Zesłanie
Rozterki sercowe w wersji S-F
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Teraz, po blisko dwuletniej tułaczce wśród tej beznadziejnej pustki wiem, że lepiej by było, gdybym wybrał tę drugą opcję. To dlatego Sędzia uśmiechnął się w taki sposób, kiedy powiedziałem, że wolę zesłanie zamiast śmierci. Doceniam odwagę – powiedział – choć w tym przypadku, to raczej głupota, bo nawet sobie synu nie zdajesz sprawy, jak zatęsknisz za śmiercią w tej pustce. Niestety prawo do śmierci zostanie ci odebrane na czas nieokreślony. Żyj skazańcze! Wprost z budynku sądu przewieziono mnie do portu, gdzie czekał na mnie obskórny statek, wyposażony we wszystko, co niezbędne do galaktycznej podróży. Nawet broń, która jednak miała zostać aktywowana dopiero, gdy znajdę się dalej, niż 20 parseków od Ziemi. Mundurowi wepchnęli mnie do hibernatora, zaprogramowali komputer pokładowy i zniknęli w momencie, kiedy zaczęła ogarniać mnie senność. A jednak żyję – pomyślałem zanim otuliła mnie czarna pustka. * * * Jednostajny szum i pulsowanie w skroniach. Znałem te odczucia z czasów, kiedy byłem pilotem frachtowca i wielokrotnie budziłem się z hibernacji w długich lotach. Czyli już jestem w tym Nigdzie, gdzie mogę zacząć szukać. Od czasu Drugiej Wojny Po Zjednoczeniu, prawo było bezwzględne dla każdego rodzaju przwinień. Były tylko trzy wyjścia – oczyszczenie z zarzutów, śmierć lub zesłanie. Oczyszczenie z zarzutów było prawie niemożliwe, bo każda wątpliwość była niekorzystna dla oskarżonego. Tak na wszelki wypadek stosowano zasadę domniemania winy. Śmierć – wiadomo. Natomiast zesłanie dawało nikłą nadzieję. Dawało możliwość poszukania sobie miejsca do życia gdzieś w odległym kosmosie. Ba! Jeśli miejsce nadawałoby się do kolonizacji, wracało się do życia w społeczeństwie w chwale i obsypanym zaszczytami. Jeśli zaś nie, to żyło się gdzieś w mikroskopijnej bazie zbudowanej ze statku przez długie lata. Bardzo długie, bo nie było możliwości przerwania tego samobójstwem. Prócz blokad na broni i w statku, uniemożliwiała to blokada zakładana bezpośrednio w mózgu. Każda próba odebrania sobie życia skutkowała ogromnym cierpieniem, które było gorsze niż śmierć, bo pozostawiało po sobie wyraziste wspomnienie nie nadwerężając organizmu w żaden sposób. Wiem, bo próbowałem. Jeszcze w więzieniu. A teraz właśnie budziłem się ze snu i zaczynałem nowy rozdział swojego zasraniutkiego życia, bo poprzedni skończyłem waląc w mordę skurwiela będącego moim przełożonym. Niezgodność charakterów też jak widać stałą się przestępstwem. * * * Już ponad miesiąc po przebudzeniu leciałem przed siebie, dziwiąc się, że określenie “pustka” może być tak dosłowne. W czasie rejsów frachtowcem nigdy nie spotkałem się z czymś takim. No ale w końcu to były rejsy w konkretnym celu z konkretnym towarem a nie zesłanie, tak jak teraz. Skurwiele wybrali wyjątkowo pustą pustkę dla mnie. Dlatego kiedy zaprogramowany na odnalezienie substancji organicznych komputer pisnął cichutko, zerwałem się na równe nogi wrzeszcząc dziko z radości. Zielona poświata wewnątrz hologramu pokazywała układ planetarny odległy, jak główna wygrana w lotto. Ale był!!! * * * Im bliżej byłem zielonego układu, tym wprawiał mnie w większe osłupienie. Składał się z kilkunastu planet i każdą z nich otaczała zielona poświata wygenerowana przez komputer, a świadcząca o tym, że... TAM MOŻNA ŻYC!!! Nie znam sie na tych naukowych gównach ale wiem, że dotychczas żadnej z ekip przeczesujących kosmos w poszukiwaniu planet nadających się do kolonizacji, nie udało się znaleźć niczego ciekawego. A już napewno nie całego układu planetarnego, który stwarzałby warunki do życia dla ludzi. Z każdą godziną, która zbliżała mnie do tego cudu, komputer zyskiwał kolejne informacje, które wyglądały zupełnie nieprawdopodobnie. Każda, KAŻDA z planet nadawała się do zamieszkania. Różniły się nieznacznie klimatem ale żadnej nie dało się wykluczyć. I co najważniejsze – na żadnej nie było śladów cywilizacji. Rozumiecie? Zupełnie dziewicze planety, z przyjazną atmosferą i w dodatku, TO JA JE ZNALAZŁEM!!! Pod zamkniętymi powiekami widziałem już siebie obsypywanego laurami i zaszczytami, przez wdzięcznych rodaków z makabrycznie przeludnionej Ziemi. Hehe – ciekawe w ile pięknych miejsc zostanie wplecione moje imię? * * * Pierwsza wydała się doskonałą na pierwszy rzut oka. Świerza, prawie tonizująca atmosfera i ciepły choć silny wiatr przez całą dobę. Jak okazało się za świerza. Ta piękna planeta była za młoda, by na niej zamieszkać. Zbyt pełna czynnych wulkanów, które zanieczyszczały atmosferę swoimi wyziewami. Po deszczu śliczna i kwitnąca szybko stawała się brudna z przyduszną atmosferą. Druga była wiele, wiele lepsza. Jak sen była. Łagodne krajobrazy, łagodna atmosfera... łagodna i zniewalająca. Zanurzałem się w niej, coraz bardziej oddalając się od rzeczywistości. Obudził mnie gwałtowny ból wyzwolony przez blokadę
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bezo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…