Wróć do katalogu

Zielona małpa

"Bycie donosicielem to twoja jedyna szansa..."

Sylwianaopublikowano 11 sierpnia 201522 min czytania 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Czy naprawdę nie ma innego wyjścia? – spytał mężczyzna. - Ależ jest, oczywiście. Może pan zostać tutaj – odpowiedział spokojnie strażnik. - Nie chcę tutaj pracować. Mam dość tego piekielnego gorąca i tej katorżniczej pracy – zaczął narzekać Edward – Bolą mnie plecy od tego nieustannego rąbania skały i wrzucania kamieni do rzeki płynącej magmy. Nie chcę robić tego w nieskończoność! - Sam pan sobie na to zasłużył. Nie pamięta już pan dlaczego pana tutaj zesłano? - Pamiętam niestety, a może stety. - No może bez tych stety. Jeszcze nie czuje pan skruchy? Za tyle skakania z kwiatka na kwiatek, tak wiele porzuconych i cierpiących panien, matek i mężatek? Zmieniał je pan często i porzucał raniąc okrutnie. Egoista wstrętny! - Nie! Niech pan nie odchodzi! Zgadzam się na wszystko co zaproponuje sędzia, byle tylko móc stąd odejść. - No zobaczymy. Jeszcze nie zna pan wszystkich warunków umowy. Proszę iść ze mną.

*****

Brudny, spocony i ubrany w śmierdzący kombinezon pracownik piekielnej kopalni ruszył w ślad za strażnikiem. Szli długim, ciemnym i gorącym podziemnym korytarzem. Jedynie łuna czerwonego światła bijąca od płynącej magmy oświetlała ich drogę. Wszystko było lepsze niż machanie tym przeklętym kilofem, nawet dziesięciokilometrowy marsz wydawał się fraszką. Dotarli wreszcie na salę sądową i stanęli przed obliczem sędziego.

- Usiądź proszę, Edwardzie – powiedział przyjaźnie sędzia. - Czy ja pana skądś znam? Zna pan moje imię – odrzekł kopacz sadowiąc się na fotelu. - Wiem o tobie wszystko, znam dokładnie każdy szczegół twojego życia na ziemi i tutaj w kopalni – kontynuował sędzia – Dlatego mam propozycję, która może ciebie zaciekawić. - Cały zamieniam się w słuch. - Najpierw przedstawię warunki kontraktu. Potem będzie czas na zadawanie pytań. - Dobrze. Proszę mówić. - Nigdy już nie będziesz człowiekiem. Opuścisz piekło i zostaniesz małpą. Zieloną małpą. - Przecież nie ma zielonych małp! - Miałeś milczeć, do czasu aż skończę! - No dobrze – niechętnie zgodził się Edward. - Zatem wrócisz na ziemię jako zielona małpa. Będziesz wiódł życie skacząc z drzewa na drzewo. Nie możesz schodzić na ląd. Nawet spać musisz wysoko, przywiązany liną do drzewa, aby nie spaść. Jeśli dotkniesz ziemi choćby przez chwilę, natychmiast tutaj wrócisz i to już na zawsze.

Na razie brzmi fajnie – pomyślał Edward – Będę zaliczał na drzewach panienki, no małpy, kiedy tylko zechcę. Lepsza małpa, niż żadna.

- Edwardzie. Nawet o tym nie myśl – sędzia czytał w myślach podrywacza – Najpierw musisz spełnić wszystkie warunki kontraktu. Dopiero na koniec spotka cię zasłużona nagroda – twoja wolność. Zielona małpa nie ma organów płciowych, aby nic jej nie rozpraszało i skupiała się wyłącznie na zadaniach. - A co to za praca? – spytał trochę rozczarowany Edward. - Bycie donosicielem to twoja jedyna szansa. Jako zielona małpa będziesz niewidzialny dla człowieka. Zachowasz ludzką mowę, ale poznasz też języki wszystkich zwierząt. Będziesz tajnym agentem w dżungli Amazońskiej. Codziennie rano i wieczorem będziesz zdawał mi raporty z tego, co dzieje się w lesie. - Co mam raportować? - zagadnął niespokojnie mężczyzna. - Będziesz obserwować stan zagrożonej nadmierną wycinką lasów Amazonii. Chcę natychmiast wiedzieć o każdym nielegalnym wyrębie, o karczowaniu lasów pod uprawę roślin, czy na pastwiska dla bydła. Interesuje mnie każde drzewo. Pamiętaj, że to nasza, twoja i moja przyszłość. Wyłącznie tubylcy, to znaczy Indianie mają prawo ścinać drzewa, ale oni robią to rzadko i w niewielkich ilościach, zatem tego mi nie przekazuj. Czekam na donosy o prywatnych firmach, wielkich koncernach i biednych chłopach, którzy żyją ze sprzedaży wycinanych drzew. Tych trzeba zatrzymać w ich katastrofalnej dla środowiska działalności. - W jaki sposób mam się z panem komunikować? - Dostaniesz metalowy spodek. Kiedy tylko wciśniesz zielony guzik – o ten tutaj, zobacz – i przystawisz go do dowolnego drzewa, to błyskawicznie połączysz się ze mną. Proszę o regularne meldunki rano i wieczorem, w nagłych sytuacjach również. Dla ciebie zawsze jestem dostępny. - Czyli mam służyć całemu światu i chronić Amazonię przed nieodwracalną degradacją? - Dokładnie. A my już mamy swoje sposoby jak pozbyć się tych bezmyślnych karczowników. Jeden twój donos, a następnego dnia przestępca jest złapany. - Jesteście bardzo skuteczni! - Lata praktyki. Potrzeba czyni mistrza. Mamy swoich agentów na całym świecie. Jednak to zagrożona coraz bardziej Amazonia spędza nam sen z powiek. - Czy będą tam inne zielone małpy? – spytał z ciekawością Edward. - A tu cię mam bratku – zaśmiał się życzliwie sędzia - Zobaczysz na miejscu. - Wspominał pan o jakiejś nagrodzie – przypomniał sędziemu kopacz. - Tak. Po roku nienagannej pracy staniesz się brązową małpą i będziesz mógł schodzić na ląd, czyli zwyczajnie żyć. - Jak można normalnie żyć bez... no wie pan? - Dla ciebie to wciąż najważniejsze. Jeśli będziesz rzetelnie przykładał się do pracy i pojawią się jej znaczące efekty, to jako premia pojawią ci się organy płciowe. Na jaką płeć się decydujesz? - Też pytanie! Na męską oczywiście! Jestem mężczyzną! – a po chwili wykrzyczał podekscytowanym głosem - Hurra! Będę miał znowu kobiety, no małpy, ale kobiety! - Czy masz jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie, to podpisz proszę kontrakt.

Edward zamaszyście złożył swój podpis na dole umowy, którą sędzia natychmiast schował do sejfu. Leżał tam cały stos innych kontraktów.

- Kiedy zaczynam? – spytał ochoczo ex podrywacz. - Widzę, że podoba ci się nowa praca. A obiecana nagroda chyba najbardziej – uśmiechnął się wyrozumiale sędzia – Teraz strażnik zaprowadzi cię do twojego pokoju. Umyj się dokładnie i zmyj piekielny brud. Masz być czysty, rozumiesz? Potem ubierz się w zieloną piżamę. Spakuj plecak, nie zapomnij o linach i metalowym spodku do kontaktowania się. Plecak załóż koniecznie na plecy, pamiętaj! Rano obudzisz się już w Amazonii, jako zielona małpa.

*****

Edward otworzył oczy i rozejrzał się wokół. Siedział na grubym konarze wysokiego drzewa. Wszędzie dookoła było zielono, on sam też był zielony. Zamiast skóry miał futro i był małpą.

- Jak tu pięknie. Pięknieeeeeeeee... – krzyknął zachwycony.

Dżungla to kwintesencja życia, pełna gama kolorów, kakofonia dźwięków oraz odgłosów zwierząt i ptaków. Zachwycony, że może oddychać świeżym powietrzem i patrzeć na niebieskie niebo zaczął skakać z gałęzi na gałąź. Robił to jak prawdziwa małpa, przeistoczenie przyszło mu bardzo łatwo.

Gdy już nasycił oczy pełnym życia cudem natury przysiadł na gałęzi i przypomniał sobie, po co go tutaj zesłano. Żeby móc w pełni cieszyć się wolnością musiał wypełnić postanowienia kontraktu.

- Zatem do roboty. Tylko od czego mam zacząć? – powiedział do siebie Edward – Muszę się najpierw napić.

Zeskoczył po gałęziach ku płynącej rzece. Pamiętał o przestrodze, żeby nie schodzić na stały ląd. Zawisł na gałęzi zwisającej tuż nad wodą i napił się prosto z rzeki. Woda nie była przezroczysta, tylko pełna niesionego wartkim nurtem mułu. Ugasiwszy pragnienie wskoczył na wyższy konar i spoglądał na rzekę. Coś go zaciekawiło. Przyjrzał się dokładniej i zobaczył małe dziwne stworzenia. Wszystkie takie same, trochę podobne do ptaka, a trochę do małpy. Niektóre z nich wspinały się po gałęziach, a inne świetnie pływały w rzece. Zdenerwowana matka pisklaków stała na lądzie i nawoływała, aby wróciły.

- Wracajcie do mnie szybko! – powtarzała zachrypniętym skrzekiem – W wodzie czyha na was niebezpieczeństwo. Wiecie, że was nie uratuję, bo nie umiem pływać! Wy tam wyżej, też złaźcie z drzewa, nie potrafię wspinać się jak wy dzieci.

Edward słuchał jak urzeczony. Rozumiał mowę ptaków. To był ptak, dziwny trochę, ale był pierwszym stworzeniem poznanym w Amazonii.

- Jak się nazywasz? – zapytała grzecznie małpa. - Mam na imię Hoacyn – odpowiedział ptak - A te tutaj, niesforne małe, to moje dzieci. - Jesteście bardzo ładni. Już was polubiłem. - A ty dlaczego jesteś zielony? Nie ma zielonych małp! - Taki już jestem. Mam na imię Edward.

Tak zaczęła się przyjaźń Edwarda z Hoacynem. Małpa wypytała ptaka czy może coś widział, albo słyszał o wyrębie drzew przez białych ludzi. Ptak przytaknął smutno głową, że wszyscy o tym mówią w dżungli. Zwierzęta są zrozpaczone, czują się bezradne patrząc jak ich dom kurczy się z roku na rok. Jaka przyszłość czeka je wszystkie?

- Jestem tutaj, żeby wam pomóc – małpa uspokajała Hoacyna - Dlatego mam prośbę, abyś poinformował każde napotkane zwierzę, by miało oczy i uszy szeroko otwarte. Niech natychmiast doniesie mi o nielegalnym wyrębie, gdziekolwiek ma to miejsce, na terenie całej puszczy. A teraz skaczę już na obchód. Muszę działać.

Misja rozpoczęła się z impetem. W niedługim czasie Edward stworzył siatkę kontaktów z każdym rodzajem zwierząt. Pijąc wodę nad rzeką rozmawiał z rybami i słuchał ich skarg. Notował w myślach to, co widziały. Potem skrupulatnie przekazywał pozyskane informacje swemu zwierzchnikowi – sędziemu. Piranie były dlań niebezpieczne. Kajmany jeszcze bardziej, musiał więc na nie uważać. Słuchał ich z bezpiecznej odległości, aby klapiąc paszczą, nie chwyciły też jego. Najbardziej lubił delfiny. Skakały wysoko nad wodę i opowiadały mu co i gdzie widziały.

Przysłuchiwał się też małym zwierzętom, których las był pełen. Mrówkom, komarom, nietoperzom i obrzydliwym pająkom, od których trzymał się daleka. Od dziecka miał do nich awersję, tutaj jednak były przydatne dla jego misji. Kolorowe żaby i inne płazy zasypywały go świeżymi wiadomościami. Nie lubił węży i z nimi najrzadziej się spotykał, najzwyczajniej w świecie bał się ich jak ognia. Mały grzechotnik był postrachem, ale już olbrzymia anakonda była paraliżującym potworem. Cały pocił się ze strachu widząc ją nawet z daleka. Była jednak jednym z informatorów i nie mógł jej unikać.

Drapieżne jaguary były źródłem najcenniejszych informacji. W poszukiwaniu pokarmu przemieszczały się po całej Amazonii, wiele widziały i słyszały. Od wieków ludzie stanowili dla nich zagrożenie, dlatego teraz, mając taką możliwość chętnie korzystały z możliwości odwetu. Małpy były składnikiem pożywienia tych olbrzymich ssaków, Edward miał się więc na baczności w bezpośrednich kontaktach z nimi. Przybierał dumny wyraz pyska i nie dawał po sobie poznać lęku. Słuchał i patrzył, a jaguary opowiadały karczownicze nowinki.

Minął miesiąc. Podczas wieczornej rozmowy z sędzią Edward usłyszał pochwałę:

- Edwardzie. Jestem pełen podziwu dla efektów twojej pracy – zaczął sędzia – Tyle donosów. Tyle wyłapanych nielegalnych wycinaczy lasów. Jak ty to robisz? - Mam swoje sposoby – dodała z nieukrywaną dumą małpa. - Szkoda, że nie masz telewizora. O naszej akcji mówią nawet w wiadomościach. No oczywiście bez szczegółów, bo nie wiedzą, kto za tym stoi.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych