Zjawy
Zjawy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zatrzymałam się przed wałem przeciw powodziowym i wysiadłam z samochodu. Musiał tu stać, bo drogi dalej nie było a ta wzdłuż wału mnie nie interesowała. Chciałam dojechać do brzegu a nie jechać wzdłuż niego. Zaryglowałam pilotem zamki w moim już nie najmłodszym subaru i wdrapałam się na trzymetrową dość stromą skarpę. Stojąc na szczycie spojrzałam na polną drogę, którą przyjechałam a która przecinała las jak blizna po cięciach na nadgarstkach u niedoszłych samobójców. Spojrzałam na wał odgradzający ten las od rzeki i na koniec spojrzałam na niedaleki, drugi brzeg oddalony ode mnie o jakieś 150 m, też zarośnięty drzewami jak ten, na którym ja się znajdowałam. Był naprawdę ciepły maj, zdjęłam, więc płaszcz, rozłożyłam go na trawie i usiadłam popatrzeć na płynącą wodę i wszelkie kawałki drewna spływające z wyższej części rzeki. Wreszcie mogłam się poczuć sobą. Niewysoką, szczupłą - niemal drobną, - bladą, piegowatą, dziewczynką o długich kiedyś rudych teraz jasnobrązowych włosach. Do tego obrazka jednak nie pasowały moje oczy, jasno błękitne tęczówki z nieco ciemniejszą obwódką źrenic. Ludzie pracujący ze mną krótko czasem pytali o mój prawdziwy kolor oczu i nie mogli uwierzyć, że jest nim właśnie ten błękitny. Pewnie, dlatego, że wyglądająca jak nastolatka dziewczyna w glanach, ubierająca się w skóry i czerń jest skora do realizowania takich dziwnych pomysłów zmiany wyglądu. Siedząc na wale przeciwpowodziowym zastanawiałam się, dlaczego tu byłam i dlaczego akurat teraz. Doszłam do wniosku, że dobrze patrzy mi się na coś stale płynącego i niezmiennie zmiennego, na coś podobnego do życia tyle, że namacalnego. Dobrze mi się patrzy na ten porywczy nurt rzeki. W kilku miejscach dojrzeć można było wiry rzeczne a na powierzchni wody płynęły sobie gałęzie odłamane z drzew po nocnej wichurze. Niektóre zieleniły się jeszcze świeżymi liśćmi. Wyciągnęłam z płaszcza paczkę dawidoffów i miętosząc ją w ręku zastanawiałam się czy wypada palić na łonie natury. W ostateczności stwierdziłam jednak, że mam w głębokim poważaniu, co należy robić a co nie. Wyciągnęłam moją benzynową zapalniczkę z wygrawerowaną na jej boku gwiazdą szeryfa i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się głęboko i pomyślałam, że przydałoby się wino a później jakiś kierowca. Czułam się błogo w tym otoczeniu i pewnie, dlatego obok mnie pojawiła się wiewiórka. - No i na co się gapisz? Rzeki nie widziałaś? - Czasem wydaje mi się, że wy zjawy emocji jesteście tępe jak młoty. - A kto powiedział, że jak coś jest nadprzyrodzone to jest od razu mądre, przebiegłe, inteligentne, wszechwiedzące i w ogóle. - Jasne, wy tylko jesteście. Czasem jedynie coś tam powiecie o tym, do czego my sami nie chcemy się przyznać lub nie widzimy, a co może coś zmieni a jak nie to może złagodzi i tak dalej. - Mów, co chcesz a ja i tak powiem ci, że tęsknota, i samotność w takich miejscach jest tylko łatwiejsza do wytrzymania – powiedziała wiewiórka ignorując ironię w moim głosie. - Bo przyjechałam tu specjalnie po to by to ze mnie wyszło i bym mogła zrzucić z siebie to obciążenie choć na chwilę. Tak mniej więcej brzmi wyjaśnienie tej wycieczki według ciebie? - Ooo, świadoma własnych uczuć? Jesteś psychologiem? - Nie jestem, nie miałam środków by studiować poza moim miastem. - Gorzkie życie – Wiewiórka wskoczyła mi na ramię. – Z ekonomią także ci do twarzy i masz subaru. - Dzięki, też mi się podoba. – Teraz nastąpiła chwila ciszy, aż po długiej chwili odezwałam się. – Powiedz coś, pociesz mnie, a najlepiej wyczaruj mi jakiegoś faceta z mózgiem. - Nie umiem czarować, a nawet gdybym umiała to żądasz niemożliwego – parsknęłam śmiechem. - A co mózg i facet to antonimy? - Nie koniecznie, choć twoja płeć często tak uważa. Nie chciałabyś jednak umawiać się z wiewiórką. - No tak, taki związek to już by było za wiele dla opinii publicznej. - Papieros już ci się skończył a filtr to plastik. – Zwróciła mi uwagę, więc wyrzuciłam niedopałek. – Uspokój się, to, że jesteś singlem nie jest jeszcze takie straszne a na pewno nie warte takich nerwów. - Ale ty nie masz niespełna trzydziestu lat. - A ty piętnastu. - My się chyba nie dogadamy, tylko mnie pouczasz zamiast poradzić. - A co? Posłuchałabyś rady wiewiórki albo jakiegoś innego ducha? - Ducha może bym i posłuchała. - To strzel sobie w łeb a wtedy będziesz mogła z jakimś pogadać. - Zabawne jak cholera. - No dobrze, już nie będę uszczypliwa – zapadła krótka chwila ciszy, po czym wiewiórka nagle znów się odezwała. - Ale ty z kolei nie możesz być tak wymagająca wobec siebie. Jeśli nie masz chłopa to nie znaczy, że jesteś do niczego i nie masz w sobie „feromonów”. - To, dlaczego jestem sama? - Bo tak na razie jest i nic na to nie poradzisz. - Widzę, że nic więcej mi nie powiesz. Zniknij już, bo nie mamy, o czym rozmawiać. - Jak chcesz, jeszcze się zobaczymy. – Powiedziała zjawa zanim zniknęła z mojego ramienia. Siedziałam jeszcze przy rzece kilka chwil, po czym wstałam i wróciłam do samochodu. Już nie sprawiało mi radości siedzenie na zielonej trawce między materiałem na zapałki a naturalnym ściekiem płynącym w korycie. Wsiadłam za kierownice samochodu, nawróciłam na polance i ruszyłam w drogę powrotną na asfalt i dalej do cywilizacji. Czekało mnie kilka kilometrów wyboistej piaszczystej drogi - po której nie da się jechać szybciej niż kilkanaście kilometrów na godzinę - by móc zbliżyć się do spełnienia swojego własnego marzenia o ciepłej, pachnącej kąpieli. Mijałam, więc w milczeniu kolejne setki drzew zastanawiając się jak sobie tym razem umilić samotny wieczór, gdy kilkanaście metrów przede mną przebiegła piękna duża łania. Patrzyłam jak znika między pniami sosen jednocześnie nie zauważając wbiegającego mi pod koła ogromnego mężczyzny wyglądającego jak prawdziwy człowiek prehistoryczny. Podobny był do normalnego przedstawiciela płci brzydszej, ale nosił tylko przepaskę na biodrach z jeleniej skóry sięgającą mu do połowy ud, był znacznie bardziej owłosiony na ciele, choć nawet w połowie nie wyglądało to jak sierść u zwierzęcia, miał długie do połowy pleców włosy i długą brodę. Gdy go zobaczyłam z całej siły nacisnęłam na hamulec, ale i tak nie zdążyłam zatrzymać się przed nim. On jednak uratował swoje nogi wskakując na maskę mojego auta wgniatając ją znacznie, jednocześnie rycząc w moją stronę prawie tak groźnie i głośno jak dorosły niedźwiedź. Przerażona nie wiedziałam, co zrobić, czy wysiąść i uciekać czy zabarykadować się w samochodzie. W konsekwencji nie zrobiłam nic, oblałam się jedynie zimnym potem ze strachu nie potrafiąc ruszyć się z miejsca. Barbarzyńca zaś zamilkł, zeskoczył z samochodu i zaczął węszyć. Podszedł do drzwi od mojej strony i nagle spojrzał mi w twarz swymi jaskrawo czerwonymi oczami o skoncentrowanym wyrazie. Przez chwilę żadne z nas nie ruszało się, po czym on spróbował sięgnąć ręką w moją stronę. Miałam jednak zamkniętą szybę od strony kierowcy. Nie zniechęciło go to jednak najpierw wybił szybę w drzwiach kierowcy. Przerażona z krzykiem uciekłam na drugą stronę samochodu, ale on wrócił na maskę samochodu. Nie patyczkując się, tak długo uderzał w szybę, aż ta po prostu wpadła do środka i tym razem sięgnął mnie z łatwością, wyciągnął z auta jakbym była lalką, nie zwracając żadnej uwagi na to, że wrzeszczę, po czym trzymając mnie pod pachą pobiegł w las. A ja patrzyłam za znikającym za ścianą drzew subaru, po czym chyba przestał mu się podobać mój krzyk i pozbawił mnie przytomności jednym nie wysilonym ciosem w głowę. * * * Następną rzeczą, jaką pamiętam była wilgoć wisząca w powietrzu i ciepło. - „Nie tak wyobrażałam sobie miejsce, w którym się ląduje po śmierci.” – Pomyślałam dziwiąc się własnemu humorowi. Otworzyłam oczy i wciąż leżąc przewróciłam się na plecy. Wysoko nade mną było ciemne, ledwo widoczne, skalne sklepienie a obok mnie paliło się spore ognisko, zaś nad nim na specjalnym stelażu piekła się sarna. Usiadłam przed ogniskiem by lepiej się ogrzać i na przeciwko mnie, tuż za ogniskiem zobaczyłam jego. Siedział na wyprawionej skórze jelenia, obok niego leżał kawał skały podobnej do bryły soli, kilka dzid, kupka skór i krzemienny nóż. Gdy zobaczył, że się przebudziłam spojrzał na mnie przenikliwie, po czym wrócił do wyprawiania sarniej skóry. Rozejrzałam się jeszcze raz po jaskini, ale nie zobaczyłam żadnego bezpośredniego wyjścia a jedynie kilka ciemnych otworów. W głowie zobaczyłam zaś, że część z nich jest ślepa a reszta wystarczająco pokręcona by się w nich zgubić na wiele dni. Następnym obrazem był jednak owy siedzący przede mną neandertalczyk - jak go sobie nazwałam, który znajduje mnie po ucieczce w tych korytarzach i ciągnąc za włosy przyciąga mnie z powrotem do jaskini. Wcale mi się to nie spodobało, więc stwierdziłam, że ucieczka po prostu nie ma sensu i zdziwiłam się własną obojętnością na tę myśl. Robiło się coraz chłodniej, więc znów nieznacznie przysunęłam się do ogniska. Nie wiem czy on to widział zajęty swoimi sprawami, ale bez mojej zachęty wstał i okrył mnie jedną z leżących obok niego skór. Mimo niesympatycznej aparycji był zaskakująco troskliwy i domyślny. Imponował mi z resztą nie tylko tym. Doskonale szło mu i przyrządzanie mięsa, i wyprawianie skór, i polowanie jak było widać nad ogniskiem, i w ogóle przetrwanie w tej skale. Zawsze byłam pod wrażeniem ludzi uprawiających survival, ale on był lepszy od nich wszystkich, dla niego to nie było hobby, czy praca, lecz całe życie. - Mówisz w moim języku? – Zapytałam nie licząc na odpowiedź. On zaś pokręcił głową dając mi do zrozumienia, że nie mówi, ale rozumie. Nie mogłam w to uwierzyć. - Rozumiesz mnie? – Tym razem kiwnął głową, że tak nawet na mnie nie spoglądając. - A jesteś w stanie nauczyć się mówić tak jak ja? – Teraz z kolei tylko wzruszył ramionami. - Jeśli kiedyś będziesz chciał się nauczyć, daj mi znać, z chęcią ci pomogę. – Kiwnął głową, że zrozumiał i odłożył na stosik kolejną właśnie wyprawioną skórę. Dopiero teraz, gdy znów zapadła cisza spojrzał na mnie. Tym razem jego spojrzenie było spokojniejsze. W jego obrośniętej na brązowo twarzy robiły niesamowite wrażenie, zwłaszcza, że tym razem były błękitne i bezceremonialnie wwiercały się we mnie. Nawet ruszyć się nie mogłam pod tym spojrzeniem a o odwróceniu wzroku nawet nie byłam w stanie pomyśleć. Po chwili jednak sam zwrócił swoje spojrzenie w ziemię, wziął do ręki kawałek gałęzi mocno już zwęglonej na jednym z końców, podszedł do najlepiej oświetlonej ze ścian i napisał: „może nie umiem mówić, ale umiem pisać, więc mogę odpowiadać na pytania nie tylko >tak< lub >nie<.” – On mnie zadziwia coraz bardziej! - Dużo masz jeszcze takich niespodzianek? – Słuchał nie patrząc bezpośrednio na mnie. - „Sporo, jeśli chciałabyś je poznać, to nie zmieszczę ich na tej ścianie.” – Pisał zaś dość szybko tylko nie zbyt zgrabnie, czasem zastanawiając się, co napisać. - Kim ty właściwie jesteś? - „To trudno wytłumaczyć. Ten >Neandertalczyk< to Ja, ale w środku jestem kimś więcej niż zwykłym człowiekiem i to też Ja”. - A na czym polega to „więcej”? - Np. na tym, że ty, widzisz tylko swoje zjawy, a ja widzę wszystkie. Np. na tym, że moje zjawy materializują się na moje życzenie i jeśli jest nim wilk, to jest to prawdziwy wilk z wszystkimi swoimi fizycznymi cechami, taki, którego zobaczysz, i dotkniesz, jeśli ci na to pozwoli. Jedyne, co różni go od dzikich wilków to, to, że mogę się z nim porozumieć jak z samym sobą, czyli dźwiękiem, myślą i mimiką, i to, że go kontroluje tak jak zwykły człowiek kontroluje wytresowanego psa. Np. na tym, że gdy jestem wściekły rozbijam pięścią kamienie a gdy spokojny na tym samym kamieniu łamię sobie palce. I np. na tym, że umiem czytać w...” - W czym? – Zapytałam a on wzruszył ramionami pokazując, że ściana mu się skończyła. - U mnie w samochodzie w schowku jest gruby notes i kilka długopisów, wiesz, o czym mówię? – Nawet nie kiwnął głową tylko od razu zerwał się i wybiegł z jaskini. * * * - „...Myślach. Twój umysł jest dla mnie jak otwarta księga. Z zasady jednak nie czytam rozdziałów o tobie. Korzystam jedynie z twojej wiedzy i kopiuję ją do siebie. Właśnie w ten sposób nauczyłem się rozumieć cię a gdy do mnie mówiłaś uczyłem się pisać. Co prawda tylko teoretycznie ale jak widzisz i praktycznie jestem coraz lepszy. Umiejętność czytania w myślach wykorzystuje zaś do polowań. Bo wszystkie skóry, które tu widzisz to skóry tych złych przedstawicieli gatunku. A wiem to z ich własnych umysłów. Wiem, że dla niektórych morderstwo i tak pozostaje morderstwem niezależnie od tego, czym lub, kim była ofiara, ale jeśli musisz uśmiercać, to lepiej złych niż dobrych. Poza tym to jest właśnie słabością ludzi. Nie potrafią tworzyć stad czystych. W każdym jest ktoś, kto nie pasuje, ktoś, kto zamiast zostać wyeliminowanym w większym lub mniejszym stopniu psuje stado. Wiem, że taka eliminacja jest trudna, ale przeżycie na łonie natury, na jej prawach jest o wiele trudniejsze a zwierzęta jakoś sobie z tym radzą. Według mnie zamiast rozwiązywać spory powinniście wyeliminować – nie koniecznie zabijając - obie strony konfliktu i nie było by problemu. Nic tak nie zbliża jak wspólny cel.” – Przeczytałam na przyniesionych przez niego kartkach. Im bliżej go poznawałam tym bardziej mnie intrygował i coraz mniej raził swoim zaniedbaniem. - Po takim przedstawieniu mogę zapytać jedynie... A z resztą wiesz, o co chcę zapytać. - „Pisałem, że nie czytam w prywatnych myślach, ale jeśli sama tego chcesz... Mam 95 lat, nie wiem skąd się wziąłem na ziemi, po prostu jestem i już. Nie mam imienia, bo do tej pory go nie potrzebowałem oraz choć to jest dla ciebie dziwne, można się poruszać po czyjejś jaźni tak precyzyjnie by odczytywać tylko poszczególne zdania nie poznając innych. A, tak poza tym to nie będę się specjalnie dla ciebie golił, więc nie myśl o tym.” - Szkoda, chciałam zobaczyć jak wyglądasz bez swojej maski. - „A czy wygląd jest dla ciebie ważny? Dla mnie to tylko dodatek, a jeśli nadal chcesz zobaczyć moją prawdziwą twarz to znaczy, że mamy różne jej definicje, bo ja jej wcale nie ukrywam.” - Ok. niech będzie, że ta broda to część ciebie jak ręka albo noga. – Na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Magnum86
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…