Ziemskie rozrywki
Super dziewczyny postanawiają się zabawić.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tara, nie zważając na obecność przyjaciółki, bez skrępowania masowała swoje duże piersi, oddając się niewinnej, erotycznej zabawie. Miała ciemną karnację i delikatne, kocie rysy twarzy. W trakcie pieszczenia swej gładkiej skóry wyobrażała sobie podróż na Tribiz, jej pieniste oceany, aplikację ambrozji i zastęp niewolników gotowych spełnić każdą jej zachciankę. - Tara? - Niski głos Leny przebił się przez zniewalającą fantazję, wyrwał ze słodkiego snu. Wysoka, szczupła brunetka z żalem wróciła do rzeczywistości. - Ach, Tribiz! - Westchnęła i odwróciła się od okna, w którym poprzez delikatnie wibrującą bezbarwną błonę rozpościerał się widok na błękitny szczyt Ta'try, cybernetyczny śmietnik. W jej skażonej, elektronicznej powierzchni odbijały się niewyraźnie dwa postrzępione księżyce. Dziewczyna skierowała swoje czarne oczy na przyjaciółkę i powiedziała z podejrzliwym uśmiechem: - Lena? Widzę, że znów wpadłaś na jakiś szalony pomysł... Lena była niewiele niższa, ale równie zgrabna. Miała wysportowane, długie nogi i duże, jędrne piersi ze sterczącymi symetrycznie sutkami. Złote włosy lśniły oświetlone przez jaskrawe, krystaliczne świetlówki podwieszone pod sufitem w dormitorium jej rodziców. Obie dziewczyny były ubrane w skromne stroje, cienkie paski lśniącego materiału na biodrach i równie oszczędny, ponętnie napięty przejrzysty pas na ich pełnych piersiach. Wokół nich poniewierały się na podłodze świetliste kolorowe hologramy wyświetlające materiały ze szkoły. Blondynka uśmiechnęła się odsłaniając rząd oszałamiająco białych zębów, wstała z puszystego fotela i kopnęła jeden z hologramów, który niczym tęczowy fajerwerk przeleciał przez pomieszczenie i rozprysnął się na ścianie. - Co za nudy! - Westchnęła blondynka. - Tara, słyszałaś o Ziemi? - Oczywiście, ale… - Dziewczyna dojrzała w oczach przyjaciółki dziwny błysk. - Wiesz przecież, że studenci nie mogą zmieniać wymiaru. A poza tym Ziemia jest pod ochroną… - Ale pamiętasz, co mówili o niej, pamiętasz, prawda? - Tak… Pamiętam. Podobno jest to raj… - Na tej planecie byłybyśmy boginiami! - Mrzonki. - Ucięła Tara. - Nielegalne mrzonki. - Powtórzyła z naciskiem. - Lepiej nie zawracaj sobie nimi głowy. Ja myślami jestem na orbicie i tobie też radzę się zatroszczyć przede wszystkim wiesz, o co. Rozbijanie holosów po ścianach nic nie zmieni. – Tara skrzyżowała ręce na piersiach aby dodać sobie więcej stanowczości jednak wygląd Leny nie zmienił się ani o jotę. - Poza tym i tak nie mamy obręczy do teleportacji. – Dodała. - Możesz więc sobie pomarzyć tylko. Ponętna blondynka ponownie obdarzyła przyjaciółkę powalającym uśmiechem pełnych, intensywnie czerwonych ust. - A co powiesz na to, jeżeli jestem przypadkiem w posiadaniu takiej obręczy? - Mówisz poważnie? - Praktyki w instytucie Slidera okazały się niezwykle fascynujące... - Lena! Ukradłaś virtaport? Oszalałaś?! - Nikt się nie zorientuje, obiecuję ci to... Zresztą, przecież znasz Jolie, od dawna chwali się, że utrzymuje kontakt z jakimś mężczyzną z Ziemi, przez komputer. Tara przypomniała sobie Jolie, wysoką dziewczynę o ognistych włosach. Wyższą od niej. - Przecież wiesz, jaka jest Jolie. - Żachnęła się brunetka. - Snuje fantazje nawet poza holo-snem. - Ja jej wierzę! - Upierała się Lena. - Łączy się z Ziemią od dawna! I nic! Więc jak? Masz ochotę na wycieczkę?
Późne godziny nocne na przedmieściach któregoś z dużych amerykańskich miast. John, jak co wieczór o tej porze, kończył sprzątanie sklepu. Handlowano tu wyłącznie sprzętem sportowym i mężczyzna w wolne wieczory, siedząc sam w zamkniętym magazynie, oddawał się swojemu ulubionemu zajęciu – pakowaniu. Imigrant ze wschodniej Europy, który z językiem angielskim wspólne miał tylko przybrane imię, nie mógł liczyć na zbyt wiele rozrywek. Lata cierpliwego treningu zaowocowały imponującą muskulaturą. Ograniczony horyzont zainteresowań odbijał się jednak na jego życiu. Jeżeli akurat nie ćwiczył w opuszczonym sklepie, włóczył się po ulicach szukając pretekstu do bójki. Niewiele mu było potrzeba, aby go znaleźć. W swoim prostym życiu zranił bardzo wiele osób, które akurat miały pecha spotkać go na swojej drodze. John nie przejmował się tym, nie interesowało go nic poza sobą i jego sprawnością fizyczną. Nie było dla niego nic przyjemniejszego niż świadomość przewagi, jaką miał dzięki niej nad innymi. Największą radością Johna było robienie ludziom krzywdy. Tego wieczoru, jak zawsze, John ćwiczył. Wyciskał stu kilogramową sztangę, gdy usłyszał glosy za ścianą. Damskie głosy. Nie rozumiał ich mowy, ale jeżeli to złodziejki, a zapowiadało się na to, że będą to właśnie kobiety, to John będzie miał dziś bardzo przyjemną niespodziankę.
- Gdzie my jesteśmy, Lena, czy to Ziemia? – Tara rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu do którego się przeniosły, gdy jej przyjaciółka ustawiła teleportującą bransoletę na współrzędne Ziemi. Miejsce wydawało się opuszczone. Wypełnione było przedmiotami, których nie potrafiła zidentyfikować. - Jest tylko jeden sposób żeby to sprawdzić. Znasz legendy. Na Ziemi jesteśmy obdarzone praktycznie nieskończonymi możliwościami fizycznymi. Powinniśmy być bardzo silne i odporne na wszelkie urazy… Nikt i nic nas tutaj nie zdoła skrzywdzić. Wystarczy poszukać czegoś, co wygląda na ciężkie i się upewnić… Hej, popatrz na to.
John delikatnie uchylił drzwi magazynu prowadzące do części sklepu dostępnej dla kupujących. Szczęka opadła mu ze zdziwienia, gdy jego oczom ukazały się dwie dziewczyny przechadzające się po ciemnym sklepie. Były oszałamiająco piękne, co podkreślał jeszcze ich strój. Jakiś rodzaj obcisłego bikini. Brunetka była nieco wyższa, na oko miała ze 180 centymetrów wzrostu, może nawet więcej... Doskonałe nogi, tyłek... I te piersi! Z miejsca, gdzie stał John, ich wielkość i niewiarygodna symetria aż bolały. Obie nastolatki, bo wyglądało na to, że nie miały więcej niż dwadzieścia lat, mówiły do siebie w niezrozumiałym języku. Omawiały jakiś niezwykle istotny problem. Po chwili blondynka podeszła do stoiska z hantlami. John parsknął cicho, gdy schyliła się, aby podnieść ten, który ważył pięćdziesiąt kilogramów.
- Tara, spójrz, ten przedmiot wydaje się być ciężki, jak myślisz? Brunetka podeszła bliżej. Jej długie, sięgające ramion czarne włosy falowały zmysłowo. - Spróbuj. Za chwile się przekonamy. Blond-włosa piękność zamknęła dłoń na żelaznym pręcie i bez wysiłku uniosła go w powietrze. - Niesamowite! – Lena machała przed twarzą trzymaną sztangą. - To nic nie waży, naprawdę! – Drugą dłonią chwyciła stalowe ciężarki. Rozległo się głuche skrzypienie i głośne trzaski, gdy materia pękła i zdeformowała się. - Metal jak woda. – Stwierdziła ze zdziwieniem. - Spójrz jak przecieka mi przez palce. Po co ziemianom tak kruche przedmioty? Tara wyciągnęła rękę, żeby odebrać kawałek metalu od przyjaciółki. Okazał się niezwykle lekki. Zacisnęła delikatnie dłoń i lśniący materiał z którego był wykonany, zdeformował się z oporem, jaki wywołuje powietrze w zamykającej się pięści.
John nie mógł uwierzyć własnym oczom. Szczupła blondynka chwyciła w dłoń pięćdziesięciokilogramową sztangę zupełnie jakby była wykonana ze styropianu, a następnie modelowała ją jak plastelinę. Bardzo rozrzedzoną plastelinę. Otworzył drzwi.
Gdy otworzyły się drzwi, brunetka upuściła trzymany w ręku kawałek metalu. Z głośnym brzdękiem upadł na podłogę, głęboko wbijając się w lśniące kafelki i wywołując liczne pęknięcia. Kilka odłamków uderzyło w jej stopę, ale nic nie poczuła. Mimo to, zaczęła się bać. Lena zachowała jednak spokój. - Tara, jak myślisz, jeżeli to jest Ziemia, ten człowiek nie będzie nic w stanie nam zrobić... - A jeżeli to nie jest Ziemia? Ma znacznie potężniejszą budowę ciała, jest wyższy od nas… Popatrz na jego muskuły… - Widziałaś, co zostało z ich metalu po delikatnym dotyku naszych dłoni? - Widziałam, ale może oni używają tego do jakiś celów, może tak się po prostu zachowują metale na tej planecie… Nie wiem teraz, czy dobrze zrobiłyśmy pojawiając się w tym miejscu... - Nie wygłupiaj się... Jestem dobrej myśli. Zresztą, będziemy miały pewność, co to za miejsce, po kontakcie z tym osiłkiem…
John zobaczył, co się stało z podłogą po upadku zgniecionej hantli i słyszał dziwną rozmowę dwóch nastolatek. Nie rozumiał ich mowy, ale zdał sobie sprawę, że jednak lepiej zrobi, wycofując się. Instynktownie wyczuwał niebezpieczeństwo, jak jeszcze nigdy przedtem. Gdy na wpół naga blondynka ruszyła w jego stronę, odwrócił wzrok od jej wspaniałych piersi. Postanowił uciekać.
- Wielki człowiek przestraszył się małej dziewczynki. – Zachichotała Lena. – Zostań z nami, chcemy się pobawić. Wyciągnęła rękę i chwyciła cofającego się mężczyznę za ramię. Obie usłyszały głośny dźwięk łamiącej się kości na chwilę przed potwornym wrzaskiem. - Widziałaś to? Złamałem mu rękę nie używając żadnej siły. Człowiek krzycząc z bólu usiłował rozluźnić żelazny uchwyt zdrową ręką. Pocił się z wysiłku jednak nie zdołał nawet o milimetr przesunąć delikatnych, dziewczęcych palców zaciskających się na jego ramieniu. - Popatrz na jego cierpienia, Tara, na jego desperackie starania rozwarcia mojej dłoni. – Lena przypatrywała się jęczącemu z bólu mężczyźnie, ze spokojem trzymając jego zgruchotane ramię. Manewrowała delikatnie palcami, aby poczuć przynajmniej muśnięcia na swoich delikatnych opuszkach, ale jedyne co osiągnęła, to odgłosy coraz bardziej miażdżonych tkanek. Po chwili spomiędzy jej palców zaczęła przesączać się krew i kapać na podłogę. - Z wielkim trudem jestem w stanie odczuć, że on mnie w ogóle dotyka... – Powiedziała do swojej koleżanki i rozluźniła uchwyt. Mężczyzna potknął się i upadł jęcząc z bólu i obejmując nienaturalnie zdeformowane i zakrwawione ramię zdrową ręką. - Chcę spróbować sama... – Brunetka schyliła się chwytając w dłoń drugie ramię człowieka. Lekko nacisnęła i w pomieszczeniu ponownie rozległ się dźwięk pękającej kości oraz kolejne krzyki bólu. – Niesamowite… Złamałam mu rękę… Nacisnęłam bardzo lekko, naprawdę... - Może jest chory, albo coś... - Czekaj, coś sprawdzę... Tara wyprostowała się wciąż trzymając mężczyznę za złamane ramię. Uniosła rękę na wysokość swoich oczu zmuszając człowieka, aby wstał. Uniosła ramię jeszcze wyżej a wielki mężczyzna zawisł w powietrzu wyjąc z bólu, miotając bezradnie nogami w powietrzu, trzymany za złamane ramię przez szczupłą brunetkę. Kopał z całych sił w nagie piszczele i uda dziewczyny, ale Tara nawet nie odczuła tego jako kropli wody padającej na jej nieskazitelną skórę. - Czy widzisz to, co ja? Widzisz, co zrobiłam? Jakie to niesamowite! - Też chcę spróbować, puść go na moment. Czarnowłosa nastolatka rozluźniła uścisk, a mężczyzna upadł na plecy tuż u ich stóp. - Jakie to uczucie trzymać w jednej ręce o wiele większego faceta... Blondynka schyliła się i złapała za ubranie człowieka, tuż pod szyją. W sekundę postawiła go na nogi. - Powinieneś jeść więcej witamin człowieczku... - Lena uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie. Sytuacja wydała się jej niezwykle podniecająca. - Jest taki zabawny... Jakim cudem coś tak delikatnego przeżyło? Człowiek usiłował się wyrwać z jej uścisku, jednak niewielki ruch smukłej, dziewczęcej ręki pozbawił go kontaktu z podłożem. Wisiał w powietrzu. Lena uniosła dłoń trochę wyżej windując człowieka pod sklepienie pomieszczenia. Brunetka z uśmiechem przyglądała się wyczynom przyjaciółki. - W porządku, przyznaję, to miejsce jest niesamowite. Szkoda tylko, że tutejsi mężczyźni są tacy delikatni... Z głową dotykając niemal sufitu, z bezwładnie opuszczonymi połamanymi rękami, bezradnie wierzgając nogami, krztusząc się i wyjąc z bólu i strachu, mężczyzna bełkotał błagania o litość. - Tara, to niesamowite, mam wrażenie, że jego wcale tutaj nie ma... Opuściła rękę pozwalając mężczyźnie dotknąć ziemi czubkami butów. Uniosła go znów w górę, a potem opuściła powoli by mógł stanąć na własnych nogach. Z miną wyrażającą szczere zaciekawienie blondynka ponownie bez wysiłku podniosła mężczyznę w powietrze. I opuściła. I znów w górę. I w dół. W górę i w dół, wywołując atak bezgranicznej paniki u bezradnego ziemianina. - W ogóle nie czuje twojej wagi, istoto. – Stwierdziła podnosząc powoli mężczyznę wysoko pod sufit. - Mogę zrobić z tobą, co tylko zechcę. Mogłabym cię zgnieść jak robaka gołymi dłońmi, gdybym miała taki kaprys... - Lena roześmiała się w głos obserwując cierpienia mężczyzny dyndającego na końcu jej ręki. - To jest Ziemia! – Krzyknęła uradowana. – Tara! Jesteśmy boginiami!
John cierpiał niewyobrażalne męki. Gdy śliczna brunetka zmiażdżyła mu ramię a później podniosła go za złamaną rękę czuł, że jest bliski śmierci. Delikatne, dziewczęce dłonie uciskały go z siłą prasy hydraulicznej... Zanim zdążył zareagować, został następnie zabawką najzgrabniejszej blondynki, jaką kiedykolwiek widział. Potworne pulsowanie bólu w połamanych ramionach doprowadzało go do szału... Z przerażeniem i poczuciem największego upokorzenia w życiu, bezradnie poszukując stopami jakiegokolwiek oparcia, patrzył z góry na szczupłą nastolatkę o najcudowniejszych piersiach tego świata, hipnotyzujących go widokiem sterczących w górę sutków, która trzymała go pod sufitem przy pomocy jednej ręki... Strach i ból, ku jego zdziwieniu, wymieszały się z niezwykłym podnieceniem. Gdy śliczna dziewczyna zaczęła go na przemian unosić i opuszczać dostał okrutnego wzwodu, potęgowanego jeszcze widokiem jędrnego, kulistego biustu swej cudownej oprawczyni. Mówiła coś do niego, mówiła coś do swojej towarzyszki, a on wisiał nie będąc w stanie zrobić absolutnie nic. Trzymała go tak od niechcenia, zupełnie jakby zapominała czasem, że go ma w swojej pięknej, delikatnej dłoni... Gdy John uświadomił sobie, że praca całego jego życia okazała się niczym w porównaniu z siłą tej zgrabnej nastolatki zebrało mu się na mdłości... Błagał, żeby go nie krzywdziły bardziej, żeby dały mu spokój, ale te nastolatki rodem z najmroczniejszego koszmaru nie wydawały się reagować na jego żałosne jęki.
Lena z rozbawieniem przyglądała się wysiłkom człowieka. Nie zmęczyła się ani trochę, mogłaby go tak trzymać miesiącami aż umarłby z głodu. Uszkodzony i bezradny zaczął ją jednak powoli nużyć. Czas spróbować czegoś innego...
- Boisz się mnie, prawda? - Lana zmieniła swój głos z kpiącego na pełen troski i współczucia. Opuściła mężczyznę na wysokość swoich oczu, na tyle, że czubki jego butów delikatnie szurały o podłogę. Spojrzenie Johna zaczynało mętnieć, jego umysł powoli wyłączał się, przeciążony dawką bólu i adrenaliny. - Zostań ze mną, kochanie... - Przymilała się blondynka. Uniosła wolną dłoń do twarzy Johna i zaczęła delikatnie głaskać jego policzek, szyję i bark. - Biedactwo... Założę się, że pragniesz mnie tak samo, jak ja pragnę ciebie.
Tara z zaciekawieniem przyglądała się poczynaniom przyjaciółki i po chwili z uznaniem pokiwała głową, widząc efekty jej działań. Podniecony mężczyzna odzyskał świadomość, więcej, rozumiał ich mowę. Dziewczyny zaczynały uczyć się ziemskiego języka.
Blondynka ponownie zwróciła się do ziemianina przemawiając delikatnym tonem, w którym coraz wyraźniej przebijały się nuty zalotności: - Rozumiesz, co mówię, prawda? Mężczyzna pokiwał głową. - Taaak... - Zdołał wycharczeć. - Proszę, postaw mnie na ziemi, postaw... Lena spojrzała w dół, na stopy Johna bezradnie szukające oparcia, żałośnie obijające się o jej gładkie piszczele. - Pozwolę ci żyć, jeśli wykonasz jedno, proste zadanie. Jesteś gotowy, aby je usłyszeć? Mężczyzna znów kiwnął głową, stukając brodą w śliczną dłoń blondynki trzymającą w pięści materiał jego bluzki tuż pod szyją. - Bardzo dobrze. Zadanie jest następujące. Pozwolę ci żyć, jeśli chwycisz swoją wielką dłonią moją pierś i zdołasz ją podnieść, chociaż odrobinkę. Zadanie powinno być proste dla takiego osiłka jak ty, nawet lekko
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aster
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…