Zlecenie
Czy wszystko może być takie proste?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ostatnie promyki słońca oświetlały twarz nieznajomego, gdy wyciągnął zapalniczkę i ostatniego wygrzebanego z otchłani kieszeni czarnego płaszcza na wpół złamanego papierosa. Przed momentem zielone światło na skrzyżowaniu, Bielickiej i Głębokiej puściło w obieg kolejną partię samochodów i siedzących w nich patrzących przed siebie kierowców. W dali skrzyżowanie Płaskiej z Daleką zrobiło to samo. Dobrze, poczekam, pomyślał i jego twarz rozjaśnił płomień zapalniczki. Na chwilę przygasł przekazując ogień papierosowi by znów się rozjaśnić i w końcu zgasnąć. Kierowca przejeżdżającego obok samochodu gdyby tylko spojrzał lub nawet zatrzymał się przed przejściem dla pieszych zobaczyłby przeciętą bliznami twarz człowieka w ciemnych okularach i zdezelowanym kapeluszu na głowie. Zaciągnął się głęboko i poczuł wpływający tytoń w krtań, który zapewne karmił już gnieżdżącego się tam raka. Rozejrzał się dookoła obejmując wzrokiem obydwie strony ulicy, lecz się nie ruszył z miejsca. Postanowił przeczekać jeszcze jedną zmianę świateł. Mam czas, sięgnął do kieszeni płaszcza po szeleszczące zawiniątko z krówkami i wyciągnął jedną z nich. Zwinnym ruchem jednej ręki odpakował ją z papierka rozglądając się przy tym na boki. Z obydwu stron znów nadciągały tłumy pojazdów ze świecącym oczami. Wyrzucił papierek na ulicę i patrzył jak tańczy pod kołami samochodów tam i z powrotem, targany oponami, przygniatających go do asfaltu i unoszących go w powietrze. Tacy jesteśmy, pomyślał. Tacy słabi a jednocześnie tacy walczący o swoje. Nie poddajemy się przy każdej okazji, lecz walczymy o swoje życie, zaciągnął się papierosem wciąż trzymając w lewej ręce odpakowaną krówkę. Czuł jak powoli zaczyna rozpływać mu się w dłoni. Jeden z pojazdów zatrzymał się by puścić przechodnia. Jedź człowieku, mam czas, ten stał nieruchomo z tańczącym na wieczornym wietrze dołem płaszcza. Zirytowany kierowca ruszył z piskiem opon pozdrawiając pieszego środkowym palcem i odjechał w dalszą drogę. Mam czas, myślał mężczyzna na przejściu dla pieszych. Wokół powoli zapalały się latarnie i tak samo jakby na zawołanie, na jeden gwizdek pojawiały się światła w mieszkaniach w blokach po drugiej stronie ulicy. Mężczyzna stał prawą ręką przykładając papierosa do ust lewą natomiast skierował w dół. Z pomiędzy palców zaczęła płynąć słodycz cukierka. Od dłuższego czasu omijał skrzyżowania, wybierał tylko prostą drogę. Drogę, która miała zaprowadzić go do celu, który choć tak bliski był tak daleko. Znów rozglądnął się na boki jakby coś wytrąciło go z zamyślenia. Jakby coś usłyszał. Jeszcze jedna zmiana, dłużej nie czekam, pomyślał patrząc na pobliskie skrzyżowania. Zapaliło się na każdym z nich czerwone światło i zablokowało drogę samochodom jadącym do jego przejścia dla pieszych. On jednak stał nieruchomo na oznakowanym znakiem drogowym, bez sygnalizacji przejściu i wcale nie miał zamiaru się z niego ruszać. Przynajmniej teraz. Już niedługo będzie musiał znaleźć się na drugiej stronie. Takie jest jego zadanie. Krówka w lewej ręce już się kompletnie rozpuściła, stając się nieprzyjemną w dotyku mazią. Odwrócił się za siebie i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył biegnącego w swoją stronę psa. - W samą porę – szepnął. Otworzył dłoń i obrócił ją w stronę merdającego ogonem zwierzęcia. Duży korpulentny owczarek niemiecki z lekko przybrudzoną sierścią zlizywał jak w transie dłoń swojego pana. Nie zawsze trafiały się takie słodkości. Pies najlepiej wiedział jak im się teraz powodzi. - Gdzie byłeś tak długo przyjacielu – człowiek w kapeluszu schylił się do niego i czule podrapał za uchem ręką, z której przed chwilą pies skończył pałaszować krówkę. – Nie będę następnym razem tak długo na ciebie czekać. Mamy robotę do wykonania. Owczarek nie pokiwał przytakująco mordą, lecz przytulił się do nogi właściciela. - Dobrze – szepnął mężczyzna i wyprostował się wkładając ręce do kieszeni w poszukiwaniu może jeszcze jednego papierosa. - Szlag by to… - zaklął wyciągając jedynie zapalniczkę. Wyrzucił niedopałek i schował zapalniczkę. Za nim panowała już prawie cisza nocna, przed nim panował hałas ulicy. Podniósł wzrok i znów zobaczył miejsce, do którego się udawał. - Idziemy – wydał komendę psu, gdy na skrzyżowaniach znów zapaliły się czerwone światła i ostatni z tej tury samochodów przeciął przejście, przy którym stali. Owczarek posłusznie ruszył za swoim panem. Szybko zrównał się z nogą właściciela i przycisnął się do niej jak tylko mógł. - Nie bój się – uspokoił go mężczyzna - Wszystko będzie dobrze. Szybko znaleźli się po drugiej stronie ulicy. W tym samym momencie hałas i ruch znów zapanowały za nimi. Nie odwracając się przeszli kilka kroków i zatrzymali się. Dotarli do miejsca gdzie zaczynało się ich zadanie. Długo się zastanawiał czy przyjąć to zlecenie, jednak kwota, jaką zobaczył na monitorze komputera w swoim mieszkaniu sprawiła, że szybko przeczytał jeszcze raz zalecenia i wykasował wiadomość, by zatrzeć ślady. Jeśli by go mieli wytropić i tak by to zrobili, jak do tej pory wszystko mu się udawało. Pies ochoczo zeskoczył z kanapy i pobiegł za panem przeczuwając, że coś znowu zaczyna się dziać w ich monotonii. Teraz stali w miejscu gdzie mogło się zakończyć ich stare lub rozpocząć ich nowe życie. Mężczyzna poprawił okulary i zrobił krok naprzód. Nie ma odwrotu, myśl naszła go w tej samej chwili i pogłaskał czule swojego przyjaciela. Przeszedł kilka kroków i niepewnie przystanął lekko chwiejąc się przy naporze wiejącego w tym miejscu wiatru. Wiedział, że w tym momencie zostawia za sobą kolejny rozdział swojego życia, przyjaciół i kochanki. Wiedział, że przyjmując to zlecenie stanie się innym człowiekiem, jeśli tylko dobrze je wykona, a dobrze je wykonać w jego profesji oznacza jedno – przeżyć. Wyprostował się poprawiając płaszcz. Wyciągnął ręce w bok i zgiął je sięgając do wewnętrznych kieszeni płaszcza. Poczuł zimno stali. Zimno, które w tym momencie było bliskie temperatury jego serca. Zrobił krok naprzód i odwrócił się w stronę miejsca, do którego zmierzał. Wyciągnął prawą ręką srebrny pistolet dziewięciostrzałowy lewą cały czas trzymając w kieszeni. - Widzisz przyjacielu – popatrzył na psa – taka nasza praca. Owczarek cicho zawarczał i jakby nagle urósł naprężając wszystkie swoje mięśnie. Mężczyzna rozglądnął się dookoła. Przed nim stał pięciopiętrowy nowy budynek z balkonami skierowanymi w jego stronę. Za nim stał identyczny, lecz jedyny po tej stronie sypialni tej wielkiej metropolii. - To ten za nami – uśmiechnął się do swojego towarzysza – pomylilibyśmy budynki. Odwrócili się i pies lekko zawarczał i odsunął się od nogi swojego pana. Gdy stanęli przed budynkiem z dwudziestoma pięcioma balkonami, jak szybko obliczył mężczyzna, zapaliły się światła przy każdym z nich. Otworzyły się drzwi balkonów wypuszczając ludzi na świeże powietrze. Gdy wyszli oparli się o balustrady i jak jeden mąż uśmiechnęli się w stronę swojego niespodziewanego gościa. Jak wy jesteście nieprawdopodobnie identyczni, pomyślał i ruszył w ich kierunku. Miał tylko kilkanaście metrów a jednak ta droga wydała się dla niego wiecznością. Przypomniał sobie dziwny nick nadawcy. Taki kobiecy. Tak damski, że nadał mu nawet kolor włosów i zapach perfum. Ta kobieta, która zleciła mu to zadanie miała na imię Lucy. Miała rude włosy i pachniała jak jaśmin. - Jak sobie życzysz Lucy, - rzekł już pewnym głosem wyciągając z drugiej wewnętrznej kieszeni płaszcza identyczny zimny, srebrny dziewięciostrzałowy pistolet. Popatrzył w górę. Ludzie nie opierali się już o balustrady, lecz trochę przygięci ruszali ręką jakby coś głaskali. - To twoja część, przyjacielu – zwrócił się do owczarka, który głośno zaskowytał na widok swoich przeciwników. Z balkonów odezwał się przeciągły chichot, który rozdzierał powietrze. - Dasz radę – odezwał się mężczyzna troskliwie. – To tylko tchórzliwe hieny. Spojrzał w górę i zobaczył jak pospiesznie pustoszeją balkony. Tak, chcą stawić mu czoła na dole. Bardzo dobrze, na tej przestrzeni ma więcej szans, może nie sto procent, ale na pewno więcej niżby wszedł do środka budynku. Pies przyspieszał kroku, starając się wyrwać do przodu czekając na polecenie od swojego pana. - Spokojnie, poczekamy tu na nich. – przystanął. Zamknął oczy i zaczerpnął powietrza. Słyszał tupot nóg zbiegających po klatkach schodowych. Dobrze policzył – pięć klatek schodowych, zdąży wykończyć tych z pierwszej nim dobiegną pozostali. Nie wie tylko jak zachowają się te paskudne zwierzęta. Te niby-psy, które za dnia są przyjaznymi pudlami a w nocy jak w wilkołaki zamieniają się w hieny. Do tego ci właściciele – za dnia mili sympatyczni właściciele banków, politycy, którzy dlatego nocy zamieniają się w … To, dlatego te noce w mieście są tak niebezpieczne. To, dlatego Lucy tak bardzo chce się ich pozbyć. Działa w dobrej wierze. I ja też będę. Pies zerwał się do przodu i mężczyzna otworzył oczy Wycelował w pierwszego nadbiegającego przeciwnika i wystrzelił. Kobieta obsunęła się na trawnik odsłaniając za sobą nadbiegających kolejnych pretendentów do wysłania w zaświaty. Z grymasem na twarzy, które stawały się tak podobne i takie jednakowe zbliżali się szybko w stronę swego oprawcy. Kolejne strzały kładły trupem kolejnych nadbiegających niby-ludzi. Przesuwał się powoli w przód tylko zerkając na pozostawione za sobą ciała. Ich twarze wciąż
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil maciej.biernat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…