Wróć do katalogu

Zakazana miłość

Po prostu zakazana miłość dwóch istot.. Moje pierwsze małe "dzieło' :) Proszę o szczere komentarze..

Devoner, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Właśnie kończył się kolejny upalny, letni dzień. Słońce znikało za horyzontem malując błękitne niebo delikatnymi pastelowymi odcieniami pomarańczu, czerwieni, różu. Ostatnie promienie słońca prześwitywały przez chmury, by zaraz zniknąć pod władzą nocy. Był to widok niesamowity. Jak gdyby powoli zamykały się bramy niebios. Lekki wiatr poruszał koronami drzew, ich liśćmi tak, że dookoła rozchodził się dźwięk tak piękny, jak niebiańska muzyka. O tej porze na ulicach miasta było mnóstwo ludzi, którzy właśnie opuścili domy ciesząc się przyjemnym dla ciała chłodem. Wszyscy szli przed siebie zajęci, zamyśleni. Nikt z nich nie obserwował tego nieziemskiego wręcz obrazu roztaczającego się dookoła. Ona była jedyna... Ona. Na imię było jej Marta. Była wysoką, szczupłą osobą o ciemnych blond włosach i piwnych głębokich oczach, w których widać było zawsze wszystkie uczucia. Marta była zwykłą dziewczyną, zwykłym człowiekiem. Jedynymi rzeczami, które odróżniały ją od innych to to, że nie tylko patrzyła, ale i widziała. Nie tylko słyszała, ale i słuchała. Zamiast pocieszać, próbowała pomagać. Nie brała tylko od ludzi tego, co chcieli jej dać, ona również lubiła dawać. W przyjaźni Marta była wierna, tolerancyjna, wspierała, pomagała. Dla przyjaźni mogła poświęcić wszystko, nawet miłość. Ludzie wiedzieli, że mogą zawsze na nią liczyć i zaufać jej we wszystkim. W miłości kochała bez granic, oddawała całą siebie, była zdolna do wszystkich szaleństw, była skłonna oddać wszystko dla osoby, którą kochała. A w życiu? Mimo przyjaciół, mimo ich pomocy, zgubiła się. Mimo, że otaczali ją ludzie, czuła się samotna. Czuła, że nie nadąża za tym całym pędzącym tak szybko światem. Miała w sercu tyle miłości, lecz nie było już dawno nikogo, kogo mogłaby nią obdarować. Chciała spotkać kogoś, komu mogłaby znów oddać całe swoje serce. Tym razem bez strachu, że ten ktoś zwróci jej je złamane. Połamane, rozsypane na tysiące kawałeczków i zostawi ją, by ona sama je poskładała. Mimo, że to niemożliwe. Marta usiadła na ławce w parku. W jej ulubionym cichym miejscu. Kochała obserwować stąd zachodzące słońce. Czuła wtedy magię otaczającą ten skrawek świata. Czuła, że wtedy wszystko jest możliwe. Uwielbiała wsłuchiwać się w ciszę panującą dookoła. Słyszała wtedy swoje serce, swoje uczucia. Dlatego zawsze przychodziła tu, by zastanowić się, pomyśleć, co ma robić dalej. To miejsce, ta cisza, słońce pomagały jej choć trochę zrozumieć świat. Siedząc zaczęła zastanawiać się, czy jest na świecie druga taka osoba, jak ona. Osoba, która nie pędzi bez celu przed siebie, jak inni, nie dostrzegając piękna wokół siebie, lecz taka która umie zatrzymać się, widzieć. Czy jest gdzieś osoba, która jest dla niej stworzona, przeznaczona. Anioł, który został zesłany, by pomóc jej odnaleźć właściwą drogę. Przewodnik po życiu, by już nigdy się nie zgubiła. Czy jest na świecie taka osoba, z którą połączy ją miłość tak wielka, silna, zdolna przenosić góry, pokonywać każde przeszkody stawiane przez życie. Owszem. Ona wierzyła, że jest. Wierzyła także w przeznaczenie. Wierzyła w Anioły. Wiedziała, że jeśli spotka tą osobę, że jeśli ją odnajdzie, to zostanie z nią na zawsze. Że będzie walczyć o nią do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi. Bo jeśli ją odnajdzie, będzie to największe szczęście dla niej. Będzie to dla niej cud. Dzień spotkania tej osoby, tego jedynego, jej Anioła będzie najszczęśliwszą chwilą jej życia. Nigdy nie wypuściłaby go z objęć. Poszłaby za nim wszędzie, zrobiła dla niego wszystko. Ale jednak również bała się. A co jeśli nie będzie im dane się spotkać? A co jeśli nawet się spotkają i nie dostrzegą, że są sobie przeznaczeni? Co jeśli miną się i nie zauważą siebie nawzajem? Co jeśli ona nie dostrzeże, że to właśnie ta osoba, ten Anioł zesłany dla niej? Bała się, że jeśli go straci, lub nie dostrzeże, to już nigdy więcej nie będzie w stanie go odnaleźć... Zapadła chłodna, letnia noc. Z nieba zniknęły wszystkie chmury. Miejsce słońca zajął pełny księżyc w towarzystwie niemal wszystkich gwiazd. Dzięki temu, mimo nocy było niezwykle jasno. Marta spojrzała na niebo rozciągające się ponad zielonymi koronami drzew parku. Dostrzegła spadającą gwiazdę. Zamknęła oczy. Pomyślała życzenie – Chciałabym spotkać swojego Anioła – powiedziała do siebie i znów pogrążyła się w marzeniach. Nagle usłyszała szelest za plecami. Odwróciła się. Otworzyła oczy, lecz oślepił ją nieprawdopodobny blask. Gdzieś w oddali, jak przez mgłę dostrzegła dziwną postać. Czyżby ta postać miała skrzydła? – To niemożliwe – pomyślała Marta. Po chwili znów się ściemniło. Nie było żadnej postaci. – Musiało mi się wydawać – pomyślała. Znów usiadła prosto i poczuła, że jest obserwowana. Ktoś stał w mroku, pod drzewem. Jakiś chłopak. Zaczął się zbliżać do niej. Nagle do nozdrzy Marty napłynął słodki, cudowny zapach. Nie umiała określić z czym jej się kojarzy, skąd pochodzi. Ale nie myślała o tym. Chciała jedynie się nim delektować. Po chwili do jej uszy napłynęła cudowna muzyka. A chłopak wciąż się zbliżał. Zastanawiała się kim on może być... Zatrzymał się przed nią. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę. Marta przyjrzała mu się. Był wysoki, szczupły. Jego włosy były tak czarne, że widać było niemal granatowy połysk. Twarz miał podłużną o ciemniejszej karnacji. Usta miały piękny kształt, były idealnie symetryczne. Sprawiały wrażenie niezwykle delikatnych, tak jak i jego skóra. Spojrzała w jego oczy. Były bardzo ciemne, może nawet czarne? Lecz mimo ciemnego koloru błyszczały tysiącami innych barw. Były niesamowite. Marta nigdy wcześniej takich nie widziała. W powietrzu cały czas unosił się ten niezwykle przyjemny zapach. Muzyka wciąż grała. Dziewczyna czuła się jak w śnie. – Kim jest ten nieznajomy? – myślała, ale bała się zapytać. Bała się, że to tylko złudzenie. Że to wszystko zaraz przeminie. Że ta cudowna osoba odejdzie. Cały czas patrzyli sobie w oczy. Marta nie wiedziała czemu, ale czuła, że zaczyna zakochiwać się w nieznajomym. Czuła jak bezgraniczna, piękna miłość wypełnia każdy fragment jej ciała, każdą komórkę. Nie wiedziała, co się dzieje. Przecież w ogóle nie znała tej osoby. – Co się ze mną dzieje?- zapytała się w duszy. Czuła jak ogarnia ją uczucie niezmierzonego szczęścia. Do jej oczu napłynęły łzy wzruszenia, radości, miłości... Nigdy wcześniej się tak nie czuła. Nie chciała by ta chwila się kończyła. Chciała zostać przy tym nieznajomym już do końca. Czuła jak wszystko dookoła zaczyna wirować. Widać było niesamowity taniec drzew. Widać było to niesamowite uczucie krążące pomiędzy nimi. To było jak bajka. Jak przepiękny sen. Ona czuła jakby w końcu odnalazła tego, którego tak długo szukała. Czuła, że odnalazła tą właściwa osobę. Swojego Anioła. Stali naprzeciwko siebie nieśmiali, odurzeni tym uczuciem, zapachem, muzyką. Nagle on wyciągnął swą dłoń i dotknął jej twarzy. Jego dotyk był taki delikatny. Ona zbliżyła się do niego przepełniona rosnącą wciąż miłością i namiętnością. Wtuliła się w jego ciało. Czuła bijące od niego ciepło, które stopiło lód jej serca nagromadzony przez te wszystkie lata. Czuła jak jego serce bije coraz mocniej grając melodię wielkiej miłości. Czuła jego oddech na swej szyi. Poczuła jakby stali się jednym ciałem, jedną duszą, jednym sercem. Czuła, że kocha nieznajomego kimkolwiek on nie był. Nie chciała już nigdy wypuszczać go objęć. Nagle poczuła jak on unosi jej głowę. Znów patrzyli sobie w oczy. Czuła, że tonie w głębi jego spojrzenia. On zbliżył swą twarz do jej twarzy. Był teraz tak blisko... Poczuła dotyk jego delikatnych, aksamitnych ust na swoich ustach. Całował ją. Delikatnie, powoli, jakby czas już nie miał znaczenia. I rzeczywiście, dla nich już nie istniał. Całował ją tak namiętnie... Jak nikt wcześniej. Jego pocałunki były jak magia. Były jak ze snów. Marta nie chciała by przestawał. Chciała by całował ją już zawsze. Chciała czuć dotyk jego warg cały czas. Jednak po chwili przestał i znów spojrzał w jej oczy. Nie wiedziała, co ma robić. Jej ciało za radą serca zadziałało samo. Przylgnęła do nieznajomego całym rozpalonym ciałem. Zaczęła całować go tak namiętnie, jak nikogo przedtem. Nie wiedziała dlaczego to robi, ale w ogóle o tym nie myślała. Żyła tym wszystkim. Żyła tą chwilą, tym szczęściem. I chciała żyć tak już zawsze... Całowała go cały czas. Nie odrywała swoich ust od jego ust ani na najmniejszą chwilkę. Nie odrywała swojego ciała od jego ciała ani na centymetr. Teraz byli razem. Byli jedną osobą. Nic innego poza nimi się nie liczyło. Nie czuli, ile czasu już minęło. Nagle on znów odsunął się. Spojrzał na nią. W oczach miał łzy. Nie wiedziała o co chodzi... Sięgnął do kieszeni. Wyjął chustę i zawiązał jej oczy, poprosił szeptem, by o nic nie pytała. Jego głos był piękny, głęboki, ciepły, anielski... Ona czuła w głębi serca, że on odchodzi. Pocałował ją raz jeszcze. Nie chciała tego, nie chciała, by ją zostawiał, chciała go zatrzymać. Wyciągała ręce przed siebie, ale nie dotknęła jego ciała. Nie było go już tam. Poczuła tak straszny ból, jak gdyby wyrywano jej serce. Zdjęła chustkę z oczu. Zobaczyła, że pierwsze promienie słońca zaczynają pojawiać się na niebie. Nie wiedziała, co ma robić. W jej sercu panował smutek, czuła się tak jakby zabrano jej wszystko, jakby już nigdy nie miała być szczęśliwa. Nie wiedziała, co ma robić. Nagle ciszę panującą dookoła przeciął jej pełen bólu krzyk. Jak mogła pozwolić mu odejść? Spojrzała na chustkę. Czuła na niej jego zapach. Ten piękny, słodki zapach. Spojrzała w miejsce, w którym on przed chwilą stał. Zobaczyła malutką paczuszkę.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych