - pomyślała brunetka. Na ziemi był różowo-biały, puszysty dywan. Ona leżała w wielkim łóżku z różowymi zasłonami. Jej pościel była bardzo ciepła, a jak się domyśliła, nakrycie jej było wykonane z zielonego jedwabiu. Pociągnęła za złoty sznur obok łózka a kotary odsłoniły się. Za oknem padało. Było szaro i buro. Deszcz swoimi kropelkami dudnił w szyby. Wiatr dął niemiłosiernie. Drzewa uginały się pod jego naciskiem. Pokój, który wyglądał jak z bajki, jeszcze piękniej wyglądał, gdy za oknem było szaro. Eliza lubiła takie kontrasty. Jej matka zawsze sądziła, że jest pod tym kontem dziwna. Ojciec nie wypowiadał się na ten temat. Rzadko bywał w domu. Ciągle musiał wyjeżdżać do innych państw. Zostawiał ją skazaną na łaskę i niełaskę tej kobiety. Te myśli nie wprawiły jej w dobry humor. Wręcz przeciwnie. Stała się pochmurna i smutna jak pogoda za oknem. Usiadła i złapała się za kolana. Tak bardzo pragnęła miłości, ciepła. Ojciec jej je dawał jak był. A zazwyczaj go nie było. Matka była wredną krowa, która nie myślała o jej dobrze, tylko swoim. Nie miała tak naprawdę nikogo, prócz Lily. Ona starała się być zawsze. Ale przecież to była młoda królowa. Niedługo miała się żenić. Ma mnóstwo obowiązków, ledwo znajduje czas. Traktowały się jak siostry. Kiedy jedna miała problem, druga starała jej się pomóc ze wszystkich sił. I na odwrót. Jednak przecież nadejdzie taki dzień, kiedy będą musiały się rozstać. Ona zostanie sama, a jej przyjaciółka założy rodzinę, będzie mieć męża, i gromadkę rudzielcowatych dzieci, które będzie bawić. A ona zostanie sama. Całkiem sama. Schowała głowę w kolana i zapłakała cicho. nie chciała zostać sama. W ten przypomniała sobie, o wczorajszym przyjęciu. Przypomniały jej się jego oczy. Jego dotyk. Jak razem tańczyli, a on miał ją w swoich objęciach. I nagle cały sen prysnął przez Albertha. Kazał jej przyjść na piedestał i publicznie poprosił ja o rękę, a ona zemdlała. Cały sen tego wieczoru prysnął jak bańka mydlana. Pozostała jej tylko zielona sukienka, wspomnienie i marzenia. Nawet jeśli by za niego wyszła, to i tak by była sama. Nie kochała go. Teraz czuła to o wiele wyraźniej niż wcześniej. Z jej oczu spłynęła samotna łza. Powoli ściekała po policzku, aż spadła w pościel. Wytarła łzy ręką i powoli wstała. Wyszła z rozgrzanego łóżka i poczuła chłód. W zamku było zimno. Przeciągnęła się a kości w kręgosłupie strzeliły jej. Wzdrygnęła się. Zarzuciła na siebie aksamitny szlafrok i powoli wyszła z pokoju. Rozejrzała się. W około nie było żadnej żywej duszy. Szła powoli korytarzem. Doszła do tak bardzo znanych jej drzwi, w innym odcieniu brązu. Zapukała lekko i weszła. Przekroczywszy próg już żałowała, że to zrobiła. Nigdy by się tego nie spodziewała. To był dla niej tak wielki cios. Wiedziała, że kiedyś ja straci, ale nie sądziła, że nastanie to tak szybko. Na łóżku, nie było kołdry. Leżała bezwiednie na podłodze. Oni byli nadzy. Ich ubrania leżały w rogu jej pokoju. Ona leżała na krawędzi łózka a on na niej. Elizabeth miała przerażoną minę, a jej oczy zaszły łzami. On oddychał ciężko i głośno a ona lekko piszczała. Zauważyła ją i chciała wstać, jednak ona nadal ja całował i ona pozwoliła mu na to. Wyszła z pokoju Lil z obrzydzeniem na twarzy. "Zawsze mówiła, że jak ma to zrobić to po ślubie!"- pomyślała buntując się. To, co oni robili było okropne. Teraz widziała, że już jest sama. Nie miała nikogo, kto by mógł ją pocieszyć, przytulić. Ona wybrała jego. Nie winiła ją za to. Każdy ma prawo do miłości, a skoro ona nie miała tego szczęścia i nie mogła wybrać to cóż. Pech. Właśnie miała skręcić w swój korytarz, gdy zza niego wyszedł on. Wysoki blondyn o zielonych oczach. Toń jego oczu wprost pochłaniała ją. Wpadli na siebie. Dziewczynę lekko odepchnęło do tyłu po tym starciu. Złapał ja za rękę, żeby nie uderzyła w poręcz schodów i przypadkiem przez nie nie wyleciała. To ciepło. Od jej ręki rozchodziło się po całym ciele. Patrzyli na siebie w milczeniu. Nie potrzebowała słów. Mogła by się w niego wpatrywać przez wieki. Jednak jak zawsze w najmniej odpowiednim momencie zjawił się on. Zawsze on! Nigdy nie mogli pobyć razem sam na sam bo przyszedł Alberth! Podszedł do niej, objął ją i pocałował. Nie chciała tego! Chciała się uwolnić, jednak on się do niej przyssał. Ukradkiem spojrzała na Jamesa. Jego twarz zbladła. Tamten ją puścił.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil xMarcelinax
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…