Wróć do katalogu

Zbycha smród stóp

O wielkiej mocy małych szczegółów.

Apsurt, opublikowano , 8 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do Zbyszka zewsząd dochodziły sygnały o nadchodzącej śmierci. Pierwszym były wrzaski. -WSZYSCY ZGINIEMY!!! Potem przestał czuć własne stopy, a na przestrzeni ostatniego oddechu obejrzał jak film własne życie. Życie w którym nie wiadomo dlaczego najważniejsze wydały mu się teraz słowa katechetki.

Wiele lat wcześniej siedmioletni wówczas Zbysio na lekcji religii w okolicach lewej pięty poczuł swędzenie doprowadzające go do szaleństwa, rozdrapujące szare komórki mózgu Zbysia, niemiłosiernie swędzenie łechcące każdą myśl chłopca. Ratunku! Zbysio w zaciszu własnej czaszki błagał o pomoc, próbując jednocześnie podrapać piętę przez grube żółte gumiaki odziedziczone po starszej siostrze. Nic z tego! Guma i wełniane skarpetki nie pozwalały paznokciom Zbysia zbliżyć się do okrutnie swędzącej skóry. Litości! Zbysiu błagalnym wzrokiem patrzył na krzyż wiszący nad tablicą. Klasa rozmyła się, oczy chłopca nabiegły łzami, swędzenie narastało, narastało… Nie wytrzymał Zbysio, zapomniał o obietnicach składanych rodzicom, zdjął gumiaka, skarpetkę i natychmiast wziął się za drapanie. Cząsteczki zgniłego smrodu z impetem wlazły w powietrze. Natychmiast wzięły się za palenie, mordowanie i gwałcenie wszystkich dziurek nosowych w klasie I B. - Jezuuuuł! – wycie katechetki. Wszystko szurało i stukało, dzieci bezlitośnie walczyły o pierwszeństwo w drzwiach wyjściowych. A Zbysio drapał tak łapczywie… Później, kiedy szkoła wywietrzała już nieco, pani katechetka złapała ramie Zbysia i mocno nim zatrzęsła. – Pamiętaj chłopcze, twoje stopy nie są tylko twoim problemem. Ja mam złe przeczucia, chłopcze, złe przeczucia! - Ale ja myje stopy, proszę pani! – wypalił Zbych. – Ze cztery razy dziennie! - Lepiej na nie uważaj! – kościste palce ściskały ramie Zbysia. – Takie stopy mogą poważnie zaszkodzić temu światu! Nie dłub w nosie!

Palec Zbycha nigdy nie zagościł już w żadnej z dziurek nosa. Chłopiec szybko dorósł i wyłysiał na zawsze chomikując w sercu słowa katechetki. Zrozumiała z pewnych względów obsesja Zbyszka na punkcie wszystkiego co ze stopami związane sprawiła, że po kilku latach pracy na trzech etatach dorobił się własnego sklepu obuwniczego w centrum miasta. Kochał buty i swoją pracę, a klienci szybko docenili jego fachową pomoc w doborze obuwia. Najbliżsi podejrzewali, że miłość wykluła się z wdzięczności za chronienie Zbycha i najbliższego otoczenia przed siarczystym smrodem jego stóp. Z czasem buty przestały być dla Zbyszka jedynie ochroną przed odorem. Stały się największą pasją jego życia. Bajońskie sumy wydawał na najnowsze modele ekstrawaganckich butów, kapci, czy sofiksów. Najbardziej ukochał Zbych parę przywiezionych prosto z Teksasu kowbojek z ostrogami uszytych ze skóry aligatora. Uwielbiał dźwięk jaki wydawały, stukając o drewnianą podłogę. Choć, nie da się ukryć, cenił w nich przede wszystkim to, że nie wchłaniały smrodu ze stóp. Nie musiał wyrzucać ich już po tygodniu, wystarczyło, że nasypał do odrobinę talku, wsadził choinkę zapachową i wystawił za okno na parapet, by porządnie wywietrzały.

Jeden tylko człowiek był w stanie przyjaźnić się ze Zbysiem. Chudy rudzielec z dziwną chorobą uniemożliwiającą odczuwanie zapachów - Jakub. Kuba poznał Zbysia, kiedy obaj mieli po dziesięć lat, w piaskownicy. Dzieci dokuczały Zbysiowi, więc chłopiec postanowił zdjąć buty, by się ich pozbyć. Tumany kurzu po rozpaczliwej ucieczce oprawców opadły odsłaniając chudego rudzielca wkładającego patyk w psią kupę. - Dlaczego wkładasz patyk w psią kupę? – spytał Zbysiu. - Bo znalazłem patyk i psią kupę. Potem rzadko widywano ich osobno. Jakub jako jedyny człowiek na świecie miał szczęście przekonać się jakim świetnym kompanem potrafił być Zbych, gdy nie czuło się jego nóg. Było to jedno z dwóch wielkich szczęść w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych