Złamana zapałka
Każdy z nas ma jakieś plany i nadzieje na dalsze życie. Czasem chcemy by to, co jest trwało wiecznie, innym razem obiecujemy sobie zmianę dotychczasowego stylu, ale to życie pisze scenariusze, nie człowiek...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ZŁAMANA ZAPAŁKA
A. H.
Siedziała na wilgotnej, ziemnej ziemi. Jej chude i blade dłonie spoczywały na kolanach, a twarz pochylona ku marznącej glebie wyglądałaby jak posąg, gdyby nie płynące cienką stróżką po jej policzkach łzy, które bezszelestnie skapywały na ziemię. Słońce chyliło się ku zachodowi, a jego płonące promienie majaczyły pomiędzy gałęziami drzew, które zrzuciły już liście i w uśpieniu czekały na zimę. Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, a Agnieszka nadal siedziała jak posąg, wpatrując się w niewielką, marmurową płytę i w znajdujący się na niej napis: Paweł Limański żył lat 23. Ur. 23 VI 1985 roku, zmarł 17 lipca 2008 roku. „Cokolwiek prawdziwie się zaczyna - nigdy się nie kończy”. Prosi o Zdrowaś Maryja.
Z zamyślenia wyrwał ją rytm, równomiernie i szybko uderzających o ziemię kroków. Kobieta wyciągnęła wątłymi palcami małą paczuszkę zapałek i popatrzyła na nią, a łzy popłynęły obficiej z jej oczu. Wydobyła z papierowego pudełeczka zapałkę i potarła różowym końcem o zacierkę. W ponurym, jesiennym świetle, ogień na skraju patyczka zamigotał radośnie sprawiając, że na twarzy dziewczyny pojawił się nikły uśmiech. Wyciągnęła szybko rękę po znicz, ale zanim zdjęła znajdujące się na nim wieczko płomień zapałki zbliżył się do jej palców i oparzył ją. Agnieszka upuściła zapałkę na ziemię, z której pozostał jedynie zwęglony, czarny ślad po drewnianym patyczku. Obejrzała się za siebie i spostrzegła, że za jej plecami stoi Michał, jej przyjaciel. Nie odpowiedziała nic. Wytarła dłonią łzy i sięgnęła po kolejną zapałkę. Ponownie potarła nią o zacierkę, ale zapałka się nie zapaliła. Drobne iskierki zabłysły w powietrzu. Agnieszka spróbowała ponownie, ale na patyczku nie było już proszku, który wywołałby zapłon. Wyciągnęła z pudełeczka ostatnią zapałkę. Drżącymi dłońmi potarła nią tak mocno o zacierkę, że zapałka złamała się. Agnieszka cisnęła pudełkiem o ziemię, poczym ukryła twarz w zmarzniętych dłoniach i zaczęła płakać, nie mogąc powstrzymać szlochu i napływających do oczu łez. - Ciiii – szepnął czule jej przyjaciel. Po chwili poczuła na ramionach jego dłonie. - To były zapałki – wyszeptała, a chłopak zrobił zdziwioną minę, której ona nie dostrzegła. - Trzy zapałki, rozumiesz? – wyszeptała przez łzy, a szloch utrudniał jej mówienie. - To tylko zapałki, uspokój się – powiedział rozsądnie i ukucnął obok niej, ale na dźwięk tych słów ona zaczęła płakać jeszcze mocniej. Jej blade dłonie drżały w cieniu nagrobków. Na usta cisnęły się jej jakieś słowa, których nie potrafiła wymówić. Michał milczał, bo wiedział, że im bardziej próbuje ją pocieszyć, tym jest gorzej. Nie miął pojęcia, jak jej pomóc. Siedział obok niej w ciszy, przyglądając się całej scenie. W końcu wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podpalił stojący przed dziewczyną znicz. Położył go na marmurowej płycie i powiedział cichym, dźwięcznym głosem: - Aga, na miłość boską, będziesz chora. Jest jesień, a ty siedzisz tu od południa. Dziewczyna spojrzała na niego zapuchniętymi od łez oczyma, ale nic nie powiedziała. Wstała cichutko, poprawiła sweter, poczym sięgnęła po leżące na ziemi papierowe pudełeczko. Wbrew oczekiwaniom Michała po jej twarzy przebiegł uśmiech. - To były zapałki – szepnęła patrząc mu w oczy poczym schowała puste pudełko do kieszeni. - Nie rozumiem – odparł kręcąc głową. - Były aż trzy zapałki i żadną nie zapaliłam tego – wyjaśniła i wskazała palcem na znicz. - Aga, nie możesz się zadręczać, że zginął. To nie twoja wina. Sam ze sobą skończył, a w dodatku naraził ciebie. Czym ty się w ogóle martwisz? Sądzisz, że ten kretyn siedziałby teraz tutaj, gdybyś to ty tu leżała?! – wrzasnął, poczym dodał nieco ciszej. – Oprócz kumpli i motoru nie widział nic innego. Nic się dla niego nie liczyło, ani rodzina, ani studia, a tym bardziej ty. - Przestań – wyszlochała. – Nic nie wiesz – dodała i zaczęła biec w kierunku wyjścia. Przemykała cicho pomiędzy nagrobkami, czując uderzenia własnego serca. W głowie majaczyły jej ostatnie słowa Michała: „Nic się dla niego nie liczyło, ani rodzina, ani studia, a tym bardziej ty”. - Aga! – krzyknął Michał, biegnąc za nią. Dziewczyna wytarła napływające do oczu łzy i zerknęła przez ramię. Chłopak był coraz bliżej. - Uważaj! – wrzasnął, ale za nim odwróciła głowę, potknęła się o leżący na ziemi, marmurowy wazon, który musiał spaść z pomnika znajdującego się obok i upadła. Do łez, które towarzyszyły jej wcześniej doszedł jeszcze ból. - Aga, nic ci nie jest? – zapytał szybko chłopak, gdy dobiegł do niej. Dziewczyna usiadła, oplotła ręce wokół podkurczonych nóg i zacisnęła zęby. Michał spojrzał, na dziury w spodniach, i zdarte kolana, z których płynęła krew. - Możesz wstać? – zapytał, ale ona pokiwała tylko przecząco głową, nadal zaciskając zęby. Chłopak wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do samochodu. - Po co tu przyjechałeś? – zapytała nagle. - Monika powiedziała, że cię tu znajdę – odparł, poczym wycofał do tyłu. - Po co? – dopytywała się dziewczyna cały czas szlochając, ale Michał milczał. Aga spojrzała na jego kamienną twarz poczym wtopiła wzrok w szybę, co jakiś czas pociągając nosem i wycierając łzy. - On był twoim przyjacielem – szepnęła, gdy niezręczna cisza zaczęła doskwierać jej bardziej niż smutek. Wyglądało to tak, jakby zwracała się do posągu. - Jak możesz tak mówić, on umarł, słyszysz? – odburknęła. - Znałem go lepiej niż ty – powiedział w końcu chłopak i przyspieszył. Jego twarz przybrała inny wyraz – jakby ulga mieszała się rozgoryczeniem. Przełknął głośno ślinę i przez krótką chwilę patrzył na dziewczynę. - Nikt nie zasługuje by umrzeć w tym wieku. Życie jest niesprawiedliwe. Gdyby nie dał mi kasku to ja bym zginęła – powiedziała. - Jeden gest nie czyni z człowieka bohatera. - A właśnie, że tak! – odburknęła, na co chłopak syknął cicho pod nosem. - On się tobą bawił, a ty go bronisz? – zapytał zdziwiony. - Wiesz, co opowiadał kumplom pod sklepem? A może powiedział ci o tym, że kręcił z kilkoma laskami na raz, a ty naiwna, cały czas do nie go wracałaś, jak piesek na łańcuszku? Zapomniał o tym wspomnieć, gdy cię przepraszał? – zapytał, poczym zatrzymał się na poboczu. - Nie powiedziałby tak – odparła z przekonaniem dziewczyna. – Dzięki niemu żyje. Możesz mówić sobie, co chcesz, ale on jest bohaterem. - A może najpierw pomyślałabyś o tych, którzy są przy tobie cały czas? – zapytał Michał i spojrzał we wsteczne lusterko. Dziewczyna nie odpowiedziała, wpatrując się w niego pytająco. - Nie wiesz, co się wtedy wydarzyło – szepnęła. - To mnie oświeć. Agnieszka przez chwilę wpatrywała się w jego twarz, poczym spojrzała na zdarte kolana.
- To był zwykły, lipcowy dzień. Paweł zadzwonił, że chce się ze mną spotkać, że się przejedziemy i, że ma coś dla mnie. Myślisz, że chciałam znowu się z nim zobaczyć? Myślisz, że chciałam przez niego znów płakać? – zapytała i zamilkła na chwilę. – To miał być ostatni raz, ostatnie spotkanie, w którym miałam powiedzieć, żeby się odczepił – Agnieszka wytarła łzy – żeby dał mi w końcu spokój. Tego dnia przyjechał motorem. Ojciec jak zwykle zareagował na jego widok tak, jakby miał go zamiar zabić wzrokiem – nikły uśmiech pojawił się na jej twarzy, ale nie był to uśmiech radości, ale smutku. Czasem ludzie śmieją się przez łzy i to właśnie był ten moment. W krzyku rozpaczy człowiek szuka wsparcia i uśmiechu, które są jak koło ratunkowe rzucone podczas sztormu tonącemu. - Pojechaliśmy za miasto, nad jezioro. Nie było tam zbyt wiele osób, tylko kilka dzieciaków, więc byłam pewna, że porozmawiamy spokojnie, kończąc to wszystko. Myślałam, że będzie mnie przepraszał tak jak zwykle mówiąc, że tym razem wszystko się poukłada. Pytałeś się czy wiedziałam, o jego innych dziewczynach? Wyobraź sobie, że tak – odparła, a chłopak odwrócił twarz i spojrzał na nią. Na jego ustach malowało się zdziwienie, a później pojawił się na nich uśmiech niedowierzania i satysfakcji zarazem. - Tego dnia mnie nie przepraszał. Zachowywał się tak, jakby nigdy nic się nie stało, jakby nigdy na mnie nie krzyczał, jakby zapomniał o ostatnich kilku dniach. Rozmawialiśmy jak przyjaciele. Wiesz, że planował wrócić znowu na studia? - Dużo rzeczy planował – odpowiedział jej Michał, unikając jej spojrzenia. Na dworze zrobiło się już ciemno, a na niebie królował księżyc, który rozjaśniał mrok. - Chciał zostać architektem. Pamiętam, że zawsze o tym marzył. Kiedyś nawet robił plan swojego domu. Pytał się, jak sobie go wyobrażam… – mówiła, jakby nie usłyszała odpowiedzi chłopaka. - W końcu wyciągnął z kieszeni paczkę zapałek. Zwykłe, papierowe pudełeczko, które było niemalże puste. Myślałam, że zapali papierosa, ale on otworzył je, poczym wyciągnął jedną zapałkę i potarł nią o zacierkę. Jasny płomień rozbłysnął, a ja zastanawiałam się, o co mu chodzi, tak samo jak ty na cmentarzu. Zapałka się paliła, a płomień zbliżał się do jego dłoni coraz bardziej. Gdy zapałka niemal się wypaliła upuścił ją na ziemię i spojrzał na mnie. „Zastanawiałaś się kiedyś, jak wygląda…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil salviva
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…