Zatarg ze smerfami (1)
Oniryczna, nieco prowokacyjna groteska o relacjach policjant-obywatel i nie tylko.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Idę przez plac targowy. Rozglądam się za spodniami. Stoisk z nimi jest cały ogrom. Szkoda tylko, że same babskie. Może byłoby to dobre w braku ofert dla mojej płci, ale jakoś głupio tak. Nie tyle z kupieniem, co paradowaniem po mieście. I niezbyt komfortowo, jeśli wiecie o co chodzi.
Wokół kręci się pełno tych kreatur znanych powszechnie jako policjanci. Wszyscy w czarnych kamizelkach kuloodpornych, jakby terrorystów ścigali. Niektórzy na te kamizelki zakładają jeszcze obrzydliwe jaskrawożółte ceratki. Czego tu szukają? Czy ktoś nie ma zezwolenia na handel paciorkami z Burundi? Już kogoś dopadli. Chcę podejść, wyjaśnić, stanąć w obronie, ale nie mam odwagi. Może później, jak trafię na lepszą okazję.
O, a cóż to znowu widzę? A panowie skąd przybyli? Z jakiej epoki? Patrzę i oczom nie wierzę: z szarobrudnej masy wystają dwie głowy w błękitnych hełmach wielkości garnków, w których mama zawsze gotowała barszcz z uszkami na Wigilię. Rozumiem, też kontrola, ale tegom jeszcze nie widział. Zastanawiam się, czy nie jestem świadkiem jakiegoś balu przebierańców. Odruchowo zaczynam ich śledzić, wiecie, psychologia tłumu, i w tymże tłumie zaraz mi się rozpływają. Przez chwilę czuję lekki niepokój, ale co tam! Ja nic nie sprzedaję, jestem czysty. Zapominam o sprawie i szukam spodni.
W końcu trafiam pod okazały namiot czarnookiej pychotki. Wygląda na starszą ode mnie o jakie półtorej dekady, co w niczym nie ujmuje jej atrakcyjności. Ba, niewielki zez rozbieżny na opalonej twarzy działa na mnie jak afrodyzjak. Ale przecież nie przychodzę kupić jej oczy tylko spodnie dla siebie. Męskie, na całym targowisku dostępne chyba tylko tu. Nawiasem pisząc, jakoś dziwnie tu ciepło, choć nie widać żadnego grzejnika. Mówię "Dzień dobry" i wykładam jej swój problem, gdy ona wykłada towar. Zapominam ile mam w pasie i na chwilę pozwalam się objąć taśmą krawiecką. Naturalnie, podczas tych kilku sekund moją głowę atakują różne myśli absolutnie niezwiązane z transakcją. Moje oba ślepia znów zostają schwytane przez jej jedno, teraz prawe. Czuję zawrót głowy właściwy dla środka wiosny, choć jest późna jesień!
- Pan taki chudziutki - moja małżowina rejestruje łagodne, słodkie częstotliwości z domieszką śląskiego akcentu. - A tak, zawsze taki byłem. - Jakaś dziewczyna powinna się za pana wziąć.
Miss Targowiska, czy wiesz jak bardzo chcę, byś to ty nią była? Jeśli jesteś sama to weź mnie takiego jak tu stoję i się mną zajmij! Ale wykrztuszam tylko jakieś "Aaa..., no w sumie może...". Tymczasem podchodzą inni klienci, toteż prowadzenie tej interesującej konwersacji zostaje przerwane, dostaję do ręki plik dżinsów i sztruksów o różnych odcieniach, wolną ręką sięgam głowy, strącam myśli o sprzedawczyni, która zresztą już mnie zdradza i znikam w przymierzalni.
Miejsce to okazuje się całkowicie odcięte od świata zewnętrznego. Nie słyszę tu żadnych głosów ze środka namiotu, ani spoza niego. Przypomina mi się taka piosenka Kasi Nosowskiej, gdzie padają słowa: Udaję, że świat zamyka się W tych czterech ścianach, a za nimi pustka Dokładnie tego właśnie doświadczam, nie udając. Lustro, odwieczny kłamca, wita mnie szerokim uśmiechem, jakby mówiło: "Na co czekasz, działaj!";. Coś mi jednak mówi, że powinienem to odebrać jako ostrzeżenie. Nie chodzi chyba o te spodnie, pytam go w myślach, może są do bani, ale co może w nich być szkodliwego? Może mi to powiesz? Nie, nie powie. Wpatruję się w dwie przymierzone szmaty z rzędu i po chwili znajduję, jak mniemam, odpowiedź. Czarno na błękitnym!
Błyskawicznie odrzucam ciężką płachtę i już widzę ekspedientkę, szamoczącą się w objęciach gościa, który próbuje założyć jej kajdanki. Ledwo go dostrzegam, bo ma może pół metra wzrostu. Nigdy nie widziałem tak niskiego policjanta, a może nawet dorosłego człowieka. Długa, czarna bródka jak najbardziej pasuje, podobnie jak tubalny głos. Tylko czemu ona nie może mu dać rady?
Ona: - Puszczaj mnie pan! Jestem niewinna! On: - Mnie to nie interesuje, tym się zajmie sąd! Ona (nie słucha go): - Jestem niewinna!!! On (nie słucha jej, zapinając już pierwszą bransoletę na jej wiotkim nadgarstku): - Nie obchodzi mnie to! Jest pani podejrzana o nielegalny handel tymi tu spodniami i własnym ciałem... Ona: - Wal się! On: - ... z korzyścią dla siebie, bez odprowadzania podatku!
A, więc to tak! Dopiero teraz dostrzegam na jego głowie partyzancką czapeczkę koloru khaki, nie pasującą do reszty munduru.
Całe zamieszanie wydaje mi się śmieszne. Z jednej strony, jeśli spróbuję ją bronić, miniaturka Fidela zaraz znajdzie na mnie haczyk. Utrudniając pracę policji, w dodatku broniąc haniebnego zawodu, niejako przy okazji dopuszczam się niewątpliwie dyskryminacji karła, a to już musi być nie lada wykroczenie. Mam nawet wrażenie, że jego praca w tym charakterze to nie tylko efekt nacisków pewnych lobby, domagających się proporcjonalnej reprezentacji, ale że sprzyja wręcz stróżom porządku, mającym, w razie czego, świetne alibi. Poza tym liczę, że dama lekkich obyczajów, jeśli naprawdę nią jest, sama się jakoś i tym razem oswobodzi.
To jednak nie następuje, a we mnie odzywa się rycerska duma. Kobietę należy bronić, choćby nawet przed karłem. Albo może coś na kształt bohatera powieści Conrada. Takiego, co to chce odzyskać honor, wiecie, te sprawy. Mam też w zanadrzu inne powody do podjęcia działania. Drugie z wymienionych podejrzeń wydaje mi się bezpodstawne, raczej poszlakowe. Zresztą i tak jestem zwolennikiem legalności prostytucji, choć nigdy nie korzystałem z tego typu usług, zarówno na czarno, jak i biało. I chyba nieprzypadkowo dostałem ten znak w przymierzalni. Gdyby nie on, jeszcze teraz stałbym tam przed zwierciadłem, zadając mu szereg retorycznych pytań, a po wyjściu zastałbym szereg ubrań, którymi mógłbym się wprawdzie łatwo podzielić z tubylcami, ale może nie zobaczyłbym już nigdy czarnookiej Miss Targowiska.
Włączam się do akcji. Nieśmiało wchodzę w pole widzenia szalonej, czterookiej ośmiornicy, rzucającej się na wszystkie strony, wywracającej sterty ubrań, jakby nie wiedziała, co na siebie włożyć, robiącej przy tym niesamowity hałas altem i sopranem jednocześnie. W momencie, gdy nieco zmieszana ośmiornica spogląda na mnie w górę parą tylnych oczu, ja dostrzegam nieco niżej rozpięty zamek błyskawiczny. Czyżby chciała błyskawicznie przymierzyć za duże na nią spodnie?
Tego już za wiele. W mgnieniu oka dopadam gościa, próbuję go oderwać od ofiary, bezskutecznie. Dostaję potężnym prawym sierpowym w szczękę, czuję jak wylatuje mi lewa czwórka, ale zaraz dopadam go znowu, teraz ja mu daję w pysk, on puszcza ją, plamiąc swą krwią. Ona instynktownie ucieka, pociągając go jednak fizycznie, to znaczy fizycznie go pociągając, to znaczy za bransolety, z których druga już jest zapięta na jego nadgarstku, toteż muszę uważać, by jej nie skrzywdzić, spuszczając mu manto. Ale zatrzymuję się, gdyż on sam sięga do kieszeni po klucze, wycedziwszy przez zęby: - Ona jest winna, ale chętnie zamienię ją na takiego ptaszka jak ty! - Dlaczego nie sięga wpierw po broń? Widocznie jakieś braki w szkoleniu ma, albo uważa mnie za nędznego przeciwnika, dość, że odpina własne kółko i próbuje postawić mi jakiś zarzut, na co mu nie pozwalam kolejnym ciosem. Zaskakuje go to trochę, ale prawie nie oszałamia. Udając, że się lekko chwieje, nagle łapie mnie za obie ręce i wykręca tak, że muszę się pokłonić i ukorzyć przed władzą. Przy swojej posturze ma wielką siłę. Niech go, tego karła!, napisałby papa Hemingway. Nic dziwnego, że ona nie mogła się wyrwać.
Tymczasem ona wraca z przymierzalni z lustrem w dłoniach, a on jeszcze dla wzmocnienia efektu kopie mnie bez przekonania w brzuch. Leżąc już na ziemi widzę, jak wielkie zwierciadło staje tuż za małym Rumcajsem w policyjnej skórze. Walnij go tym lustrem, kochana, o mnie się nie martw! Istotnie, lustro przymierza się do czegoś, co ma być chyba ciosem, a kończy się tylko wyczuwalnym dotknięciem potylicy. Skutek jest jednak poważniejszy: Rumcajs odwraca się, dostrzega własne odbicie i już czuje się pokonany. Wychodzi z namiotu, bełkocząc pod nosem jakieś oskarżenia.
Miss dyszy ciężko ze zwieszoną głową. Podchodzę do niej, aby spytać czy wszystko w porządku. Dostrzegam rozcięcie w lewej części jej bluzki, a dalej okazałą czarną ranę biegnącą od przepony do brzucha. Nie wiem, jak to się stało, bo nie widziałem, by ten skubaniec miał nóż, widocznie zahaczyła o kolbę pistoletu, co jednak też wydaje mi się dziwne. Ze łzami w oczach mówię:
- Może zadzwonię na pogotowie. Albo skoczę po opatru... - Ależ nie trzeba, do wesela się zagoi. - Dlaczego mi pani nie powiedziała - szepczę z krwią w ustach. - Drogi mój, to dla ciebie - rzecze i znika za kotarą.
Czekam parę minut, ale nie wychodzi. Widocznie ugrzęzła na dobre w tej autonomicznej kabinie. Przychodzi mi do głowy myśl, że mógłbym sobie wziąć na chybił
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MarioPierro
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…