Zagubiony w czasie
Próbna podróż w czasie zakończona fiaskiem. Hrononauta zamiast trafić do starożytnego Egiptu trafia w nieznany czas i nieznane miejsce.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Najpotężniejsi ludzie w całym kraju zebrali się w sali dla widzów państwowego konsorcjum elektronicznego Zeus. Za grubym pancernym szkłem znajdowało się jasno oświetlone laboratorium. Ubrani na biało naukowcy krzątali się wokół białej kapsuły bardzo przypominającej swym wyglądem gigantyczne jajo o trzech metrach wysokości i półtora metra szerokości. Podczepione do jego czubka plątanina kabli łączyła go z innym dziwnie wyglądającym urządzeniem. W sali był jeden człowiek ubrany na czarno. Krótko ostrzyżony, przed trzydziestką, dobrze zbudowany, ale raczej szczupły niż przesadnie umięśniony. - Panie Prezydencie, Panie Premierze. Szanowni Państwo. – Rozległ się głos dochodzący z głośników zamontowanych w ścianach. – Od dawna w powieściach fantastyczno naukowych, czy też w filmach, poruszany jest temat podróży w czasie. Do tej pory idea podróży w czasie mogła zaistnieć tylko jako fantazja. Przypomnijmy sobie, chociaż lot na Marsa, Księżyc, czy zwykłe latanie. Te wszystkie marzenia były uznawane za wytwory chorych umysłów, które nigdy nie będą zrealizowane a ich autorzy w najlepszym razie uznawani byli za dziwaków a na ich widok pukano się w czoło. Teraz udowodnimy tym wszystkim ludziom, że to, co kiedyś zrodziło się w ludzkim umyśle jest możliwe do zrealizowania, chociaż niewiadomo jak byłoby to trudne do zrealizowania. Dzięki odkryciu zjawiska Holsteina-Forbosa podczas sławnej podróży kosmolotu „Błysk” do układu Proxima Centaurii możliwe stało się zrealizowanie tego projektu. – Głos lektora przerwał na chwilę. Rozległy się oklaski na sali konferencyjnej – Proszę państwa ten młody mężczyzna wejdzie za chwile do kapsuły, która przeniesie go w inny czas i w inne miejsce. Z badań wynika, że historia w jakiś sposób w pięciuset dwunastu lat naprawia szkody wynikłe przez działanie czynnika, który przeniósł się w czasie. To jest dobra wiadomość. Możliwe są niestety skoki w czasie minimum o sześćset lat wstecz. Nie możemy niestety wysłać nikogo do przyszłości. Na razie! – Sala ponownie zareagowało brawami. Nasi naukowcy twierdzą, że po prostu przyszłości nie ma. Nie została jeszcze napisana. Powróćmy jednak do sedna sprawy. Wysłaliśmy do tej pory w przeszłość psa i robota. Obydwaj, że się tak wyrażę, przedskoczki wrócili bez uszkodzeń. Ten młody mężczyzna będzie pierwszy w historii ludzkości człowiekiem, który zobaczy to, co działo się cztery tysiące lat temu. Oczywiście będzie miał pełne wyposażenie surwiwalowe na wypadek jakiejś awarii, aby mógł przetrwać w tamtych warunkach i otoczeniu do czasu wysłania robota ratowniczego. - Kim jest ten człowiek? – zapytał ktoś z sali. - Nazywa się Adam Surmacz. Ma szeroką wiedzę z zakresu chemii, fizyki i biologii. Studiował na uniwersytecie Berlińskim na wydziale metalurgii, oraz Biochemii. Iloraz inteligencji około dwustu dziesięciu. W biegu „Iron Men” na mecie był jako drugi. Jak państwo widzą jest prawdziwym supermanem! Tymczasem w laboratorium, ubrany na czarno mężczyzna otworzył kapsułę i usiadł w niej. Zaraz potem został otoczony przez naukowców, którzy oplątali go różnymi przewodami i przewodzikami. - No dobrze, ale czasy, do których ma trafić można uznać za barbarzyńskie. Czy będzie potrafił się obronić przed ewentualnym bezpośrednim zagrożeniem? - Odkąd zaczęliśmy pracować nad projektem podróży w czasie, dziesięciu wybranych ludzi w tym Adama poddano intensywnemu szkoleniu w zakresie walki wręcz, zdolności przetrwania w trudnych warunkach. Przeszedł też szkolenie z zakresu historii oraz nauczył się pięciu różnych języków występujących w badanym regionie został zaszczepiony na wszystkie choroby zakaźne występujące w tamtych czasach. Projekt ten jak państwo wiedzą pochłonął ponad trzy miliardy dolarów, ale wiedza oraz artefakty, które możemy w ten sposób zdobyć zwrócą nam poniesione koszty z nawiązką. Możliwe, że wkrótce zaczniemy organizować komercyjne wycieczki w przeszłość. A teraz wyjaśnię kilka szczegółów technicznych. Chrononauta będzie uzbrojony w broń krótką wraz z dwustoma sztukami amunicji, oraz karabin automatyczny takiego samego kalibru jak broń krótka. Ponadto zestaw pierwszej pomocy, żelazne zapasy skoncentrowanej żywności, że o takich drobiazgach jak nóż i zapałki nie wspomnę. W pas zamontowany będzie automatyczny spust powrotny, który może być uruchomiony automatyczne po upływie godziny, oraz w każdej chwili przez chrononautę. Powrót będzie o wiele mniej energochłonny niż wysłanie go w przeszłość. To tak jak z wyrzuconym pionowo w górę kamieniem. Powrót będzie automatyczny po uruchomieniu procesora grawitonowego. Nastała chwila ciszy. Tymczasem ludzie w białych kitlach zamknęli kapsułę i zaczęli zakładać czarne gogle. - Proszę Państwa. Z uwagi na wyjątkowo ostry błysk, jaki towarzyszy przy przeskoku prosimy państwa o założenie gogli ochronnych Widzowie zaczęli pospiesznie zakładać nieco groteskowe okulary. Zgromadzeni tutaj ludzie byli najważniejszymi i najbardziej wpływowymi ludźmi w tej części świata w tych goglach wyglądali jak gromada much wybałuszających swe wielkie gały na kawałek g... – powiedzmy brudu. Zaczęło się odliczanie. Elektroniczny, bezosobowy głos należący zapewne do głównego komputera. - Czas do skoku T minus dziesięć sekund. Dziesięć, dziewięć.. - Gdy odliczanie doszło do trzech wszyscy w sali konferencyjnej zamarli w bezruchu. Błysk, trzask i kłębuszek dymu unoszącego się z jaja. Szczyt kapsuły, od dymu, mocno się okopcił. - O cholera. Upiekliśmy chrononautę – zaklął cicho prezydent. Naukowcy szybko podbiegli do okopconej kapsuły. Dwóch miało gaśnicę. Pośpiesznie otworzyli jajo. Z wnętrz wydobyły się szaro sine kłęby dymu. Kapsuła była pusta. Ktoś na widowni powiedział - Zdaje mi się, że wymyśliliśmy niezwykle skuteczne krzesło elektryczne połączone od razu z krematorium. Biedaka doszczętnie spaliło. Nawet buty po nim nie zostały. Naukowcy zaczęli majstrować przy konsoli komputera i przy samej kapsule by po chwili z głośników padł komunikat. - Proszę państwa. Z chwilowo nieznanych nam przyczyn, elektronika kapsuły uległa zniszczeniu. Na szczęście zanim to się stało chrononauta został szczęśliwie wysłany. Najdalej za godzinę dowiemy się czy nasz człowiek przeżył.
Szum, trzask, błysk. Otępienie zmysłów tak mocne, że nie wiadomo gdzie góra, gdzie dół. Co gorsza niewiadomo gdzie ręka a gdzie noga. Unoszący się swąd palonego ciała. Przez udręczony umysł przeleciała jedna myśl. Czy to jest śmierć? Po czym wszystko ucichło. Obudziło go przeraźliwe zimno i jakieś dziwne pomruki a przede wszystkim irytujące i bolesne kuksańce. - Co jest do jasnej ch?.. – Przerwał na widok jakiegoś dziwnego człowieczka o długich skołtunionych włosach. – Facet miał może półtora metra wzrostu, szerokie bary i był raczej chudy. Ciało pokrywały mu liczne blizny. - Czego chcesz? – Powiedział po hebrajsku, ale przybysz tylko chrząknął, – Co u diabła. Semitą to ty raczej nie jesteś, Afryka to to chyba też nie jest - rozejrzał się wokół. Nic dziwnego, że było mu zimno w głowę. Wszędzie gdzie spojrzał widział tylko oślepiającą biel śniegu. Gdzieś z oddali dochodziło do jego uszu wycie, którego chociaż nigdy wcześniej nie słyszał był pewien, że tylko z wilczego gardła mogło zostać dobyte. Sięgnął do kabury na udzie. Na szczęście broń osobista była na swoim miejscu. Wyciągnął ostrożnie pistolet i spojrzał w oczy tego... dziwnego osobnika. Stworzenie z dzidą nie zareagowało na widok pistoletu, wydęło tylko wargi, co miało chyba wyglądać na pogardliwą minę. Postanowił na wszelki wypadek oszczędzić tego kogoś lub coś. Był trochę zdezorientowany. Nie wiedział gdzie jest, nie wiedział, kim jest ten człowiek przed nim stojący, a co gorsza, – kiedy? Jakby tego byłoby za mało z pobliskich zarośli wybiegła trójka podobnych do tego małpoludów. Adam nie chcąc użyć broni nacisnął spust ewakuacyjny przy pasie. Usłyszał trzask a pod palcami poczuł rozsypujący się w proszek plastik. - O do diabła – przemknęła mu myśl. Zerwał się na nogi cofając się nieco – jak coś może pójść nie tak to na pewno tak się stanie. - Ugh, ataa bolo! – Usłyszał. To nawet nie przypominało żadnego znanego mu języka. Wywnioskował jedynie, że małpolud się przestraszył widząc takiego olbrzyma. Tubylec sięgał Adamowi zaledwie do piersi. Robiło się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gladius
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…