Zielony dom
wprowadzenie do mojego horroru cecha charakterystyczna : groza+humor
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog 1
- Co jest grane? Jeszcze jeden – Miki facet o wydatnym nosie i łagodnym spojrzeniu nie mógł się nadziwić czym ostatnimi czasy jego warsztat zyskał nagłą popularnośc. Na parkingu stał maluch. Jego właściciel wygramoliwszy się ze środka powlókł swe chude kości w stronę warsztatu. Miki wyszedł mu naprzeciw zanim tamten zdążył jeszcze zapukać do drzwi biura. - proszę poczekać jakieś dziesięć minut, mam pilnego klienta .. wie pan .. to dla mnie bardzo ważne. Gość chyba posłuchał bo zawrócił na parking, stał przez chwilę, potem kręcił się wokół swego pojazdu od czasu do czasu poszturchując nogą opony, czasami strzelając oczami w kierunku okienka, za którego firanką kryły się oczy Mikiego. - Widzi pan – Miki zwrócił się do „ważnego” klienta – stoi tam już dziesięć minut i jeszcze mu się nie znudziło hehe – potem uśmiechnął się do siebie i do „ważnego” wzbudzając jego aprobatę – ale to nie znaczy, broń Boże, że pański wóz nie będzie gotowy zgodnie z terminem, słowo harcerza – dłonią zrobił czapeczkę nad czołem i roześmiał się. Odprowadziwszy gościa z pomieszczenia w którym zagracone meble i ulubione biurko Mikiego pokrywała gruba warstwa kurzu, a wdzierające się do środka słońce harcowało po ścianach z umykającymi pająkami facet na parkingu jakby ożył. - To do widzenia – rzucił za odchodzącym, popatrzył na zegarek i doszedł do wniosku że musi się wykręcić od rozmowy z następnym klientem – najmocniej pana przepraszam – rzekł patrząc prosto w małe rozbiegane oczka – dzisiaj już zamykam, jutro serdecznie zapraszam. - Ale .. – „zawsze to samo słowo” przemkneło mu przez głowę – tak się nie robi, sterczę tu już pół godziny a pan dopiero teraz wyskakuje z hasłem że zamyka. Wyglądał jak szkielet z twarzą szpaka, Miki widział już takich ludzi, ale ten to był prawdziwy okaz, lada chwila wyciagnie dziób i zacznie dziobać z niezadowolenia. „szpakowaty”, w tym takim uniformie jakie urzędasy noszą, jakby nie mógł tego wdzianka zostawić gdzieś tam w swoim biurze, jesli oczywiście siedzi całymi dniami w takim pomieszczonku, z pewnością siedzi, szkoda tyko że nie wziął ze sobą czarnej teczki” – mało brakowało a Miki wybuchnąłby smiechem, ale w porę się powstrzymał i pozornie pustym wzrokiem wpatrywał się w faceta który poruszał ustami. - Przepraszam, nie mogę dzisiaj. Zapraszam jutro – definitywnie podkreślił ostatnie słowo. „Szpakowaty ” chyba zrozumiał aluzję, bo wsiadł do samochodu, chwile manewrował na parkingu, po czym odjechał. Miki odprowadził wzrokiem pojazd. Teraz znowu naszła go wielka ochota do smiechu „ szpakowaty pewnie klnie na mnie jak szewc, że dał sie komus namówic na mój warsztat, ba, ciekawe komu”.
2 Słońce wciskało się już pod linię horyzontu ociekając pomarańczą po szybach domów. Siedział przy biurku w świetle jarzeniówki, hustając się na krześle,pogrążony w myślach. „w sumie trzeba było go przyjąć, pieniądz to pieniądz, no ale .. niech sobie gośc nie mysli że bedę latał na każde pierdnięcie, i dobrze się stało, ten szpakowaty to co on sobie mysli, że co on jakiś ważny gość? Nie wydaje mi się hehe, przyjechał, pomądrzył się to go spławiłem i jest ok, e tam, się bedę przejmował jakimś kretynem bez czarnej teczki, ... a gdybym był marynarzem, to co byś powiedziała ...” – mysli potoczyły się w innym kierunku. Pukanie do dzrwi i głośne proszę. - Cześć Miki – w progu stał usmiechniety od ucha do ucha dryblas - Cześć – wyrwany ze świata myśli bezmyślnie patrzył na przybysza. - No co ty ? – dryblas poprawił dłonią włosy które w bezwietrznej pogodzie zawsze opadały mu na czoło. Robił to od niepamietnych czasów – Miki, śpisz ? Może potrzeba ci kobiety ? - Mam swoją – popatrzyli na siebie – czemu zawdzięczam twą wizytę ? - A tak sobie wpadłem – na imie miał Kostek. Skierował się w stronę lodówki, chwilę w niej grzebał, potem wyciagnął butelkę piwa i pokazał ją Mikiemu – mogę sobie łyknąć ? - Weź sobie – „on zawsze czegoś szuka w mojej lodówce”. Usiedli w starych fotelach. Kostek włączył radio. Po pomieszczeniu rozbiegły się nieostre dźwięki muzyki z charakterystycznym szumem. Zaczął kręcić gałką w lewo, potem w prawo a na końcu zostawił w poprzednim położeniu. - Zostaw moje piękne radio w spokoju – w głosie Mikiego brzmiała ironia. - Ty…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Bartuss
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…