Wróć do katalogu

Zaginione Relikwie Rozdział 1 Tajemnicze spotkanie

To nic dobrego, dawno już nie układano stosów, ktoś musiał podpaść zakonowi, chyba że - nastała chwila ciszy, Aron spojrzał na Ydrila. Jakiś nie człowiek wpadł w ręce zakonu - dokończył Ydril - ale takich już dawno tutaj nie widziano.

Beliat, opublikowano , 1 godz. 21 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.1 Słońce już zachodziło, na niebie było widać księżyc co chwile przysłonięty chmurami których tego wieczoru nie brakowało na niebie. Uliczki już opustoszały, gdzieniegdzie jeszcze można było dostrzec pojedyncze osoby pędzące każda w swoim kierunku. Na ulicach pojawiali się już latarnicy odpowiedzialni za zapalania lamp ulicznych, każdy chodził w towarzystwie członka zakonu. Słońce już zaszło i tylko, lampy rozświetlały ulice ukazując zniszczone ściany budynków, zabłocone alejki pełne odchodów oraz innych odpadków, całą dzielnica portowa wyglądała tak samo. Przez te ponure uliczki przemieszczała się samotna postać, niewielka, przykryta starym, szarym płaszczem, z zarzuconym kapturem na głowę, Płaszcz nosił wyraźne ślady używania, przetarcia oraz dziury jak po zadrapaniu rzucały się w oczy, Zakapturzona postać biegła starając się zachować ciszę, co już grzęznąć w błocie które jest efektem całodniowych opadów. Zbiegła z głównej ulicy wbiegając w ciemną uliczkę pozbawioną latarni, co chwile oglądając sie za siebie upewniając się że nikogo tam nie ma. W momencie jak już miała wybiec z uliczki drogę zastąpiła masywna postać, nie zastanawiając się postanowiła zawrócić jednak z drugie jstrony w uliczkę wchodziło dwóch mężczyzn. A kogóż my tu mamy? - powiedział mężczyzna stojący na wprost, trzymając w ręku kij z powbijanymi gwoździami. Postać w płaszczu zatrzymała się i nerwowo zaczęła rozglądać szukając wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Ej chłopaki patrzcie kogo tutaj mamy - rzekł mężczyzna z kijem, łapiąc bohatera za ramię. Zaczęli się szarpać, dwaj mężczyźni z tyłu podeszli już do bohatera, jednak tylko się przyglądali i rechotali ze śmiechu patrząc jak ich kolega szarpie się z postacią o połowę mniejsza od niego. Podczas szarpaniny zsunął się kaptur i ukazały się piękne długie blond włosy związane w koński ogon. Korzystając z chwili zamieszania nasza bohaterka wyrwała się z uścisku i pognała rozświetloną ulicą nie oglądała się za siebie, nie musiała dobrze słyszała jak biegli za nią. Dostrzegła znak gospody “pod rybką” wystający nad drzwiami, nie zastanawiając się wbiegła do środka z hukiem otworzyła drzwi i podbiegła do lady zasiadając przy wolnym krześle, zakryła głowę rękoma. Drzwi nie zdążyły się zamknąć a do środka wbiegli znani nam już rabusie. Rozejrzeli się dookoła dostrzegając naszą bohaterkę. Podeszli do niej otaczając z każdej strony. Panowie nie chcemy tutaj żadnych burd - powiedział gospodarz stojący za ladą, wycierając kufle - Jeśli szukacie kłopotów to źle trafiliście a jeśli chcecie coś zjeść lub wypić to widzicie że nie ma wolnych miejsc. Nie odzywaj się jeśli nie chcesz posmakować “loli” - odpowiedział największy zbir wymachując znanym nam już kijem z gwoździami - mamy tutaj pewne sprawy do załatwienia i lepiej sie nie wtracaj - ciągle wymachując “lolą” W gospodzie zapanowała cisza wszyscy klienci zwrócili wzrok w stronę lady przy której toczyła się dyskusja. W tym momencie dwóch mężczyzn wstało od stołu i udało się w stronę lady. Obaj nie wyróżniali się niczym szczególnym, byli czyści i schludni, jeden był ciut wyższy i miał blond włosy ściągniete w kitkę oraz gładko ogoloną twarz, drugi niższy od pierwszego jednak i tak jak na standardy na pewno nie był niski, miał czarne jak smoła włosy i kilkudniowy zarost. Reszta klientów z zaciekawieniem obserwowała bieg wydarzeń. No i co się tak gapicie - rzekł drugi z bandytów, odwracając się w stronę sali, wymachując rękami, trzymając w jednej kawałek drewna przypominający urwaną nogę od stołu. - wracacie do swoich spraw albo posmakujecie - pokazał trzymany w ręku kawał drewna. Panowie chyba pomylili lokale, ubojnia znajduje się parę uliczek dalej a my tutaj nie chcemy takich jak wy - odpowiedział blond mężczyzna mężczyzna idący w ich stronę - Macie Panowie dwa wyjścia. No ciekawe jakie - przerwał w połowie zdania największy zbir wymachując “lolą”- możemy zrobić tak że grzecznie wrócisz na miejsce albo wybije ci te białe ząbki. W tym momencie mężczyzna wyciągnął sztylet dźgnął zbira w nadgarstek, ten upuścił “lolę”, mężczyzna łapiąc go za rękę obrócił plecami do siebie , noga kopnał w kolano zmuszając go do przyklęknięcia i przykładając sztylet do gardła, na ten widok pozostali bandyci rzucili się do ataku, pierwszy z nich nie zauważył podstawionego krzesła i wylądował na podłodze zaplątany w nogi od tegoż krzesła, drugi z kolei trzymający kawałek deski zanim zdążył się zamachnąć poczuł na gardle ostrze miecza trzymanego przez drugiego mężczyznę. Panowie proszę nie tutaj - błagalnym głosem rzekł gospodarz - skończcie to albo wyjdźcie na zewnątrz. Mężczyzna trzymający największego zbira spojrzał na gospodarza i rzekł spokojnym głosem Myślę że już skończyliśmy - spojrzał na zbira - co kolego pójdziecie już sobie czy może macie ochotę jeszcze pogadać. Nie już skończyliśmy - odrzekł zbir czując zimno stali na gardle. Poluźnił chwyt, zabrał sztylet z gardła - Może byście jeszcze postawili kolacje i nocleg swojej koleżance skoro biegliście za nią aż tutaj to z pewnością taki gest nie będzie dla was żadnym problemem nieprawdaż. Czyś ty ocipiał nie będę suce stawiał posiłku - w tym momencie sztylet który jeszcze przed chwilą był przyciśnięty do gardła jednym szybkim ruchem odciął ucho które spadło na podłogę. AAAAA coś ty zrobił - wyrwał się, chwycił ucho z podłogi i ruszył w stronę wyjścia - zabieraj Estyka i spadamy stąd. Zbir mający miecz na gardle spojrzał na człowieka który go trzymał i który skinieniem głowy zezwolił na zabranie leżącego na ziemi kolegę po czym wszyscy trzej zniknęli za drzwiami gospody. Wewnątrz jeszcze chwilę była cisza, po której wszyscy wrócili do swoich rozmów. No i kto to będzie sprzątał Aronie? - spoglądając na podłogę gospodarz rzucił spojrzeniem na blondyna trzymającego zakrwawiony sztylet Dawaj ścierę to posprzątam ale najpierw dowiedzmy się czego to chciały te gamonie od naszego gościa - Aron podszedł do dziewczyny w płaszczu siedzącej przy barze - Jak się nazywasz, czego od Ciebie chcieli - rzekł siadając na sąsiednim krześle - w tym czasie obrywając po twarzy szmatą rzuconą przez gospodarza. Odrzucając szmatę na podłogę rozejrzał się po wnętrzu sali, wszyscy już byli zajęci swoimi sprawami jakby nic się przed chwilą nie stało. Możesz to sprzątnąć - rzekł Aron spoglądając na przyjaciela poprawiającego krzesło po popisach akrobatycznych jednego ze zbirów. A może by tak magiczne słowo - Stanął wyprostowany, odparł się obiema rękami w bokach. Proszę czy mógłbyś to sprzątnąć, jak widzisz ja jestem zajęty - spojrzał na dziewczynę - no to powiesz kim jesteś i co tutaj robisz? - odwrócił głowę - gospodarzu podaj no tutaj kufel piwa i talerz zupy. Dziękuję za pomoc ja, ja nie wiem co by mi zrobili - cały czas mając spuszczoną głowę - żadnej jałmużny przyjąć nie mogę. Myślałaś że piwo i zupa dla ciebie? O nie moja droga to dla mnie, a ty mi jeszcze nie odpowiedziałaś na pytania - w tym momencie przed Aronem gospodarz postawił kufel piwa i talerz zupy. - Ja jestem Aron ten tutaj - pokazując ręką na mężczyznę sprzątającego podłogę - to jest mój młodszy brat Ydril a ten maruda - pokazując gospodarza - to Zandir a ty jak masz na imię. Ja ja nie wiem jak mam na imię - podniosła głowę rozejrzała się po sali ostatecznie zatrzymując wzrok na Aronie - Nie pamiętam co tutaj robię i jak się nazywam. Proszę zjedz trochę - Aron podsunął talerz zupy do dziewczyny - Wyglądasz na młodą więc piwa Ci nie dam bo jeszcze się na tutaj upijesz. Ydril co o tym myślisz? Ydril wstając z ziemi odrzucił szmatę do Zandira po czym podszedł do dziewczyny, powąchał, dotknął płaszcza, chwycił dłoń dziewczyny i zaczął oglądać. Hmm pachnie jakby się nie myła przez parę dni, płaszcz wyraźnie poszarpany przez jakieś zwierzę być może wilka, brud pod paznokciami oraz zadrapanie na dłoniach to wszystko nam mówi że jest w drodze od dawna ale ten wilk mnie zastanawia w tej okolicy od bardzo dawna nie było żadnych dzikich zwierząt. Jak chcesz dziś możesz przenocować tutaj, umyj się, najedź a jutro zobaczymy co z tobą zrobić - rzekł Aron przyglądając się jedzącej dziewczynie. Ale ja nie mam jak zapłacić - dziewczyna jadła zupę jakby od paru dni nie miała niczego w ustach. Nie przejmuj się dziś jesteś naszym gościem.

1.2 Nastał ranek, słońce wschodziło, zapowiadał się ładny dzień. W gospodzie “pod rybką” już nikt nie pamiętał o wydarzeniach poprzedniej nocy, gospodarz sprzątał za barem szykując się na przyjście gości, po całej sali rozchodził się zapach świeżo gotowanej zupy z rybich głów, była to specjalność żony gospodarza. Na sali krzątały się córki gospodarza, sprzątające podłogi i stoły, obecny był tylko jeden gość pijący piwo, z piętra na schodach wyłoniła się postać dziewczyny odzianej w szary płaszcz, próbująca wydostać sie z gospody nie zwracając na siebie uwagi. A panienka do dokąd się wybiera - rzekł Zandir odkładając wytarty kufel - Araon chciałby zamienić kilka słów nieładnie się tak wymykać bez słowa, nie wiem skąd pochodzisz kto i kto Cię wychował ale odrobina wdzięczności by nie zaszkodziła Ja przepraszam ale muszę już iść - odrzekła idąc w stronę drzwi wejściowych, chowając głowę pod kapturem. W tym momencie otwierają się drzwi do gospody i staje w nich Aron, bardzo schludnie ubrany, brązowe nogawice, biała koszula, trzymający w ręku mieszek. A to dokąd się wybierasz - rzekł do dziewczyny zastawiając drzwi. Ja już muszę iść - odrzekła próbując odepchnąć Arona od drzwi Proszę usiądźmy nie puszczę Cię tak sama widziałaś że to nie jest bezpieczne miasto - pokazał ręką na miasto a po chwili na wolny stolik - nie daj się prosić ja stawiam - Spoglądając na Zandira wykrzyczał - podaj no dzban piwa i coś do zjedzenia bom zgłodniał a i Ydril zaraz przyjdzie i też głodny jak wilk - spojrzał na dziewczynę - zapraszam zjedz z nami. Ja nie mam czym zapłacić a i nie chce sprawiać więcej kłopotów już i tak dużo dla mnie zrobiłeś z bratem, Ja nie mogę prosić o nic więcej - odwróciła wzrok nie chcąc patrzeć na Arona - dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście - zrobiła krok w stronę wolnego stołu. Oboje usiedli przy stole, Zandir zaczął znosić zamówienie, na stole pojawił się dzban piwa wraz z trzema kuflami, po chwili przyniósł bochen chleba wraz z nożem i miską smalcu, smażone śledzie oraz wazę zupy z rybich głów wraz z talerzami i łyżkami. Do gospody zaczęli schodzić się marynarze z dopiero co przycumowanego statku towarowego. Gospoda zaczęła tętnić zyciem, ludzie przeciskali sie miedzy stołami, gospodarz co już nalewał kolejne piwa, córki znosiły zamówione jedzenie od stołu do stołu a z kuchni żona gospodarza krzyczała że zamówienie gotowe do odbioru. Kogóż to nie było we wnętrzu gospody, marynarze, handlarze, żołnierze wraz z członkami zakonu, nawet i szlachetnie urodzeni przychodzili na słynną w całym mieście zupę, a i różny inny element miejskiego krajobrazu można było dostrzec przy stołach. Aron tutaj jesteś nie poczekałeś na mnie - wywrzeszczał Ydril przeciskając się między stołami w stronę brata oraz siedzącej z nim dziewczyny - no widzę że już zaczęliście beze mnie i dobrze bo niewiele brakowało a bym nie dołączył do was - zasiadł przy stole zajmując wolne miejsce przy dziewczynie naprzeciw brata - a wogóle to ciągle nie wiem jak sie nazywasz - spojrzał na siedzaca przy nim dziewczyne. Niestety jak już wczoraj mówiłam nie wiem jak się nazywam oraz jak się tutaj znalazłam, nawet nie wiem co to za miasto - schowała głowę między ramiona, słychać że zaczęła płakać - ja naprawdę nie wiem co tutaj robię i kim jestem, wczoraj wieczorem obudziłam się tutaj niedaleko na nabrzeżu cała mokra, obudziła mnie morska bryza i mewa próbująca wydziobać mi oko, szybko wstałam dostrzegłam jakieś truchło i postanowiłam uciec a potem trafiłam tutaj nic wiecej nie wiem - spojrzała na braci, łzy spływały jej po policzkach, przekrwienie mnazywaaskowało naturalny odcień błekitnych oczu. Spokojnie spróbujemy Ci pomóc - rzekł Aron podsuwając talerz ciepłej zupy pod nos dziewczyny - nie obraź sie ale jesli mamy ci pomóc musimy jakoś sie do Ciebie zwracać, a może masz przy sobie coś co pomoże nam odnaleźć twoją rodzinę. Daj jej spokój Aron niech zje nabierze sił zobacz jest wykończona - spokojnym głosem powiedział Ydril patrząc na arona i jednocześnie kładąc rękę na ramieniu dziewczyny - Najpierw zjedzmy i potem zobaczymy co da się zrobić, pasuje wam taka opcja czy może rzucimy te smakowitości szczurom a sami pognamy do pierwszej lepszej dziupli szukając wskazówek, no to jedzmy a miasto w jakim się znajdujesz to Arytena. Dobra dobra jedzmy już bo zaraz nam wszystko zniknie - uśmiechnął się i spojrzała na dziewczynę kończącą zupę Siedzieli i jedli, gospodarz co chwila donosił różne smakowitości marynowane śledzie, pikle, świeże pieczywo, masło a i piwa to już ze 3 dzbany wypili. W gospodzie było już tłoczno, goście się przekrzykiwali, marynarze przepychali się w kolejce po piwo, nie wiedzieli bowiem kiedy znowu zejdą na ląd i będzie okazja do napicia się ilości większej niż na co dzień pozwala kapitan na statku. No dobra zjedliśmy to teraz pomówmy o tym co z tobą zrobimy - rzekł Aron wycierając chlebem miskę po smalcu - miałas może coś w kieszeniach jakieś notatki biżuterie cokolwiek co nam pomoże - wskazując palcem na płaszcz dziewczyny. Wieczorem jak już kładłam się spać dostrzegłam że ma man sobie medalion - wyciągnęła medalion spod bluzki, nie zdejmując go pokazała braciom - nie wiem co on oznacza, nie znam tego symbolu Dobra przyjrzyjmy się - Ydril chwycił medalion dwoma palcami i zaczął się przyglądać - wygląda na złoto a ten symbol naprawdę dziwny okrąg w nim kwadrat skolei w kwadracie trójkąt w trójkącie linia prosta z zaznaczonym punktem na środku, Na końcu sali było słychać tłukący się kufel oraz jak ktoś w pośpiechu przeciska się w stronę wyjścia, obok stołu zajmowane przez bohaterów przeszedł mężczyzna w czarnym bardzo eleganckim płaszczu rzucając spojrzeniem na dziewczynę siedzącą z dwoma mężczyznami, po czym szybkim krokiem wyszedł z gospody. Ale żem się nażarł - rzekł Ydril, rozsiadając się w krześle, poklepując się po wzdętym brzuchu - No dobra młoda - spojrzał na siedząca z nimi dziewczyne - Nie wiesz jak się nazywasz ani skąd pochodzisz ale jakoś musimy się do ciebie zwracać, powiedz nam jak mamy do ciebie mówić. Weź daj jej spokój , oczekujesz że teraz nad talerzem ze śledziami wymyśli sobie imię, albo sobie przypomni jak się nazywa, albo coś ją najdzie i będzie wiedziała jak ma na imię. Co nie młoda - spojrzał na dziewczynę i rzucił w nią kulką z chleba. Mówcie na mnie Reanna nie wiem skąd znam to imię, po prostu mi się dobrze kojarzy - spojrzała na obu braci po czym utkwiła wzrokiem w talerzu leżącym przed nią. No i dobrze Reanna ładne imię co bracie - Ydril uśmiechnął się do brata, wznosząc kufel piwa - to wypijmy za Reanne. Za reanna - wtórował Aron - niechaj będzie zdrowa a jej życie niech już nie będzie dla niej tajemnicą Reanna również wzniosła kufel i wypiła toast razem z braćmi. Muszę się spytać dlaczego mi pomagacie nawet mnie nie znacie, a może jestem zbiegiem, może jestem niebezpieczna a kto wie może jestem wynikiem eksperymentu jakiegoś maga, kto wie co się kryje w mojej przeszłości, może to nie był wypadek że nie pamiętam kim jestem ale celowe działanie - spojrzała najpierw na siedzącego naprzeciw arona a po chwili na Ydrila po lewej, wyjęła medalion spod koszuli i zaczęła mu się przyglądać. Dobra młoda słuchaj rzeczywiście nic o tobie nie wiemy a ty wyglądasz na osobę w potrzebie a my nie odmawiamy pomocy bo i nam niejednokrotnie ktoś pomógł, chociażby ten oto tutaj Zandir ile to już razy wyciągał nas z kłopotów - spoglądając na gospodarza, podniósł kufel i wypił jego zdrowie - a poza tym spójrz na siebie mała, wychudzona, niedomyta, samotna w tym paskudnym mieście samo to aż krzyczy że potrzebujesz pomocy. Teraz zastanówmy się co z tobą zrobimy. -= wziął łyk piwa, podrapał się po głowie - Jedyne co mamy to twój medalion i zaczniemy od tego, popytamy miejscowych jubilerów i księgarzy czy któryś rozpoznaje ten symbol.

1.3 Słońce było wysoko na niebie, bezchmurne niebo pozwalało podziwiać masę ptactwa krążącego nad miastem. Po wczorajszych opadach dziś już nie było śladu co było normalne dla tego tego obszaru, miasto leżało w dolinie gdzie silne wiatry jednego dnia sprowadzały chmury z deszczem a następnego rozganiały je sprowadzając słoneczną pogodę. Aron, Ydril oraz Reanna przemierzali miasto w kierunku dzielnicy bogatych kupców, wiedzieli że jak szukają informacji o symbolach to tylko tam ją uzyskają. Szli wzdłuż głównej ulicy pełnej straganów oferujących przeróżne dobra ze wszelkich stron świata. Kolorowe stoiska ciągnęły się wzdłuż całej długości ulicy po obu stronach niejednokrotnie zasłaniając boczne uliczki jak i wejście do budynków o co było słychać kłótnie handlarzy. Zobaczcie tam znowu zakon wtrąca się do handlu - rzekł Ydril, wyprzedzając towarzyszy i pokazując palcem na ludzi stojących w oddali w kierunku w którym zmierzali - Założono ich tylko na czas wojny i co? I dalej działają i do tego mają większą władzę niż kiedykolwiek. Co to za zakon - rzekła Reanna. Naprawde nie wiesz? - Aron spojrzał na Reanne ze zdziwieniem na twarzy - Zakon Wschodzącego Słońca został założony przed wojną przez króla Cyryla do ochrony wszystkich ludzi w miastach oraz traktach handlowych ich nazwa miała symbolizować nowy porządek świata bez innych ras. Jak widać wojna dawno się skończyła nie ludzi już nie ma a zakon dalej istnieje i teraz zajmują się gnębieniem ludzi. Obecnie jest raczej nazywany zakonem zachodzącego słońca oznaczający umierająca cywilizacje człowieka. Szli dalej, mijając 4 członków zakonu dręczących handlowców żądając od nich opłat i darmowych produktów. Nikt nie śmiał się przeciwstawić , wszyscy wiedzieli że lepiej zapłacić niż podpaść zakonowi któremu nikt nie śmiał się przeciwstawić. Każdy kto się ośmielił znikał w niewyjaśnionych okolicznościach i tylko nieliczni wracali lecz po powrocie to już nie były te same osoby, ich zmasakrowane ciała już nie przypominały dawnych ludzi a ich psychika już praktycznie nie istniała to był osoby pozbawione duszy. Nie tak nie może być - rzekł Ydril, sięgając do miecza - EJ wy zostawcie ich - podszedł do zakonników Oho będzie zabawa - odrzekł najbliżej stojący zakonnik odwracając się do Ydrila, trzymając w ręce buzdygan - Popełniłeś błąd kmieciu, rzuć miecz i oddawaj pieniądze to przeżyjesz. Przepraszam za mojego brata - Aron doskoczył do Ydrila, złapał go za ramię, próbując odciągnąć go - On dopiero co wrócił z daleka nie wie jakie tutaj panują zasady A co mnie to obchodzi Ty też wyskakuj ze złota i kosztowności to może przeżyjecie - w tym momencie wyłoniło się jeszcze 3 zakonników i wszyscy otoczyli braci - no to co teraz dalej takie chojraki z was, no już wyskakujcie z tego co tam macie - wskazał buzdyganem na mieszek u pasa Arona Co wy robicie tak nie wolno - wtrąciła się Reanna, podchodząc do braci - dlaczego to robici, przecież powinnisice bronic ludzi a nie ich dręczyć No pięknie jeszcze dziewczyna Panie trafiliśmy w 10 brać ich do grodu tam z nimi pogadamy - uderza buzdyganem w lewą dłoń trzymając go w prawej. Stać co się tutaj dzieje - przez otaczający tłum gapiów przedziera sie do nich starszy mężczyzna w czarnym eleganckim płaszczu - Pytam sie co sie tutaj dzieje - wskazuje palcem na dyskutującego zakonnika A tyć to kto też szukasz kłopotów, co to za dzień wszyscy chcą wpierdol, brać ich - zakonnicy wyciągają broń i zacieśniają krąg wokół bohaterów Stać - mężczyzna w płaszczu doskakuje do zakonnika, podciąga rękaw ukazując ukazując tatuaż na przedramieniu, wschodzące słońce z siedmioma promieniami słońca. Najmocniej przeprasza, wszyscy opuścić broń, nie wiedziałem przepraszam - spuścił głowę oraz ręke trzymajaca buzdygan, po czym padł na kolano. No nie ważne puść ich i nie pokazuj mi się na oczy - po czym odwrócił się i odszedł Ej poczekaj kim jesteś - krzyknął Aron. Nie ważne, uciekajmy stąd, spójrz na nich - pokazał bratu spojrzenia zakonników pełne wściekłości i żądzy mordu. - Spadajmy Zanim zmienią zdanie. dobra uciekajmy Nie oglądając się za siebie odeszli z miejsca w którym o mało nie spotkał ich los jakiego nikomu by nie życzyli. Dalej podążali główną ulica w kierunku dzielnicy handlowej, co już oglądając się za siebie czy przypadkiem. Ulica ciągnęła się w nieskończoność a na jej końcu już dało się dostrzec bramę do dzielnicy handlowej. Mijali stragany na których sprzedawano coraz to bardziej wartościowe rzeczy, handlowcy wiedzieli że im bliżej dzielnicy handlowej tym więcej bogatych kupców, na straganach oddalonych natomiast sprzedawano głównie żywność i rzeczy drobiazgi codziennego użytku. Podchodząc do bramy można dostrzec tablice ogłoszeń, na której głównie ogłaszali się kapitanowie statków poszukujący załogi, czasem też można było dostrzec ogłoszenie o chęci sprzedaży lub kupna jakiegoś cennego przedmiotu. Bramy strzegło dwóch strażników miejskich. Przechodząc przez bramę wchodziło się do zupełnie innego świata, brukowana ulica, kolorowe budynki, posągi przedstawiające postaci z historii, fontanny i zieleń dużo zieleni. No dobra znam tutaj jednego księgarza zna się na symbolice - rzekła Aron wskazując na lewo kierunek ręką. Ruszyli w lewo wzdłuż muru mijając kamienice w których na parterze mieściły się przeróżne sklepy oferujące znacznie bardziej elegancki asortyment niż w dzielnicy portowej. Mijali sklep z antykami na którego wystawie dostrzegli pięknie zdobioną zbroję z czasów wojen z nie ludźmi. Kolejny był sklep oferujący odzież najwyższej jakości oraz usługi krawieckie. Minęli jeszcze kilka sklepów aż zatrzymali się przed sklepem “1001 słów” z zewnątrz bardzo niepozorny jednak po wejściu do sklepu ukazywały się ręcznie wykonane bogato zdobione regały zapełnione książkami natomiast na drugim końcu pomieszczenia stało biurko za którym siedział starszy mężczyzna. O nie nie nie już mi stąd, wynocha bo zawołam straże - gniewnym głosem wypowiedział mężczyzna z zza biurka wstając i idąc w stronę drzwi wejściowych - Po twojej ostatniej wizycie miałem nieprzyjemności, już Cię nie widzę, zabieraj swoich znajomych i wynocha - chwycił miotłę i zastawił przejście między regałami. Pozwólcie że wam przedstawię to Oren, dziś jest trochę nie w sosie - Aron uśmiechnął się, głupkowato rozkładając ręce - Oren przyjacielu tamto o czym myślisz to była pomyłka i przypominam że nieźle zarobiłeś na tych księgach. Czego chcesz co to za ludzie, niczego od Ciebie nie kupuje bo znowu zwala mi się zakonnicy - końcem miotły szturcha Arona - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. To jest mój brat Ydril - objął stojącego obok brata ramieniem - to on znalazł te księgi o które się pieklisz a ta panna to Reanna i to w jej sprawie tutaj jesteśmy - złapał Reanan za ramię. Informacja to może się znajdzie ale wiesz że informacje są teraz w cenie - Oren odłożył miotłę - zapraszam - wskazał krzesła przy biurku na końcu sklepu po czym poszedł w ich stronę, siadając na krześle rzekł - no to co chcielibyście wiedzieć - rozsiadł się wygodnie opierając łokcie o biurko i składając dłonie. Na dwóch krzesłach zasiedli Reanna i Aron, Ydril stał z tyłu, rozglądając się po księgach piętrzących się na półkach. Aron spojrzał na Reanne sugerując że może bezpiecznie pokazać medalion. Reanna sięgnęła ręką za koszule i wyciągnęła złoty medalion, nie zdejmując go pokazała Orenowi Na niebiosa skąd to macie? - poderwał się Oren z krzesła stając niemalże na baczność, szybkim krokiem podszedł do drzwi wejściowych, wstawił za szybę kartkę z napisem “zamknięte” i zamkną drzwi na skobel, po czym wrócił na miejsce - Ty zawsze mnie w coś wpakujesz, za samo pokazanie mi tego spłonę na stosie jak się ktokolwiek o tym dowie Co to takiego powiedz proszę - rzekła Reanna błagalnym głosem, wstając z krzesła i opierając się o biurko - proszę tylko o to. Nie daj się prosić już zrobiłeś szopkę z zamykaniem drzwi to teraz powiedz co to jest i w co żeśmy się wpakowali - wtrącił się gniewnie Ydril nie odrywając wzroku od ksiąg - Rozwiąż mu język Aron Proszę to dla Ciebie - Aron rzucił na biurko 10 złotych monet Dobrze już dobrze ale pamiętajcie was tutaj nie było, ja tego nie widziałem i niczego ode mnie nie wiecie.

1.4 Zbliżało się południe, słońce wisiało wysoko na niebie, bezchmurne niebo pozwalające na doskonałą widoczność. Do portu Aryteni przypłyną wielki trzymasztowiec Serenina, chluba kompani handlowej Zjednoczonych Królestw Północy, z tego powodu w porcie zaczęło się zamieszanie, bowiem spodziewano się go dopiero wieczorem, lecz z powodu pomyślnych wiatrów przypłyną wcześniej. W tym samym czasie w dzielnicy handlowej w ciemnych i dusznych pomieszczeniach księgarni “1001 słów” troje ludzi słuchało księgarza na temat symboliki. Księgarz kręcił się pomiędzy regałami pełnymi ksiąg, co już na zmianę kucając oraz wchodząc na drabinę szukając konkretnej księgi. Dobra znalazłem - Oren wyciągnął przepastną księgę i podszedł do biurka, zasiadł na swoim krześle i otworzył księgę, wertując strony - O tutaj patrzcie - odwrócił księgę w stronę gości i pokazując palcem - taki sam jak twój, to bardzo stary symbol, pamięta jeszcze czasy przed erą ludzi, czasy gdy to nie ludzie rządzili tymi ziemiami. Okrąg oznacza krąg życia narodziny, dorastanie, starość śmierć i odnowa. Kwadrat to cztery żywioły woda, ogień powietrze i ziemia, cztery pierwiastki świata. Przy trójkącie robi się ciekawie - rozsiadł się na krześle, siegną do szuflady i wyciągnął stara drewnianą fajkę, po czym włożył ją do ust - bo trójkąt oznacza trzy poziomy egzystencji, pierwszy to nasz naturalny, ziemski, drugi to iluzje, miejsca, stworzenia i wszystko co jest wyczarowane natomiast trzeci poziom to świat innych stworzeń, jak widzicie nawet ta ksiega do końca tego nie wyjaśnia, będziecie musieli poszukać gdzie indziej. Przejdźmy do linii w trójkącie ona z kolei oznacza ścieżkę między światami naszym a tym drugim, a tego punktu tutaj nie ma, nie pomogę wam. Dzisiaj ten symbol jest zabroniony, a samo rozmawianie o nim jest karane zesłaniem do lochów skąd się nie wraca , a wy chodzicie z takim po ulicach.- podchodzi do okna lekko rozsuwa zasłonięte zasłony i niepokojąco rozgląda się po okolicy - Mam nadzieję że nikt was nie śledził, nie mam ochoty przez was skończyć na torturach, najlepiej jak już sobie pójdziecie i nikomu nie wspominajcie o mnie ani słowa - pokazuje palcem drzwi. Rozejrzeli się między sobą pytająco, po czym wszyscy ruszyli w stronę drzwi, jedno po drugim wyszli z księgarni zostawiając Orena samego w środku. Na ulicy panuje poruszenie, ludzie tłumnie podążają w stronę głównego placu dzielnicy handlowej, nie zastanawiając się długo postanowili sprawdzić o co tyle hałasu. Idąc razem z tłumem przyglądali się przekrojowi społeczeństwa mieszkającemu w Aryteni, można było dostrzec biednych chłopów na przemian z handlarzami, gdzieniegdzie widać szlachcica lub szlachciankę, dzieci biegają między nogami. Szli szeroką ulicą, wiodącą pomiędzy bogato zdobionymi fasadami budynków. Dochodząc do placu im. króla Cyryla dostrzegają stos drewna na jego środku. Reanna zatrzymała się, chwyciła mocno rękę Arona. O co tutaj chodzi, po co to drewno - rzekła spoglądając na Arona To nic dobrego, dawno już nie układano stosów, ktoś musiał podpaść zakonowi, chyba że - nastała chwila ciszy, Aron spojrzał na Ydrila. Jakiś nie człowiek wpadł w ręce zakonu - dokończył Ydril - ale takich już dawno tutaj nie widziano. Tłum zaczął krzyczeć “śmierć, śmierć” od drugiej strony placu szedł zastęp żołnierzy zakonu na jego czele szedł ten sam mężczyzna w czarnym płaszczu który uratował Ydrila tego samego dnia rano w dzielnicy portowej. Żołnierze prowadzili zakutego w kajdany elfa, ubranego w porozrywane łachmany. Wyraźnie widać że był torturowany, siniaki, rozcięcia, krwawiące rany, próbowali zmusić go do mówienia, chcieli dowiedzieć się w jaki sposób przedostał do miasta. Przedzierajac sie przez tłum gapiów dotarli na środek placu, przykuli elfa do grubej pionowo postawionej belki po czym żołnierze rozeszli się dookoła, mężczyzna w płaszczu staną obok stosu, dając znać rękami żeby tłum ucichł. Ludzie, przyjaciele zebraliśmy się tutaj żeby wymierzyć sprawiedliwość, ten oto tutaj nie człowiek, ten psi syn, elf, próbował przedrzeć się na Serenine, chciał na pokładzie tego okrętu opuścić nasze ziemi, myślał że ucieknie przed sprawiedliwością - okrąża stos, rozgląda się po tłumie, dostrzega Reanne - dobrze wiemy że sam nie dostałby się zarówno do miasta jak i na statek, ktoś mu pomaga, znacie prawo każdy kto pomaga ludziom zginie a jego rodzina trafi do kopalni, przypominamy też o nagrodach dla tego kto doniesie na zdrajców, donieść na zdrajcę jest waszym obowiązkiem, nie poinformowanie nas możliwości zdrady również będzie karane, do czasu aż nie znajdziemy i nie ukażemy wszystkich zamieszanych, miasto zostaje zamknięte. Chadzając dookoła stosu, spoglądając raz na elfa, raz na tłum, oczekiwał aż ktoś zgłosi się z informacjami, jednak się nie doczekał, zawoła do siebie zakonnika trzymającego pochodnie, chwycił ją, podniósł do nieba, po czym rzucił na stos. suche drewno zapaliło się natychmiast,, płomienie zakryły elfa, który nie wydał z siebie ani jednego odgłosu. Tłum krzyczy i wiwatuje “śmierć nie ludziom”, wszyscy cieszą się ze śmierci elfa. Reanna odwróciła wzrok wtulając się w Arona, który wraz z bratem bardziej był zainteresowany tajemniczym mężczyzna, który najpierw ich ratuje od niechybnego lochu, po czym skazuje elfa na straszliwą śmierć w płomieniach. Wymieniali się spojrzeniami których znaczenia znali tylko oni sami. Reanna mocno wtulona w Arona, ten czując jej ciężki oddech pozwolił jej na chwile poczuć ciepło drugiego człowieka. Z czasem jak ogień przygasał, tłum zaczął się rozchodzić, na placu została tylko małą grupka gapiów, oraz zakonnicy i tajemniczy jegomość któremu bracia dokładnie się przyglądają, siedział na schodach fontanny przyglądajac sie płonącemu stosowi, był to starszy siwy mężczyzna, na jego twarzy wypisane były wszystkie bitwy w jakich uczestniczył, od ust do prawego ucha ciągnęła się blizna, spod czarnego eleganckiego płaszcza można było dostrzec bardzo eleganckie skórzane buty. Gdy ogień już zgasł z placu zeszli ostatni gapie a i zakonnicy wrócili do swoich obowiązków. No dobra, już po wszystkim zbierajmy się stąd - Aron chwycił Reanne za ramiona i delikatnie odciągnął, spoglądając na nią - powinniśmy już stąd iść zanim zwrócimy na siebie uwagę. Ydril mocno szturchnął Arona pokazując że idą w ich stronę strażnicy - zmywajmy się stąd - dostrzegł błysk na schodach pod fontanna niedaleko stosu, po czym ruszył w jego stronę - idźcie już, spotkamy się w rybce Aron wraz z Reanna ruszyli w stronębramy do dzielnicy portowe, natomiast Ydril podszedł pod fontannę szukając czegoś co dziwnie błysnęło przed chwilą. Rozglądając się dokładnie znalazł coś błyszczącego między dwoma marmurowymi stopniami, podszedł bliżej, wyciągnął sztylet którym podważył dziwny przedmiot który tkwił między blokami. Po mocniejszym naciśnięciu wyskoczyła złota moneta a ku większemu zdziwieniu na jednej ze stron widniał symbol oka wpisanego w trójkąt, a z drugiej strony widniał numer “12672342”, wiedział że nia ma czasu na zastanowienie co prędzej schował monetę za pas i ruszył za swoimi przyjaciółmi, nie wiedząc że jest obserwowany. W mieście pojawiło się więcej strażników jak i zakonników, wraz z nimi na czas zamknięcia miasta wcielono do służby tarczowników, zwykłych chłopów, po podstawowym przeszkoleniu których jedyna zaletą była duża liczba oraz niska cena szkolenia jak i wyposażenia, w którego skład poza najzwyklejszym skórzanym kaftanem rzadko wchodziły prawdziwe bronie częściej był to kosy, deski, młotki. Idąc ulicą dostrzegł jak do jednego budynku wbiega kilku zakonników, na zewnątrz pozostawiając trzech tarczowników, po chwili rozległ się wrzask kobiety a z budynku siłą wyciągano mężczyznę. Ej ej Panowie co się tutaj dzieje, tak nie wolno - Ydril podbiegł do szarpiących się mężczyzn - Nie dosc juz dzis tragedii, zostawcie tego faceta. Jest oskarżony o pomoc nie człowiekowi, w dostaniu się do miasta i próbie przeszmuglowane go na pokład statku w celu wywiezienia na północ - odpowiedział zakonnik wyraźnie wyglądający na ich dowódcę - nie radzę nam przeszkadzać bo zaraz zaprowadzimy dwóch a a nie jednego do lochu. Ydril słysząc to i pamiętając zdarzenie z rana zrezygnował z szarpaniny i ruszył dalej w stronę rybki gdzie czekają na niego przyjaciel. Co chwila oglądał się za siebie gryząc ze swoim sumieniem, jednak dobrze wiedział że tym razem skończy w lochu i nikt mu nie pomoże.

1.5 Arytena została odcięta od świata zewnętrznego, na masztach zawieszono czarne flagi zwyczajowo oznaczające miasto zamknięte z powodu zarazy, a obecność nie człowieka w mieście można uznać za właśnie taką sytuacje, wszystkie bramy zamknięto, nikt nie mógł wejść ani opuścić miasta, na murach pojawili sie łucznicy strzegący obie strony muru. Statki stojące w porcie zostały zmuszone do pozostania a ich załogi po kolei wyprowadzane z pokładów i przesłuchiwane w prowizorycznych strażnicach naprędce skręcone ze stoisk sklepowych oraz namiotów, a każdy statek dokładnie przeszukany, co niektórych marynarzy zabierano do kasztelu na dokładniejsze przesłuchania. W mieście zapanował terror jakiego dawno nie widziano. Na ulicach nie było już handlarzy, większośc ludzi rozeszło sie do domów i zajazdów. Wśród tego ponurego krajobrazu po opustoszałych ulicach podążał samotny mężczyzna, nerwowo rozglądając się za siebie szedł bocznymi uliczkami nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Szedł szybkim krokiem jednocześnie starając się być niezauważalnym dla patroli strażników miejskich, zakonników oraz lokalnych bojówek powołanych na czas izolacji miasta. Ydril, Ydril pssst chodź tutaj - rozległo się ciche zawołanie z ciemnego zaułku. Zatrzymał się, rozejrzał dookoła, podszedł do zaułku - cholera co Ty tutaj robisz, miałaś wypłynąć wczoraj na Nestrze. Nie mogłam odpłynąć bez bez Lennego - zaczęła płakać - w nocy znaleźli nas ja zdążyłam uciec a Lenny próbował ich zatrzymać a dziś go zabili - wtuliła się w Ydrila. Teraz na pewno nie zdołasz uciec z miasta, wszystkie bramy zamknięte a statki stoją w porcie, musimy cię gdzieś ukryć do czasu aż się uspokoi - mocno obejmuje kobietę - Czy myślisz że Lenny mógł coś powiedzieć na torturach? Masz na myśli czy zdradził że wraz z bratem pomagacie nie ludziom uciekać na północ? - odpycha Ydrila, mając gniewną minę - Nie masz się o co martwić, niczego nie powiedział. Dobra spróbujmy Cię ukryć w rybce, załóż kaptur i chodź za mną. Oboje ruszyli uliczkami w kierunku karczmy rybka na ich szczęście zachmurzyło się i zaczęło padać, w taką pogodę tylko zaciekli członkowie zakonu dalej patrolowali miasto, reszta rozeszła się do karczm, zajazdów oraz innych przybytków oferujących alkohol jak idach nad głowa. Przemieszczali się szybkim krokiem omijając miejsca gdzie byliby zbyt widoczni jak i takie w których w razie problemów byliby w potrzasku, na ich szczęście Ydril doskonale znał miasto i jego wszystkie zaułki. Gdy tylko pojawiali się zakonnicy chowali się za beczkami, straganami, wozami. Wychodząc z ostatniego zakrętu w kierunku rybki dostrzegli stojących przed wejściem dwóch strażników miejskich pijacych popularne tanie wino. Kurwa mać nie mieli gdzie chlać - wściekły Yfril rzekł przez zaciśnięte zęby - dobra mam pomysł zostań tutaj i czekaj aż odejda od drzwi wtedy biegnij d ośrodka a tam znajdź Arona on ci powie co dalej - po czym wybiegł z zaułku. Ydril pobiegł w stronę stojących przy wejściu strażników, przebiegając obok wytrącił jednemu butelkę wina po czym zaczął uciekać, strażnicy nie zastanawiając się pobiegli za nim, korzystając z okazji kobieta pobiegła w stronę wejścia do karczmy. W środku mimo tłoku łatwo dostrzegła Arona który wyróżniał się zarówno uroda jak i ubiorem który bardziej pasował do bogatego kupca niż klienta portowej gospody, nie siedział sam siedziała z nim kobieta, jednak nie mogła pozwolić sobie na czekanie aż zakończą swoje spotkanie nie zdejmując kaptura i podeszła do ich stolika. O ja pierdole Klarissa szybko siadaj - zdenerwowanym głosem rzekł Aron - co ty tutaj robisz, dlaczego nie odpłynęłaś, sama widzisz co się teraz dzieje w mieście. Nie jesteś tutaj bezpieczna, cholera jasna a gdzie jest Ydril miał tu być za chwilę a ciągle go nie ma - bierze łyk piwa. Nie martw się o brata to on mnie tutaj przyprowadził, a teraz pewnie gubi gdzieś w uliczkach strażników którzy stali przed wejściem. A to dobrze, zna miasto i jego sekrety poradzi sobie ale nie powinien cię tutaj przyprowadzać, sama widzisz jaki tutaj tłok, niewiele potrzeba żeby ktoś cię rozpoznał. - bierze kolejny łyk piwa - A jeszcze teraz jestesmy zajęci nową sprawą, poznajcie się klarissa to Reanna - spogląda na Reanne - i wiesz co twoja obecność może okazać się nam pomocna. Reanna posiedź z nami jeszcze chwilę a potem idź na górę do naszego pokoju zaraz dojdziemy, nie możemy iść razem bo to zwróci uwagę. Klarissa ruszyła w stronę schodów, wydawało się że nikt nie zwrócił na nią uwagi, wszyscy klienci zajęci swoimi sprawami nie zainteresowali się kobieta. Chwilę później Aron z Reanną wstali od stołu i również ruszyli w stronę schodów prowadzących na piętro. Mijając bar Aron wymienił spojrzenia z Zandirem obsługującym klientów przy ladzie. Obaj dobrze wiedzieli o co chodzi, gospodarzowi nie podobało się że jego przybytek był odwiedzany przez nie ludzi, jednak bardziej nie podobały mu się ich pogromy dlatego przymykał oko w zamian Aron z bratem odwdzięczali się sprowadzając alkohole z najdalszych zakątków znanego świata. Idąc schodami na górę z każdym krokiem upewniał się czy nikt nie wykazuje zainteresowania nim lub jego towarzyszkami. Stanęli przed drzwiami, gdzie dobiegły ich ciche jęki, otworzyli drzwi a ich oczom ukazał się Ydril leżący na łóżku cały we krwi, Reanna stała nad nim próbując kawałkiem materiału zatamować krwawienie, oboje w pośpiechu wbiegli do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Co się kurwa stało - rzekł Aron, podbiegają do krwawiącego brata, chwycił prześcieradło leżące obok łóżka i przycisnął ranę w jamie brzusznej. Nie wiem co się stało, poszłam do pokoju jak kazałeś a po chwili usłyszałam pukanie w okno, zobaczyłam Ydrila, to go wpuściłam a on zwalił się na łóżko, chwyciłam co miałam pod ręką i próbował zatamować krwawienie - Reanna cała roztrzęsiona próbowała trzymać rękę Ydrila i wycierała jego twarz z krwi. Oboje odsuńcie się Aron przygotuj alkohol, ma być mocny i podaj mi swój amulet a ty przynieś wodę, no na co czekacie ruszać się - Klaryssa nie czekając podeszła do leżącego Ydrila, położyła jedną rękę na ranie a drugą na jego czole. Aron chwycił z półki na wpół opróżnioną butelkę rumu, wiedział gdzie szukać bo był to ulubiony alkohol Ydrila i widział jak poprzedniej nocy pił go do snu. podał alkohol i ściągnięty z szyi medalion Klaryssie. Przyłożyła medalion do rany zalała go alkoholem i zaczęła wypowiadać zaklęcie w języku elfów, do pokoju wróciła Reanna ttrzymajac miednice z wodą. Aron widząc jaki ból odczuwa jego brat włożył mu do buzi złożony skórzany pasek do zaciśnięcia zębów. Z rany zaczął unosić się niebieski dym, krew przestała tryskać, a rana zdawała się zanikać. Ydril uspokoił się i usnął, reszta rozsiadła się po pokoju Aron na łóżku przy bracie a towarzyszki na krzesłach stojących przy niewielkim stoliku. Jasna cholera co się tutaj dzieje, dziękuję za to co zrobiłaś, nie wiem co bym zrobił gdyby coś mu się stało - skulił się i zakrył głowę rękami. To przeze mnie miał tylko odciągnąć strażników a prawie zginął, chociaż tyle mogłam zrobić - bierze łyk z prawie pustej butelki rumu - Jak on może to pić, ej łap - rzuca do Arona jego medalion - podaje butelkę Reannie - masz napij sie na uspokojenie nerwów chwyta butelkę i bierze łyk - dzięki - cała się trzęsie, bierze kolejny łyk - pierwszy raz widziałam coś takiego jak ty to zrobiłaś - podaje butelkę do Arona - weź też potrzebujesz się uspokoić Aron chwyta butelkę i wypija do końca jej zawartość - dobra dajmy mu spać, Klarissa mówiłem że możesz nam pomóc i zrobiłaś już dość ale jest coś jeszcze co mogłabyś dla nas zrobić, otóż siedząca obok Ciebie Reanna wczoraj związała swój los z naszym i nie pamięta nic sprzed wczorajszego dnia a przy sobie poza

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych