Wróć do katalogu

Zakopiańska masakra ciupagą góralską. Część II

Druga część opowiadania o góralu, któremu zostało zlecone zabójstwo szefa zakopiańskiego gangu.

klb, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedy kuzyni zbliżali się do zatłoczonego parkingu, Piotrek miał już zupełnie inne zdanie na temat pożyczenia sobie dwóch buteleczek spirytusu. Za parkingiem znajdował się dwupoziomowy dom handlowy Zak. - Bardzo dobrze – stwierdził Mateusz. - Dużo samochodów, oznacza dużo ludzi w środku. Będzie nam łatwiej zdmuchnąć flaszki. - Jakieś wskazówki co do naszego planu? – spytał młodszy kuzyn. - Idziemy prosto na stoisko alkoholowe. Żadnego rozglądania się na kamery i pracowników. Jak będziemy na miejscu, robimy swoje, a potem kierujemy się do wyjścia. Tylko pamiętaj, że najważniejsze jest zdecydowanie i opanowanie nerwów.

O godzinie 16.50, góral pojawił się w głównym wejściu do supermarketu. To właśnie w Zaku czekała na niego robota do wykonania. Był zły że nie odnalazł karłów, ale wiedział że najważniejsze tego dnia jest zadanie, które musi wykonać. Miał na sobie dżinsy i zieloną kurtkę. Pół godziny wcześniej wyszukał dyskretne miejsce, gdzie mógł spokojnie ściągnąć swój przemoczony strój, następnie przebrać się w suche, bardziej popularne ubranie i przygotować niezbędne narzędzie do pracy. Odpowiednia odzież była bardzo ważna. Nie mógł rzucać się w oczy. Jeszcze raz przypomniał sobie plan zadania. Był spokojny, ciśnienie miał w normie, a w jego zachowaniu nie było śladu zdenerwowania. To dlatego spodobał się swojemu pracodawcy: cierpliwy, bardzo odważny, opanowany. Supermarket po prostu gotował się od ogromnej ilości ludzi. W tle leciała monotonna, spokojna muzyka. Po prawej stronie od głównych drzwi, znajdowały się schody prowadzące na platformę. Zarówno pod platformą, jak i nad nią, szeregi wejść prowadziły do małych butików, miniaturowych zakładów fryzjerskich, punktów fotograficznych, bufetów oraz kawiarenek. Na górze znajdowały się także drzwi do biura kierownika. Kiedy mężczyzna znalazł się na platformie, podszedł do barierki, po czym spojrzał w dół na olbrzymia halę. Ludzie, niczym w przedświątecznej gorączce, wypełniali potężne wózki artykułami, a następnie karmili swoimi pieniędzmi konto właściciela Zaka. To właśnie na niego czekał góral. W pewnym momencie, patrząc się na zabieganych ludzi, mężczyzna znowu je zobaczył – małe, złośliwe kreatury z lasu. Na jego spoconej twarzy, po raz kolejny zagościł złośliwy uśmiech. Nagle, zobaczył że jeden z nich unosi rękę do góry i wskazuje na niego. Mężczyzna wyprostował się, zacisnął pięści. „Jesce im pokaze! Ale najpierw robota” – pomyślał, jednak decyzja żeby natychmiast nie rozwalić łbów leśnych karłów, przyszła mu z trudem. Kiedy w pewnym momencie zauważył w drugim, mniejszym wejściu na dole, dwóch mężczyzn w białych garniturach, odwrócił się plecami do barierki. „Sysko zgodnie z planem, panocku” – stwierdził. Wciąż był opanowany, starał się skoncentrować na swoim zadaniu, ale myśli o karłach, o ich złośliwych uśmieszkach, nieustannie się pojawiały. Nie potrafiąc się powstrzymać, energicznie zrobił obrót za siebie, jak człowiek z manią prześladowczą i spojrzał w miejsce, w którym wcześniej stały kreatury. Tym razem ich nie zauważył. Znów oparł się plecami o barierkę. Spod kurtki wyciągnął gazetę, którą miedzy innymi przywiózł w swym futerale. Rozłożył ją i udając że czyta, co chwilę zerkał w prawą stronę, gdzie znajdowały się jedyne schody na platformę. Kiedy dostrzegł że dwie, eleganckie postacie pokonały ostatni stopień, starał się podglądać dyskretniej, aby nie wzbudzić podejrzeń. W odpowiednim momencie, to znaczy wtedy gdy mężczyźni w białych garniturach znaleźli się w niewielkiej odległości od górala, ten pozwolił sobie oderwać wzrok od tekstu, i przez ułamek sekundy dokładnie przyjrzeć się twarzy każdego z nich. Zrobił wzrokiem zdjęcie, a kiedy minęli go, wyciągnął z kieszeni spodni fotografię i porównał ją do obrazu zarejestrowanego w mózgu. Wszystko mu się zgadzało. Jak powiedział mu jego szef, Artur Woskowski zawsze chodzi w towarzystwie jednego goryla. Schował zdjęcie, włożył prawą rękę pod kurtkę, a następnie odbezpieczył Browning HP (kaliber 9mm) z założonym na koniec lufy tłumikiem. Bez chwili zastanowienia, ruszył za swoim celem, mając cały czas rękę na spuście, schowanej pod kurtką broni. Gdy znalazł się dwa metry od szefa gangu oraz jego goryla, wyciągnął pistolet, a następnie wykonał trzy strzały: najpierw, jeden w tylną część głowy ochroniarza, a następnie dwa w głowę Artura W. Gdy ciało gangstera upadło na bok, jakaś kobieta zaczęła głośno krzyczeć, a chwilę później do jej wrzasku dołączyły inne głosy. W momencie gdy wszyscy obecni w supermarkecie ludzie stali jak wryci, gapiąc się na platformę, góral zdążył już dołączyć do gęstej grupy gapiów na dole. Nagle, ktoś na górze krzyknął – Widziałem go! Widziałem tego mordercę! Jest na dole! – i w tym momencie wszyscy rzucili się z wrzaskiem do ucieczki. O to właśnie chodziło góralowi. „No piknie, panocku. Sysko idzie, jak ma być” – pomyślał, gdy biegł już z tłumem w stronę wyjścia. Rzeczywiście, wykonał idealnie to co miał zrobić. Po prostu perfekcyjnie. Cieszył się, że najtrudniejsze jest za nim, ale kiedy zobaczył uciekające daleko przed nim karły, wyciągnął ponownie broń. Wycelował w jednego z nich, po czym pociągnął za spust. Spudłował, ale natychmiast wystrzelił ponownie. Kula trafiła w nogę niewysokiej, wyglądającej jak dziecko postaci i cel górala upadł na ziemię, drąc się chłopięcym głosem. Nieco wyższy dzieciak zatrzymał swój bieg, odwrócił się za siebie, a następnie popatrzył na niego z przerażeniem. Teraz mężczyzna chciał załatwić drugiego karła, ale zdziwił się że ten nie ma już okrągłej, tłuściutkiej, pękatej twarzy z gęstymi brwiami i czerwonego nochala. Przypominał mu kogoś. Góral znał też skądś żółty płaszcz przeciwdeszczowy, w który ubrany był chłopiec klęczący nad swoim rannym kolegą. Kiedy mężczyzna znalazł się dwa metry od nich, broń miał już wycelowaną prosto w głowę kucającego chłopca, który wcześniej kojarzył mu się z leśnym karłem. Chłopcy patrzyli z przerażeniem. Ranny wciąż jęczał, a drugi coś powiedział, lecz góral nie zrozumiał tego.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych