Za ścianą
Dalsza i alternatywna historia, rozpoczęta, gdzieś, kiedyś, pod podobnym tytułem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Byłam jak Cygan błądzący wśród zmierzchów. Jak wygnaniec z miasta pełnego ludzi i gwaru. Tutaj, poza obrębem świata, wciąż nasłuchiwałam ciszy, która mówiła do mnie, opowiadała mnie samą. Słuchałam jej wstrzymując oddech. W takich chwilach przeszkadzało mi własne ciało. Było ciężkie i szybko się męczyło. Dźwigałam je niechętnie po schodach, niechętnie sadzałam na krześle, by odpoczęło, w wannie wdychałam opary egzotycznych olejków nie chcąc myśleć, że poprzez skórę wnika do mego wnętrza niecierpliwe, tkliwe ciepło.
Prawie widziałam oczyma wyobraźni to miejsce, gdzie biegną moje sny, prawie już wyławiałam je z mroku. Już, już dosięgałam ramionami ten przestwór utajonych marzeń, oazę myśli, pragnień. Kołysałam się na burzowej chmurze, która zaciemnia groźne niebo. Zanurzałam stopy w chłodnej wodzie i stąpałam dalej po śliskich kamieniach. Nie czułam lęku, lecz ekscytację. Póki znów nie obudził mnie świt, pławiłam się w tych rojeniach, karmiłam się nimi, spadając wprost w przepaść sennych iluzji.
A jednak, kołatka wciąż milczała. Choć wyśniłam próg, drzwi, przejście, bezpieczne i dobre, zapisałam na wszystkich ścianach swoje imię, niby drogowskaz, na gzymsach gmachów, dworców i bloków, na każdym korytarzu, pełnym gęstego powietrza i cudzych rozmów, w bramach, podwórkach i na murach zapisałam niewidzialną tęsknotę moich snów, by on wreszcie mnie odnalazł.
Nie, nie słychać było kroków na schodach, klamka wciąż stygła, czekając, połykając czas, aż robiła się od tego gnuśna i ciężka. Wciąż śniło się to czekanie, lecz miało inny wymiar, wypełniało przestrzeń swoim trwaniem, rozłaziło się po niej jak robactwo. Przeliczałam jego odnóża, ich liczba zaczynała się od nieskończoności. I rosła, i mnożyła się, i ciągnęła za sobą długi ogon.
Coś się we mnie spiętrzało i niezdarnie przeskakiwało przez ciężkie głazy wyrzutów sumienia. Rysowało przed oczami jakiś obraz. Odwracałam głowę, by nie widzieć tego wyroku, ale to nie pomagało. Wciąż tkwiłam w tym samym miejscu, wciąż miałam pod paznokciami ślady winy. Może podeszłam zbyt blisko?
Naraz odległości zaczęły mieć znaczenie. Ich wymierność, ich władza, która sprzyjała rozdzieleniu, rozczłonkowaniu, kawałkowaniu rzeczywistości. Kilka, kilkanaście metrów stawało się dystansem zbyt dalekim i bliskim jednocześnie, niemal bolesnym, udręczonym czekaniem na jakiś przewrót biegunów, wywołującym wewnętrzny sprzeciw. Natomiast te centymetry, te maleńkie elementy układanki, znajome rejony, gdzieś w pobliżu jego ciała, gdzie czułam niemal zapach i smak jego skóry, stawały się bezkresnym morzem pustki, którą coraz silniej zalewało pragnienie, opętańcze pragnienie jakiegoś powrotu.
Z czasem te mętne wody zaczynały ożywać śmiesznymi słowami. Tak jakby słowa mogły dać nam namiastkę wspólnoty. Braliśmy to za dobrą monetę, choć oboje nie wierzyliśmy w firmamenty zbudowane siłą abstrakcji. Kilka banalnych zwrotów - „Dzień dobry”, przy tym powitalny uśmiech, znaliśmy się przecież, próbowaliśmy poznać się z tej strony muru, „...ależ dzisiaj kiepska pogoda”, „Tak, mówili wczoraj w prognozie” i „Kiedy wreszcie nastanie odwilż?” - rozpogadzało tę szarość nieboskłonu, choć przecież podobne frazesy wtłoczyć można było w każde miejsce pomiędzy ludźmi.
Zadziwiające, że tak mnie to ożywiało. Gdzieś w środku rozsypało się dobre ziarno i zaczęło mnie karmić nadzieją.
Jakież banalne, że tak mnie to cieszyło. Przecież nadal nic się nie działo, kilka słów nie wystarczyło, by wierzyć. Nie było w nich nic z porozumienia, z tajemnego szyfru, który prowadzi i otwiera bramy i drzwi, obrysowuje białą kredą powierzchnię tej ściany, by zbudować przejście, drogę, która przyjmie nas i poprowadzi.
Nieustannie zadziwiało mnie to pożądanie, ten zwierzęcy instynkt, który przyplątał się do mnie, a właściwie obudził się z uśpienia,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil IwonaUrbi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…