Wróć do katalogu

ZIMA cz1 poprawiona

po różnych wnioskach od znajomych, czytelników poprawiona wersja zimy cz1. mam nadzieję że teraz jest OK

SWasilewski, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ZIMA Zimno. Ognisko już przygasło. Słońce zaczęło wschodzić nad szczytami gór Postąpina. Leżący śnieg na konarach pobliskich drzew przypominał nielicznym wędrowcom, grubą, ciepłą kołdrę w ich łożach, obiecując słodkie i spokojne sny. Należy jednak pamiętać, iż ten sen może być zgubny, niejeden już zasnął „na wieki”, a jego szczątki przypominały później jak groźna może być zima. - „Cholernie zimno. Otwórz oczy” - pomyślał. – „Rusz się! Wstań!” - kotłowało się w jego głowie. Tutaj nie wiadomo, ile jest stopni gradacji, ale było… na pewno zimno. Mężczyzna spojrzał na to, co w ostatnich dwóch tygodniach upolował: siedem królików, dziesięć srebrnych lisów, jeden niedźwiedź i jedna wietrzyca - z nią było najtrudniej. Ten cholerny duch atmosferyczny, co dziwne nie pojawił się podczas halnego wiatru. Gdzie halny? Dobra, było wietrznie, było zimno, ale co robiła wietrzyca? - Trzeba to sprawdzić - pomyślał. Wstał, poprawił swoją kurtkę sięgającą kolan, a na głowę zarzucił czapkę zrobioną z wilczego ogona. Rzucił okiem na swój plecak. Poświęcony nóż, który otrzymał od kapłana Trzebiemira, już trafił szlag, poza tym: futra ubitych zwierząt, jeden łuk z trzydziestoma strzałami i miecz. Wszystko leżało obok. W sumie wszystko jest. - Ile spałem? Małe obtarcia, to nic. Trzeba wracać - powiedział na głos. - Cholerni Tenebranie niszczą branżę - pomyślał. - Wchodzą ze swoimi cenami i co można zrobić. To wszystko, oczywiście zgodnie z prawem. Kuźwa, wedle nich za to, co ubiłem zobaczę może dwa kufy albo, jak znam życie, jeden. Jaker zagarnął i tak już wygasłe ognisko. Raz jeszcze wymieszał palenisko kijem i znów polał je wodą ze stopniałego śniegu. Ruszył do miasta. Postąpin od wielu już lat to miejsce dla takich jak on, można tu się napić, sprzedawać, kupować, wyleczyć, znaleźć odpowiednią kobietę, co najważniejsze przekształcić się. Ngowah - zaklęcie u kilku kapłanów, za pięć kufów zmienią oblicze, dzięki czemu wymaże swoją pamięć. Po zaklęciu będę znów innym człowiekiem, a jednak tym samym. Mogę być karczmarzem lub na przykład legatusem, który będzie pilnował porządków w jakimś mieście, lub zostanę tym, kim dzisiaj jestem. Cała przemiana trwa jeden rok. Rok - 346 dni, dużo, a może mało. Kto z tego korzysta? Każdy do 16 roku życia ma jedną profesję – najpierw jako dziecko udaję się do kapłana, i w zależności od zasobów materialnych, pozycji społecznej, można zmienić raz, dwa, trzy, cztery swoje oblicze, zawód, imię. Wprawdzie tylko do 30 roku życia, ale… No właśnie. - Czy to się opłaca? Nie wiem, może spróbuję, chociaż jest to cholernie drogie. Na całe szczęście jest to zawsze możliwość skorygowania „błędów młodości” – zaśmiał się w duchu Jakert. Postąpin to nieduże miasto składające się z ponad setki budynków, z czego jakieś kilkadziesiąt to murowane, reszta to drewniane budowle, ale kto by się tam przejmował, jeśli zima trwa tutaj sześć miesięcy w ciągu roku. Miasteczko składało się z kilku głównych uliczek prowadzących na rynek i wielu innych, mniejszych rozlokowanych między budynkami. Tutejsi mieszkańcy już dawno zapomnieli o pożarach, zresztą, gdyby miejscowi legatusi złapali podpalacza, niechybnie skończyłby na szubienicy. Przecież jak mówią starsi: „Pożar zawsze zostawia po sobie popioły.” Większość budynków Postąpina to są małe cuda architektoniczne. Małe nie oznacza, że nie trwałe, wręcz przeciwnie. Niemal każdy z mniejszych budynków składał się z trzech pomieszczeń: izby, sieni i komory. Niektóre, bardziej zamożnych mieszkańców, miały jeszcze jedną, dzieloną na: czarną, w której znajdował się piec i biała (nieosmaloną) - reprezentacyjną. Zresztą była ona najważniejsza, tam można zobaczyć malowane na szkle obrazy czy odświętne odzienie. W większych domach, takich jak: karczma Zethara czy posterunek legatusów, było zdecydowanie więcej izb. Jednak dzisiaj Postąpin powitał Jakerta ciszą, coś wisiało nad tym miastem. Gdzie ludzki gwar? Gdzie pokrzyki przekupek, gdzie dzieciaki biegające wokół? Jakert skierował swoje kroki do jednego z murowanych domów, nieco na uboczu od rynku, gdzie nie można było zobaczyć tabliczki z napisem kto tutaj mieszka i czym się zajmuje. Nic dziwnego, przecież rzadko kiedy Trzebiemir, chwalił się swoją profesją. Jak sam mówił: „Bezpieczniej jest milczeć niż mówić.” Od progu Trzebiemir zakrzyknął: - Witaj, Jakert! - Witaj, kapłanie! - Co cię sprowadza? Dawno już mnie nie odwiedzałeś? – zaśmiał się kapłan, ubrany jak zwykle w przydługą, szarą szatę, nieco już poplamioną. Szczególną uwagę, zwracały jego chude ręce jakby szpony, pociągła twarz i orli nos. Na całe szczęście dłuższe, siwe włosy zakrywały owe mankamenty. Jednak ciemne oczy zdradzały jego mądrość, roztropność i wiedzę. - Nic wielkiego. Parę skór, ale najważniejsze, mam proszek z wietrzycy. Ile za to dasz? – zaczął Jakert, mając nadzieję na godziwy zarobek. - Hmm, może pięćdziesiąt plew i dwadzieścia pięć płatów? – mówiąc to, nieznacznie mrugnął okiem. - Żartujesz, prawda? - Nie, mówię poważnie… - kapłan tym razem przybrał minę cwanego kupca. - Posłuchaj kapłanie, dasz mi za to co najmniej trzy kufy i nowy nóż z zaklęciem przeciw duchom atmosferycznym. A tak na marginesie, możesz mi powiedzieć skąd się tutaj owa wietrzyca znalazła? - Dobra. Nowy nóż plus dwa kufy i pięćdziesiąt plew, oraz… obiecasz, że sprawdzisz co tam robiła wietrzyca…. - A co o niej wiesz? I dlaczego się tutaj pojawiła? – nieco już udobruchany Jakert zapytał kapłana. - Ciekawe, bardzo ciekawe…. Wietrzyca powiadasz… Posłuchaj, wietrzyca, jak sam pewnie wiesz, to zły duch atmosferyczny, zazwyczaj pojawia się podczas halnego wiatru. Porywa różne przedmioty, a człowiekowi potrafi zawiązać język, by nic nie mógł powiedzieć, czasami może połamać kości. Masz całe? – zapytał Jakerta. - Kości? Całe, całe, tylko jak mówiłem szlag trafił Twój nóż. Kapłan zamilkł, chwilę może dwie, nieco się zasępił. Na jego twarzy pojawił się niemal znak zapytania, w jego głowie przeleciało mnóstwo myśli, podań, zaklęć, historii. Rzekł: - Jakert, posłuchaj…, czy nóż trafił w wietrzycę? Czy spadł? Jeśli tak, to gdzie upadł? - Nie wiem, zmęczony byłem, zabrałem to co z niej wypadło. O, ten oto proszek i tyle. - Głupcze, jak mogłeś tak zrobić? – warknął kapłan. - Znów powinieneś tam wrócić, sprawdzić co i jak. Wszystko co dziwne może być bardzo ważne. Nie widzisz, co się dzieje? Od tygodnia, może dwóch Postąpin umiera, wszyscy siedzą w domach, czują że nie warto wychodzić. Kto wyjdzie, czasami wraca, ale nie zawsze, coś dziwnego się dzieje. Jakert, wróciłeś. Prześpij się i wracaj tam, skąd przybyłeś. Obiecuję ci, że jak wrócisz, porozmawiamy o Ngowah, a może też zastosuję to zaklęcie wobec ciebie. Wchodzisz w to? - Pomyślę, daj mi parę godzin. Głupi musi przecież chwilę pomyśleć – szyderczo odpowiedział kapłanowi. Wyszedł z budynku kapłana, myśląc o tej rozmowie. - „Czy wracać tam? Czy o tym zapomnieć?” – myślał. W Postąpinie spowitym ciszą, nikt nie biegał, nikt nie pokrzykiwał. Coś nad tym miastem wisiało ale co? Jakert nawet nie pamiętał, jak trafił do karczmy. Drzwi były zamknięte. Zapukał. Nic. Cisza. Walnął pięścią i kilka razy kopnął. Coś zaszurało i usłyszał trzask rozsuwanych skobli. W otworze drzwi pojawiła się pucołowata twarz Zethara. - Czego chcesz? – warknął Zethar. - Nie poznajesz mnie? Otwieraj! – odkrzyknął Jakert. - A, to ty? Poczekaj, chwila… Teraz drzwi nieco się uchyliły, ale tylko tak, by Jakert mógł się wślizgnąć bokiem. W półmroku ciężko było cokolwiek zobaczyć, puste stoły, brak gości, brak wesołych okrzyków, nic, pustka. Gospodarz na swoich krótkich…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych