Znak potępienia (cz.1)
Addie nawet nie ma pojęcia, co jest zapisane w jej krwi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Nie gadaj, Addie?! Zgodziłaś się? Zgłupiałaś, czy jak?! – wrzasnęła Vea. To nie takie straszne. Tylko jedna noc w opuszczonym budynku za dożywotnią dostawę krówek. Mniam! Może i mieszkam tutaj od niedawna, ale potrafię ubijać interesy. – Oddałabym swój najładniejszy top, żeby tam nie iść! – Vea faktycznie była strasznie przywiązana do ubrań. Ci trendseterzy.. -Posłuchaj, już się założyłam z Rudym. Nie mogę tego spaprać. Jake by się dowiedział! – oburzyłam się. Założyłam się z tym cholernym rudzielcem tylko dlatego, że Jake patrzył. Z resztą, co to dla mnie? -A wyjaśnił ci zasady gry? – Vea upiła łyk Mountain Dew. -Mam tam spędzić jedną noc. Jezu, Vea, panikujesz. To tylko stała siedziba zebrań marginesu społecznego. – złapałam się za głowę. -Znowu ta naukowa gadka. Bla, bla, bla. Mówiłabyś do mnie po ludzku? – zaśmiała się i uniosła puszkę. – Za twoje zasikane dresy, jakie będziesz miała po tej nocy! – wzniosła toast. -Halo? Tak. Tu Addie. Znowu mamy przypadek Vei-której-wyparował-mózg. Proszę o szybką interwencję! – zaczęłyśmy się śmiać, ale po chwili Vea spoważniała. -Powiem ci. – potrząsnęła puszką, żeby wyleciały z niej ostatnie krople picia. -Rudy wkopał cię w koszmar. Stary John opowie ci to lepiej. Z tymi efektami i w ogóle… - jak zwykle Vea nie potrafiła być poważna dłużej niż pięć sekund. Taka jej zaleta. Wstałyśmy i poszłyśmy razem w nieznanym mi kierunku. Znalazłyśmy się przed rozklekotaną chatą. Wrzosowe czółenka Vei były cale utaplane w błocie, ale ona nie zdawała się tego zauważać. -Boję się go, ale on ci to musi opowiedzieć. – skuliła się i naciągnęła sweterek na ramiona. – John, potworze, chodź tu! – krzyknęła. Drzwi chaty trzasnęły z hukiem o ścianę. Z domu (jeśli tak go można nazwać) wyszedł brodaty, przyprószony siwizną mężczyzna. Uch, jak widać z mydłem ma jakieś porachunki. Fuj. – Powiedz jej. Co się zdarzyło wieki temu? – Vea sprowokowała starca. -Szczyle! Dobrze znacie tą historię!…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Just Say Yes
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…