Wróć do katalogu

Złodzieje oceanów cz. 2

Zagadka Trójkąta Bermudzkiego wyjaśniona!!!

To_Ya, opublikowano , 38 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

12

Gdy wahadłowiec zaczął zwalniać, O’Hara pierwszy dostrzegł w oddali kosmolot obcych. – Panie pułkowniku, proszę spojrzeć! Co za kolos... – Rzeczywiście. To jednaka nie wygląda jak statek, lecz jakaś ogromna stacja kosmiczna. Chyba z pięć razy większa od Selene... Ogromny kosmiczny statek zaczął rosnąć w oczach, co pozwoliło na rozróżnienie szczegółów w jego wyglądzie, tak że Preston po chwili poczuł się zmuszony do zmiany opinii, w kwestii przeznaczenia obiektu: – Jednak to nie jest stacja, lecz statek kosmiczny dalekiego zasięgu. Ale on jest długi chyba na piętnaście kilometrów... Incredible! Co za technika... – No, teraz już nie wątpię, że te samoloty na Primie, to ich robota – stwierdziła Sylwia – choć nie mam pojęcia w jaki sposób tego dokonali. – Eee, chyba nie... Przecież planeta nie jest zamieszkała – doktor Johannson wydął wargi z powątpiewaniem. Przypuszczam, że oni – podobnie jak my – po prostu badają Primę. – Kto wie... – Sylwia nie miała ochoty zmieniać swoich poglądów. Tymczasem wahadłowiec zbliżył się do otwierających się wrót w burcie kosmolotu i powoli zagłębił się w jego wnętrzu, by po chwili zatrzymać się na płycie lądowiska. Na niewielkiej platformie wznoszącej się przed dziobem wahadłowca dostrzec można było kilka oczekujących postaci – Z odległości kilkudziesięciu metrów nie można było dokładnie odróżnić ich sylwetek, ale byli bardzo podobni do ludzi. Jedna z postaci odróżniała się od pozostałych, przewyższając ich co najmniej o głowę. Kiedy drzwi wahadłowca otworzyły się i ziemska delegacja opuściła pojazd, po czym skierował się w kierunku podwyższenia i wówczas z grupy oczekujących wybiegł jeden osobnik i biegiem rzucił się w kierunku przybyłych. Fakt ten wywołał niewielkie zamieszanie i poczucie niepewności wśród Ziemian. – Stójcie! – Preston uniósł dłoń. Tymczasem biegnący znalazł się przy nich i rzucił się na szyję Prestonowi, a następnie kolejno wszystkim przybyłym, po czym ze łzami w oczach zaczął mówić przerywanym łkaniem głosem: – Witajcie, przyjaciele! Tak strasznie się cieszę na wasz widok, że po prostu brak mi słów. Nazywam się Balters i również jestem człowiekiem. Rozczuliłem się nieco, a moim zadaniem jest przedstawienie naszych gospodarzy. Co prawda, Lemowie nie potrzebują żadnych tłumaczy, gdyż porozumiewają się wyłącznie na drodze telepatii, ale uznając, że moglibyście poczuć się nieswojo, wiedząc że wasze myśli nie stanowią dla nich żadnej tajemnicy zdecydowali się na zablokowanie tego zmysłu – Balters odetchnął kilka razy wyczerpany zbyt długim zdaniem. – W tej chwili ja będę pośredniczył, a potem będą się z wami porozumiewać za pomocą mentransów i ja już będę niepotrzebny. – Mentransów? – Preston uniósł brwi. – Skrót od "mental transponder" – urządzenie pozwalające na bezpośrednie przekazywanie myśli . – Witam pana, panie Balters Nazywam się Preston i jestem dowódcą ziemskiego gwiazdolotu. Proszę nas zatem prowadzić do... Lemów. Tak ich pan chyba nazwał? – No, tak. Pozwólcie państwo za mną. Prowadzona przez Baltersa grupa udała się w kierunku podium, przyglądając się oczekującym kosmitom. Pobieżna obserwacja pozwoliła na stwierdzenie, że są podobni do mieszkańców Ziemi, wyraźnie jednak od ludzi niżsi, a ich zupełnie pozbawione owłosienia głowy są nieproporcjonalnie duże. Z bliska dostrzegli ponadto, że Lemowie pozbawieni są małżowin usznych. Kiedy po kilku stopniach weszli na podwyższenie ponownie odezwał się Balters: – Pozwólcie przedstawić sobie naszych gospodarzy: To jest dowódca kosmolotu Ixt, to jego zastępca Brings, a to przewodniczący rady naukowej – Yxtrym. Wymienieni wymienili z gośćmi uściski długopalczastych, szczupłych dłoni. Balters przedstawił pozostałych, mniej ważnych, przedstawicieli komitetu powitalnego, po czym zaproponował: – Teraz udamy się do sali konferencyjnej, gdzie zostaną wam udzielone wszelkie wyjaśnienia, ale najpierw załóżcie mentransy. – Wyjął z pojemnika dwadzieścia niewielkich urządzeń przypominających elektroniczne zegarki i podał je przybyszom. – Załóżcie je na obydwa nadgarstki. – I co, teraz będą znali wszystkie nasze myśli? – zaniepokoiła się Sylwia. – Proszę się nie obawiać, są dostrojone do przekazywania myśli, które chcecie przekazać, a ponadto można je zablokować poprzez zetknięcie dłoni, ale wówczas nie będziecie mogli odczytać przekazu Lemów. Obie grupy opuściły hangar i wszyscy zajęli miejsca w wagonikach pneumatycznej kolejki. Po chwili z sykiem zamknęły się drzwi wagoników i kolejka pomknęła przez ciemny tunel. Po kilkuminutowej podróży drzwi stanęły otworem i znaleźli się w sali konferencyjnej wielkości Isaac Stern Auditorium w Carnegie Hall. – Tu będziemy rozmawiać? – Preston okazał zaskoczenie. – Nie ma nic mniejszego? – Nie, tu. To jest sala zgromadzeń ludowych. Zaraz przejdziecie do małej sali – wyjaśnił Balters. – Ja już was opuszczam, będziecie się porozumiewać za pośrednictwem urządzeń elektronicznych. Do zobaczenia później.

13

Kiedy przeszli do mniejszej sali, w której znajdowało się około trzydziestu foteli, z których część była wyraźnie większa. Goście domyślili się, że była wykonana specjalnie dla ziemian – i rzeczywiście Ixt wskazał im te właśnie siedzenia. Kiedy wszyscy zajęli miejsca do ich świadomości dotarła myśl, którą uznali za przekaz wysłany przez dowódcy Lemów: – W imieniu całej naszej społeczności witamy was, ziemianie, jako oficjalnych przedstawicieli obcej cywilizacji. Nie jesteście, co prawda pierwszymi ludźmi na naszym kosmolocie, ale ci, którzy zawitali tu wcześniej, znaleźli się w nim przypadkiem i trudno powiedzieć, by stało się to z ich własnej i nieprzymuszonej woli. Pozwólcie sobie na wstępie wyjaśnić, dlaczego przebywamy na tym wielkim statku, w tej właśnie okolicy kosmosu. Otóż wywodzimy się z odległej planety nazywanej Lemią. Udało nam się osiągnąć wysoki stopień rozwoju naukowo-technicznego i wykorzystywaliśmy nasze osiągnięcia jedynie w celach pokojowych. Niestety sąsiednią planetę – Gwandię – zamieszkiwała społeczność stojąca na zbliżonym do naszego stopniu rozwoju, lecz – niestety – ich najważniejszym celem stał podbój i eksterminacja Lemów. Przez wiele wieków, dzięki względnej równowadze sił nie dochodziło do decydującej konfrontacji i dopiero wówczas, gdy zaborczy Gwandowie opanowali technikę produkcji bomby antymaterialnej, Lemowie zdali sobie sprawę z tego, że – chcąc uniknąć zagłady – muszą opuścić ojczystą planetę. Pobudowali specjalnie w tym celu flotyllę ogromnych – mieszczących na pokładzie po około miliona Lemów – kosmolotów, które wyruszyły w różnych kierunkach galaktyki na poszukiwanie nowego świata. W czasie trwającej kilkaset lat podróży, nam również udało się opanować technologię pozyskiwania i wykorzystywania antymaterii... – Czy możecie podać bliższe szczegóły dotyczące tej materii? – zainteresował się Pawłowski. – Chciał pan powiedzieć – antymaterii – odpowiedział żartobliwie Ixt. – Oczywiście. Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć; nie chodzi mi o sposób na wyprodukowanie bomby, lecz chciałbym uzyskać informację na temat jak wam się udaje ją uzyskiwać. Przecież antymateria występuje we wszechświecie niezmiernie rzadko. – Otóż, myli się pan. Antymaterii jest dokładnie tyle samo, ile materii. – Jak to? – O ile się orientujemy, wy, ziemianie macie pewne pojęcie o prapoczątku wszechświata. Wy to nazywacie Big-Bangiem. Nie wiecie jednak, że w wyniku tego wybuchu powstały równocześnie dwa światy – jeden zbudowany z materii z jaką mamy do czynienia na co dzień, drugi zaś – z antymaterii. Te dwa światy istnieją równolegle, tworząc swoje własne czasoprzestrzenie, które jednak podlegają niekiedy pewnym deformacjom i wówczas dochodzić może do wzajemnego „przecieku”. – To te dwa światy są obok siebie – O’Hara okazał zdumienie. – Widzę , że pojęcie względności czasu i przestrzeni jest wam obce – odpowiedział głos. – Nie można stosować tego typu odniesień. Nie można w ogóle mówić o jakiejkolwiek odległości, czy sąsiedztwie. W bardzo dużej przenośni można by to porównać do zawiesiny tłuszczu w wodzie, gdzie, mimo możliwości znacznego rozdrobnienia cząsteczek tłuszczu, pozostaje on nadal tłuszczem, nie łącząc się z wodą. Ale, jak powiedziałem, jest to bardzo uproszczone porównanie. – Domyślam się, że nie latacie po całym kosmosie – kontynuował Pawłowski – w celu wyłapywania tej przypadkowo przenikającej antymaterii. – Oczywiście, że nie. Opanowaliśmy technologię pozwalającą wpływać na kształt czasoprzestrzeni, co pozwala nam pozyskiwać dowolne jej ilości. – To fantastyczne! – Tak, to niewątpliwie wielkie osiągniecie umysłu. Ale pozwólcie, że będę kontynuował swoją opowieść. Po trwającej kilkaset lat podróży dotarliśmy w pobliże jednego ze słońc... Pojawiła się holoprojekcja przedstawiająca centralną sterownie kosmolotu Lemów, w której, przed pulpitem siedzi Ixt. Do jej wnętrza wchodzi Yxtrym. – Komendancie, zbliżamy się do słońca, wokół którego krąży planeta, mogąca – po pewnych zabiegach astroinżynieryjnych – nadawać się do zasiedlenia. – Jakie to zabiegi? – Chodzi głównie o dwie rzeczy; Po pierwsze występują na niej tylko śladowe ilości tlenu, a po drugie – prawie wcale nie ma wody. – Ile potrzebujemy czasu, by ją uzdatnić? – Sądzę, że około stu lat. Chyba, że ściągniemy ją z innego miejsca. – Skąd? – No, na przykład z jakiejś innej, niezbyt odległej planety. – A jest taka szansa? – Jest, niewielka. – Bierzcie się zatem do roboty. Dość już tej włóczęgi. Holoprojekcja znikła, lecz głos kontynuował opowieść: – No i zabraliśmy się do dzieła uzdatniania planety, która nazwaliśmy Nova. Wyłapywaliśmy krążące w okolicy asteroidy i komety, z których produkowaliśmy tlen i wodę, oraz inne potrzebne związki chemiczne. Praca powoli posuwała się do przodu, gdy pewnego razu... Holoprojektor ponownie pokazał centralę dowodzenia. – Komandorze, znaleźliśmy! – oznajmił wchodzący Yxtrym – Co? – Planetę, na której jest tlen i woda. – Daleko? – Trochę ponad dziesięć lat świetlnych. – To nawet niedaleko Ale, czy jest sens lecieć teraz do niej, kiedy nasze prace sa już tak zaawansowane? – Wydaje mi się, że nie ma. Ale możemy tu ściągnąć trochę jednego i drugiego. Pozwoli to na znaczne przyśpieszenie prac adaptacyjnych. – W porządku. Proszę o podjęcie działań. Holoprojekcja znikła, a głos kontynuował opowiadanie: – Zaczęliśmy zatem ściągać wodę z Ziemi, bo planeta, o której mówił Yxtrym , to – jak się zapewne domyślacie – była właśnie waszą ojczystą planetą. – W jaki sposób tego dokonaliście? – Pawłowski ponownie przerwał wywód. – Dokonywaliśmy operacji zakrzywienia czasoprzestrzeni, co pozwalało nam na jednorazowe pobranie kilku kilometrów sześciennych wody i drugie tyle bogatego w tlen powietrza. – Jakie zakrzywienie. – Utworzenie dwóch ściętych stożków, połączonych końcami o mniejszej średnicy. Jeden szerszy koniec służył do pobierania, drugi zaś do przekazywania na nasza planetę. Działalność nasza wywoływała, oczywiście, chwilowe zaburzenia – zarówno w atmosferze, jak i w oceanie – ale nas to specjalnie nie interesowało, nie zdawaliśmy sobie bowiem sprawy z tego, iż Ziemia jest zamieszkała przez istoty rozumne. I tak ponawialiśmy od czasu, do czasu nasze transfuzje, gromadząc w przerwach odpowiednie ilości energii, aż do czasu, gdy... Holoprojekcja ukazała wkraczającego do sterowni Yxtryma. – Komandorze, właśnie otrzymałem meldunek z Novej; wraz z wodą i powietrzem dotarł do nas nieznany obiekt, będący niewątpliwie wytworem jakiejś cywilizacji. – Wyślijcie natychmiast grawitolot i zbadajcie go! Kiedy to się stało? – Około sześć godzin temu... Kolejny seans holograficzny ukazał następujący obraz: Na Novej wylądował latający talerz. Opuściło go trzech Lemów, i podeszło do statku, którego dziób znajdował się na plaży, rufa zaś zanurzona była w wodzie. Przy pomocy liny wspięli się na pokład i przeszukali statek, na którym od razu znaleźli zwłoki jednego, potem kolejnych członków załogi. – Łącznie znaleźliśmy szesnaście osób. Oczywiści wszyscy byli martwi. – Co zrobiliście z ciałami? – zainteresował się Preston. – Przetranportowaliśmy je do kosmolotu, gdzie zostali poddani gruntownym badaniom. Ponieważ nie znaliśmy waszych obyczajów dotyczących postępowania ze zmarłymi, wsadziliśmy je do niewielkiego statku kosmicznego, który wysłaliśmy w kierunku Ziemi. Miał tam wejść na orbitę i nadawać sygnały, ale najprawdopodobniej nasza technika tym razem zawiodła i jego nadajniki zamilkły, zanim znalazł się w obrębie waszego układu słonecznego. Przebadaliśmy oczywiście szczegółowo statek, dzięki czemu poznaliśmy niektóre wasze osiągnięcia techniczne. Stopień zaawansowania technicznego znalezionej na statku aparatury, a także dodatkowe wnioski wysnute na podstawie analizy znalezionych na nim książek wskazywały na to, że za kilka, lub kilkadziesiąt lat będziecie w stanie wyruszyć poza wasz układ planetarny. Zrodził się przy tym dylemat – czy kontynuować pobieranie wody i narażać przez to ziemian na niebezpieczeństwo, czy też korzystać wyłącznie z własnej produkcji. Długo rozważaliśmy wszystkie za- i przeciw, aż w końcu doszliśmy do wniosku, że jednak będziemy kontynuować naszą działalność, podejmując jednocześnie odpowiednie środki ostrożności, by – w razie przypadkowego porwania – innego obiektu z ludźmi na pokładzie udzielić im natychmiastowej pomocy i ewakuować do kosmolotu. Tak tez się stało i obecnie wśród naszej społeczności przebywa spora grupa Ziemian, która, nawiasem mówiąc, aktywnie włączyła się do życia i pracy Lemów. To tyle wstępnych wyjaśnień, a teraz proszę na zwiedzanie naszego statku, z tym, że najpierw proponuję spożycie wspólnego posiłku. Preston złożył dłonie. – Jak myślicie, czy ich jedzenie nadaje się dla nas? Jego pytanie zostało skwitowane wzruszeniem ramion, ale Ixt powiedział: – Domyślam się, pańskich wątpliwości, ale proszę się nie obawiać. Nasze potrzeby fizjologiczne są dosyć zbliżone do waszych, choć różnimy się poczuciem smaku, ale poznaliśmy już ludzkie preferencje w tym zakresie i zapewniam, że zjecie wszystko z apetytem. Obie grupy udały się do sąsiedniego pomieszczenia, w którym czekały nakryte stoły. Usadowili się naprzemiennie i spożyli naprawdę smaczny posiłek. – Rzeczywiście, potrafiliście dostosować się do naszych gustów – wychwalali zdolności kulinarne gospodarzy. – I nie przeszkadza wam, że wszystko, co spożywaliście jest wyprodukowane sztucznie? – Absolutnie nie. Musicie nas tego nauczyć, bo Ziemia nie jest tak całkowicie przyjazną dla ludzi planetą i istnieją na niej miejsca, gdzie nadal panuje głód.

14

Ludzie podzielili się na dwie grupy; Preston, Pawłowski, doktor Johansson, doktor Hashad oraz Sylwia w towarzystwie Ixta udała się na zwiedzanie gwiazdolotu nazywanej habitatem, a pozostali prowadzeni przez Yxtryma pojechali na odległy koniec gwiazdolotu, gdzie mieli zapoznać się z urządzeniami technicznymi. – Powiedział pan, że ratowaliście pasażerów ziemskich obiektów – zadał w myśli pytanie Preston, a następnie zwrócił się do Sylwii i Pawłowskiego: – Zrozumieliście pytanie? Oboje skinęli potakująco głowami. – Wiadomo panu, że stężenie tlenu w atmosferze Novej wynosi już ponad pięć procent. Tak więc, mieliśmy kilka minut czasu na ewakuację ludzi. Nasze ekipy w ciągu kilkudziesięciu sekund docierały na miejsce. Udało nam się w ten sposób uratować wszystkich z wyjątkiem... – ... z wyjątkiem? – zapytała Sylwia. – Pozwólcie za mną. – Ixt poprowadził ich korytarzem do peronu takiej samej kolejki, jaka przewiozła ich z lądowiska do sali konferencyjnej. Po chwili zajęli miejsca w wagoniku i przedostali się do odległej części statku. Część ta okazała się szpitalem. Idąc wzdłuż korytarza zaglądali przez oszklone drzwi do jedno- i dwuosobowych pomieszczeń, w których przebywali leżący na łóżkach ludzie. Wszyscy byli podłączeni do kroplówek, aparatów do wspomagania oddechu i krążenia oraz innych urządzeń o niewiadomym przeznaczeniu; w innych pokojach znajdowali się pacjenci z objawami chorób psychicznych. – Spóźniliśmy się z pomocą i doszło u nich do niedotlenienia i w efekcie tego – uszkodzenia mózgu. Potrafimy leczyć wszystkie schorzenia ludzi, ale niestety, z uszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego nie możemy sobie na razie poradzić. – Dużo ich tu macie? – zapytał doktor Johansson. – Sto trzydzieści dwie osoby. ­– Tylko tylu było na pokładzie? – Nie. Trzech osób nie udało nam się utrzymać przy życiu, a dwie wyszły prawie bez szwanku. Jeden z nich, to nawigator Jack Norton, a druga osobą jest pasażerka – Lynda Stratton. Jeśli macie na to ochotę, możecie ją odwiedzić. – A tego Belliniego? – Niestety, nie. Przyłączył się do naszej wyprawy badawczej i poleciał do układu planetarnego towarzyszącego pewnej, niezbyt oddalonej gwieździe. – Dlaczego dalej odwiedzacie inne światy? – zainteresował się Preston. – Czyżbyście nie byli pewni, że Nova będzie waszym domem? – Tego jesteśmy pewni, ale przyświeca nam jeszcze jedna idea. Chcemy mianowicie zaszczepić zalążki życia w każdym miejscu, które daje choćby najmniejszą szansę, że kiedyś może się w nim życie rozwinąć. Bo przecież nie mamy żadnej gwarancji, że nasz (i wasz) świat będzie istniał zawsze. Wręcz przeciwnie – mamy pełną świadomość, że czasami spadają duże ciała niebieski sprowadzające na planety kataklizmy, że słońca gasną, że wybuchają Nowe i Supernowe. Czas życia każdej planety jest przez to ograniczony. – No tak. To jest naprawdę dobry pomysł, by zapewnić ciągłość życia nie bacząc na to jakim ono będzie. To może teraz chodźmy do tej pani... – Przejdziemy pieszo – to jest całkiem blisko. Ixt poprowadził ich kawałek i znaleźli się w wielkiej cylindrycznej przestrzeni. Jej ściany otoczone były galeryjkami, z których niezliczone drzwi prowadziły do tysięcy pomieszczeń. – Co za niezwykły ul! – wykrzyknął Pawłowski stykając dłonie. – Raczej jakieś pieprzone Alcatraz – odpowiedziała mu Sylwia składając dłonie jak do modlitwy. – To jest jeden z naszych habitatów – wyjaśnił Ixt. Jak pamiętacie w podróż wyruszyło milion Lemów, przeto nie mogliśmy zapewnić każdemu willi z ogródkiem. Wszyscy wsiedli do windy, a następnie Ixt zaprowadził ich do drzwi. – Lynda Straton już na was czeka – zakomunikował, po czym nacisnął przycisk W drzwiach stanęła ładna, wyglądająca na trzydziestoletnią, kobieta. – Jestem Lynda Stratton. Czekałam na państwa. – Przepraszam... – powiedział Pawłowski. – Myślałem, że pani jest trochę... – starsza? – Lynda wyszczerzyła w uśmiechu zęby. Oczywiście, że jestem. W chwili katastrofy miałam dwadzieścia dziewięć lat. Gdybym żyła na Ziemi miałabym dziś siedemdziesiąt osiem. Lemowie posiadają jednak urządzenie nazywane przez nas antygeriotronem, z którego korzystamy co pół roku, dzięki czemu proces starzenia zostaje zwolniony prawie dwudziestokrotnie. Tak więc obecnie mam w sensie biologicznym około trzydziestu trzech

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych