Wróć do katalogu

Zima

Wariacja motywu wiecznej zimy.

monaliza92, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piątek, 6 luty 2009

Zimno… I ból. To mi pozostało.

Zawsze pragnęłam ognia. Zawsze pragnęłam uczucia. Zawsze. Oto co mam.

Jestem pusta w środku.

I to moja wina.

To wszystko moja wina.

Jestem zepsuta.

Jestem skorupa.

Nie należę nigdzie.

Nigdzie nie mam miejsca.

Nigdzie nie mam uczucia.

Jestem przesiąknięta cierpieniem do tego stopnia, że ludzie nie chcą na mnie patrzeć.

Nic nie pomaga.

Nic.

Niech ktoś mnie wyleczy.

Proszę.

Proszę…

Proszę!

*

W górach Królestwa Północy od wielu już dni padał śnieg. Tutejszy krajobraz, zwykle cieszący oko zarówno Ich, jak i pielgrzymów, którzy do Nich zdążali, zmienił się nie do poznania. Zawsze było tam mnóstwo słońca, życia… Rosła tu każda roślina, którą dało się spotkać Świecie Pośrednim. Ludzie i wampiry zjeżdżali tutaj ze wszystkich jego krańców tylko po to, by napawać się tym niesamowitym pięknem, wyglądającym, jakby zostało uczynione przez jakiegoś wielkiego ogrodnika, który doprowadził swój kunszt do nieosiągalnego dla nikogo innego ideału. Nikogo takiego tam nie było – owo niespotykane piękno było tak dzikie, jak tylko jest to możliwe.

Oczywiście, nikt nie śmiał wziąć stamtąd na pamiątkę choćby jednego liścia. Wtedy Oni byliby bardzo rozgniewani… I ten, kto ośmieliłby się dopuścić takiego czynu, nie zdążyłby się nawet wydostać za granicę gór, a już zostałby schwytany. Nikomu jednak ów rygor nie przeszkadzał – przecież do tego nieziemskiego ogrodu można było wejść zawsze!

Nadeszła zima. Całe życie gór zamarło. Zwierzęta padały martwe pod wpływem zimna, a wszystkie rośliny więdły jedna po drugiej. W Królestwie Północy nigdy nie było zimy, a przecież uchodziło ono za najchłodniejszą krainę Świata Pośredniego! Zapewne podobna zagłada zapanowałaby wśród ludzi, wampirów, a nawet czarodziejów – na szczęście jednak niektórzy z nich podróżowali po innych światach równoległych, w których zima była normalnym zjawiskiem, wiedzieli więc, jak przetrwać w takich warunkach. Po stu latach nieprzerwanych mrozów, przywykli do tego również mieszkańcy.

W górach nie było już żywego ducha… Oprócz Nich. Oni zawsze tam byli.

A teraz w stronę Ich klasztoru zmierzała postać w długiej, czarnej opończy. Wiedziała, że Oni już tam na nią czekają, niecierpliwi, z czym do nich zmierza. Odkąd rozpoczęła się zima, nikt do nich nie przychodził, a nawet wcześniej zdarzało się to rzadko. Zakapturzona postać była już u podnóża klasztoru. Chwilę później w jego cichych murach rozległ się dźwięk kołatki.

*

- Bez ogródek, Yllyenne. Z czym przychodzisz?

Naprzeciwko przeora klasztoru siedziała wysoka, czarnowłosa dama. W półmroku komnaty jej kocie oczy błysnęły złowrogo, a jej czerwone, pełne usta rozszerzyły się w uśmiechu, odsłaniając kły.

Przeor wzruszył ramionami.

- Nie musisz mnie straszyć, Yllyenne. Mieliśmy do czynienia i z ludźmi, i z wampirami, i z czarodziejami, i z istotami, o których istnieniu nie macie nawet pojęcia. Mów, w czym rzecz. Na pewno nie odbyłaś tej długiej drogi bez powodu.

Pochyliła głowę z szacunkiem.

- Źle się dzieje, Mnichu…

- Tyle to ja też wiem – przerwał jej. - Źle się dzieje od co najmniej stu lat, nie przynosisz wielkich rewelacji. Przejdź do rzeczy.

Uśmiechnęła się złośliwie.

- Wy się nigdy z niczym nie spieszycie. Aż ciekawe, że teraz tak ci spieszno, by usłyszeć to, co mam do powiedzenia… Dawnymi czasy z każdym przybyciem byłam tu należycie goszczona, a dopiero potem, przy kubku gorącej herbaty wypytywana o wszystko… Czyżby ta zima zmroziła także i Was?

Przeor westchnął ciężko.

- Masz rację, Yllyenne… Ale nie jesteśmy aż tak oderwani od rzeczywistości, jak kiedyś. Od dawna czekaliśmy, aż ktoś z was coś wymyśli. Najpierw tylko czuliśmy obecność dziwnych bytów wokół nas, potem nadeszła zima… Nie wiązaliśmy tego faktu z nimi – zresztą, sama dobrze wiesz o istotach zamieszkujących przestrzeń astralną wokół nas, nawet lepiej niż my… - Tu spojrzał niepewnie na wielki, jadowicie czerwony rubin oprawiony w srebro, który miała na palcu. Odchrząknął znacząco i kontynuował – Aż wreszcie one zaczęły nas atakować. Tak po prostu.

- Na pewno nie zaleźliście im czymś za skórę? Wiesz, że z demonami o to łatwo…

- Nie musisz być taka złośliwa. Nie wiemy o demonach wielu rzeczy, ale nie jesteśmy aż takimi głupcami, by nieświadomie z nimi zadzierać. Ale to jeszcze nie wszystko…

- Mnisi zaczęli dziwnie się zachowywać i powoli przestają przestrzegać reguły Zakonu?

- Otóż to.

Zastanowiła się.

- A wasi ziemscy pobratymcy? Oni też?

Pokręcił głową.

- Tego nie wiem. Kontakt z nimi urwał się z nimi niedługo po rozpoczęciu zimy. Na ile się orientujemy, teraz nawet nie podejrzewają istnienia światów takich jak nasz. Jeżeli przyszłaś do nas po ratunek dla Królestwa Północy, czcigodna Yllyenne, to źle trafiłaś.

Uśmiechnęła się po raz kolejny.

- Zdziwisz się, Mnichu. Przychodzę z pomocą… I po pomoc.

Spojrzał na nią zaskoczony.

- Jak to? Wiesz, gdzie szukać ratunku?

- Na razie tylko podejrzewam. Ale ty, Mnichu, pomożesz mi się upewnić…

*

Poniedziałek, 9 luty 2009

Miałam dziś przedziwny sen… Widziałam w nim klasztor. Był gdzieś wysoko w górach, wszędzie wokół niego leżał śnieg… Była tam też kobieta w długim, czarnym, staroświeckim płaszczu… Widziałam, jak pnie się w górę stromego zbocza, a nawet wypatrujących jej mnichów. Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się, że ona jest kimś wielkim. Obserwując ją miałam uczucie, że mogłaby bez problemu znaleźć się wewnątrz, choćby tylko myśląc o tym, że podejmuje tak wielki trud i wysiłek z wyboru! Była… na swój sposób niesamowita. Czułam, że nie jest człowiekiem, a zarazem wyczuwałam w niej coś ludzkiego… Niesamowite!

Myśląc o tym, czuję, że chciałabym ja jeszcze raz zobaczyć… Dowiedzieć się, kim jest i po co szła do tego klasztoru?

Dzisiaj w szkole od rana mi się obrywa. Nie mogę skupić myśli na niczym z wyjątkiem tej tajemniczej istoty… Wciąż myślę o tym, kim mogłaby być i układam na marginesach zeszytów różne historie na jej temat, wyobrażam sobie wszystko to, czego o niej nie wiem. Właściwie trudno mi tak naprawdę wyjaśnić dlaczego… Przecież to tylko sen!

Prawda?

*

W podziemiach klasztoru zawsze było pusto i cicho… Zawsze, ale nie teraz. Przed wielkim posągiem uosabiającym istotę Natury klęczała Yllyenne, unosząc wysoko w górę wielką kadzielnicę z płonącymi ziołami. Wokół niej stali mnisi, a każdy z nich trzymał identyczne naczynie. Z perspektywy osoby niewtajemniczonej wyglądało to jak jakaś dziwna msza, jednak ktoś, kto choć trochę poznał obyczaje Świata Pośredniego wiedział dobrze, że cały ten rytuał bynajmniej nie ma na celu uczczenie jakiegokolwiek bóstwa.

Yllyenne odłożyła swoją kadzielnicę na niewielki ołtarzyk u stóp kamiennej postaci, po czym położyła się na macie rozłożonej pomiędzy mnichami, zaś ci zaczęli śpiewać. Nie była to modlitwa, owe gardłowe, nieco monotonne dźwięki, jakie z siebie wydobywali… Przestali dopiero, gdy ten spośród nich, który rozmawiał z przybyłą, nie podniósł ręki.

Zapadła cisza.

*

Bezimienna siedziała na lekcji i pilnie notowała. Bynajmniej nie to, co mówił nauczyciel - w dalszym ciągu zapisywała swoje hipotezy co do tożsamości tajemniczej nieznajomej. Nie widziała świata poza swoim snem.

Nagle odniosła wrażenie, jakby odgłosy otoczenia przygasły… Po chwili stały się całkiem przytłumione. Wtedy zobaczyła stojącą obok siebie… Kobietę ze snu! Wyciągnęła do niej rękę, ta jednak wciąż stała nieruchomo. Wreszcie udało jej się wykrztusić:

- K-kim jesteś? Nie jesteś człowiekiem, prawda?

Uśmiechnęła się, ukazując śnieżnobiałe kły.

- Cóż… Na pewno nie jestem człowiekiem, to fakt. Ale mam z ludźmi wiele wspólnego… Mów mi Yllyenne.

- Po co do mnie przyszłaś?

Zastanowiła się.

- Powiem ci… Kiedyś. Bądź przygotowana na to, że będę cię odwiedzać od czasu do czasu, zwłaszcza w twoich snach. Prędzej czy później wszystkiego się dowiesz, masz na to moje słowo.

Dziewczyna wstała, by do niej podejść, ale wtedy Yllyenne rozpłynęła się w powietrzu… Wtedy usłyszała głos swojego polonisty:

- Hej, czemu stoisz?!

Odwróciła się, patrząc na niego zdziwionym wzrokiem… I wtedy okazało się, że ludzka psychika ma jednak ograniczoną wytrzymałość.

Bezimienna straciła przytomność.

*

Yllyenne nagle wybudziła się z transu, czym mocno wystraszyła stojących wokół niej mnichów. Jedynym, który nie stracił głowy, był ten, z którym już rozmawiała - Mistrz Zakonu. Ten natychmiast wykrzyknął:

- I jak? Znalazłaś coś?

Westchnęła.

- Raczej kogoś. Ale to na osobności.

Odeszli łopocząc opończami, zostawiając zakonników w stanie czystego zdumienia.

*

- Wyjeżdżam, Mnichu. Dziękuję za pomoc.

Mistrz nie dawał za wygraną.

- Yllyenne! Powiedz mi, co widziałaś!

- Już ci mówiłam! Nie wiem, co tak naprawdę widziałam, ale wiem, że spotkałam osobę, która może nam pomóc! Jeżeli powiem ci więcej, to mnie wyśmiejesz!

- Błagam, powiedz nam chociaż, gdzie ona jest, daj nam nadzieję!

- Na Ziemi, Mnichu. Na Ziemi…

*

Yllyenne szła szerokim traktem na równiny Królestwa Północy, gdzie znajdowała się Świątynia Chaosu. Nikt jej nie odwiedzał, jednak kapłanki tej świątyni odwiedzały wszystkie możliwe rasy częściej, niżby się wydawało ich przedstawicielom. Nieustannie czuwały, gotowe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych