Wróć do katalogu

Zaczarowana r.1

Fantastyczna historia rozgrywana we współczesnym świecie z nietuzinkowymi postaciami, niemałą dawką humoru i (mam nadzieję) wciągającą fabułą. Rozdział 1.

Pestka11k, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1

Sara poprawiła torbę zsuwającą się z ramienia i zapukała głośno do drzwi. Werandę zalewało mocne światło z lampy wiszącej nad drzwiami. Nie dostrzegła nigdzie dzwonka, chociaż dom wyglądał na nowoczesny. A przynajmniej jego front, bo reszta tonęła w kompletnych ciemnościach.

Przestępowała niecierpliwie z nogi na nogę, czekając aż ktoś otworzy drzwi. Wprawdzie minęła już godzina dwudziesta druga, niemniej jednak uprzedzała telefonicznie, o której może być na miejscu, a głos po drugiej stronie słuchawki nie miał nic przeciwko. Dlaczego więc się denerwuje? Może to z powodu niskiego czynszu? Okolica wydawała się spokojna, nie było to też totalne odludzie... Więc skąd taki niski czynsz? Może ten pokój był w rzeczywistości mniejszy niż to wyglądało na zdjęciu? A może chodziło o inny pokój i zdjęcie zamieszczone w Internecie wcale nie było zdjęciem pokoju, który miałaby zająć ona, ale innego, ładniejszego, podczas gdy jej dostałby się taki mały i obskurny… A może po prostu była zmęczona dwunastogodzinnym dniem pracy, bo akurat dzisiaj musiała zastąpić chorą koleżankę. Nie ma co, tyle czasu na nogach, w dodatku znosząc często nachalne zachowania klientów knajpy, w której przyszło jej dorabiać w czasie tegorocznych wakacji. Ale czego się nie robi…

- Słucham!

Dziewczyna podskoczyła i odwróciła się w stronę chłopaka, który najwyraźniej już od dłuższego czasu stał w drzwiach i obserwował ją.

- Ja… - Zaniemówiła na widok jego stroju. Chłopak robił tu najwyraźniej za pokojówkę, a przynajmniej na to mógł wskazywać jego ubiór: czarna, plisowana spódniczka do kolan, śnieżnobiały, wykończony koronką fartuszek i biały podkoszulek z różowym napisem „Pretty boy”. Na nogach miał wysokie, sznurowane kabaretki, a na głowie szopę popielatych włosów. I serio, był chłopakiem!

- Słucham - powtórzył już nieco bardziej przyjaźnie, wcale niezrażony jej dość nietęgą miną.

Sara nabrała nagle ochoty, aby obrócić się na pięcie i odejść. Szybko jednak zmieniła zdanie, gdy przed oczami stanął jej obraz rozpasanej sylwetki dozorcy jej małego mieszkanka, oznajmiającego z pełnym wyższości uśmieszkiem, iż kończy jej się umowa najmu, której on ani o sekundę nie przedłuży.

- Ja w sprawie pokoju - wydukała wreszcie. Twarz chłopaka rozjaśniła się natychmiast.

- Ależ tak, naturalnie, witamy! - wykrzyknął, chwycił ją za rękę i wciągnął gwałtownie do środka, zatrzaskując stopą drzwi. Dziewczyna z trudem utrzymała równowagę, prawie potykając się przy tym o własne nogi. - Jestem Fernando, stróż tego domu - przedstawił się jej rozmówca - w którym od teraz, możesz się czuć jak u siebie! - ogłosił i zniknął za najbliższymi drzwiami.

To chyba jakaś kpina, pomyślała Sara z konsternacją. A może ukryta kamera? Przecież nie będę sama oglądała cudzego domu? Jak on mógł mnie tu zostawić w takiej niezręcznej sytuacji?

Wychodzę, postanowiła, i w tym samym momencie dostrzegła nadlatujący w jej kierunku kolorowy kształt.

- Nadciąga tornado! Ratuj się, kto może! - zaskrzeczała papuga i wzbiła się do góry, aż po sam sufit, który okazał się zadziwiająco wysoki. Sara patrzyła z rosnącym przerażeniem jak ptaszysko zastyga w miejscu, jak na zwolnionym filmie, a następnie jej szare oko krąży po holu, by w końcu spocząć prosto na niej. I, przysięgłaby na wszystko, że papuga uśmiechnęła się, w dodatku złośliwie! Potem ara zanurkowała płynnie w dół, złożyła skrzydła wzdłuż tułowia i leciała teraz prosto na nią. Sara stała jak sparaliżowana, patrzyła tylko bezradnie, jak wielki, czarny dziób jest coraz bliżej i bliżej…

- Uważaj! - Poczuła uderzenie i całym ciężarem zwaliła się na podłogę, dwa metry od miejsca, gdzie stała jeszcze przed sekundą. W następnej zaś rozległ się za nią suchy trzask. Chwytając gwałtownie powietrze, obróciła się na plecy i spojrzała ze zgrozą na powykręcane ptaszysko.

- Oh, nie! - Chciała wstać, ale ktoś chwycił ją za ramię.

- Nic ci nie jest? - zapytała dziewczyna, której być może zawdzięczała teraz życie, a przynajmniej uchronienie przed jakimś innym trwałym urazem. Natapirowane blond włosy sterczały jej na każdą stronę, usta świeciły czerwienią. Purpurowego koloru oczy spoglądały na nią z wyraźną troską. Czy to soczewki?

- Mnie nie, ale tamten ptak… - Spojrzała bezradnie na pustą podłogę. - Gdzie on… Oh! - jęknęła głucho, widząc że ptaszysko, jak gdyby nigdy nic, siedzi na ramieniu jej wybawicielki i stroszy piórka.

- Jestem Magda, a to moja papuga, Jack. Od Jacka Sparrowa, tego z Karaibów - powiedziała śpiewnym głosem dziewczyna i uśmiechnęła się radośnie, na co Sarę, nie wiedzieć czemu, przeszedł dreszcz. - Przepraszam cię za niego, ale ilekroć poczuje smak wolności, od razu zaczyna wariować, wręcz nie zna umiaru. A ty jak masz na imię, pani Oh? - zapytała wesoło.

- Jestem Sara, ale…

- Miło cię poznać, Saro - weszła jej w słowo Magda, po czym spojrzała z naganą na Jacka. - Słuchaj, stary, to jest Sara i masz jej nigdy więcej nie atakować w ten sposób, zrozumiano? Nawet dla zabawy. Zrozum wreszcie, ty pokręcona papugo, że to zakazane i niebezpieczne! Tutaj za takie rzeczy można wylądować w pudle!

- Pusta laska, pusta laska - zaskrzeczał Jack, patrząc wprost na wciąż oszołomioną Sarę.

- Ona wcale nie jest pusta, skąd ci to przyszło do głowy? - oburzyła się tymczasem właścicielka papugi. Sara wpatrzyła się tępo w połyskujące czerwienią błony między jej palcami. Oraz… coś czerwonego połyskiwało na jej skroniach. Coś jak… łuski? - Za karę nie dostaniesz kolacji i na nic się zdadzą twoje protesty, zapamiętaj to sobie, bo inaczej… - Głos zniknął wkrótce za drzwiami, tak jak i jego właścicielka.

Ratunku, myślała zdesperowana Sara. Wychodzę! Już!

Zanim jednak zdołała wprowadzić swe postanowienie w czyn, na korytarzu pojawiły się dwie identycznie ubrane, na oko sześcioletnie, dziewczynki o niezwykle delikatnych, wręcz eterycznych rysach twarzy.

- Czyś ty zwariowała? - mówiła jedna z nich. - Nie możemy ryzykować utraty pomidorów, masz pojęcie, ile

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych