Wróć do katalogu

Znałam tego motocyklistę

czuł się wolny jak ptak, dotykał nieba

jolsokolowska079sok, opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień zbudził mnie zapachem kawy. Kuchnia wydawała mi się posępna i jałowa. Andrzej wyjął z testera grzankę, odwracając się spojrzał mi w oczy, miałam wrażenie, że chce przebić wzrokiem szkła moich okularów. - Co cię gryzie? - Zapytał matowym głosem. To pytanie wyrwało mnie z odrętwienia. Było w nim więcej smutku niż zdziwienia. - Nic, wszystko w porządku. - Odparłam po swojemu i wsadziłam nos w gazetę. Zapadła chwila przedłużającego się milczenia. Andrzej westchnął głęboko, zakręcił się na pięcie i zniknął w przedpokoju. Zatrzasnął za sobą drzwi i zbiegł jak burza po schodach. Od kilku dni, prawie z sobą nie rozmawialiśmy. Trudno mi było o wszystkim mu opowiedzieć, nie umiałam, a może się bałam, nie jego a siebie. Coś jakby we mnie wysychało, wędrowało splątanymi ulicami myśli, męczyło nie dając wytchnienia. Nalałam do szklanki zimnej wody, wypiłam duszkiem, wróciłam do swego pokoju, próbowałam się skupić i skończyć ten cholerny reportaż. Monotonnie i od niechcenia wystukiwałam literki na klawiaturze. Znaki na monitorze zlewały mi się w jedną czarną masę. Po kilku godzinach poczułam tępe ukłucie w karku, zwiastowało ból głowy. Przerwałam pisanie, wstałam z krzesła i podeszłam powoli do okna. Dzień był jasny, deszcz ustał. Na szarym niebie pokazywało się nieśmiało słońce. Spojrzałam na zegarek. - Za parę godzin, Andrzej wróci do domu, może wspólna kolacja i szczera rozmowa dobrze nam zrobi. - Pomyślałam wtulając się w siebie. Od dłuższego czasu byłam w kiepskim nastroju. Nigdzie nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Odzywały się we mnie niechciane wspomnienia. Nie umiałam obronić się przed nimi, tkwiły we mnie jak wyrzut sumienia, jak ostra zadra. - Dlaczego pozwoliłam mu tamtej nocy odejść? Dzwoniło mi dotkliwie w uszach. Byłam całkowicie rozbita, nigdzie nie mogłam znaleźć sobie miejsca. To wszystko było jak niedobry sen. Zacisnęłam mocno powieki, nie pomogło. Czasem już tak mam, że do czegoś się przyczepię i drążę temat. Zwykle nie bez powodu. Miesiąc temu, tak to było w czerwcu, jak zwykle włączyłam radio. W porannym serwisie informacyjnym TOK FM usłyszałam: ••” Trzydziestodwuletni motocyklista dziś rano zginął na miejscu. Uderzył, jadąc z dużą prędkością w barierkę pobocza nowej autostrady. Jechał z ogromną szybkością, wymijał TIR-a. Warunki pogodowe i drogowe były dobre, jezdnia była sucha. Był jedyną, śmiertelną ofiarą wypadku. Nikt poza nim nie ucierpiał." Z tej informacji niewiele się dowiedziałam, niemniej sprawiła, że tamta noc ożyła we mnie ze zdwojoną siłą, jak na przetartym z kurzu ekranie telewizora. Coś mi mówiło, że to mój motocyklista, że to jednak zrobił. Nie chciał dalej żyć, nie miał siły się upić, tańczyć czy śpiewać.

****

Pamiętam wyraźnie tamtą noc. Na niebie wisiały ciężkie, stalowe chmury, szybko zapadł zmierzch. Droga była mokra i śliska od deszczu. Wracałam do domu, miałam za sobą całodniową jazdę samochodem, musiałam chwilę odpocząć, zatrzymałam się na dobrze oświetlonym, przydrożnym parkingu, miałam ochotę na papierosa. Nagle zapłonęły przed samą maską mojej toyoty światła czarnego motocykla. Wyrósł przede mną motocyklista, wysoki chłopak w obcisłym, czarnym kombinezonie. - Już późno. - Zagaił uprzejmie, zdejmując kask. Odwróciłam się na dźwięk jego głosu, nie od razu mu odpowiedziałam, przestraszyłam się. - Odpoczywam. - Odpowiedziałam lekko zakłopotana. Zgasiłam papierosa, filtr parzył mi palce. Chwila milczenia. Pokręcił się trochę po placu. Podszedł. Stanęliśmy twarzą w twarz. - A może jednak, mógłbym w czymś pomóc? - Zapytał. Jego spokojny głos i wygląd uspokoił mnie. Pierwsze słowa naszej rozmowy były o przysłowiowej pogodzie. To brzmi niedorzeczne, ale zaraz potem, bez wstępów zaczął opowiadać o sobie. Mówił szybko, chaotycznie, nie patrząc mi w oczy. Stałam się konfesjonałem, przypadkowo spotkanym na pustym parkingu. Stojąc przede mną rzucił mi w twarz swoją skargę. Rozumiem, że każdy kiedyś musi z siebie coś wykrzyczeć. Prawdopodobnie on miał taką potrzebę, potrzebę rozmowy. Początkowo nie zadawałam mu żadnych pytań, słuchałam zdziwiona, osłupiała. On był szczery i przeraźliwie prawdziwy, do bólu. - Zaufa mi pani? - Zapytał i zawiesił głos. - Chyba tak - odpowiedziałam, potrząsając głową. - Chcę, żeby mi pani uwierzyła temu, co mówię. Z żadną dziewczyną nie byłem tak szczęśliwy, z nikim dotąd nie było mi tak dobrze. Ona była dla mnie wszystkim.- Wyrzucał z siebie po krótkiej chwili milczenia. - Było ci tak dobrze? - Zapytałam nieśmiało. Uśmiechnął się gorzko. - Psiakrew, niech pani nie pyta - powiedział - owszem, ale teraz wszystko, co…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych