Wróć do katalogu

Zakład

coś co może sie przydarzyć każdemu z nas...

marcinos79, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zakład Pozostaje mi znów przez całą drogę gapienie się na moich współtowarzyszy podróży i w ramach relaksu w boczne okna – pomyślałem w duchu stojąc w zatłoczonym autobusie. Już nieraz spotykały mnie takie przyjemności jak jechałem do Wrocławia, ale dzisiaj były nad wyraz przyjemne. Obok mnie stała dużych rozmiarów kobieta, która chyba przed wejściem do autobusu przebiegła maraton i zapomniała się wykąpać. Z drugiej strony stał człowiek, który robił pięciominutowe przerwy, aby nie wyskubywać czegoś ze swojego kinola. No nic pomyślałem nie takie rzeczy się przetrwało, jak się skupię na bocznej szybce to przestanę czuć ten cudowny fetor z prawej a z lewej nie będę widział już tych gili. Naprawdę próbowałem…, ale kątem oka, niestety zawsze coś spostrzegłem, tym bardziej, że ten fetor robił się z minuty na minutę bardziej nieznośny. Trzeba zmienić pozycję, pomyślałem w duchu, ale jak to zrobić?...Przecież za dziesięć minut będzie postój, także powinienem się jakoś uwolnić od moich przyjemnych towarzyszy podróży. Te dziesięć minut trwało dłużej niż zwykle, przynajmniej tak mi się wydawało, ale w końcu zobaczyłem jak kierowca, zaczął wprowadzać pojazd na przystanek autobusowy. Odetchnąłem z ulgą i już zacząłem marzyć o tym, kiedy się uwolnię od moich ukochanym podróżnych. Jako jeden z pierwszych wysiadłem z autobusu a za mną wytoczyło się jeszcze kilka osób. Na szczęście pani „po maratonie” również wysiadła, co umożliwiało mi bezpieczną drogę powrotną do autobusu i możliwość usadowienia się gdzieś indziej. W przeciwnym razie musiałbym chyba użyć siły woli, aby przedostać się na tyły tej maratonki, która nie brała kąpieli od dwóch sezonów. Pan, który tak często robił przerwy na nie dłubanie w swoim dużych rozmiarów nosie, też wysiadł z autobusu i o dziwo zaczął rozmawiać z tą ogromnych rozmiarów maratonką. Nie mogłem powstrzymać się od gapienia na tych dwoje, bo za nic w świecie nie pomyślałbym, aby mogli tworzyć tak zgrany duet. Paląc sobie spokojnie mojego „weścika” widziałem jak owa parka, ekstra się bawi. Na zmianę słychać było piski maratonki pomieszane z chrypiącym śmiechem „dłubaka”. Oddawali się przyjemnościom autobusowego postoju, gdy ja obserwowałem nasz cudowny pojazd w celu lokalizacji najdogodniejszego dla mnie miejsca. Oczywiście wszędzie mogło być lepiej niż w ramionach teraz tej piszczącej pani i w okolicy podejrzanego typa o chrypiącym śmiechu. Już miałem wejść do autobusu uprzedzając moich towarzyszy, gdy ta przecudowna parka z uśmiechem na twarzy podeszła do mnie... - Przepraszam, mógłby pan poczęstować papierosem? - zapytała mnie piskliwym głosem maratonka, naprawdę bardzo dużych rozmiarów. Chciałem odparować, że to ostatni ale dokładnie w tym momencie cała paczka „weścików” wyleciała mi z kieszeni kurtki i przekoziołkowała do jej stopy. - Oooo!, widzę że one same chcą, bym ich skosztowała - zażartowała ta cudna maratonka. - No cóż, proszę się częstować - odpowiedziałem podnosząc papierosy. Chciałem się wymknąć ale znów nie dali za wygraną. Tym razem swego rodzaju jegomość oznajmił: - Słonecznie dzisiaj - co drogi panie?. - Nie jest najzimniej - odparowałem wypatrując wcześniej namierzonej luki w autobusie, w której planowałem spędzić swą fascynującą podróż. No i zaczęło się…- mimo moich usilnych starań wycofania się z rozmowy - Dokąd pan jedzie?, bo my z panem Mariuszem aż do głównego. Tak się złożyło, że dokładnie na głównym miałem wysiąść. - Tak, też do głównego, jak jechać to do końca! - zażartowałem i spojrzałem się na „dłubaka”. Nie do wiary on ciągle to robił! Pomyślałem, cholera spadam stąd, odczepcie się. - To mamy dla pana propozycję - zagadnął ten „cudowny” facet. Wtedy znów to poczułem, był nie do zniesienia, zacząłem się zastanawiać czy „dłubak” też to czuje?. - Nie, nie dziękuje, śpieszę się, muszę jeszcze kilka spraw dzisiaj załatwić - odparłem wymijająco. - No wie pan, to nic wielkiego a może pan sporo zarobić - z uśmiechem powiedziała ta fetor dama. Nie miałem zwyczaju posiadać gotówkę, także trochę się zawahałem, i odpowiedziałem. - Hm… a co konkretnie miałbym zrobić? Zobaczyłem jak „dłubak” przestał dłubać i usłyszałem ten chrypiący śmiech... - Nooooo widzę, że gotóweczka do pana przemawia, i to nie mała będzie proszę pana - dodała kobieta. Gdy tak sobie gaworzyliśmy, nie zauważyliśmy jak kierowca wrócił do swego pojazdu i zapuścił silnik. - Patrzcie, patrzcie nasz kierowca chce nas tu zostawić - syknęła ta przepocona maratonka i ruszyła biegiem w kierunku autobusu. Zablokowała mu drogę swoim potwornie dużym ciałem i zawołała do nas. - Chodźcie chłopaki, bo ten woźnica już dłużej nie poczeka. Razem z „dłubakiem” podbiegliśmy do autobusu i wkroczyliśmy do niego podążając za naszą wybawicielką. Idąc za dłubiącym na koniec autobusu usłyszałem jak maratonka wykrzykuje na naszego kochanego kierowcę. - Co pan sobie wyobraża???, człowiek chciał przez pięć minut rozprostować kości, przewietrzyć się a pan o mało mnie nie zabił, co to do cholery ma znaczyć!?. Wydawało mi się, że kierowca chce coś powiedzieć na swoją obronę ale ten odór skwasił strasznie jego minę i nie potrafił wydusić żadnego dźwięku. Stać go było jedynie na skinienie swoją główką, która najprawdopodobniej mówiła, aby nasza wybawicielka przeniosła się gdzieś dalej, uwalniając drążek skrzyni biegów. „Dłubak” jak to

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych