Wróć do katalogu

Zajazd pod martwym szczurem

Do zajazdu przybywa nowy, dość tajemnczy gość dziwny nawet jak na owe standardy... kim się okaże?

Kjz, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zajazd cieszył się naprawdę dobrą popularnością. Co roku przyjeżdżali tu na odpoczynek martwi ze wszystkich stron świata, a w tym momencie nawet gościła tu para topielców co było jednocześnie powodem do radości i smutku dla właściciela. Otóż topielcy byli prawdziwie burżujską klientelą, ale jak to z taką bywa ciągle narzekali. A to zupa była za mokra, w pokoju jak się kładą łóżko jest zawsze mokre no i - oczywiście - mają mokre ręczniki w łazience. Biedaczyska tak naprawdę chyba nigdy do końca nie pojęli jak umarli.... Ale za to jak płacili! O tym jakiej waluty używają krążyły wręcz legendy wśród martwych! [A zaznaczyć tu trzeba, że jeśli coś jest legendą nawet wśród samych zmarłych to oznacza, że naprawdę musi być niesamowite]. Otóż topielcy zawsze płacili za pomocą prawdziwych, złotych monet ze starych Hiszpańskich galeonów. Nikt ich nie pytał skąd je mieli bo zważywszy na sposób ich śmierci byłoby to naprawdę nie taktowne nawet wśród nie żywych. ... zresztą kogo to obchodzi dopóki stare Hiszpańskie monety z XV i XVI wieku mają tak olbrzymią wartość? No właśnie, nikogo. Nie mniej jednak pewnego jakże uroczego i niezwykle mroźnego [można by wręcz powiedzieć, że trupio mroźnego, ale to znowu byłby przejaw nie taktu z mej strony jako niezależnego narratora Waszej małej opowiastki] listopadowego popołudnia padł cień na rzetelność obsługi oraz na prawdziwość w haśle reklamowym "Tylko u nas prawdziwie martwa atmosfera!". A oto jak wszystko się zaczęło: Popołudnie było niezwykle mroźne i ciemne, jak przystoi na późny listopad. Ciemne chmury zebrały się nad zajazdem, a obsługa spieszyła się by pootwierać wszystkie okiennice by te mogły złowieszczo i nie przyjemnie [dla żywych] uderzać o okna stukając i skrzypiąc przy tym nie miłosiernie. Po około dwudziestu minutach zombie pełniący rolę ciecia [zombie nigdy nie wyróżniały się specjalną inteligencją i to była jedyna odpowiednia dla nich praca. Oczywiście można było ich nie zatrudniać do pracy, ale prawnicy Piekła tylko czekali na przejawy pośmiertnego rasizmu] wyłączył generator prądu. W całym zajeździe zapadła ciemność więc rozpalono świece..... Jeśli dodać do tego burzę która zaczęła szaleć odważyłbym się powiedzieć iż zapanowała prawdziwie cmentarna atmosfera, a zważywszy na kondycję zdrowotną wszystkich gości twierdzenie to nie jest jakimkolwiek nadużyciem z mej pisarskiej strony. W pewnym momencie drzwi zajazdu otworzyły się, a błyskawica przecięła niebo oświetlając przybysza. - Aaaa! - wrzasnął jeden z gości siedzący w holu rozlewając przy tym arszenik który pił z filiżanki. W tym miejscu należałoby wytłumaczyć dlaczego ktoś martwy się wystraszył. Otóż była to ofiara morderstwa co można było rozpoznać po sterczącym z pleców nożu [ nawet sam Bóg chyba nie wie czemu nie wyjmowali po śmierci z ciała narzędzi którymi ich zabito... musieli to uważać za ozdoby mimo iż były wyjątkowo nie praktyczne] oraz po zakrwawionym ubraniu jak i samym zachowaniu. Nie wiedzieć czemu wszystkie ofiary mordów po śmierci przejawiały objawy zaawansowanej paranoi bojąc się wszystkiego i wszystkim. W między czasie gdy Wam to tłumaczyłem drodzy przyjaciele gość wszedł już do zajazdu, zamknął drzwi i skierował się w stronę biurka gdzie pracował portier. Gość ten był inny nawet jak na martwego. Opatulony w płaszcz, zakryty cały i otoczony jakąś dziwną aurą nie znaną dla wszystkich tu obecnych. Szedł powolnym, pewnym krokiem, a obecni tu goście obserwowali go z uwagą. - Dzień dobry. - powiedział ładnym, dźwięcznym głosem z jakimś nie znanym akcentem - chciałbym.... wynająć pokój. - Pokój....na ile ciał? - zapytał recepcjonista z lekką nie pewnością zupełnie jakby gość miał mu zrobić krzywdę. - Na jedno wystarczy. W zupełności wystarczy, o tak! - kończąc to zaśmiał się sam do siebie. Dopełniwszy formalności recepcjonista dał mu wyrzeźbiony w końskiej kości po czym przywołał chochlika pełniącego obowiązki boya hotelowego, uderzył go w jego płaski łeb i kazał zanieść rzeczy do pokoju tego miłego pana po czym chochlik i gość wyszli z hollu i skierowali się na schody. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Do kolacji nikt nie widział nowego gościa, choć już niewątpliwie wszyscy o nim słyszeli. Zależnie od tego od kogo był on: wysoki, niski, chudy, gruby, biedny i bogaty. Każda kolejna osoba nie omieszkała dodać też czegoś specjalnego od siebie z przekonaniem, że wcale nie kłamie.... Bo skoro rzeczywiście jest taki zły to po prostu MUSI być taki jak oni mówią. Im bliżej było kolacji [ a wszyscy byli nie wiedzieć czemu pewni, że na nią się zjawi] tym bardziej nie spokojni robili się goście. Większość oczywiście traktowała to raczej jako ciekawostkę, a jedynie ofiary morderstw zachowywały się jakby znowu ktoś chciał je zabić [ i z tego powodu były bardzo zadowolone. Dzięki temu uczuciu choć przez chwilę mogły czuć się jak żywe]. Wreszcie wybiła osiemnasta. Nadszedł czas kolacji. Goście spiesznie zeszli na dół zajmując miejsca przy stolikach przypisanych dla ich pokoi. Stolik najbliżej nowego gościa zajęła hrabina Vrakula - arystokratka która ponoć za stryjecznego brata ciotki siostry matki ze strony brata ciotecznego zięcia miała samego hrabiego Draculę. Miejsce to jej bardzo odpowiadało: Otóż już wyobrażała sobie jak będzie potem centrum zainteresowania innych opowiadać jaki to jest ten nowy gość. Jednego była pewna. Jej opis będzie wyjątkowo barwny nawet gdyby tajemniczy przybysz okazał się kolejną nudną mumią rozprawiającą godzinami na temat faraonów i całego tego piasku który znajduje się w Egipcie. Kiedy wszyscy już siedzieli na swoich miejscach pojawił się nowy gość. Wszyscy momentalnie zaprzestali obecnie wykonywanych czynności [poza Admirałem Halfrotten'em zaabsorbowanym szukaniem oka które mu gdzieś wypadło]. Gość wszedł bez płaszcza co było najważniejszą nowinką dla wszystkich zebranych bo wreszcie mogli go ujrzeć. Otóż był to młody trup, dość dobrze zachowany, wysoki dobrze ubrany w okularach i fryzurze z XIX wieku. Poruszał się płynnie niemalże nie odrywając stóp od ziemi jakby dryfował między stolikami. Zasiadł na swoim miejscu, ukłonił się hrabinie Vrakuli po czym zawołał kelnera i zaczął zamawiać posiłek. Naturalnie wszyscy przysłuchiwali się [łącznie z Admirałem Halfrotten'em który znalazł i wsadził oko na miejsce] co też gość zamawia. Wszyscy byli dość zawiedzeni, że jego posiłek jest raczej tani i normalny, mieli nadzieje, że to podróżnik z odległych krain, ale wszystko wskazywało na to, że to jedynie jakiś młody i biedny naukowiec. Gość zamówił kilka dość pokaźnych żuków, arszenik [będący ulubionym, a może i jedynym napojem pijanym przez umarłych] oraz porcję Piekielnej Smoły. Zjadł wszystko w ciszy, podziękował co świadczyło jedynie o nienagannych manierach po czym wstał od stołu i udał się do siebie do pokoju. I nikt więcej tego dnia już go nie widział. Hrabina Vrakula również jak najszybciej skończyła jeść i skierowała się do pomieszczenia przeznaczonego na bar, zajęła stolik i czekała. Miała wielką nadzieję, że zaraz zaczną krążyć nad nią pierwsze osoby pytające "Wolne?" by dosiąść się i wypytać o gościa. I nie myliła się. Mimo, że cały bar był wolny wszyscy dosiadali się do hrabiny przysuwając sobie krzesła i stoliki aż całe pomieszczenie składało się w sumie z jednego gigantycznego stołu. Ale cóż hrabina mogła powiedzieć im o tym gościu? Zjadł obiad i wyszedł.... W sumie był nieziemsko nudny..... Nawet nie beknął! Nawet mu widelec nie upadł! Nawet się nie skrzywił jedząc! Więc cóż miała począć biedna hrabina? Opowiedzieć im o nim w jednym zdaniu? Zamiast tego postąpiła jak na prawdziwą damę przystało.... - Jego wzrok! – zaczęła odpowiednim tonem, tak by każdy słyszał.- Cały czas na mnie patrzył w taki... taki zwierzęcy sposób! Pożądał mnie? Och, jak każdy mężczyzna! Ale jego wzrok... był taki.... dogłębny, jeśli oczywiście można tak powiedzieć. Czuć od niego... – specjalnie robiła przerwy by wzbudzić napięcie – czuć szlacheckiego pochodzenie! Jak dla mnie to demon który uciekł z piekła! – dało się słyszeć w tym momencie „ach!” wydobywające się z gardła każdej obecnej osoby – tylko czekać aż ktoś po niego przyjdzie! I tak oto hrabina mówiła przez blisko godzinę dodając to cały czas nowe fakty które akurat sobie „przypomniała”. - Przepraszam hrabino.... – odezwał się do niej później Admirał Halfrotten gdy razem szli po schodach na górę – czy mogła by pani mi opowiedzieć wszystko raz jeszcze? W pewnym momencie odpadły mi uszy i zanim je przykleiłem straciłem wątek.... Hrabina oczywiście powtórzyła wszystko z nieskrywaną satysfakcją dodając tu i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych